Siedmioro dzieci i to

balony

Czego baliście się w dzieciństwie?

Użyłem drugiej osoby liczby mnogiej w określonym znaczeniu. Czego baliście się nie „Wy, którzy czytacie tę notkę”, ale „Ty i Twoi koledzy z podwórka, placu, pola”?1. Bo my lękaliśmy się osiedlowych żuli przyodzianych w powyciągane, czerwono-czarne swetry i dygotaliśmy na dźwięk wyliczanki „…trzy, cztery, zamknij drzwi na spusty cztery…” — słowem, nasz dziecięcy strach uosabiał Freddy Krueger, uzbrojony w metalowe pazury poparzony, psychopatyczny potwór z Koszmaru z ulicy Wiązów, który mordował nieletnich bohaterów (m.in. debiutującego Johnny’ego Deppa) w ich snach.

Naszej paczce przewodził Rafał. Był o parę lat starszy ode mnie i miał niespotykany dryg do opowiadania historii z dreszczykiem. Pamiętam do dziś wstrząsające wrażenie, jakie wywarła na nas opowieść o czarnej, nieruchomej główce zaglądającej nocą do jego pokoju przez oszklone drzwi. Mocna była też historyjka o długowłosym Bobie ze święcącego wówczas triumfy serialu Twin Peaks, który pewnego deszczowego popołudnia brał prysznic w Rafałowej łazience.

Podwórkowe seanse grozy kończyły się późnym wieczorem. Gdy wracaliśmy do domów nasyceni przerażającymi historiami — niektórzy stawali z Rafałem w gawędziarskie szranki, lecz ze wszystkich takich potyczek zawsze wychodził on zwycięsko — gdy szliśmy rozemocjonowani do domów, krzaki szeleściły inaczej niż zwykle a cienie wydawały się nienaturalnie długie. Człowiek oddychał spokojniej dopiero wtedy, gdy znalazł się za drzwiami swojej klatki schodowej… o ile mieszkał na parterze. Osoby, które mieszkały wysoko, miały wszak jeszcze do pokonania kilka spowitych w nieprzyjemnym półmroku pięter.

freddy_kruegerRafał był fanem Freddy’ego Kruegera i nie omieszkał dzielić się z nami swoją fascynacją. Twierdził między innymi, że Freddy obserwuje nas niekiedy zza starego, zdezolowanego wózka dziecięcego, który porzucony przez właściciela stał smętnie przez kilka tygodni pod jednym z bloków. Kiedy resorami poruszał wieczorny wiatr, Rafał oznajmiał, że wózkiem buja osobiście sam Freddy. Nikt w to do końca nie wierzył, ale nikt nie miał też odwagi opuścić bezpieczny krąg wysypanego ceglanym miałem placu zabaw, żeby podejść do wózka, zajrzeć do środka i sprawdzić samemu.

Pewnego razu — bynajmniej nie nocą, tylko w słoneczny, letni dzień — wyruszyliśmy na eksplorację piwnicy. Długi, zygzakowaty korytarz ciągnął się przez całą długość czteroklatkowego bloku. Zeszliśmy do lochu przez pierwszą klatkę i maszerowaliśmy gęsiego ku ostatniemu wyjściu. Światła oczywiście nie zapalaliśmy. Mieliśmy ze sobą latarkę, a poza tym promienie słońca przebijały się gdzieniegdzie do korytarza przez wąskie, brudne, zakratowane okienka komórek rozlokowanych po obu stronach.

Czytaj dalej

Reklamy

Nowej notki na razie nie będzie (14)

nnnrnb

internet_explorer-old.PNGDowiedziałem się, że w starych wersjach Internet Explorera, jeszcze z końca lat dziewięćdziesiątych, przeglądarka w oryginalny sposób radziła sobie z nieznanym kodowaniem znaków. Jeżeli informacja o stronie kodowej nie była umieszczona w nagłówku witryny, IE przeprowadzał statystyczną analizę częstotliwości występowania liter w tekście. Język był rozpoznawany na podstawie powstałego histogramu. Oczywiście, przeglądarka myliła się za każdym razem, gdy słów było za mało, albo gdy by©y ekstraordynaryjne.

Mawiają, że bitcoin to pieniądz przyszłości. Ba, mawiają też, że blockchain, czyli rozproszona baza danych, na której oparte jest działanie bitcoina, posłuży w przyszłości także do innych celów: do prowadzenia ksiąg wieczystych, do podpisywania umów, do rejestrowania aut, do głosowania.

Wypadałoby zgrabnie przetłumaczyć blockchain na polski. Wyszło mi coś takiego:

blockchain = blokołańcuch = klocołańcuch = klocuch

Kto zrozumiał, ten zrozumiał.

Czytaj dalej

Filmorys (21)

black_pearl

W dzisiejszym Filmorysie aż trzy filmy otrzymały najwyższą możliwą ocenę. Haczyk? Dwa z nich już kiedyś widziałem. Nie ma to jak w pełni satysfakcjonująca powtórka! Mam zresztą taki cichy zamiar: Po skończeniu pięćdziesiątego, ewentualnie sześćdziesiątego roku życia, będę z premedytacją oglądać (prawie) wyłącznie filmy mi znane, „sprzed lat”, takie, o których będę wiedział, że są znakomite. Sentyment połączy się na zawsze z jakością.

Oczywiście, różnie to bywa. Gusta się zmieniają. Niekiedy powtórne seanse rozczarowują. Od takiego przypadku dzisiaj zaczniemy. Zaś na samym końcu znajdziecie omówienie wyjątkowego gniota.

Czytaj dalej

Obejrzane w 2016: Rozczarowania, cz. 2

arrival

5. Thank you for playing
(2015)

Bo za mało tu o grach komputerowych lat 90. Półtoragodzinny film poświęcony polskim czasopismom komputerowym legendarnej dekady pozornie nie może być poświęcony również i grom jako takim, ale bądź co bądź Secret Service i Gamblera czytało się przede wszystkim dla nich, w przeciwieństwie, na przykład, do Programu Trzeciego Polskiego Radia, który, odnoszę wrażenie, fani Manna i Niedźwieckiego słuchają przede wszystkim po to, żeby posłuchać Programu Trzeciego Polskiego Radia, ale może się czepiam i jestem złośliwy, bo wciąż nie mogę Trójce wybaczyć promocji Bukartyka.

Wracając do tematu: Dokument Thank you for playing sporo by zyskał, gdyby od niechcenia wspomniano w nim o kilku konkretnych pecetowych tytułach, które ukształtowały elektroniczną rozrywkę. Na przykład o Doomie, Warcrafcie, Half-Lifie, UFO, Cywilizacji, Carmageddonie, jakiejś przygodówce. Tym sposobem przełamano by też formułę gadających głów. Pod koniec robią się monotonne, chociaż z drugiej strony przefajnie jest posłuchać Pegaz Assa, Gulasha, Dra Destroyera oraz Mr Roota i przypomnieć sobie, jak budowało się społeczność fanów w przedinternetowej epoce przy pomocy gęsto zadrukowanego, szeroko kolportowanego papieru.

TYFP porusza także fascynujące zagadnienie z pogranicza etyki dziennikarskiej. Potęga polskich czasopism komputerowych tamtej ery zbudowana została poniekąd na złodziejstwie. Przepraszam za mocne słowo, ale nazwijmy rzecz po imieniu, nawet jeśli za chwilę spróbujemy ją usprawiedliwić:

Otóż w latach 90. praktycznie wszyscy piracili. Redaktorzy może i korzystali z oryginałów, lecz wiedzieli doskonale, że odbiorcami ich magazynów są (młodzi) ludzie, którzy najpierw z wypiekami na twarzy czytają recenzje nowego Battle Isle, a potem bez skrępowania wędrują na giełdę. Tak, wiem, trudno mówić tu o nagannym oportunizmie, choćby dlatego, że prawo polskie przez wiele lat zezwalało na piracki proceder. Poza tym inaczej się nie dało, ceny oryginalnych gier wołały wówczas o pomstę do nieba. Niemniej, sytuacja nie była w stu procentach czysta.

Za to TYFP jest w stu procentach nostalgiczny. Ale, kurczę, tego Dooma i Warcrafta mogli przez minutę powspominać!

Niezwykle znamienna jest scena, w której Pegaz, niegdyś naczelny Secret Service, rysuje kamieniem na piachu miejsce, w którym stała redakcja magazynu. Dlaczego na piachu? Bo dziś jest tam tylko plac budowy. Mało kto pamięta, że w latach 90, pracowali tam idole młodego pokolenia. Mnie ta scena bardzo poruszyła uświadamiając po raz kolejny, że magia lat 90. już nigdy nie wróci. Ale może to i lepiej. Niech to wszystko pozostanie w naszych wspomnieniach.

Roger Żochowski (PPE, 30/9/2015)

(Kliknijcie na link i zerknijcie do recenzji Żochowskiego dla pewnego cudnego zdjęcia.)

thank you for playing

Czytaj dalej

Obejrzane w 2015: Rozczarowania

mud-tytulUciekinier (2012)

mudŚwietny Matthew McConaughey (pomyśleć, że kiedyś go nie znosiłem) jako tajemniczy włóczęga ukrywający się przed stróżami prawa na bezludnej wysepce (ale bardzo blisko cywilizacji). Odnajduje go przypadkiem dwójka miejscowych chłopaków, których dzieciństwo nie rozpieszcza, a którzy teraz będą musieli przejść przyspieszony kurs dojrzewania.

Mud to film niezły, lecz o pół godziny za długi. Przedwcześnie wytraca emocjonalny pęd – potrzebny szczególnie tego typu historiom – a potem na domiar złego wpada w parę hollywoodzkich klisz. Na plusy należy zaliczyć klimat ubogiego Południa Stanów Zjednoczonych oraz obłędnie wylaszczoną Reese Witherspoon.

Czytaj dalej

Niewysłowione okrucieństwo Panisa

Miecz Prawdy (Sword of Truth) Terry'ego Goodkinda jest jednym z fielkich cykli fantasy dwóch ostatnich dekad. Licząca jedenaście tomów epicka opowieść rozpoczęta została Pierwszym prawem magii (Wizard's First Rule) w 1994 r., a zakończona Spowiedniczką (Confessor) w 2007 r. Jej bohaterami są leśny dziad przewodnik Richard Cypher, Matka Spowiedniczka Kahlan Amnell i czarodziej Zeddicus Zu'l Zorander. Wspólnymi siłami starają się — jakżeby inaczej — powstrzymać niewyobrażalne zło zagrażające światu. O ile każdy z ośmiu pierwszych tomów cyklu pomyślany został jako poniekąd zamknięta całość, o tyle trzy ostatnie tworzą już jeden ciąg prowadzący do fabularnego zwieńczenia Miecza Prawdy.

Czytaj dalej

Śmierć Jakuba W.

W ramach letniego odprężania się przy lekturach lekkich, wesołych i przyjemnych sięgnąłem po Weźmisz czarno kure…, jeden z pięciu (szósty w przygotowaniu) zbiorów opowiadań o Jakubie Wędrowyczu. Swojego czasu słyszałem sporo dobrego o "wędrowyczowskiej" twórczości Andrzeja Pilipiuka, aczkolwiek nigdy żaden z polecających nie twierdził, że jest to literatura wysokich lotów. Gdy zabierałem się do lektury, moja poprzeczka oczekiwań była więc mocno obniżona.

Czytaj dalej

Na Johna ze stali czerwone oczko mruga


Wróciłem właśnie z nowego Terminatora. Na pisanie pełnej recenzji nie mam czasu (ani, szczerze mówiąc, ochoty), ale ponieważ film na ekrany tak norweskich jak i polskich kin wszedł właśnie dzisiaj i wielu z Was zadaje sobie zapewne sakramentalne pytanie "czy warto?", postanowiłem sporządzić subiektywną listę plusów i minusów. Terminator 4 vel Terminator: Ocalenie stanowi zresztą dość wdzięczny materiał dla takiej właśnie treściwej analizy, bo bardzo łatwo wypunktować jego wady i zalety. Ilościowo zalety wygrywają 6:5, ale jakościowo to niestety wady przeważają.

I bez obaw — będzie bez spojlerów. …

Czytaj dalej

Filmorys (7)

Na nowy Filmorys musieliście czekać trzy miesiące z hakiem. W ramach rekompensaty następny ukaże się do końca marca, jako że w międzyczasie obejrzałem wystarczająco dużo filmów. Dzisiaj zdemaskujemy Angielskiego pacjenta i Pozwól mi wejść, porozmawiamy po męsku o alternatywnych komediach romantycznych (To właśnie miłość i Chłopaki też płaczą), odświeżymy sobie klasykę (Obywatel Kane i Egzorcysta), rozczarujemy się nowym Bondem i kinem niezależnym Tommy’ego Lee Jonesa, oraz dowiemy się, jaka właściwie jest ta Walkiria z Tomem Cruisem. Dziewięć filmów i dwadzieści cztery gwiazdki na czterdzieści pięć możliwych. Pytanie tylko, jak rozłożone.

Czytaj dalej

Indiana Jones i Trzy Grosze Borysa


Nowy Indiana Jones trafił do kin przeszło dwa tygodnie temu. Film obejrzałem w dniu premiery i początkowo nosiłem się z zamiarem popełnienia recenzji, jednak nie miałem czasu zabrać się za to od razu, a zaraz potem obrodziło w Sieci cudzymi tekstami. Pełnowymiarowej recenzji już nie napiszę, ale swoje trzy grosze chciałbym dorzucić.

Czytaj dalej