Stalin umarł w drugiej o czwartej

Twilight Struggle, wybitna, dwuosobowa gra strategiczna osadzona w realiach Zimnej Wojny, w przemyślny sposób scala z mechaniką najważniejsze wydarzenia epoki. Ich przetasowania czynią z każdej partii absorbującą zabawę w kontrafaktyczną narrację.

Autorzy zrezygnowali jednak z aktywnego zaangażowania w grę postaci przywódców obu bloków. W talii znajduje się karta związana z zabójstwem JFK-a, karty związane ze słynnymi przemówieniami Chruszczowa oraz Reagana, i to chyba tyle.

Musimy więc odpowiedzieć sobie na pewne ważkie pytanie.

Maksymalna długość trwania partii TS-a wynosi 10 rund. Trzy pierwsze trwają po sześć tur, siedem ostatnich po siedem. Łącznie daje to 67 tur. Nie wliczam nagłówkowych otwarć — zakładam, że rozgrywają się niejako w tle głównej chronologii — oraz nie uwzględniam bardzo rzadkiej możliwości przedłużenia niektórych rund o dodatkową turę.

Przyjmijmy, że Zimna Wojna rozpoczęła się w styczniu 1946 r. Jest to data dobra jak każda inna, gdyż historycy nie wyróżnili konkretnego wydarzenia, które dałoby sygnał startowy do powojennych zmagań sowiecko-amerykańskich. Najwcześniejszy godny uwagi fakt odnotowany przez skądinąd poczytne kalendarium na Wikipedii stanowi konferencja jałtańska w lutym 1945 r.

W styczniu 1946 r. wybuchł natomiast na nowo konflikt między chińskimi komunistami i nacjonalistami, a Austrię podzielono na strefy okupacyjne. Zaraz potem, w lutym, Stalin przemówił, że dalsze boje z kapitalizmem i imperializmem są nieuniknione, zaś Kennan wysłał swój słynny Długi Telegram. Niech więc będzie: styczeń ’46.

Liczba miesięcy musi dzielić się przez 67. Najbliżej przełomu 1989/1990 jest zatem sierpień ’90: wybucha Wojna w Zatoce, Estonia i Armenia opuszczają konający ZSRR. Dla potrzeb TS przyjmujemy więc, że Zimna Wojna trwała od stycznia 1946 do sierpnia 1990; 536 miesięcy. Jedna tłajlajtowa tura trwa w takim razie tych miesięcy osiem.

I teraz tak: Stalin umarł w marcu 1953 r., 86 miesięcy po styczniu ’46 tudzież prawie 11 tur po rozpoczęciu Zimnej Wojny. Czyli umiera w trakcie czwartej tury drugiej rundy.

Wcześniej karty destalinizacyjnej używamy tylko na własne ryzyko!

Nowej notki na razie nie będzie (15)

Jaipur.jpg

1. Będzie, będzie, ale w niedzielę. Przez kilka ostatnich tygodni notki ukazywały się często i regularnie, raz na dwa dni. Regularność zachowuję, częstotliwość przykręcam i mocuję na środach oraz niedzielach.

2. Odkryłem minimalistyczny, funkcjonalny i darmowy serwis służący do katalogowania słuchanej muzyki. Można by ironicznie rzec, że poszukiwania zajęły sporo czasu, ponieważ RateYourMusic wystartował już w 2000 r. Tutaj znajduje się mój „audiostrumień”. A po co mi to do szczęścia? Otóż od kilku miesięcy słucham średnio jednego-dwóch nowych albumów dziennie (!). Potrzebowałem sposobu na szybkie zaznaczanie dobrych płyt, by móc do nich w przyszłości wracać. Plik tekstowy w pewnym momencie zrobił się niewygodny w użyciu.

dolores_oriordan3. W zeszłym tygodniu zmarła Dolores O’Riordan, wokalistka grupy The Cranberries. To smutna wiadomość dla wszystkich osób, które wychowały się w latach dziewięćdziesiątych. Dla naszego pokolenia utwory Dreams, Linger, Zombie, Salvation, Promises i Animal Instinct śpiewane niepodrabialnym głosem Dolores były częścią muzycznej scenerii późnego dzieciństwa tudzież wczesnej młodości. Na wieść o śmierci piosenkarki powróciłem po wielu latach przerwy do albumów The Cranberries. To the Faithful Departed i Bury the Hatchet nie zestarzały się w ogóle. Wciąż zasługują na maksymalne oceny.

4. Wypróbowaliśmy Jaipur, grę karcianą dla dwóch (i tylko dwóch) osób, której tematem jest handel kosztownościami, skórami, suknem i przyprawami — oraz wielbłądami pełniącymi w mechanice kluczową rolę „zapychaczy” — na indyjskim bazarze. Polecam! Jedna partia trwa dziesięć-piętnaście minut, toczy się dynamicznie; można grać na luzie, można też wziąć rozgrywkę na ambit i próbować przewidywać ruchy przeciwnika. A jeżeli oponent też napnie mózg, Jaipur zamieni się w przyjemne, taktyczne kombinowanie. Karcianka zamyka obecnie pierwszą setkę najlepszych gier „bez prądu” w zestawieniu BoardGameGeek.

5. Gdy czytałem cykl wiedźmiński po raz pierwszy w 2004 r. i z wypiekami na twarzy wyobrażałem sobie porządną, zachodnią, wysokobudżetową ekranizację — przypominam, że wówczas wszyscy miłośnicy fantasy mieli w pamięci zachwycającą ekranizację Powrotu Króla sprzed zaledwie pół roku — myślałem zarazem ze smutkiem, że to marzenie ściętej głowy. A jednak! Marzenia czasami się spełniają. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że pod koniec 2018 r. lub w pierwszej połowie 2019 r. doczekamy się porządnej, zachodniej, wysokobudżetowej ekranizacji Wiedźmina w formie serialu. Przejrzałem przetłumaczone na polski Q&A z Lauren Hissrich, scenarzystką i opiekunką produkcyjną (tzw. showrunnerką). Jej odpowiedzi napełniły mnie ufnością w powodzenie projektu; Hissrich podchodzi najwyraźniej z szacunkiem do prozy Sapkowskiego i „czuje” materiał wyjściowy. Trzymam kciuki za Netflix. Dwa miecze. Jeden na potwory. Drugi na ludzi.

oldman-churchill6. Odradzam natomiast film Czas mroku, który pojutrze wchodzi na ekrany polskich kin. Najnowsze dzieło Joe Wrighta, reżysera Anny Kareniny i Pokuty, opowiada o początku „zachodniej” Drugiej Wojny Światowej z brytyjskiego punktu widzenia. Bohaterem jest Winston Churchill, który właśnie zostaje mianowany nowym premierem. Wojska III Rzeszy napierają na Francję, przegrana potężnego sojusznika to kwestia czasu, a Churchill musi podjąć najtrudniejszą decyzję życia: iść na ustępstwa i paktować z Hitlerem, czy stawić Niemcom zdeterminowany opór?

Czas mroku możemy traktować jako prequel rewelacyjnej Dunkierki z akcją toczącą się nie na polu bitwy, ale w brytyjskich gabinetach. Gary Oldman jest fenomenalny w roli Churchilla — inna sprawa, że ma na sobie tonę charakteryzacji — jednak reżyser zapatrzył się za bardzo w historię i znów położył wszystko na jego barkach. W Czasie mroku zabrakło zupełnie politycznego nerwu. Jednak czego właściwie należało się spodziewać po reżyserze, który kręci notorycznie nudne filmy?

7. A jeśli Hitler tak naprawdę wygrał Drugą Wojnę Światową? Jako wódz Tysiącletniej Rzeszy mógł wszak zaplanować wszystko na przynajmniej 75 lat do przodu. Bądź co bądź Żydów w Europie dzisiaj właściwie nie ma, ZSRR się rozpadł, a Niemcy są obecnie gospodarczą potęgą, liderem kontynentu. Verdammt!