Szarpać jak Tusk koronę

POLAND-GERMANY-EU-DIPLOMACY-POLITICS

– Przede wszystkim ważne decyzje zapadają rzadko. Niesłychanie rzadko. Badanie historii politycznej uświadamia, że meandry bieżącej polityki w ogóle nie są istotne. Polityka nie jest filmem akcji, w którym każda minuta przynosi ważne zdarzenie. Politykę obserwować trzeba nie z perspektywy dnia, lecz całych dekad. Wtedy widać, że politycznym wydarzeniem było powstanie Unii Europejskiej oraz decyzja o poszerzeniu jej granic. Politycznym wydarzeniem było inteligentne uformowanie Unii, które pozwala jej osiągać dwa wielkie cele – blokować wybuch wojny oraz usuwać granice na drodze pracy i kapitału. Reszta to zgiełk bieżącego życia.

(…)

– Pana analizy dobrze się czyta, ale po lekturze dochodzę do wniosku, że pana zdaniem po 25 latach demokracji w Polsce żadna siła polityczna nie odniosła żadnego sukcesu. Lewica dała się zepchnąć na prawo, poddaje się wpływom konserwatywnego społeczeństwa, a jednocześnie nie uwolniła się od postkomunistycznego balastu. Liberałowie? To stado baranów, które w panicznym strachu przed Jarosławem Kaczyńskim godzi się na miękki prawicowy autorytaryzm Donalda Tuska i jego z gruntu konserwatywnej partii. Jarosław Kaczyński stał się z kolei zakładnikiem społecznych demonów, które sam uwolnił i autokreacji, jaką stworzył na użytek mas. Prawicowi „niepokorni” – grupa oszołomów marząca o wielkiej Polsce, której nie ma i nie było, bo od 300 lat, jak sam pan pisze, „dostajemy po dupie bardziej niż inni”. Wreszcie Donald Tusk – człowiek, który wygrał kilka wyborów z rzędu, wyeliminował kolejnych rywali, ale cóż z tego skoro nic nie może, bo jest premierem prowincjonalnego kraju sterowanego przez siły zewnętrzne – interesy mocarstw, przepływy kapitału, geopolityczne przepychanki dla nas niedostępne. Czy trafnie podsumowuję pana diagnozę polskiej polityki?

– Tak, jak najbardziej. Opisuję polityków, których maksimum sprawności to wyszarpanie korony z rąk przeciwników.

– Robert Krasowski (rozmawiał Łukasz Pawłowski) (18/2/2014)

Reklamy

Wielka rzesza magistrów

[W 2013 r.] Agata Bielik-Robson twierdziła, że Polska jest passé, bo nie da się jej pogodzić z nowoczesnością. A ponieważ trzeba wybierać między Polską i nowoczesnością, to ona wybiera nowoczesność. Wystarczyły jednak dwa lata, żeby nienowocześni wyznawcy polskich mitów i „sekta smoleńska” (…) wygrali wybory ze zwolennikami nowoczesności, dzięki lepszemu posługiwaniu się twitterem i facebookiem. (…)

Polacy o wykształceniu podstawowym i zawodowym okazali się silniejszym elementem społecznym niż cała wielka rzesza magistrów. Ci, którzy nie studiowali, nie mieli bowiem okazji zarazić się tak głęboko (…) modnymi sloganami nowej lewicy. Ponieważ ostoją tego typu myślenia po latach PRL-u pozostały uniwersytety i środowiska opiniotwórcze, wychowankowie tych środowisk i ich satelici przesiąkli fałszywą ideologią w znacznie większym stopniu niż tak zwani ludzie prości. Zaś życie i działanie według fałszywych idei, nawet jeśli początkowo przynosi profity, na dłuższą metę jest życiem w poznawczym i moralnym zagubieniu, co w sposób naturalny prowadzi do porażki.

Andrzej Waśko (10/2/2016)

Polskość, w której się odnajduję, to polskość, która mnie porywa. A porywa mnie nie sam opis tego, jak wygląda Polska, ale przede wszystkim wizja jej zmiany. Taka wizja nie ma racji bytu bez wymiaru moralnego i wyraźnego rozróżniania dobra od zła. Zupełnie nie rozumiem, o co chodzi w stwierdzeniu „Nie wolno dzielić Polaków” albo „Prezydent wszystkich Polaków”. Dzielmy się! Wykluczajmy! Kłóćmy się o to, kto jest lepszym Polakiem. (…) Od podziału, konfliktu nie ma ucieczki. Wykluczamy zawsze. Możemy jedynie udawać, że tego nie robimy, ale wtedy wykluczamy subtelniej, a przez to głębiej i skuteczniej. (…) Najbardziej dzielą nas ci, którzy mówią, że nie wolno nas dzielić.

Michał Łuczewski (22/5/2016)

— Wiele się dziś mówi o pogłębiających się podziałach politycznych w Polsce. Czym zatem różni się wyborca PO od wyborcy PiS-u? Pan powiedział mi kiedyś, że w Wałbrzychu, pana okręgu wyborczym, te różnice są niewielkie.

— Miałem na myśli status społeczny. Nauczyciel, bezrobotny, młodszy czy starszy może głosować zarówno na PO, jak i PiS. Nasi wyborcy różnią się za to podejściem do głównych zagrożeń dla Polski i wyzwań przed nią stojących. Badania pokazują, że różnią się także co do oceny własnej sytuacji – optymiści są i byli przy PO, a pesymiści przy PiS-ie.

— A zatem po ośmiu latach rządów PO przybyło nam pesymistów…

— To trochę bardziej skomplikowane.

Tomasz Siemoniak (rozm. Łukasz Pawłowski) (14/6/2016)

Wszystkie wyróżnienia moje (3)

Forma [państwa] wymaga wyjątkowej powagi, ponieważ jeśli ma być prawdziwa, trwała i skuteczna, to musi się odwoływać do nieprzebranego zapasu energii, inaczej stanie się tragifarsą własnej idei. […] Polska w tym świetle poza pewnymi okresami nigdy nie była państwem. Polskiej wspólnocie politycznej brakuje siły i powagi dla państwowości, która sprawia, że polityka staje się sprawcza sama z siebie. […] Państwo w Polsce jest tylko płaszczem, którym wspólnota okrywa się, aby nie zmarzła w silnym przeciągu wiatru historii pomiędzy Zachodem i Wschodem.

Tomasz F. Krawczyk (15/1/2016)

Czytaj dalej Wszystkie wyróżnienia moje (3)

Nowej notki na razie nie będzie (9)

1. W kilogramie wody znajduje się sto milionów miliardów miliardów molekuł H2O; jedynka z dwudziestoma sześcioma zerami. Dużo. Wyobraźmy więc sobie maleńką „kropelkę” wody składającą się z zaledwie 300 molekuł i dla wielkiego uproszczenia przyjmijmy, że każda z nich może znajdować się w jednym z dwóch stanów, np. albo wibruje zgodnie z ruchem wskazówek zegara (nazwijmy go stanem A), albo w kierunku przeciwnym (B).

Chcemy opisać naszą kropelkę poprzez skatalogowanie wszystkich możliwych kombinacji stanów molekuł. Ile ich będzie? Dla dwóch molekuł istniałyby tylko cztery (AA, AB, BA, BB), dla trzech molekuł – osiem (AAA, AAB, ABA, itd.), a dla trzystu łączna liczba kombinacji wynosi dwa pomnożone przez siebie trzysta razy, czyli dwa do trzechsetnej potęgi, a to z kolei daje nam jedynkę z 90 zerami. Kombinacji jest więcej niż atomów we Wszechświecie!

I teraz morał: Twardy dysk wielkości całego kosmosu nie pomieściłby szczegółowego opisu maleńkiej kropelki wody.

Czytaj dalej Nowej notki na razie nie będzie (9)

Polskie klasy społeczne

Staszek wrzucił ostatnio na swoją fejsbukową ścianę linki do dwóch wywiadów z polskimi socjologami. Obaj naukowcy opowiadają o strukturze polskiego społeczeństwa tłumacząc kluczowe zjawiska pojęciem klasy społecznej. Lektura długa oraz nieco wymagająca, ale i absolutnie fascynująca. Prof. Słomczyński w magazynie Kontakt skupia się na konsekwencjach transformacji ustrojowej, natomiast prof. Zarycki w Nowych Peryferiach przybliża różnice między kapitałem ekonomicznym, kulturowym, społecznym i politycznym. Gorąco polecam przeczytać samemu, a na zachętę – bądź jako ersatz dla tych, którzy nie mają siły/czasu na zapoznanie się z całością – przytaczam najciekawsze fragmenty.

Z wywiadu z prof. Słomczyńskim:

Jak w takim razie w adekwatny sposób dokonać podziału na klasy społeczne w Polsce? Jakich kryteriów trzeba użyć?
Istnienie klas społecznych jest samo przez się związane z pewnym wymiarem nierówności. Kiedy jednak mówimy o nierównościach społecznych, zwykle pytamy: „Kto co ma?”. Kiedy natomiast mówi się o klasach społecznych, to najważniejsze pytanie brzmi: „Kto kontroluje co?”. To właśnie problem kontroli różnego rodzaju zasobów jest najwłaściwszym kryterium, po które w tym kontekście możemy sięgnąć. Można na tę kwestię spojrzeć bardzo ewolucyjnie, bo choć nastąpiły pewne gwałtowne przełomy w zdarzeniach politycznych i ekonomicznych, to struktura społeczna zmieniała się stopniowo. Z dnia na dzień można zmienić system polityczny, ale nie można zmienić struktury społecznej. Dzisiejsza struktura społeczna wyrasta więc z tej, która funkcjonowała jeszcze w czasach realnego socjalizmu.

(…)

Jak proponowany przez pana profesora podział można odnieść do klasycznego podziału na klasę wyższą, średnią i ludową?
To wiąże się z wielkim sporem w socjologii dotyczącym tego, w jakim stopniu klasy są odróżnialne od tego, co w socjologii nazywa się „stratyfikacją”. Osobiście uważam, że struktura klasowa i stratyfikacja to są dwa ważne, ale różne wymiary struktury społecznej. To bardzo ważne: sama struktura klasowa nie jest automatycznie zhierarchizowana. Niektóre klasy w jednym aspekcie życia społecznego sytuują się wyżej od innych, podczas gdy biorąc pod uwagę inny aspekt, sytuacja jest odwrotna. Terminologia klasy wyższej, niższej i średniej, której się często używa, została wymyślona w Stanach Zjednoczonych i pełniła bardzo ważną rolę ideologiczną. Zamiast mówić o klasach, które miały istotne znaczenie dla kształtowania kapitalizmu jako takiego, wymyślono kategorię uniemożliwiającą odpowiedź na centralne pytanie: w jaki sposób struktura klasowa jest związana z nierównościami społecznymi? Bo już w samej terminologii klasowej zawarto, że klasa jest wyższa, niższa lub średnia. Amerykanie postanowili przeskoczyć jeden krok i zamazać przez to sytuację, w której na przykład ze względu na kapitał ekonomiczny klasa kapitalistów jest na górze, ale ze względu na kapitał ludzki wyżej od nich stoi klasa menadżerów i profesjonalistów. Tego się w takim języku nie powie. Z tego powodu używanie tej terminologii moim zdaniem jest może dobre w dyskursie publicznym, ale na pewno nie w naukowym.

Z wywiadu z prof. Zaryckim:

A jak się przejawia, twoim zdaniem, dominacja kapitału kulturowego w Polsce?

Można to obserwować na różnych wymiarach. Moim ulubionym jest wymiar długiego trwania, czyli przekazywania pozycji społecznej. Jak się spojrzy na ostatnie 100 lat albo więcej, to można zobaczyć, że żadna frakcja elity, osób, które miały wysoki status społeczny, nie była w stanie przekazać go swoim dzieciom inaczej niż za pomocą kapitału kulturowego. Ponieważ to jest jedyny zasób w naszej części Europy, który jest w miarę stabilny, można go w miarę stabilnie akumulować, a potem przekazywać. Przez kapitał kulturowy rozumiem nie tylko wykształcenie. Obejmuje on wiele nieformalnych kwestii związanych z socjalizacją: tak zwane „dobre wychowanie”, dobry smak, dobry gust, dobre, a więc uznawane za kluczowe w danym środowisku, wartości. Często także materialne przedmioty, jak książki czy pamiątki rodzinne. Kapitał ekonomiczny jest w zasadzie nieprzekazywalny, gdyż w naszej części Europy mamy co kilkanaście-kilkadziesiąt lat jakiś totalny upadek, wojny, kryzysy ekonomiczne, niezliczoną ilość dewaluacji, denominacji. Sam pamiętam hiperinflację, która towarzyszyła w Polsce upadkowi komunizmu. Również na poziomie politycznym trudno jest przekazać status społeczny. To nas odróżnia od Rosji i innych krajów byłego Związku Radzieckiego. Tam nomenklatura za komuny przekształciła się w samoreprodukującą się warstwę. Do dzisiaj wszyscy wiemy, że członkowie elity polityczno-gospodarczej Rosji to w dużym stopniu ludzie wywodzący się z rodzin, które były w nomenklaturze już w czasach sowieckich, podczas gdy w Polsce komuna nie wykształciła mechanizmu reprodukcji. Dzieci nomenklatury komunistycznej prawie nigdy nie dziedziczyły pozycji politycznych.

(…)

Dominację tego typu kapitału można też pokazywać w innych wymiarach. Są ciekawe badania dotyczące szkolnictwa, selekcji na poziomie egzaminów. Na najlepsze uczelnie dostają się ludzie, którzy mają najlepszy kapitał rodzinny, kulturowy. Podczas gdy ludzie z dużym kapitałem ekonomicznym, owi „nowobogaccy przedsiębiorcy”, mają do nich o wiele bardziej ograniczony dostęp. Mogą posłać swoje dzieci na studia za granicę, ale wtedy mało kto wraca.

Jest jeszcze symboliczny wymiar sprawy. Cały system polityczno-kulturowy Polski pracuje na dowartościowanie inteligenckości. Prawie wszędzie obserwować można, nazywany takimi czy innymi słowami, ale wyraźny i kluczowy podział na „ludzi kulturalnych” (czyli, w domyśle, inteligentów), i „niekulturalnych”, czyli w brutalnym ujęciu „chamów”. I to jest zakodowane praktycznie we wszystkim: w naszej edukacji, w świętach narodowych. Wystarczy pójść na dowolną uroczystość na uniwersytecie, ale również dowolne obchody rocznicowe – to jest zawsze święto ku czci „inteligenckich tytanów”, zawsze się mówi, że to są jedyne wzory, jakie mamy.

Można by też pewnie pokazać – choć to są już spekulacje, ja tego nie udowodniłem – że ludzie, którzy robią karierę finansową, mają bardzo dobre posady w korporacjach i tak dalej, to też w dużym stopniu są inteligenci. Ludzie, którzy osiągnęli tę swoją bardzo dobrą pozycję dzięki umiejętnościom, kompetencjom kulturowym, kontaktom. To było oczywiste jeszcze w tych pierwszych latach, jak komuna upadała. To byli ludzie, którzy zawsze mieli dużo kontaktów za granicą, znajomość języków… Często te kontakty i doświadczenie zdobyte na zachodzie, a wówczas niedostępne dla innych, powodowały, że oni pierwsi byli wybierani do tego, żeby zakładać oddziały korporacji zachodnich. Uzyskali tym samym ogromną możliwość robienia kariery. Myślę, że oni instynktownie czują, że gra kulturowa jest dla nich bardzo ważna, że to jej zawdzięczają karierę, a dla zabezpieczenia pozycji kulturowej kluczowe jest kultywowanie inteligenckich wartości i przekazywanie ich następnym pokoleniom.

Autorką zdjęcia w nagłówku wpisu jest Magdalena Roeseler (CC).

Kaczor Donald Reloaded

Za cztery tygodnie w Polsce odbędą się wybory. Dlaczego wybory te będą wyjątkowe, nie muszę Wam mówić — wiecie w końcu lepiej ode mnie, bo poza internetowymi serwisami informacyjnymi macie jeszcze do dyspozycji telewizję (i reżimową, i niezależną). Niestety, ja przyłączę się do ademokratycznego i politycznoolewackiego grona, które obniży frekwencje i do urn nie pójdzie. Jako emigrant mam co prawda bardzo dobre usprawiedliwienie, jednak naprawdę nie chodzi o to, że nie chce mi się ruszyć czterech liter do ambasady — mam przecież zupełnie niedaleko. Jestem natomiast zdania, że osoby, które opuściły kraj „na dobre”, nie posiadają moralnego prawa do głosowania w wyborach parlamentarnych w ojczyźnie, nawet jeśli wciąż są formalnie jej obywatelami. Wyjechałeś? A więc nie wiesz, jak tak naprawdę wygląda sytuacja w kraju — zostaw głosowanie tym, którzy wiedzą i którzy potem będą musieli przez cztery (albo dwa) lata znosić konsekwencje swego wyboru. Zawsze irytowały mnie amerykańskie dziadki-polonusy siedzące od dziestu lat za Oceanem, ale nadal chcące aktywnie uczestniczyć w życiu politycznym kraju, z którego pochodzą. PRL już się skończył — jak tacy z was patrioci, to wracajcie do Polski.

Czytaj dalej Kaczor Donald Reloaded