Z Afryki do Lwowa

lwow

W zeszłym roku, w ramach poszerzania wiedzy o świecie, przeczytałem Afrykę dzisiaj: Piękną, biedną, różnorodną, reportaż Jerzego Gilarowskiego, który wynalazłem, zdaje się, na Woblinkowej wyprzedaży, i kupiłem impulsywnie – ale, o dziwo, w przeciągu paru tygodni przeczytałem. Niemały to sukces, gdyż jestem bardziej skory do spontanicznego nabywania książek niż ich niezwłocznej lektury.

Gilarowski, z wykształcenia geograf, opowiada o Czarnym Lądzie prostym, gładkim, na dobrą sprawę blogowym stylem, lecz przez lekturę niesie nas jego niekłamana pasja globtrotera-przedsiębiorcy. Autor jeździł do Afryki wiele razy, przez pewien czas tam mieszkał, rozkręcał gastronomiczny biznesik. Przywiózł więc mnóstwo obserwacji obyczajowych, które zafrapują każdego zasiedziałego w Starym Świecie Europejczyka.

afryka_dzisiajGilarowski nie stara się o członkostwo w Polskiej Szkole Reportażu, nie upina skomplikowanej narracji. Tnie materiał na kawałki, układa rozdziały alfabetycznie. Za najciekawsze uznałem „Autobusem” (o długodystansowym podróżowaniu), „Dodoma”, „Foufou”, „Interes”, „Jambo”, „Sudan”, „Targowisko”, „Urzędnik” (o miejscowej biurokracji). Ogólnie rzecz biorąc, Afryka dzisiaj to lektura satysfakcjonująca, szybka, przyjemna, informatywna.

Polecam z zastrzeżeniem: w tekście roi się od drobnych błędów językowych, uchybień frazeologicznych (notorycznie powtarzane „w każdym bądź razie”, brrr) i dziwnych literówek w wyrazach obcych („The Quinn” zamiast „Queen”, brrrrr). Wstyd podwójny, bo raz, że pracownikowi naukowemu i profesorowi nadzwyczajnemu po prostu nie przystoi tak lekceważąco obchodzić się z polszczyzną – a dwa, że książkę ogłosiło Wydawnictwo Akademickie Dialog, którego najwyraźniej nie stać na zatrudnienie redaktora.

Czytaj dalej Z Afryki do Lwowa

ExpLv99

Nigdy nie natknąłem się na dobry — ba, nigdy nie natknąłem się na żaden! — artykuł analityczny porównujący jRPG i wRPG z punktu widzenia historycznego i strukturalnego (Wikipedia się nie liczy). Nigdy też nie miałem zamiaru sam takiego napisać. I nadal nie mam. Zanim jednak przejdę do sedna poniższej notki, wypadałoby w kilku zwięzłych akapitach omówić theoretical background, bo przecież niektórzy mogą w ogóle nie kumać bazy.

Czytaj dalej ExpLv99

Spotkanie z Ramą



Arthur C. Clarke odcisnął niezatarte piętno na fantastyce naukowej około trzydziestoma powieściami i przeszło stoma opowiadaniami. Za najważniejsze dzieło pisarza uchodzi 2001: Odyseja kosmiczna, której rozgłosu przysporzył rewolucyjny film s-f Stanleya Kubricka. (Pozwólcie, że poniewczasie skoryguję wpadkę, jaką popełniłem lata temu w jednej ze swych pierwszych recenzji: 2001-film nie był wbrew pozorom kręcony na podstawie książki. Historia powstawania obu utworów jest trochę zawiła, ale bliższe prawdy będzie stwierdzenie, że powieść i film rodziły się jednocześnie). W Clarke’owskiej bibliografii Odysei depcze po piętach Spotkanie z Ramą, tak pod względem chronologicznym (wydane cztery lata później), jak i literackojakościowym (nagrodzone Hugonem i Nebulą). Długie oczekiwanie na ekranizację Ramy powinno zakończyć się wreszcie w 2009 lub 2010 r. Od początku dekady walczył o nią Morgan Freeman, a kilka miesięcy temu ogłoszono półoficjalnie, że na stołku reżyserskim zasiądzie sam David Fincher. Co prawda jak dotąd jedynym naprawdę dobrym filmem Finchera było Sie7em (Podziemny krąg uważam za kiepskawy, a na Zodiaku się wynudziłem, sorry), ale tak czy owak nazwisko Finchera rokuje niemałe nadzieje na sukces artystyczny.

Do rzeczy: Postanowiłem ubiec Hollywood i samodzielnie przenieść Spotkanie z Ramą na ekran. Nie kinowy, lecz komputerowy. Nie w formie graficznej, a tekstowej. Zamiar został zrealizowany 9 i 16 września w ramach PBIRC-a rozegranego na podstawie powieści. Ja mistrzowałem. Grali: Kirtan, LawDog, Lord Thomas, Masato, Misiołak i Scobin.

Czytaj dalej Spotkanie z Ramą

Eagleworm & Co. — odc. 7


Najwyższa pora na nowy odcinek Eagleworma. Musieliście na niego czekać kryminalnie długo, a w zanadrzu mam bardzo niewesołą wiadomość: Pasek zostaje na pewien czas zawieszony, jako że właśnie skończyły mi się pomysły i muszę poczekać na następny zlot / konwent / łotewer, by odnowić ich zasób. Fanów przepraszam i proszę o uzbrojenie się w cierpliwość.

P.S. Zgodnie z uwagami po ostatnim odcinku, wracam posłusznie do kolorowego tła.


Czytaj dalej Eagleworm & Co. — odc. 7

My, zdobywcy



12 i 19 sierpnia roku pańskiego 2007 rozegraliśmy dwuczęściowego PBIRC-a opartego na motywach opowiadania My, zdobywcy Philipa K. Dicka. Ja tradycyjnie prowadziłem, a w postacie wcielili się Dodwidge, Jeremiah Covenant, LawDog, Masato i Sir Lancelot. Ten przedostatni zawczasu zapowiedział swoją nieobecność na drugiej sesji. Mam już wprawę w rozwiązywaniu podobnych kadrowych problemów — bohater Masato zginął po prostu krwawą śmiercią pod koniec pierwszego odcinka.

Aug 12 20:05:19 W fontannie krwi i strzepow miesa Stone pada martwy na ziemie.

Czytaj dalej My, zdobywcy

Samokrytyka Shadowrunowa


Kilka tygodni temu rozegraliśmy ostatnią PBIRC-ową sesję sezonu. Na stronie kampanii ciągle brakuje paru streszczeń, więc nie mogę tam nikogo z czystym sumieniem odesłać. Nie zamierzam jednak opowiadać o treści naszej rozgrywki. Nie będzie też o specyfice gry przez IRC-a. Magnes "zamówił" u mnie stosowny artykuł dla Wieży Snów, który jest obecnie w trakcie wysmażania, zatem nie będę się dublował. Napiszę natomiast kilka subiektywnych słów o systemie, który w ramach PBIRC-a przez osiem miesięcy "uprawialiśmy" — o Shadowrunie.

Czytaj dalej Samokrytyka Shadowrunowa