Obejrzane w 2013: Najlepsze

W minionym roku zawarłem wreszcie znajomość z twórczością drugiego słynnego Krzysztofa polskiego kina – Zanussiego. Na pierwszy ogień poszła Iluminacja, film o ambitnym studencie fizyki, który odkrywa, że życie nie kończy się wcale na naukach ścisłych (wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób oraz zdarzeń przypadkowe). Według niektórych Zanussi kręci filmy-wydmuszki. Po obejrzeniu Iluminacji rozumiem, co może się u niego nie podobać, ale mnie akurat taka intelektualizująca forma odpowiada, nawet pomimo nierównej narracji. Treści z pewnością tu więcej niż u Terrence’a Malicka. Przy okazji dowiedziałem się, jak prezentował się na żywo Władysław Tatarkiewicz.

Wszyscy mówili, że Nietykalni to znakomita komedia typu feel-good… i mieli stuprocentową rację. Powinno się oglądać zaraz po Motylu i skafandrze. Albo zaraz przed, jeżeli nie chcemy pozostać z wrażeniem, że każdemu paralitykowi do szczęścia wystarczy wesoły Murzyn pchający wózek.

Obejrzałem też dwa słynne filmy z 2011 r. o pięcioliterowych tytułach, z Carey Mulligan u boku głównych bohaterów. Wstyd to szansa na potężne kino zaprzepaszczona tchórzliwym zakończeniem. Niemniej trzeba obejrzeć dla seksualnej grozy i doskonałego Michaela Fassbendera. W Drive fabuła podobała mi się jeszcze mniej, ale za to klimat wylewał się szerokim strumieniem z ekranu (pod drugim linkiem spojler!). Pierwszy raz w życiu żałowałem, że nie mogę podrywać na samochód.

W zestawieniach „Najlepsze z obejrzanych” nigdy nie umieszczam filmów już kiedyś widzianych, ale dla Watchmen: The Ultimate Cut zrobię wyjątek. Rozszerzona wersja jest w końcu o prawie godzinę dłuższa od kinowej, a wpleciona w narrację animowana ekranizacja Tales of the Black Freighter wzbogaca wymowę całości tak jak korsarski komiks wzbogacał wymowę pierwowzoru. O Watchmenach Snydera już kiedyś pochlebnie pisałem; moje poglądy się nie zmieniły.

Darren Aronofsky nigdy nie zawodzi. Dopiero co wspominałem jego majstersztyk Requiem dla snu, od pewnego czasu mam wielką ochotę na odświeżenie Źródła (w 2006 r. byłem chyba jeszcze za głupi na ten film), tymczasem w zeszłym roku obejrzałem Zapaśnika. Jak to się mawia w internetach, natychmiastowy klasyk. Melancholijna opowieść o przemijaniu z ostrożnie optymistycznym przesłaniem – jeżeli za późno na zmianę, rób do końca to, co cię definiuje – i życiową rolą Mickeya Rourke’a. Oprawa wizualna, jak zwykle u Aronofsky’ego, perfekcyjna.

Mam problem z Quentinem Tarantino, gdyż jedynym jego filmem, który podobał mi się od początku do końca, było Pulp Fiction. Teraz na tę króciutką listę trafiła także pierwsza część Kill Bill. Uma Thurman nigdy nie była śliczniejsza, wygrzew z bronią białą nigdy nie był fajniejszy. Wielka szkoda, że druga część jest już tak horrendalnie przegadana (na szczęście broni się końcówką).

A oto trzy najlepsze filmy, jakie obejrzałem w 2013 roku:

Atlas chmur – rekord świata w rozmachu fabularnym (chociaż bardzo brakowało mi odpowiednio epickiej muzyki). Właśnie dla takich filmów wymyślono kino. Mam nadzieję, że Wachowscy wrócili do formy i z niecierpliwością wypatruję ich kolejnego blockbustera.

Wynalazek (Primer) – nikt nigdy nie nakręci równie przemyślnego kina SF, w każdym razie nie za tak małe pieniądze. Hiperinteligentny film, którego nowelizację powinien napisać Dukaj.

Grawitacjazachwalałem zaraz po premierze.

Strzegę „Strażników”

Chyba dopiero drugi raz w życiu poszedłem na kinową premierę. W przeciwieństwie do Królestwa niebieskiego z 2005 r. piątkowych Strażników oglądało mi się wybornie. Jako ekranizację najnowsze dzieło Zacka Snydera oceniam bardzo wysoko. Owszem, usunięto kilka wątków, a parę rzeczy, z zakończeniem na czele, zmieniono, jednak nie mam o to specjalnych pretensji do twórców. Tłumacząc utwór literacki na język filmowy trzeba ciąć i nikt nie powinien widzieć w tym niczego zdrożnego. W gruncie rzeczy zdziwiony jestem, że ta ekranizacja jest aż tak wierna. Szczegółowe trzymanie się pierwowzoru nie wyszło bowiem na zdrowie Strażnikom odbieranym jako samodzielny film. Na hermetyczność niech jednak narzekają ci, którzy nie znają papierowego oryginału. Ja od trzech miesięcy się do nich nie zaliczam. Szkoda tylko, że najwyraźniej nie wszystkim fanom komiksu produkcja Snydera przypadła do gustu.

Czytaj dalej Strzegę „Strażników”