Kabel od internetu (17)

kabel_od_internetu2

LITERATURA: Która książka z akcją toczącą się w Polsce jest najlepiej rozpoznawalna w kontekście światowej historii literatury? Oczywiście Pan Tadeusz. W Wielkiej Brytanii analogiczną rolę pełni Duma i uprzedzenie, we Francji Trzej muszkieterowie, a w Stanach Zjednoczonych Przygody Tomka Sawyera. Metodologia wykazu jest z pewnością amatorska, uproszczona, internetowa, ale infografiki prezentują się elegancko i wyczerpująco. Obejmują cały świat, z Czarnogórą, Pakistanem, Filipinami oraz Angolą włącznie.

TECHNOLOGIA: Chcesz prowadzić nasłuch radiowy, ale nie masz w domu odpowiedniego sprzętu? Nic prostszego, kliknij tutaj. Możesz na przykład posłuchać tajemniczej „żużżałki” nadającej od lat siedemdziesiątych na częstotliwości 4625 kHz monotonny sygnał przerywany od czasu do czasu rosyjskimi słowami. Nie wiadomo, kto jest właścicielem stacji (najprawdopodobniej rosyjska armia), ani do czego służy. Jedna z bardziej przerażających hipotez głosi, że „żużżałka” to element systemu obronnego „Периметр” zwanego również „Martwą Dłonią”. Nadajnik umieszczono w głębi Rosji i jego zamilknięcie miałoby oznaczać, że został zniszczony w ataku nuklearnym. Wtedy nastrojone nań rosyjskie wyrzutnie w automatycznym odwecie wystrzeliłyby w świat swoje rakiety. Brrr.

Czytaj dalej

Reklamy

Zarobki w Norwegii (2016)

Norweski GUS (SSB, Statistisk sentralbyrå) opublikował właśnie kompletną listę uśrednionych zarobków w Norwegii dla ponad 300 oficjalnie sklasyfikowanych zawodów. Tegoroczny wykaz jest bardziej rzetelny od wcześniejszych, ponieważ NAV (czyli norweski ZUS), fiskus i rzeczone SSB wspólnie uporządkowały metodę, przy pomocy której zbierane są dane o dochodach od pracodawców.

Poniżej znajdziecie tabelę w wersji polskojęzycznej. Nie starczyło mi cierpliwości, by przetłumaczyć ją całą – załapało się tylko 50 pierwszych pozycji oraz najbardziej interesujące z późniejszych.

Zarobki są miesięczne brutto i podane w koronach norweskich. Gdyby ktoś chciał wyliczyć sobie pensję netto, może przyjąć, że podatek dochodowy w Norwegii z grubsza rzecz ujmując wynosi ok. 35% dla dochodów w środkowej części stawki. Po przekroczeniu 50.000 NOK należy zwiększać go stopniowo ku 50%, natomiast dla zawodów z pensją poniżej 35.000 NOK trzeba powoli redukować go do 25%.

Średnia miesięczna pensja brutto w Norwegii wyniosła w 2016 r. 43 800 koron.

Czytaj dalej

Nowy Rok

Producent Blogrysa przysłał mailem podsumowanie mojej zeszłorocznej aktywności blogowej i przypomniał mi tym samym, że ostatnio nie najlepiej to wygląda:

blogrys2014

Nie potrzebuję, rzecz jasna, zewnętrznego wykresu, by wiedzieć, że w 2014 r. zatrważająco rzadko łapałem za klawiaturę. Pomysły na blogowe notki zapisywałem skrupulatnie w dedykowanym pliku tekstowym, lecz w treść przekuwałem ich bardzo drobny ułamek. Gorzki żal rozlewa się również na teksty cięższego kalibru, czyli przeglądy, recenzje i artykuły popularno-naukowe tudzież popularno-filozoficzne; piszę ich przynajmniej dwa razy mniej niż bym chciał. Nie brakuje pomysłów, nie brakuje chęci, więc pewnie czasu nie starcza? O dziwo, starcza. Niska produktywność skorelowana jest przede wszystkim z niską motywacją. I cierpię, bo przecież pisanie sprawia moc frajdy w trakcie i mnóstwo satysfakcji po.

Na pewno ktoś kiedyś gdzieś ogłosił hipotezę – a może nawet skonstruował całą psychologiczną teorię – zgodnie z którą osoby cierpiące na brak motywacji znajdują wydumane usprawiedliwianie swej bezczynności. Otóż ja także znalazłem i przez parę miesięcy w nie wierzyłem: Pisać nie pozwalał mi rzekomo czteroletni, powolny laptop, któremu rozchybotał się lewy zawias ekranu. Wyobrażałem sobie, że gdy tylko kupię nowego notebooka, najlepiej MacBooka, to natychmiast odzyskam dryg i trzaskać będę jeden tekst za drugim.

A potem przeczytałem o Hemingwrite, crowdfundingowym projekcie maszyny do pisania na miarę nowych czasów. Hemingwrite wybija litery nie taśmą na papierze, lecz elektronicznym atramentem na ekranie, a gotowe dokumenty zamiast na biurko trafiają prosto do chmury. Pomysł w zasadzie zacny – sam chciałbym posiadać urządzenie elektroniczne służące tylko do pisania (i zintegrowane z Dropboksem) – choć zastrzeżenia budzi design obudowy, a nadzieją na szczęśliwe doprowadzenie przedsięwzięcia do końca nie napawają na razie losy innego e-inkowego wynalazku, opóźniającego się Earla.

Na Hemingwrite’a wpłacono dotychczas ponad ćwierć miliona dolarów. Kim są darczyńcy? Przed oczami wyobraźni pojawili mi się hipsterscy wannabe-pisarze, którzy siedzą w Starbucksach i zgarbieni „uwalniają swoje myśli” na kolorowych maszynach do pisania zamiast na wysłużonych laptopach. Ech, czy narzędzie ma aż takie znaczenie?

Moment samokrytycznej refleksji przyszedł natychmiast.

Raport WordPressa donosi, że w 2014 r. największą ilością wkliknięć cieszyły się notki Dziwne śruby (tutaj druga część), Konserwatyzm, liberalizm, socjalizm, Najlepsze z usłyszanych w 2013 (cz. 3) i Gender złamał mi rękę. Nie mam wątpliwości, że gdybym przez kilka miesięcy intensywnie blogował tylko o Norwegii, poglądach Janusza Korwina-Mikkego, muzyce oraz genderze, to statystki odwiedzin zostałyby szybko doładowane. Jednak w przeszłości zapowiadanie tematów prowadziło tylko do niedotrzymywania obietnic, więc tym razem się odeń powstrzymam. Obym po prostu blogował częściej. Hipsterską maszynę do pisania musi mi zastąpić Małpa Do Pisania. Opowiem przy następnej okazji.

Dobrze czytam

Od 2000 r. zapisuję sobie w zielonym kajecie tytuły przeczytanych książek. To poniekąd ćwiczenie z pychy: przyjemnie jest móc stale przypominać sobie na piśmie, że moja osobista czytelnicza średnia bije na głowę nie tylko tą polską, ale nawet norweską. Jednocześnie dostarczam zmysłowi statystycznemu pożywki informacyjnej dotyczącej corocznych zmian w lekturowym tempie i beletrystycznym odsetku.

Do tej pory nie próbowałem zdigitalizować listy przeczytanych pozycji. Przez krótką chwilę romansowałem z LibraryThing, ale gdy uświadomiłem sobie, jak wybrakowana jest polska część ich katalogu i ile krotek1 musiałbym wklepać ręcznie, odpuściłem. Jednak jakoś przed wakacjami dowiedziałem się od Bartosza o innym serwisie tego typu: Goodreads. Wstępna inspekcja wykazała, że GR zdecydowanie lepiej radzi sobie z polskojęzycznymi wydawnictwami2. Założyłem więc konto, na próbę przeniosłem z kajeciku jedną pozycję, drugą, trzecią…

…i po przeszło trzech miesiącach skompletowałem wreszcie swą listę przeczytanych. Jest publiczna, więc każdy może oklaskiwać okładkowy kolaż tutaj. …

Czytaj dalej