Tymczasem w Norwegii

hersleb_vgs

W norweskich mediach społecznościowych i tradycyjnych rozpętał się kilka dni temu kałszkwał1 związany z sytuacją oświatową w Oslo. Kroplą, która przelała czarę obopólnej goryczy, była marcowa wypowiedź Simona Malkenesa dla wieczornego programu głównej norweskiej stacji radiowej.

simon_malkenes
Simon Malkenes. Czy jeden człowiek może obalić System?

Malkenes, który na co dzień pracuje jako nauczyciel norweskiego w liceum Ulsrud w Oslo, znany jest jako zagorzały krytyk stołecznego kuratorium oraz systemu oświatowego w ogóle. Cztery lata temu wydał nawet książkę o wymownym tytule Za fasadą szkolnictwa w Oslo.

Trzon jego tezy brzmi tak: metoda rozdziału absolwentów gimnazjów między licea i technika sprzyja powstawaniu szkół-gett, a kuratorium z potężną dyrektorką Astrid Søgnen na czele nie widzi problemu, a nawet przechwala się cynicznie, że szkoły w Oslo wypadają bardzo dobrze na tle placówek oświatowych w innych województwach.

Czytaj dalej

Reklamy

Romek chodzi do szkoły

szkola_korytarz.jpg

W nowoczesnym świecie szkoła jest najważniejszą instytucją społeczną. Oraz najbardziej paradoksalną.

Pierwszej części powyższej tezy właściwie nie chce mi się udowadniać, tak jak nie chciałoby mi się przedstawiać dowodów na ruch obrotowy Ziemi dookoła Słońca. Niechaj wystarczy obiektywne spostrzeżenie, że szkoła poprzez systematyczny, długotrwały, rozpisany na kilkanaście lat proces formuje młodych ludzi, którzy w przyszłości będą współtworzyć społeczną tkankę. Policzcie też w przybliżeniu, ile godzin spędziliście w szkole, i porównajcie sumę z łącznym czasem, jaki zajął Wam w ciągu całego Waszego życia kontakt z dowolną inną instytucją społeczną — służbą zdrowia, administracją publiczną, policją. Szkoła wygra w cuglach. Jeżeli wyszło Ci inaczej, oznacza to najprawdopodobniej, że skazany na „ćwiarę” czytujesz sobie Blogrysa z więziennej biblioteki. Pozdrawiam.

Można by oczywiście się posprzeczać, wytknąć mi, że ogranicza mnie zachodniocentryczna perspektywa, ponieważ w wielu częściach Afryki i Azji sytuacja oświatowa wygląda zgoła inaczej. Można by też stwierdzić, że jeśli poszerzymy definicję „instytucji społecznej”, okaże się, iż szkoła musi ostro rywalizować o wpływy z rodziną, religią i polityką. W porządku. W takim razie profilaktycznie ograniczmy się i zawęźmy, a następnie przejdźmy szybciutko jak na wuefie do meritum: Na czym polegają szkolne paradoksy? Bo jest ich naprawdę bez liku.

Czytaj dalej

Filmorys (22)

gone_girl

Zaginiona dziewczyna
(Gone Girl; 2014)

Perfect doradzał, by ze sceny schodzić niepokonanym. David Fincher powinien więc był przejść na reżyserską emeryturę mniej więcej w roku premiery tamtej piosenki, ponieważ dwa lata wcześniej nakręcił dzieło wybitne, „nec plus ultra” kryminalnego thrillera, którego nigdy już przebić nie zdołał.

gone_girl-posterZ kolei ja nie zdołam podsumować „Zaginionej dziewczyny” celniej niż Sebastian Chosiński: „to chyba najbardziej hitchcockowski film w dorobku Finchera”. Zaiste, jakaż szkoda, że „Gone Girl” nie stanowi remake’u. Z wielką przyjemnością obejrzałbym nieistniejącą wersję z lat 60., gdzie bohaterami matrymonialno-kryminalnego tańca byliby aktorzy pokroju Jamesa Stewarta i Grace Kelly, i gdzie wolniejsze tempo przeniosłoby nieco ciężaru narracyjnego z sensacyjnej akcji na psychologię postaci.

Nie oznacza to bynajmniej, że u Finchera aktorzy kiepsko grają, że za dużo się dzieje, że psychologia szwankuje. Wprost przeciwnie: „Zaginiona dziewczyna” jest według mnie jego drugim najlepszym filmem w karierze.

★★★★☆

Czytaj dalej

Zagniewani młodociani

Gdy byłem mały, moją przedsiębiorczą wyobraźnią niepodzielnie rządziły CMS-y popularnie zwane simami. Z dziecięcym zachwytem budowałem lunaparki w Theme Park, uczyłem się wyrozumiałości dla polskiego systemu opieki zdrowotnej w Theme Hospital i eksperymentowałem z geometrią pepperoni w Pizza Tycoon. Transport Tycoon jakimś cudem mnie ominął, ale ciuchciami bawiłem się za to we wcześniejszym Railroad Tycoon. (zieleń na ekranie komputera nigdy później nie była piękniejsza). Nieźle wspominam pierwsze SimCity, fascynował mnie też przez krótką chwilę SimFarm. Pamiętam, że z wypiekami na twarzy czytałem recenzję SimTower w Secret Service, ale zagrać weń nigdy nie było mi dane.

Od tamtego czasu powstało wiele innych analogicznych symulatorów: linii lotniczych, korporacji, gamedevu, pornobiznesu, więzienia, krasnoludzkiej fortecy, komunistycznego raju. Jednak wierzcie lub nie – nikt nigdy nie wydał poważnego symulatora szkoły. A byłby to wszak murowany hit. Szkoła nie jest wydumanym temat. Wprost przeciwnie.

Czytaj dalej