Kabel od internetu (14)

DESIGN. Minimalistyczne okładki książek Przemka Dębowskiego oraz zaprojektowane przezeń „okładkowe plakaty” w stylu retro. A tutaj coś na dłuuugie godziny przeglądania w ten sam deseń: imponująca kolekcja ilustracji książkowych z całego świata. Naprawdę warto pogrzebać w archiwum.

FILMIKI. Na Wikipedii znajdziemy wykaz najczęściej oglądanych filmików na YouTubie. Ech, być jak Gangnam Style… flaga_uk

CIEKAWOSTKI. Słowik kląska, szpak świszczy, skowronek dziędzieje, a jak gada jemiołuszka…? Oraz od zatrzęsienia innych ciekawostek. flaga_polska

Czytaj dalej Kabel od internetu (14)

Reklamy

Kabel od internetu (13)

Gry. Wygrzebuję stary, ale jary tekst Pawła Schreibera o interaktywnej fikcji, czyli o tekstowych przygodówkach. Podgatunek zapomniany, ale, jak się okazuje, ciągle żywy. Schreiber ułożył apologię w formie FAQ-a, a potem przejrzał najciekawsze tytuły. Grałbym, ale nie mam czasu. Swoją drogą szkoda, że Jawne Sny, kiedyś prężny i bodajże najlepszy polski „multiblog” o grach, obecnie publikuje nie częściej niż raz w miesiącu. flaga_polska

Filozofia. Wielki katalog filozoficznych idei, porządnie ponumerowanych, uporządkowanych i powiązanych linkami. Na chwilę obecną jest ich tam przeszło 17 tysięcy. Nic tylko przeglądać… albo trzymać się z dala. flaga_uk

Muzyka. Wyszukiwarka zespołów muzycznych podobnych do wpisanego. Nader przyjemny interfejs z podsłuchem piosenek. Od Spotify.

Humor. To jedno z tych miejsc, gdzie kończy się Internet: Na YouTubie odnajdziemy dwugodzinny remake pierwszych Gwiezdnych Wojen zmontowany z krótkich klipów, w których amatorzy-fani z całego świata najprzeróżniejszymi technikami odtwarzają poszczególne sceny.

Turystyka. Kiedyś trzeba będzie pojechać do Rumuniiflaga_polska

Varia. Ludzie spisują na kartkach pocztowych swoje sekrety i publikują je za pośrednictwem tej strony. Ciekawe, czy ktoś to archiwizuje? Bo dwudziestopięciowieczni socjologowie bardzo chętnie położą łapki na zbiorze. flaga_uk

Grafika. Ogromny zbiór plakatów filmowych – oficjalnych, nie fanowskich – z których usunięto wszystek tekst.

Polityka. Dwa artykuły związane z wyborem Donalda Trumpa na prezydenta USA: przewidywania dotyczące przyszłości światowej polityki oraz klasowe podsumowanie wyborów. flaga_polska

 

Nie bój się Trumpa

Ponieważ niedawno przewidziałem zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich, wypadałoby wyjaśnić teraz pokrótce, dlaczego jego prezydentury nie obawiam się nawet w połowie tak jak tzw. liberalni demokraci.

(„Tak zwani”, bo prawdziwy liberalny demokrata powinien afirmować wynik wyborów bez względu na to, czy odpowiada mu ich wynik. A jeżeli istotnie nie potrafi się z nim pogodzić, powinien bezzwłocznie zastanowić się ― i piszę to bez ironii ― nad zasadnością ustroju liberalnodemokratycznego.)

Donald TrumpPrzede wszystkim: Wybór między Clintonową a Trumpem był wyborem między dżumą a cholerą. Jasne, dałoby się wymienić szereg powodów, dla których nowojorski budowlaniec nie powinien był zostać 45. prezydentem największego mocarstwa na świecie. Jednak nie negują one wcale złego świadectwa, jakie możemy też wystawić byłej Pierwszej Damie i żonie niedoszłego Pierwszego Dżentelmena. Ocen z owego świadectwa nie ma sensu tu nawet przytaczać, gdyż jeśli ktoś wciąż ich nie zna, to znaczy, że interesował się sprawą wyborów bardzo emocjonalnie i nie do niego adresowana jest poniższa notka.

Dość rzec, że znakomita większość argumentów przemawiających za Clintonową polegała na straszeniu Trumpem. O ile gros wyborców Donalda Johna faktycznie uwierzył w jego kandydaturę, o tyle zwolennicy Clintonowej udzielili jej poparcia kierując się zasadą mniejszego zła. A wybór między większym a mniejszym złem jest jednak wyborem bardzo trudnym. Łatwo o pomyłkę.

Jak wyglądałyby Stany Zjednoczone i świat za prezydentury Clintonowej nigdy się już nie dowiemy ― no, chyba że elektorzy wywiną jeszcze bezprecedensowy, ale hipotetycznie możliwy numer ― lecz dowiemy się przynajmniej, co osiągnie i co zawali Trump. Pamiętajmy, że oczekiwania często rozmijają się z rzeczywistością, szczególnie w polityce. Za przykład niech posłuży Obama, który osiem lat temu obiecywał wielkie zmiany, społeczną bonanzę i bezczelność nadziei ― pamiętacie ten medialny szał? ― a którego prezydenturę podsumowuje się teraz krytycznie. Jego polityka zagraniczna przyczyniła się na przykład do powstania Państwa Islamskiego. Może Trumpowi pójdzie lepiej?

Sarkastyczna odpowiedź na powyższe retoryczne pytanie wspomni o wojnie, jaka miałoby rzekomo wybuchnąć za prezydentury brutalnego (w jednej wersji) lub głupiego (w innej) Donalda Johna. Tak, ja też uważam, że tamta pseudoprorocza powieść Kinga była fajna, jednakże łączenie casus belli bezpośrednio z osobą Trumpa uważam za chybione ― z rozlicznych powodów. Jeśli chodzi o Chiny, to do konfliktu w tamtym rejonie dojdzie z powodów gospodarczych i politycznych, nie w wyniku nieudolnej dyplomacji. Jeśli chodzi o domniemane oddanie Europy na pastwę Rosji, warto pamiętać, że Amerykanie jeszcze pod przywództwem Obamy nie kiwnęli palcem po aneksji Krymu. Nie ignorowałbym zarazem faktu, że żona Trumpa jest Słowenką, więc los Europy Środkowej może z przyczyn osobistych obchodzić go bardziej niż poprzednich prezydentów.

Po trzecie, do wybuchu najstraszniejszej wojny w dziejach Zachodu doszło za prezydentury Roosevelta. FDR kojarzony jest przede wszystkim z okresem 1939-1945, ale zamieszkał wszak w Białym Domu już w roku 1933, dokładnie tym samym, w którym Hitler przejął władzę w Niemczech. Ten przykład dobitnie ukazuje, że nawet zręczny, podziwiany przez potomność prezydent, czasami nie potrafi (nie chce?) powstrzymać wybuchu wielkiej wojny, ba, nie umie też przeciwdziałać prowadzącym ku niej siłom politycznym.

Po czwarte, w kwestii najpoważniejszej ― zagrożenia globalną wojną nuklearną ― jestem niepoprawnym czarnowidzem. Może zbyt wiele czasu spędziłem za młodu przy Falloutach, ale przypuszczam, że prędzej czy później dojdzie do katastrofy (byle nie totalnej, tj. byle liczonej w milionach, a nie miliardach istnień ludzkich). I to nie z powodu samobójczej nieustępliwości jakiegoś Trumpa albo Putina, ale przez zorzę polarną bądź zwolnienie chorobowe Stanisława Pietrowa. Historia bywa okrutna.

Wierzę natomiast, że ― w międzyczasie ― poczucie zagrożenia, jakie wzbudziła w liberalnej Europie elekcja Trumpa, wyrwie Stary Kontynent ze stagnacji. Że Unia, zorientowawszy się, iż nie może liczyć na pomoc militarną USA w tym samym stopniu co dawniej, zainwestuje w swoje zdolności obronne i skonsoliduje politykę zagraniczną. Że liberalni politycy, spłoszeni prawicowym trendem, przeniosą swoją uwagę z biurokracji na kulturę, a jednocześnie wiatru w skrzydła dostanie stronnictwo konserwatywne. Że lewica zrozumie w końcu, kto tak naprawdę głosuje na populistów pokroju Trumpa ― ludzie, którzy nie polubili się z globalizacją ― i zamiast odmieniać prawa gejów oraz lesbijek przez wszystkie przypadki zainteresuje się na powrót prawami pracowników.

Powstrzymać Trumpa było stosunkowo prosto. Sondaże pokazywały, że w konfrontacji z Trumpem większe szanse na zwycięstwo miał Bernie Sanders, kandydat ze wszech miar świetny. Establishment przeraził się jednak jego socjalistycznych poglądów. Lobbyści woleli hojnie sypnąć pieniędzmi na kampanię Clintonowej, licząc, że w razie czego będzie ich ułaskawiać za przekręty finansowe, choćby i w ostatnim dniu swojej kadencji.

Trump także jest bogaczem. Nie łudźmy się więc, że zdemontuje nierówności finansowe. Jeśli jednak Wall Street się kogoś tak panicznie boi, może warto udzielić mu kredytu zaufania?

Czy Donald Trump wygra wybory?

Obejrzałem godzinny film dokumentalny o Hillary Clinton. Produkcja była świeża jak bochenek z osiedlowej piekarni, wspomniano nawet o niedawnym zasłabnięciu demokratycznej kandydatki. Dowiedziałem się dwóch ciekawych rzeczy, nie tyle o „Szachrajce”, jak zwykł nazywać Clintonową nieoceniony Mariusz Max, co o Donaldze Trumpie. Otóż konkurent Hillary, identyfikujący się w latach zerowych jako demokrata, popierał ją w wyborach prezydenckich w 2008 i 2012 r., a nawet wpłacał pieniądze na konto Fundacji Clintonów. Ba, Bill i Hillary byli gośćmi na trzecim ślubie Donalda. Doprawdy, sam nie wiem, które zdjęcie jest fajniejsze.

trump_clintontusk_kaczynski

Po drugie, kandydaturę Trumpa popiera Clint Eastwood. Spore zaskoczenie, chociaż właściwie trudno, żeby Brudny Harry, William Munny i Człowiek Bez Imienia mieli miękkie, demokratyczne serduszka.

Wracając do Hillary: Podobnie jak Trump jest kandydatką kontrowersyjną. W dokumencie zauważono, że Stany Zjednoczone są gotowe na wybranie pierwszej kobiety w historii na urząd prezydenta – ale niekoniecznie właśnie tej kobiety. Poszedłbym w ocenie o krok dalej. Wybór Mulata Obamy, a potem jego reelekcja, kosztowały Demokratów ogromną ilość liberalnej energii. Może jej nie starczyć w tym roku na wybranie kobiety – tej kobiety albo jakiejkolwiek innej.

Spoglądając więc na zagadnienie wyborów przez pryzmat Heglowskiego Ducha, wypada odpowiedzieć na postawione w tytule pytanie twierdząco.

Czytaj dalej Czy Donald Trump wygra wybory?