Przeczytane w 2016

przeczytane_w_2017

Rok 2016 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na papierze i w Kindlu zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne wydarzenia. Moje czytelnicze statystyki groźnie zaszumiały, zafalowały, spieniły się sprzecznościami, a z zielonego kajetu, w którym skrzętnie zapisuję tytuły lektur, powyłaziły cudaczne bałwany wykrzywiając niemiłosiernie czytelnicze trendy i stawiając pod znakiem zapytania książkową przyszłość. No dobra, troszkę przesadzam. Ale:

Czytaj dalej Przeczytane w 2016

Kiedy robot budzi się

Przeczytałem książkę fantastycznonaukową. Wydaną tylko w wersji elektronicznej, przez pewien czas dostępną za darmo na Amazonie, napisaną przez debiutanta. Zupełnie więc nie rozumiem, dlaczego okazała się kiepska.

turing_evolvedW Turing Evolved Davida Kitsona na wyróżnienie zasługuje wyłącznie pomysł. Bohater zakochuje się w żeńskiej Sztucznej Inteligencji, która w wirtualu jawi się jako urocza i atrakcyjna młoda kobieta, ale której inkarnacja w realu to niemy, metalowy humanoid (nie mogli na okładce pokazać ładniejszej wersji?). Utalentowany pisarz bez trudu osnułby na takiej kanwie inteligentny melodramat w oprawie SF, ale Kitson nie potrafi stanąć na wysokości zdania. Turing Evolved jest psychologicznie dość naiwne (choć tragedii nie ma), fabuła nie wciąga (choć się nie wlecze), język nie porywa (choć nie przeszkadza). Za to zafascynowała mnie zdolność autora do tworzenia angelelogicznych akronimów. Kochanka protagonisty jest Aniołem (Autonomicznym NIegenetycznym Okazem Łagodności) wyprodukowanym w Niebie (Nowoczesnym i Energochłonnym Badawczym Ośrodku), a minimechy sterowane przez złych ludzi to Demony (Drapieżne Elektroniczne Militarne Ofensywne Neurokostiumy). Sam bym tego nie wymyślił, ale przynajmniej umiem ironicznie przetłumaczyć.

Potem przeczytałem jeszcze jedną książkę fantastycznonaukową. Wydaną dobrze ponad sto lat temu, należącą już do domeny publicznej, napisaną przez Herberta George’a Wellsa. I znów zupełnie nie rozumiem, dlaczego okazała się taka słaba.

when_the_sleeper_wakesKiedy śpiący budzi się to historia londyńczyka, który zasypia na dwieście lat, a letarg ustępuje, bohater odkrywa, że jest najbogatszym człowiekiem na świecie; gromadzące się odsetki zamieniły bowiem jego skromne oszczędności w fortunę. Mniejsza z tym, że w rzeczywistości pieniędzmi zaopiekowałby się The Pensions Service, czyli brytyjski ZUS. Powieść jak na Wellsa jest po prostu zaskakująco nudna – konflikt między Rządem Światowym a Ludem, w który zostaje wplątany Graham, pomimo swej globalnej skali w ogóle nie porywa. Sam autor przyznał, że to akurat dzieło zupełnie mu nie wyszło i dwanaście lat później napisał je na nowo pod lekko zmienionym tytułem. Z jakim skutkiem, nie mam pojęcia, bo nie czytałem.

Mimo wszystko Kiedy śpiący budzi się to nie tylko dobry temat na zadanie matematyczne z procentu składanego. W pamięci zapadło mi kilka scen: oniryczny prolog, opisy maszyn latających (pamiętajmy, że powieść powstała na kilka lat przed epokowym dokonaniem braci Wright), nocna ucieczka ośnieżonymi dachami futurystycznego Londynu i odważne, otwarte zakończenie. Zdecydowanie za mało, by polecić książkę zwykłemu czytelnikowi, ale dość, by zarekomendować ją osobie mającej apetyt na jakieś mniej znane dzieło pioniera gatunku.