Obejrzane w 2016: Najlepsze, cz. 1

rope 2

10. Sznur
(Rope; 1948)

Hitchcockowy kanon. Dwóch snobistycznych dupków morduje kolegę, ukrywa zwłoki w skrzyni, przykrywa ją obrusem i urządza kolację, na którą przychodzą między innymi ojciec i narzeczona denata, zastanawiający się na głos, co też mogło tak opóźnić przybycie Davida…

Alfred Hitchcock nakręcił Sznur, swój pierwszy technikolorowy film, w dziesięciu długich ujęciach. Większość z nich została sprytnie sklejona, tak, że liczba cięć wydaje się mniejsza niż dziewięć. Efekt: Formalny majstersztyk z imponującą cykloramą w tle (Hitchcock zalicza kameo przebrany za czerwony neon!). Ale: W Sznurze jest dużo gadania i mało akcji. To w zasadzie teatr telewizji. Niektórych zniecierpliwi.

rope

Czytaj dalej

Reklamy

Obejrzane w 2012: Rozczarowania

10. Sherlock Holmes (2009)
Listę największych filmowych rozczarowań minionego roku otwiera film, o którym z góry wiedziałem, że mnie rozczaruje, toteż i zawód był raczej niewielki. Literacki Sherlock Holmes to inspirująca postać, lecz Guy Ritchie nie wykorzystał tkwiącego w niej potencjału. Ekranowej charyzmie Roberta Downeya Jra nie mam nic do zarzucenia, ale kolorowy i dynamicznie zmontowany Londyn, do którego wrzucono nową inkarnację najsłynniejszego detektywa na świecie, zdecydowanie nie przypadł mi do gustu. Czekam zatem dalej na wiktoriański odpowiednik Siedem z Holmesem i Watsonem zamiast Somerseta i Millsa.

Czytaj dalej

Filmorys (4)

Nie lubię zaczynać opinii o filmach od słów „mógł to być…”, bo zaprzepaszczona szansa na dobre kino boli bardziej niż oczywista od pierwszych minut chała. Czwarty odcinek Filmorysa rozpocznie się od dwóch takich rozczarowań, ale później będzie nieco lepiej. Niestety, pięciu gwiazdek dzisiaj nie uświadczycie.

Tak, gwiazdek. Postanowiłem uprościć filmorysowy system oceniania. Od dzisiaj skalę szkolną z plusami, minusami i słownymi uzupełnieniami („warto zobaczyć”, „trzeba zobaczyć”) zastąpiłem uśmiechniętymi gwiazdkami. Pięć znaczy must-see, cztery — should-see. Trzy to film „wporzo”, ale nic ponadto. Dwie gwiazdki oznaczają coś mniej lub bardziej kiepskiego, a jedna gwiazdka… sami się domyślcie.

Przy okazji chciałem poprosić o mały feedback. Czy dotychczasowa formuła Filmorysu sprawdza się z punktu widzenia wygody blogowego czytelnika? Czy może raczej kolejne odcinki powinny ukazywać się częściej, ale za to do każdego z nich powinno trafiać mniej filmów (2-4)? Z jednej strony nie chcę się rozdrabniać, ale z drugiej wiem doskonale, że długie wpisy na blogu, obojętnie na jaki temat, niekoniecznie są jazzy. …

Czytaj dalej

Filmorys (1)


Kiedyś w Inkluzie publikowałem minirecenzje obejrzanych przeze mnie filmów. Minirecenzja to dobra rzecz — autor nie napracuje się tyle, co przy pełnowymiarowej, a odbiorcy i tak dowiedzą się z niej, czy dany film warto obejrzeć, czy też raczej należy go unikać. Niniejszym wracam więc do tamtej tradycji. Kolejne wpisy z cyklu Filmorys będą ukazywać się mniej więcej co miesiąc.

Czytaj dalej

Przyrzeczenia Jessego


W poprzednią sobotę w Norwegii odbyło się Święto Kina. Celebrowałem je sumiennie już czwarty rok z rzędu. Jako że wyjaśniałem zeszłej jesieni na łamach bloga, na czym polegają obchody, w poniższej notce przejdę od razu do rzeczy i przedstawię pokrótce filmy, jakie obejrzałem tego dnia na wielkim ekranie. Oba polecam, choć z dość odmiennych powodów.

Czytaj dalej