Kołacze

chaplin-modern_times.jpg

Lekarzu! Prawniku! Kucharzu! Informatyku! Pracowniku fizyczny! Czas zacząć się bać. Rozwój robotyki i wielopiętrowych algorytmów niesie ryzyko zlikwidowania Twojego etatu w przeciągu parudziesięciu lat. Klasyczna sztuczna inteligencja nie jest wcale do tego potrzebna. Lekarzy pierwszego kontaktu zastąpią wszystkowiedzące, wyspecjalizowane w medycynie watsony, analizę dokumentów prawniczych wykonywać będą niestrudzone boty, po kuchniach i magazynach zakrzątają się zwinne wytwory Boston Dynamics, sieci neuronowe będą klepały kod w C#. Na rynku pracy ostaną się tylko nauczyciele, pielęgniarki i bibliotekarze, czyli przedstawiciele zawodów, których istotę stanowi międzyludzki kontakt. Ale policjanci pójdą już na bruk.

Jeden z najwybitniejszych ekonomistów XX wieku, John Maynard Keynes, w słynnym eseju „Gospodarcze możliwości dla naszych wnuków” z 1930 r. przepowiedział piętnastogodzinny tydzień pracy. Pomylił się – poniekąd. W drugiej połowie minionego stulecia postępująca automatyzacja i komputeryzacja rzeczywiście sprawiły, że ludzie – przynajmniej w naszym rejonie globu – w zasadzie mogliby pracować coraz mniej nie rezygnując z pełnych żołądków oraz dachu nad głową. Keynes nie przewidział jednak, że rozwój techniki nieprzerwanie kusić nas będzie drobnymi luksusami. Nowy model smartfona kosztuje ekstra; na dodatkowych dwadzieścia metrów kwadratowych energooszczędnego mieszkania trzeba zaciągnąć kredyt. Zielone światełko po drugiej stronie zatoki bezustannie mruga, Gatsby wciąż wyciąga po nie rękę, od ósmej rano do czwartej po południu.

Czytaj dalej

Reklamy