Tomki

Z dedykacją urodzinową dla
Lorda Thomasa (mag. inż.)

Niektórym z nas brutalny los przerywa dzieciństwo zbyt wcześnie. Wyobraźcie sobie, że od życia dostaliście taki oto prezent: Dokładnie w Wasze siódme urodziny, w tym przełomowym momencie życia każdego młodego człowieka, umiera na AIDS Freddie Mercury. Jakąż skazę musi to spowodować na duszy! Jak po czymś takim pozbierać kawałki starego życia? Jak iść dalej, gdy w sercu zaczynasz rozumieć, że nigdy nie będziesz mógł powrócić? Że jest coś, czego nie zaleczy czas, że niektóry rane są zbyt głębokie i nigdy się nie zagoją? Bilbo powiedział mi, że jego… Eee, zagalopowałem się.

Dwaj członkowie Fandomu Centrum doczekali się w tym roku dedykowanych im z okazji urodzin wpisów. Przyszła kolej na ostatniego. Z tej okazji Blogrys funduje swym czytelnikom przegląd najfajniejszych fikcyjnych Tomków. Od razu mówię, że do rankingu nie załapał się ani Wuj Tom (ten od chaty), ani Thomas Covenant, ani Tomek Wilmowski, ani Tomcio Paluch. Załapało się dziesięciu innych. Check it out.

Czytaj dalej Tomki

Dyskusja o „Władcy Pierścieni”

W marcu 2005 r., na łamach internetowego magazynu Inkluz, dyskutowałem ze Staszkiem o Nowym wspaniałym świecie Aldousa Huxleya. Dyskusja owa miała być pierwszą w cyklu rozmów o znanych książkach fantastycznych. W następnej kolejności zabraliśmy się za samego Władcę Pierścieni, ale zabrakło nam wytrwałości, a niedługo potem Inkluz zamknął swe podwoje. Dyskusja, niedokończona, choć całkiem wyczerpująca, przeleżała długie lata na twardym dysku Staszka (ja w międzyczasie zaliczyłem kilka formatów, lecz w końcu zdecydowaliśmy, że powinna ujrzeć światło wirtualne. Nie próbowaliśmy kończyć jej „na siłę”, bo w zasadzie wszystko, co było do powiedzenia, zostało powiedziane. Dyskusja ukazuje się jednocześnie na obu naszych blogach. Przeczytajcie ją najlepiej u tego, do kogo wklikacie się najpierw… a potem zajrzyjcie do drugiego rozmówcy w poszukiwaniu dodatkowych komentarzy.

Miłej lektury! I uwaga, tekst jest długi, najdłuższy chyba ze wszystkich, które ukazały się dotąd na naszych blogach. Mamy jednak nadzieję, że i tak ciekawy.

Czytaj dalej Dyskusja o „Władcy Pierścieni”

Medytacje nad Śródziemiem

W Norwegii do pewnego czasu działały dwie sieci księgarni fandomowych (czyli sklepów sprzedających książki i filmy fantastyczne, komiksy, erpegi, planszówki, karcianki, geekowskie podkoszulki i gadżety itd.) — Avalon i Outland. Avalon miał jednak gburowatą, przynajmniej jak na norweskie standardy, obsługę i kilka lat temu splajtował. Urządzono wielką, pożegnalną wyprzedaż. Kupiłem tam wtedy kilka interesujących rzeczy po nader interesujących cenach. Jedną z nich była wydana w 2001 r. przez oficynę Simon & Schuster antologia esejów Meditations on Middle-Earth. Tytuł mówi sam za siebie…

Czytaj dalej Medytacje nad Śródziemiem

„Wozzup, Gandalf?!”, „Wozzup, man?!!”

Całkiem niedawno, po przeczytaniu pewnej antologii esejów, którą przedstawię bliżej za dwie do czterech notek, naszła mnie ochota na ponowne obejrzenie wszystkich trzech części Władcy Pierścieni. Jak dotąd każdą z nich widziałem dwukrotnie — raz w kinie, drugi raz na DVD w wersji rozszerzonej. Jako że sam posiadam tylko Powrót króla, zacząłem zastanawiać się, od kogo mógłbym pożyczyć Drużynę Pierścienia i Dwie wieże celem zorganizowania sobie seansów w domowym zaciszu. Rychło okazało się, że los poszedł mi na rękę i w związku ze Świętem Kina nadarzyła się okazja do obejrzenia całej trylogii na wielkim ekranie — ale kosztem nieprzespanej nocy. Kino Colosseum zorganizowało otóż nocny maraton wszystkich trzech części LOTR-a (w wersjach podstawowych) trwający od jedenastej wieczorem do wpół do dziesiątej rano. Nigdy nie byłem zwolennikiem filmowych "nasiadówek", lecz dla Tolkiena postanowiłem się poświęcić. Zwerbowałem kolegę (podobieństwo do niziołka przypadkowe), kupiłem bilety i w sobotę wieczorem, uzbrojeni w plecaki z wiktuałami, wyruszyliśmy do kina.

Czytaj dalej „Wozzup, Gandalf?!”, „Wozzup, man?!!”

Wszystkie drogi są teraz zakrzywione

Z masochistycznym upodobaniem lubię powtarzać, że Władcę Pierścieni przeczytałem bardzo późno, bo dopiero na krótko przed swoimi szesnastymi urodzinami. Do krainy fantastyki w ogóle trafiłem dość okrężną drogą. Gdy byłem mały, wybierałem lektury raczej nieświadomie, zdany przede wszystkim na polecanki starszych — pewnie tak jak większość z nas, poza Stewiem. Emocji dostarczały mi więc szkolne opowieści Niziurskiego, podróże doktora Dolittle’a, wyprawy Pana Samochodzika w poszukiwaniu skarbów i obyczajowo-humorystyczne powieści młodzieżowe Ożogowskiej. Chwil spędzonych przy tamtych książkach oczywiście nie żałuję i bardzo dobrze je wspominam. Żałuję natomiast, że nikt nie podsunął mi wtedy ani Tolkiena, ani Asimova, ani Bułyczowa. Musiałem ich odkryć sam. Co się odwlecze, to nie uciecze, ale mimo wszystko Opowieści z Narnii lepiej byłoby przeczytać w wieku 11 lat i bez trudu dać porwać baśniowości Lewisa, niż w wieku 21 lat i „dla porządku, bo to klasyka”.

Czytaj dalej Wszystkie drogi są teraz zakrzywione