Nowej notki na razie nie będzie (16)

nnnrnb

Czy raczej: „przez jakiś czas nie było”. Ale teraz już, jak widać, się pojawiła. Chociaż następnej przez jakiś czasu znowu może nie być. Nigdy nic nie wiadomo. Zobaczymy.

Bywalcy Blogrysa wiedzą, że zimą i wiosną pisałem nadzwyczaj często. Bodajże na przełomie stycznia i lutego zrobiło się też regularnie. Przez kilka miesięcy nowe notki pojawiały się w każdą środę i niedzielę. Systematyczność napędzał początkowo ich mały zapas. Jednak gdy się wyczerpał, zacząłem robić bokami i w połowie kwietnia odpadłem. Pomyślałem zresztą, że jeżeli odstawię blogowanie, to rozpędzę swój artykuł poświęcony historii amerykańskiego hip-hopu i zdołam napisać parę zaległych recenzji.

Nic takiego się nie zdarzyło.

Czytaj dalej

Reklamy

Siedem lat w Operze

Seji przywoził z Polski cukierki, przemycał je do siedziby firmy i przynosił mi stamtąd podkoszulki z pomysłowymi nadrukami. Nie pomogło. Lokalny patriotyzm też nie. Nigdy nie polubiłem Opery. Norweska przeglądarka pochłaniała zbyt dużą część systemowych zasobów, moje low-endowe komputery dyszały wentylatorami, a zintegrowane moduły, które dostawałem w zamian, nie były mi do niczego potrzebne. Co gorsza, Opera nie radziła sobie z poprawnym wyświetlaniem zawartości witryn. Może i wina leżała po stronie ich autorów, którzy nie umieli sformatować kodu zgodnie z obowiązującymi standardami – ale co z tego? Miarka przebrała się, gdy sprawdzałem rozkład jazdy na stronie łódzkiego MPK. W oknie Opery pokazywała się stara tabelka. Tramwaj uciekł. Potem okazało się, że tylko Opera nie widzi najnowszej wersji rozkładu. Wróciłem do Firefoksa, potem przerzuciłem się na Chrome. Tramwaj znów przyjeżdżał na czas.

Zupełnie inaczej przedstawiała się sprawa z platformą blogową My Opera. Od początku imponowała mi ich makieta łącząca zwartość bloków z przejrzystością kompozycji. Blogi operowe czytało się bardzo dobrze we wszystkich odmianach graficznych, a poszczególne elementy witryny były zawsze idealnie do siebie dopasowane. Co prawda „na zapleczu” od kilku lat brakowało rzetelnych statystyk odwiedzin, ale tak poza tym nie było do czego się przyczepić. Nic więc dziwnego, że Blogrys przez siedem lat wspaniałomyślnie pozwalał My Opera na hosting – choć od czasu do czasu próbował się albo przenieść, albo zamknąć.

Jednak platforma od długiego czasu się nie rozwijała, co kazało podejrzewać, że prędzej czy później Opera wyciągnie wtyczkę. Zamknięcie serwisu zapowiedziano oficjalnie dwa tygodnie temu. My Opera przestanie istnieć 1 marca 2014 r. Blogrys musiał więc migrować, tym razem nieodwołalnie.

Blogspota nie brałem w ogóle pod uwagę, ponieważ nie chciałem jeszcze bardziej uzależniać się od Google’a. Wypróbowałem Typepada i bardzo mi się spodobał, ale w obliczu istnienia dobrej i darmowej alternatywy zrezygnowałem z płacenia dziesięciu dolarów miesięcznie. Ową alternatywę stanowi WordPress, który kiedyś odstraszał mnie bajzlem w ustawieniach, ale który bardzo się pod tym względem poprawił. Wyeksportowałem więc notki, uporządkowałem kategorie, wyszukałem czytelny temat. Ze starych wpisów przepadło justowanie i zagnieżdżone filmiki z YouTube’a, ale na szczęście ocalały komentarze.

Proszę więc o przestrojenie zakładek oraz RSS-ów. Witam pod nowym adresem:

https://blogrys.wordpress.com