Nowej notki na razie nie będzie (15)

Jaipur.jpg

1. Będzie, będzie, ale w niedzielę. Przez kilka ostatnich tygodni notki ukazywały się często i regularnie, raz na dwa dni. Regularność zachowuję, częstotliwość przykręcam i mocuję na środach oraz niedzielach.

2. Odkryłem minimalistyczny, funkcjonalny i darmowy serwis służący do katalogowania słuchanej muzyki. Można by ironicznie rzec, że poszukiwania zajęły sporo czasu, ponieważ RateYourMusic wystartował już w 2000 r. Tutaj znajduje się mój „audiostrumień”. A po co mi to do szczęścia? Otóż od kilku miesięcy słucham średnio jednego-dwóch nowych albumów dziennie (!). Potrzebowałem sposobu na szybkie zaznaczanie dobrych płyt, by móc do nich w przyszłości wracać. Plik tekstowy w pewnym momencie zrobił się niewygodny w użyciu.

dolores_oriordan3. W zeszłym tygodniu zmarła Dolores O’Riordan, wokalistka grupy The Cranberries. To smutna wiadomość dla wszystkich osób, które wychowały się w latach dziewięćdziesiątych. Dla naszego pokolenia utwory Dreams, Linger, Zombie, Salvation, Promises i Animal Instinct śpiewane niepodrabialnym głosem Dolores były częścią muzycznej scenerii późnego dzieciństwa tudzież wczesnej młodości. Na wieść o śmierci piosenkarki powróciłem po wielu latach przerwy do albumów The Cranberries. To the Faithful Departed i Bury the Hatchet nie zestarzały się w ogóle. Wciąż zasługują na maksymalne oceny.

4. Wypróbowaliśmy Jaipur, grę karcianą dla dwóch (i tylko dwóch) osób, której tematem jest handel kosztownościami, skórami, suknem i przyprawami — oraz wielbłądami pełniącymi w mechanice kluczową rolę „zapychaczy” — na indyjskim bazarze. Polecam! Jedna partia trwa dziesięć-piętnaście minut, toczy się dynamicznie; można grać na luzie, można też wziąć rozgrywkę na ambit i próbować przewidywać ruchy przeciwnika. A jeżeli oponent też napnie mózg, Jaipur zamieni się w przyjemne, taktyczne kombinowanie. Karcianka zamyka obecnie pierwszą setkę najlepszych gier „bez prądu” w zestawieniu BoardGameGeek.

5. Gdy czytałem cykl wiedźmiński po raz pierwszy w 2004 r. i z wypiekami na twarzy wyobrażałem sobie porządną, zachodnią, wysokobudżetową ekranizację — przypominam, że wówczas wszyscy miłośnicy fantasy mieli w pamięci zachwycającą ekranizację Powrotu Króla sprzed zaledwie pół roku — myślałem zarazem ze smutkiem, że to marzenie ściętej głowy. A jednak! Marzenia czasami się spełniają. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że pod koniec 2018 r. lub w pierwszej połowie 2019 r. doczekamy się porządnej, zachodniej, wysokobudżetowej ekranizacji Wiedźmina w formie serialu. Przejrzałem przetłumaczone na polski Q&A z Lauren Hissrich, scenarzystką i opiekunką produkcyjną (tzw. showrunnerką). Jej odpowiedzi napełniły mnie ufnością w powodzenie projektu; Hissrich podchodzi najwyraźniej z szacunkiem do prozy Sapkowskiego i „czuje” materiał wyjściowy. Trzymam kciuki za Netflix. Dwa miecze. Jeden na potwory. Drugi na ludzi.

oldman-churchill6. Odradzam natomiast film Czas mroku, który pojutrze wchodzi na ekrany polskich kin. Najnowsze dzieło Joe Wrighta, reżysera Anny Kareniny i Pokuty, opowiada o początku „zachodniej” Drugiej Wojny Światowej z brytyjskiego punktu widzenia. Bohaterem jest Winston Churchill, który właśnie zostaje mianowany nowym premierem. Wojska III Rzeszy napierają na Francję, przegrana potężnego sojusznika to kwestia czasu, a Churchill musi podjąć najtrudniejszą decyzję życia: iść na ustępstwa i paktować z Hitlerem, czy stawić Niemcom zdeterminowany opór?

Czas mroku możemy traktować jako prequel rewelacyjnej Dunkierki z akcją toczącą się nie na polu bitwy, ale w brytyjskich gabinetach. Gary Oldman jest fenomenalny w roli Churchilla — inna sprawa, że ma na sobie tonę charakteryzacji — jednak reżyser zapatrzył się za bardzo w historię i znów położył wszystko na jego barkach. W Czasie mroku zabrakło zupełnie politycznego nerwu. Jednak czego właściwie należało się spodziewać po reżyserze, który kręci notorycznie nudne filmy?

7. A jeśli Hitler tak naprawdę wygrał Drugą Wojnę Światową? Jako wódz Tysiącletniej Rzeszy mógł wszak zaplanować wszystko na przynajmniej 75 lat do przodu. Bądź co bądź Żydów w Europie dzisiaj właściwie nie ma, ZSRR się rozpadł, a Niemcy są obecnie gospodarczą potęgą, liderem kontynentu. Verdammt!

 

Reklamy

Obejrzymy w 2017

Ależ dawno tego nie robiłem! A subiektywny przegląd premier kinowych nadchodzących w nowym roku należy wszak do żelaznego kanonu blogosfery.

john_wick_2-foto

Od razu zastrzegam, że poniższa lista jest wybiórcza i uprzedzona. Wybiórcza, bo przeważają na niej amerykańskie filmy rozrywkowe z dużym budżetem. Zapowiedzi obiecujących dramatów oraz produkcji „zagranicznych” wyłowić znacznie trudniej; ich twórcy nie ogłaszają się hałaśliwie na wiele miesięcy przed premierą. Uprzedzona, ponieważ bezwzględnie wykluczyłem z niej powstające na pęczki filmy superbohaterskie (infantylna sztampa), piksarowe filmy animowane (w gruncie rzeczy są dla dzieci) oraz filmy, w które osobiście nie wierzę, m.in. nowego Blade Runnera (kolejny niepotrzebny remake, na dodatek kręcony przez reżysera-oszusta), nowego Konga (jestem za stary na tyle CGI), The Beguiled (bo skoro nie podobało mi się nawet oklaskiwane Między słowami tej samej reżyserki…), The Dark Tower według Stephena Kinga (lepiej, żeby nakręcili wreszcie porządną wersję Bastionu), It, też według Kinga (bo nie pozwolono zrobić tego filmu braciom Duffer, którzy poradziliby sobie fenomenalnie, co udowodnili serialem Stranger Things) oraz Ghost in the Shell (ekranizacja anime ze Scarlett Johansson, czyli już na starcie trzy duże minusy).

Podaję w nawiasach daty premier amerykańskich. Niektóre na bank się pozmieniają. Przy większości tytułów z rozmysłem nie linkuję zwiastunów. Sam ich od lat unikam, gdyż zdradzają zazwyczaj kluczowe sceny.

Czytaj dalej Obejrzymy w 2017

Najlepsze z zapowiedzi filmowych na 2010

Trzeba uczciwie przyznać, że zeszłoroczny analogiczny ranking okazał się niewypałem. Najlepszą z kinowych nowości 2009 roku ulokowałem tam dopiero na przedostatnim miejscu — bo dwanaście miesięcy temu nie czułem jeszcze zupełnie awatarowego hype'u — a z kolei zwycięzcy zestawienia, 9, po dziś dzień nie widziałem. (Winę ponosi za to przede wszystkim norweski dystrybutor. Film Shane'a Ackera nie trafił, i już chyba nie trafi, do kin w moim zakątku Europy. Z drugiej strony nie zebrał zbyt dobrych recenzji. Z trzeciej strony 9 podobało się Deckardowi, który, jak podejrzewam, potrafi rzetelnie ocenić alternatywne post-apo).

Niewypałami okazała się też większość filmów z mojej listy. 2012, Star Trek, Terminator: Salvation i Public Enemies były, odpowiednio, nudnawe, infantylne, porażkowe i bezbarwne. Pomijając wspomnianego już Avatara, jedynie Watchmen i Brüno spełniły pokładane w nich oczekiwania. Inglourious Basterds mi się niby podobał, ale jakoś nie mam najmniejszej ochoty na powtórny seans. Kiepsko, kiepsko.

Ale przecież nie mogę odmówić sobie przyjemności kolejnej wyliczanki. Trzy z wyczekiwanych przeze mnie tegorocznych filmów miały już co prawda premiery światowe (we wszystkich przypadkach daty tychże podaję w nawiasach), ale żaden nie trafił jeszcze do Norwegii. Jestem zatem usprawiedliwiony. Jedziemy. …

Czytaj dalej Najlepsze z zapowiedzi filmowych na 2010

Najlepsze z zapowiedzi filmowych na 2009

Z rankingiem najlepszych książek przeczytanych przeze mnie w 2008 r. zapoznacie się niebawem. Na razie przygotowałem coś innego i raczej niespodziewanego: subiektywny (jakżeby inaczej) top-ten zapowiedzi filmowych na bieżący rok. Uprzedzam, że dominuje tutaj kino rozrywkowe. Dobrymi dramatami i obyczajówkami absolutnie nie gardzę, ale prawie zawsze dowiaduję się o nich dopiero po premierach.

Zanim zaczniemy, wypada wspomnieć o dwóch "gorących" produkcjach, których na pewno w tym roku nie zobaczymy. Pełnometrażowa Drużyna A została przeniesiona na 2010 r., jako że studio wolało na razie skoncentrować się na promocji drugiej części… Alvina i wiewiórek (ble!). Natomiast plany zekranizowania Spotkania z Ramą zawieszono niestety na kołku i nie wiadomo, czy i kiedykolwiek zostaną z niego zdjęte. Cała nadzieja w tym, że spiritus movens przedsięwzięcia, Morgan Freeman, wróci do zdrowia, zakasa rękawy i wreszcie zajmie się na serio adaptacją drugiej najważniejszej powieści Arthura C. Clarke'a.

Dodam jeszcze, że w rankingu nie znajdziecie trzech filmów, na które co prawda ostrzę pazurki, ale które zdyskwalifikowały grudniowe daty ich amerykańskich premier. Dzieła te właśnie docierają do naszego zakątka świata. Mowa oczywiście o The Curious Case of Benjamin Button (historii człowieka starzejącego się do tyłu), Defiance (filmie o żydowskich partyzantach z czasów Drugiej Wojny Światowej, który już wywołuje kontrowersje nad Wisłą) i Valkyrie (fabularyzowanej rekonstrukcji zamachu na Hitlera w Wilczym Szańcu).

Dobra, czas na właściwy ranking. Do każdego tytułu dołączam trailer lub przynajmniej teaser — jeśli już jest. …

Czytaj dalej Najlepsze z zapowiedzi filmowych na 2009

Cloverfield



Całkiem przypadkowo natknąłem się na informację o Cloverfield, filmie katastroficznym, który ujrzy światło kinowe 18 stycznia. Dlaczego o nim wspominam? Czy dlatego, że dobrze się zapowiada? Otóż nie — dlatego, że w ogóle nie wiadomo, jak się zapowiada. Chociaż od premiery dzielą nas już tylko dwa miesiące, twórcy nadal nie ogłosili, o co dokładnie chodzi i co spowoduje fabularną katastrofę. Mamy oczywiście do czynienia ze starannie zaplanowaną kampanią reklamową obliczoną na intensywne pobudzenie ciekawości wśród potencjalnych widzów. Kampanią, jak widać, skuteczną, bo padłem jej ofiarą i poświęcam Cloverfield najnowszą notkę blogową.

Czytaj dalej Cloverfield

Filmowe fantasy na jesień ’07


Jutro z roziskrzonym wzrokiem powędruję do kina na 28 tygodni później, najnowszy horror z zombiakami, na który z wytęsknieniem czekałem od mniej więcej kwartału. Dziwnym zrządzeniem losu bowiem film ten trafia do kin, tak norweskich, jak i polskich, aż cztery miesiące po premierze światowej, dosłownie na kilka dni przed wydaniem go na DVD. Jest to tym dziwniejsze, że wyprodukowano go nie w USA, lecz w Europie. Mogłem oczywiście obejrzeć 28 tygodni później dawno temu, jednak remake Świtu żywych trupów pokazał mi dobitnie, że takie filmy chłonie się zdecydowanie lepiej w ciemnym kinie na wielkim ekranie aniżeli w domowym zaciszu w pomniejszonej i wyciszonej wersji. Różnica jest prawdopodobnie jeszcze większa niż w przypadku naszpikowanych efektami specjalnymi blockbusterów.

Dzisiejszą notką poświęcam jednak nie zombie-horrorom, o których pisałem przecież jakiś czas temu, ale dwóm wysokobudżetowym produkcjom fantasy, jakie obejrzeć będziemy mogli jeszcze w tym roku, a o których dużo się nie mówi, chociaż w najgorszym razie dostaniemy podwójną porcję solidnej baśniowej rozrywki, a w najlepszym — dwa majstersztyki.

Czytaj dalej Filmowe fantasy na jesień ’07

Mózgojady


Jestem wielkim fanem survival-horrorów z zombiakami. Od razu zaznaczam, że przez "zombiaki" rozumiem nie tylko ożywionych, krwiożerczych nieboszczyków. Odstępstwa od Romerowskiego kanonu są mile widziane, pod warunkiem posiadania dostatecznej ilości cech zbieżnych.

Niestety, filmowcy nie rozpieszczają miłośników subgatunku (wśród czytelników Blogrysa znajduje się przynajmniej jeden). Na palcach obu rąk da się zliczyć solidne produkcje, które powstały… nie, nawet nie w ciągu ostatniej dekady, ale w ogóle. Wymieńmy, chronologicznie: Noc żywych trupów (1968), Świt żywych trupów (1978), Dzień żywych trupów (1985), remake Nocy żywych trupów (1990), 28 dni później (2002), remake Świtu żywych trupów (2004), Ziemia żywych trupów (2005) oraz trzy wersje Inwazji pożeraczy ciał. Dziesięć w przeciągu pół wieku to niewiele (na pewno coś przeoczyłem — fan to niekoniecznie ekspert). Z drugiej strony, niska częstotliwość powstawania filmów o zombie nie powoduje zużycia się tematu. Poza tym wśród powyższych tytułów odnajdziemy jedną perełkę, 28 dni później, i jeden diamencik, remake Świtu…. Nie jest najgorzej, a wkrótce będzie dużo, dużo lepiej, ponieważ w przeciągu najbliższych kwartałów do powyższej dyszki dołączy sześć nowych pozycji. Owszem, ja też nie mogłem uwierzyć, gdy w przeciągu minionych miesięcy co parę tygodni dowiadywałem się o kolejnej zapowiedzi. Oto konkrety.

Czytaj dalej Mózgojady