Obejrzane w 2019 r.: Niespodzianki

Bird Box (2018) – netfliksowe post-apo. Światło słoneczne wywołuje masowe samobójstwa, więc ocalali muszą zabijać okna deskami i zasłaniać oczy przepaskami. Pomysł fabularny wydaje się ryzykowny, dziury logiczne prosperują, makijaż sypie się z twarzy 54-letniej Sandry Bullock udającej trzydziestkę. Czasami jednak ze wszech miar przeciętne filmy okazują się nadspodziewanie udane, i jest to zwykle zasługa reżysera (tutaj: Susanne Bier). Nie ukrywam, że Bird Box przyciągnął mnie do ekranu i zapewnił dwie godziny autentycznego, intensywnego napięcia.

bird_box

Czytaj dalej Obejrzane w 2019 r.: Niespodzianki

Obejrzane w 2016: Zaskoczenia (cz. 3)

2. Karol: Papież, który pozostał człowiekiem
(2006)

karol-papiez_ktory_pozostal_czlowiekiem2Pierwszy zgłoszę się do ułożenia listy błędów warsztatowych występujących w głośnym papieskim biopiku nakręconym krótko po śmierci jego bohatera. Zresztą jeszcze tragiczniej wypadł pod tym względem Karol: Człowiek, który został Papieżem, bo trudno ukazać w wiarygodny sposób dramat i grozę Drugiej Wojny Światowej nie dysponując odpowiednim budżetem ani nie posiadając doświadczenia w filmowaniu scen wojennych. Na szczęście część druga, w której śledzimy losy pontyfikatu Karola Wojtyły (lata 1978-2005), jest bardziej kameralna. Chociaż Jan Paweł II bez przerwy gdzieś podróżował, w scenariuszu starczyło miejsca na próbę psychologicznego portretu jego osoby.

Podkreślam: Błędy warsztatowe występują, całość jest miejscami toporna, zatwardziali ateiści będą mieli bekę i używanie — ale spod filmowej materii mimo wszystko przebija i promieniuje niezwykłość postaci Papieża-Polaka, wielkiego autorytetu moralnego, duchowego przywódcy minionego ćwierczwiecza; niezwykłość, która wyrzuca ten film prawie na sam szczyt Zaskoczeń 2017 r.

Niestety, Ojciec Święty w tym rozdaniu przegrał z multikulturowymi bandytami.

Czytaj dalej Obejrzane w 2016: Zaskoczenia (cz. 3)

Obejrzane w 2016: Zaskoczenia (cz. 2)

5. Marsjanin
(The Martian; 2015)

the_martian1

Obejrzawszy Prometeusza stwierdziłem autorytatywnie że „Ridley Scott skończył się na Gladiatorze”. Nakręceni przezeń później Adwokat oraz Bogowie i królowie tezę potwierdziły. Jednak powstały dwa lata temu Marsjanin zdecydowanie nią szarpnął. Zobaczymy, czy zapowiedziany na wiosnę kolejny Obcy wyrwie pogląd z korzeniem przydając 79-letniemu reżyserowi nowej twórczej młodości, czy też odwrotnie, osadzi go na powrót w krytycznym gruncie posyłając Scotta do kreatywnej trumny.

the_martian2Tak czy owak, Marsjanin zawsze już będzie dostarczać sporo frajdy. Ridley, nie siląc się na formalną oryginalność, za to dbając na każdym kroku o nadwerężony ostatnimi czasy warsztat, zekranizował bestsellerową powieść Andy’ego Weira o marsjańskim „rozbitku”, któremu w skrajnie niegościnnych warunkach udaje się przetrwać na Czerwonej Planecie polegając przede wszystkim na naukowym instynkcie.

Brakowi formalnej oryginalności zawdzięczamy film, który mógłby powstać w latach dziewięćdziesiątych (taka fraza w moich ustach jest oczywiście zawsze pochwałą). Natomiast dzięki rzemieślniczej staranności ogląda się Marsjanina nad wyraz przyjemnie od pierwszej do ostatniej sceny. To Robinson Cruzoe na miarę XXI wieku, szkoda tylko, że bez papugi, psa i Piętaszka.

Czytaj dalej Obejrzane w 2016: Zaskoczenia (cz. 2)

Obejrzane w 2016: Zaskoczenia (cz. 1)

8. Pamiętaj o niedzieli
(Remember Sunday; 2013)

remembersundayKonferencja Episkopatu Polski zasponsorowałaby w ciemno film o takim tytule. Wielebni biskupi cofnęliby jednak szybko pieniążki, oj cofnęliby, bowiem w tytułową niedzielę bohater najchętniej uprawiałby przedmałżeński seks z pewną słodziutką niebieskooką kelnerką.

Telewizyjne dziełko Jeffa Blecknera, reżysera słynnego serialu policyjnego Hill Street Blues z lat 80., jest w zasadzie typowym romansidłem… które ogląda się nadspodziewanie przyjemnie. Łaskawie pozwalam mu otworzyć niniejsze zestawienie ze względu na Alexis Bleidel (Rory z Gilmore Girls vel Kocham kłopoty) wyglądającą tutaj jak milion dolarów oraz całkiem wciągającą fabułę: girl meets boy, który cierpi na zaniki pamięci, a ona bierze go wkrótce za zboczeńca nagrywającego ich rozmowy.

Za wartość dodaną należy uznać występującego w drugoplanowej roli Barry’ego Shabakę Henley’a, czarnoskórego, charyzmatycznego aktora pojawiającego się w filmach Michaela Manna, łudząco podobnego do Foresta Whitakera. O Foreście przypomnimy sobie w niedzielę. Obiecuję, że zatoczymy koło.

Czytaj dalej Obejrzane w 2016: Zaskoczenia (cz. 1)

Obejrzane w 2015: Niespodzianki

Dziwak (Creep; 2014)

Znacie przyjemność płynącą z oglądania głupawego, lecz porządnie zrealizowanego kina klasy B? A przyjemność, jaką daje kino o nieokreślonym gatunku? Dziwak łączy je ze sobą. Historyjka o kamerzyście, który jedzie na odludzie za zleceniem, trzyma nas w swoistym metanapięciu. Nie wiemy, w którą stronę ten dziwaczny – godzien tytułu – film skręci. W stronę czarnej komedii? Survivalu? Slashera? Pornosa gejowskiego? Okazuje się zatem nieprzewidywalny także na poziomie fabuły, a wątpliwości rozwiewa dopiero końcówka, jak na hollywoodzkie standardy absurdalna, ale i miażdżąca, pozostawiająca widza w stanie lekkiego szoku.

creepFilm dostarcza też sposobności, by poudawać profesora Miodka. Angielskie słowo „creep” jest nieprzetłumaczalne. Pochodzi od przymiotnika „creepy” oznaczającego coś, co wywołuje lekkie ciarki na plecach, coś więcej niż „niepokojącego” („disturbing”, „unsetting”), ale niezupełnie „strasznego” („scary”). W „creepy” mieści się poza tym odcień dziwności. Niezłym odpowiednikiem byłby swojski wyraz „nieswój”, lecz po pierwsze może on sygnalizować chorobę, a po drugie, odnosi się nie do źródła odczucia, lecz do samopoczucia podmiotu. Po angielsku powiemy na przykład, że wieczorny spacer po lesie był „creepy”, ale po polsku możemy tylko powiedzieć, że czuliśmy się podczas niego nieswojo. Konstrukcja będzie dłuższa. Co najważniejsze, w języku polskim nie funkcjonuje określenie „nieswojak” – choć byłoby ono niegłupim neologizmem! – podczas gdy Anglosas osobę, która jest „creepy”, nazwie po prostu „creepem”.

Czytaj dalej Obejrzane w 2015: Niespodzianki

Obejrzane w 2014: Zaskoczenia

W zeszłym roku obejrzałem 55 filmów (z czego 10 powtórek) oraz sześć sezonów seriali (łącznie 75 odcinków). Zaliczyłem także sześć epizodów dokumentalnego miniserialu o Holokauście, oraz jeden cykl fabularny składający się z dziewięciu niedługich filmów. Do nikomu niepotrzebnej statystyki jeszcze wrócimy. A teraz o filmach, które w 2014 r. przyjemnie mnie zaskoczyły:

6. Poradnik pozytywnego myślenia (Silver Linings Playbook; 2012)

silver_linings_playbookZacznę nietypowo, bo od produkcji nagrodzonej kilka lat temu aż ośmioma Oskarami. Poradnikowi… daleko mimo to do wybitności i mógłby w zasadzie wylądować też wśród rozczarowań. Tak się jednak złożyło, że tamtego niedzielnego wieczoru moje oczekiwania nie były wysokie. Dostałem zapięty na ostatni guzik feel-good movie będący zarazem oryginalną mutacją komedii romantycznej – i on, i ona są (lekko) chorzy psychiczni, więc w romkomowej formule pojawia się porcja ludzkiego dramatu. Doskonały Robert De Niro na drugim planie dopełnia i uwiarygodnia świat przedstawiony. Natomiast na planie pierwszym przekonałem się do Bradleya Coopera oraz wreszcie osobiście zweryfikowałem tezę o charyzmie i talencie Jennifer Lawrence. Poradnik pozytywnego myślenia nadaje się do wielokrotnego oglądania, nie dla odkrywania w nim nowych rzeczy, a dla czystej filmowej przyjemności. Czytaj dalej Obejrzane w 2014: Zaskoczenia

Obejrzane w 2013: Zaskoczenia

8. Paranormal Activity (2007)

paranormal_activitySpodziewałem się głupawego slashera stylizowanego na dokument. Dostałem horror summa summarum średni, ale próbujący na szczęście straszyć przy pomocy klimatu, nie demonicznych mord wskakujących nieoczekiwanie w kadr. Forma found footage (film nakręcono cyfrówką przez bohaterów) bardzo dobrze się tu sprawdza, ponieważ buduje atmosferę osaczenia, a przy okazji maskuje nieco drewnianą grę aktorów. Ogromny plus stanowi zakończenie, a trochę wcześniej zostajemy uraczeni niby banalną sceną, którą jednak skłonny jestem uznać za jeden z dziesięciu, no dobra, za jeden z dwudziestu najstraszniejszych horrorowych „momentów”, jakie miałem nieprzyjemność poznać.

Czytaj dalej Obejrzane w 2013: Zaskoczenia

Obejrzane w 2012: Niespodzianki

Wśród obejrzanych w zeszłym roku filmów wiele było takich, które przyjemnie mnie zaskoczyły. Przez "zaskoczyło" rozumiem jedną z trzech możliwości:
• spodziewałem się gniota, a dostałem wcale dobry film (przypadek szósty i trzeci w poniższym zestawieniu);
• nie wiedziałem, czego mam się spodziewać, a dostałem film, który na swój sposób mnie urzekł bądź przynajmniej zauroczył (przypadek czwarty, drugi i pierwszy);
• słyszałem wcześniej przeróżne opinie, ale koniec końców film przypadł mi do gustu (przypadek piąty)

W rankingu nie znalazły się natomiast żadne produkcje, na których byłem w kinie. Wiadomo, idąc tam na film oczekiwania są zawsze niemałe, napompowane albo hypem, albo dobrymi recenzjami. …

Czytaj dalej Obejrzane w 2012: Niespodzianki