Kabel od internetu (10)

…czyli w internecie znajdziemy nie tylko portalozę i pornografię.

Na przykład są tam jeszcze nagrania TED-ów, czyli konferencji poświęconych „ideom wartym rozpowszechniania”. Z pewnością większość internautów już się z nimi wielokrotnie zetknęła, ale na wszelki wypadek informuję tudzież przypominam: Każda TED-owa prelekcja trwa zwykle dwadzieścia minut, prelegenci to prawie zawsze bardzo zdolni mówcy, a treść ich wystąpień nierzadko przykuwa do monitora. Znajomość angielskiego zbędna, bo polskie napisy. Prelekcje znajdziecie tutaj, posortowane podług popularności. Osobiście polecam:

A skoro zahaczyliśmy o archiwa polskiej blogosfery, polecam notkę Jerzego Tyszkiewicza z naukowego blogu Polityki o zmysłowych ograniczeniach odkryć naukowych. Zastanawiająca sprawa, której, o ile dobrze się orientuję, filozofowie nauki nie poświęcają wiele uwagi.

Osoby, które preferują wzrok, niech przekonają się na własne oczy, jak hipnotyzujące jest działanie mechanizmu zegar(k)owego. Znajomość angielskiego wskazana, ale niekonieczna.

A może coś dla słuchu? Ze zwyczajnym audiobookiem każdy miał pewnie do czynienia przynajmniej raz, lecz od czasu do czasu powstają audiobooki nadzwyczajne – słuchowiska z narratorem, aktorami, efektami dźwiękowymi i muzyką. Na naszym poletku zgłośnikowano w tym stylu pierwszy tom Gry o tron, Blade Runnera Philipa K. Dicka, Niezwyciężonego Stanisława Lema, część twórczości Andrzeja Sapkowskiego oraz komiks (sic!) Żywe trupy. Nie jumiemy z torrentów, tylko kupujemy! Amatorzy darmochy znający angielski niech sięgną po Moby Dicka, gdzie każdy rozdział czyta inna osoba (m.in. Tilda Swinton, Benedict Cumberbatch, China Miéville, Sir David Attenborough).

Zmysł wzroku i słuchu można także połączyć w całość, na przykład z okazji sześćdziesięciolecia nagrodzenia Noblem Ernesta Hemingwaya. Stary człowiek i morze był pierwszą przeczytaną przeze mnie książką po angielsku, więc ze wzruszeniem przedstawiam dwie amatorskie, krótkie i przepiękne ekranizacje słynnej noweli. W tej nikt nic nie mówi, za to w tle gra pyszny utwór; w tej znajomość angielskiego się przyda, ale nawet jeśli ktoś nie odróżnia hello od goodbye i tak powinien nacieszyć oczy pastelowym oceanem.

Na koniec mapy, które wyjaśniają świat, a nawet Pierwszą Wojnę Światową. Te ostatnie podesłał Arek, dzięki. Opisy map po angielsku.

Reklamy