Tęczowe widmo

Jakoś tak wyszło, że na dziesięciolecie Blogrysa (sic!) piszę o homoseksualizmie. Nie prosiłem o to.

W metrze siedziała sobie gimnazjalistka. Nie miała więcej niż piętnaście lat, choć wyglądała na jedną z tych, które wcześnie zaczynają i czasami wcześnie też kończą. Rozmawiała przez telefon z przyjaciółką.
– To od kiedy się znacie…? I podoba ci się…? A jak się nazywa…? Jak…? „Ananas”…? A to chłopak czy dziewczyna…?

„Chłopak czy dziewczyna”… Takie czasy nam nastały, że nawet młodzież jest za pan brat z seksualno-genderową płynnością. Tymczasem kwartalnik The New Atlantis rzucił niedawno wyzwanie obowiązującej narracji. Jubileuszowy, pięćdziesiąty numer tego znakomitego – to moje prasowe odkrycie ostatniego miesiąca – czasopisma poświęconego społecznym wpływom nauki oraz technologii1 w całości wypełnia raport specjalny pt. „Seksualność i gender”. Jego autorami są biostatystyk i epidemiolog Lawrence S. Mayer oraz psychiatra Paul R. McHugh, uznany specjalista, który przez ćwierć wieku pełnił funkcję naczelnego psychiatry w Szpitalu im. Johnsa Hopkinsa w Baltimore.

rainbow-george_thomas

Raport jest wyczerpujący. Nie stanowi stricte akademickiej metaanalizy; to raczej coś pomiędzy „twardą” popularnonaukową publicystyką a monografią powołującą się co akapit na wyniki empirycznych badania. Jest też na tyle długi, że nie miałem czasu przeczytać go w całości. Skończyło się na wprowadzeniu, pierwszej (z trzech) części i wnioskach. Ale to wystarczyło, bym docenił rzetelność opracowania, rzetelność, która ośmieszy każdego, kto spróbuje zbyć konkluzje Mayera i McHugha jakimś ad hominem bądź ad traditionem. Jasne, obaj panowie z pewnością zaliczają się do konserwatystów, lecz konia z rzędem temu, kto wskaże aideologicznego uczestnika debaty o seksualności (lub jakiejkolwiek innej poważnej debaty).

Naukowcy w raporcie piszą między innymi, że:

Czytaj dalej Tęczowe widmo

Odziedziczalność

Jeżeli w artykule prasowym popularyzującym badania naukowe lub sięgającym po argumenty genetyczne natkniecie się na wzmiankę o dziedziczności jakiejś cechy wynoszącej tyle a tyle procent – zachowajcie czujność. „Dziedziczność” może być błędnym tłumaczeniem angielskiego pojęcia „heritability” oznaczającego „odziedziczalność”, a więc coś zupełnie innego. Odziedziczalność mierzy bowiem, w jakim stopniu odmienność genetyczna wiąże się ze zróżnicowaniem występowania jakiejś cechy, nie z cechą jako taką. Różnica subtelna, lecz niezwykle istotna.

Niska odziedziczalność idzie niekiedy w parze z wysoką dziedzicznością. Na przykład ilość palców u ludzkiej dłoni, choć ściśle zdeterminowana przez geny, nie jest prawie w ogóle odziedziczana. Dlaczego? Dlatego, że wszyscy mamy tych palców tyle samo. Zróżnicowanie nie występuje prawie w ogóle, a gdy już wystąpi, to będzie prawie zawsze spowodowane odrąbaniem sobie palca siekierą, nie zmutowanymi genami.

I odwrotnie: Wysoka odziedziczalność nie wyklucza wcale niskiej (zerowej) dziedziczności. Kolczyki noszą głównie kobiety, więc przekłute uszy są silnie skorelowane z chromosomami XX. Ale oczywiście żadna kobieta z przekłutymi uszami się nie rodzi. Cechę przenosi kultura. Nie jest dziedziczna.

Powyższe przykłady wydały Ci się frapujące? Czekaj cierpliwie na notkę poświęconą korelacji i przyczynowości. Tam to się dopiero wyprawia!

Podręczniki do mechaniki kwantowej

Przyjaciel z Holandii zarzucił mi niedawno, że nie wiadomo, do kogo właściwie adresowany jest Blogrys. Odpowiadam więc, iż od dnia dzisiejszego aż do następnej notki jego grupę docelową stanowić będą początkujący fizycy. Dawno temu, z okazji dwusetnego wpisu, opublikowałem tu popularyzatorski artykuł odsłaniający przed laikiem arkana mechaniki kwantowej. Najwyższa pora zbić na kocie Schrödingera nowe kliknięcia.

Będzie oportunistycznie, bo liczę, że Gugiel spowinowaci Blogrysa z szalenie modnym wyszukiwarkowym hasłem „podręczniki do mechaniki kwantowej” , ale będzie też merytorycznie, bo rzeczywiście od dłuższego czasu chciałem o tych podręcznikach napisać. Jeżeli jesteś studentem, który szuka wartościowej literatury przedmiotu, albo jeżeli postanowiłeś samojeden zgłębić kwantówkę rzetelnie i od zera, czytaj dalej. Tylko uwaga – większość polecanych pozycji jest po angielsku. Rodzimych podręczników nie znam w ogóle.

(Wersja tl;dr)

Czytaj dalej Podręczniki do mechaniki kwantowej

Determinizm po strzałkach

Mechanika jest działem fizyki opisującym ruch ciał. Występuje w dwóch odmianach: klasycznej i kwantowej. Ta pierwsza pojmuje ruch w intuicyjny sposób, przynajmniej dopóki analizowane szybkości nie zbliżą się do prędkości światła i dopóki siła ciążenia nie stanie się zbyt silna. W ekstremalnych sytuacjach trzeba bowiem odwołać się do Einsteinowskich teorii względności, które uczynią mechanikę klasyczną zdecydowanie mniej intuicyjną. Stąd jednak wciąż daleka droga do szaleństw kwantówki, według której przed wykonaniem pomiaru położenie oraz prędkość ciał pozostają nieoznaczone, a koty uwięzione w sadystycznych przyrządach tkwią w dziwnym stanie półżycia.

Niemniej obie odmiany mechaniki oparte są na podobnych schematach. Kluczowa różnica między nimi pozwala zrozumieć, na czym polegają determinizm mechaniki klasycznej oraz probabilizm mechaniki kwantowej. Na trop ilustracji naprowadzili mnie Leonard Susskind i George Hrabovsky w książce pt. The Theoretical Minimum: What You Need to Know to Start Doing Physics.

Czytaj dalej Determinizm po strzałkach

|Ψ>

Najwyższa pora na jubileuszową, dwusetną notkę. W zorganizowanej kilka tygodni temu ankiecie okazało się, że najchętniej poczytalibyście o mechanice kwantowej. Przyznam, że taki wynik plebiscytu nieco mnie zdziwił. Najwyraźniej, zajmując się całkiem intensywnie tym działem nauki od dwóch lat w ramach swojego magisterium, zapomniałem, że „tajemnicze” zjawiska kwantowe budzą żywe zainteresowanie wśród laików. Przejdźmy zatem niezwłocznie do rzeczy… ale miejcie na uwadze, że wpis, choć zupełnie nietechniczny, jest bardzo długi, bo o mechanice kwantowej mówić krótko i zwięźle się nie da. Potraktujcie więc poniższy wywód jako artykuł popularnonaukowy i zabierzcie się za lekturę tylko pod warunkiem posiadania przysłowiowej wolnej chwili.

Czytaj dalej |Ψ>