Updates from Kwiecień, 2018 Toggle Comment Threads | Skróty klawiaturowe

  • Borys 15:39 on 11/04/2018 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: cyganie   

    Festiwal pieśni cygańskiej 

    ignacio_zuloaga-La_familia_del_torero_gitano.jpg

    Cygańska muzyka towarzyszy nam od zawsze. Spróbujmy wybrać dziesięć najważniejszych piosenek z zaczarowanego kręgu kulturowego.

     

    10

    Zestawienie otwierają Władcy Narodu Cygańskiego zwani także popularnie Cygańskimi Królami. Grają w niepodrabialnym stylu rumba flamenca, który rozpozna każdy po trzech nutach. Gipsy Kings są potomkami andaluzyjskich gitanos, śpiewają po andaluzyjsku, lecz pochodzą z południowej Francji. Wielki przebój Djobi, Djoba znalazł się na ich trzeciej płycie wydanej w 1987 r.

    (More …)

    Reklamy
     
    • G. 22:03 on 12/04/2018 Bezpośredni odnośnik

      wybor jest bardzo subiektywny i hmmm… zartobliwy, moze trzeba bylo dodac do tej egzotycznej skladanki Dzianniego Vasyla ; )
      a gdzie Django Reinhardt , a gdzie Stephane Grapelli?

    • Borys 07:02 on 13/04/2018 Bezpośredni odnośnik

      O Django obejrzałem kilka lat temu film. To ten Murzyn, który uciekł z niewoli, a potem pozabijał plantatorów? Nie wiedziałem, że był Cyganem.

    • G. 09:34 on 13/04/2018 Bezpośredni odnośnik

      tak, tak, to wlasnie on, a ten dystyngowany dentysta to Grapelli, ktory w futerale na skrzypce mial Schmeisser’a

  • Borys 12:00 on 21/01/2018 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , , ,   

    Obejrzane w 2017 r. 

    five_came_back

    Gdybym pracowicie policzył linijki w pliku obejrzane_2017.txt, mógłbym obwieścić światu, ile jakich filmów widziałem w zeszłym roku. Tylko kogo właściwie to obchodzi?

    Lepiej ograniczyć się do treściwych zestawień — treściwszych niż zwykle, bo o prawie wszystkich zeszłorocznych, pełnometrażowych seansach pisałem sumiennie w 1000-znakowych Filmorysach. Dziś więc mogę po prostu odciąć kupony i rozrzucić linki.

    Notabene, owe tysiącznakowce były fajnym ćwiczeniem formy, jednak z czasem zbrzydło mi skrzętne zamienianie „ale” na „lecz” celem dodania bądź odjęcia litery. W tym roku Filmorysów będzie zatem mniej, albo nawet nie pojawią się w ogóle. Być może ich kosztem uda mi się więcej pisać o przeczytanych książkach. A może nie.

    Ciekawostka: Na pięć poniższych list trafiło łącznie 39 tytułów. Prawie połowa z nich to nowości, tzn. filmy i seriale wyprodukowane w latach 2016-2017. A właściwie ponad połowa, ponieważ należałoby odliczyć powtórki (czyli obejrzane ponownie klasyki), które z definicji świeżością się nie odznaczają. Najwyraźniej coś się u mnie zmieniło, ponieważ kiedyś oglądałem głównie starocie.

    (More …)

     
    • xpil 22:36 on 21/02/2018 Bezpośredni odnośnik

      „8. Holistyczna agencja detektywistyczna Dirka Gently’ego (serial) — […] bawią tylko przez pierwszy kwadrans. Na dodatek ja fanem twórczości Douglasa Adamsa nie jestem.”

      A ja Adamsa uwielbiam, ale wyłącznie w książce. Obejrzałem kilka filmów na bazie jego książek i żaden do mnie nie trafił. Tę holistyczną agencję też niedawno zacząłem, ale poddałem się po 3 czy 4 odcinkach, nie wrócę.

  • Borys 15:42 on 10/01/2016 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: ,   

    Najlepsze z usłyszanych w 2015 

    Znów sporządziłem YouTube’ową playlistę najfajniejszych piosenek usłyszanych w minionym roku. Określenie „najfajniejsze” pasuje tu bardziej niż „najlepsze”, ponieważ na mojej liście dominuje pop, wkręcający się co prawda w ucho, ale zazwyczaj niezbyt ambitny. Bądź co bądź słucham muzyki z doskoku. Popowi towarzyszy na szczęście wiele rodzynków.

    Kilka słów komentarza:

    • Moim największym odkryciem 2015 r. jest soulowy zespół Monophonics, który poznałem dzięki kawałkowi Deception.

    • Za najlepszą piosenką zeszłego roku uważam chyba Elastic Heart Sii z fenomenalnym zapętlonym samplem w tle i rewelacyjnym teledyskiem. Sia na propsie, bo przecież w 2014 r. niezmiernie podobał mi się jej Chandelier.

    • Najpiękniejszym utworem okazał się z kolei Keep Me Warm Toma Rosenthala i Aleksa Brenchleya, który zawsze już będzie kojarzył mi się z melancholijnym końcem świata, zagładą żyjących i odciętymi od metafizyki myślącymi robotami, słowem, ze Starością aksolotla Jacka Dukaja.

    (More …)

     
  • Borys 18:40 on 13/12/2015 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , , , ,   

    Przeczytane w 2014: Fikcja 

    7. Konrad Wallenrod (Adam Mickiewicz)

    konrad_wallenrodBohaterem poematu Mickiewicza jest zakamuflowany Litwin, który z zemsty dokonuje wyrafinowanego sabotażu w Zakonie Krzyżackim. Tak naprawdę jednak utwór nie ma wiele wspólnego z historycznymi faktami i stanowi przede wszystkim metaforę polskich problemów politycznych w XIX wieku. Konradowi Wallenrodowi poświęciłem osobną notkę, w której pisałem, że „tak do końca mi się nie podobał”. Niemniej, z perspektywy czasu widzę, iż była to jedna z bardziej wartościowych rzeczy przeczytanych w 2014 r. Jak ma nie zachwycać, skoro zachwyca.

    (More …)

     
    • stanislawkrawczyk 01:27 on 14/12/2015 Bezpośredni odnośnik

      1. Nie przeczytałem dotąd żadnego lepszego Dukaja niż „Inne pieśni” (choć mam swoje braki).

      2. Kiedyś w serii „Rozbiory” ukazała się książka zawierająca kilka teoretycznoliterackich interpretacji „Panien z Wilka”. Świetna rzecz, tylko niestety już praktycznie niedostępna poza (polskimi) bibliotekami.

    • Borys 08:34 on 14/12/2015 Bezpośredni odnośnik

      Ad. 1: A czytałeś „Lód”? Ja nie, ale np. Arek uważa, że „Lód” jest jeszcze lepszy niż „Inne pieśni”.

      Ad. 2: Niesamowite, jak bardzo teoretycy literatury się uparli, żeby strzelać w „Panny z Wilka” z armat. A to przecież taki konwencjonalny utwór…

    • Bibliomisiek 10:01 on 14/12/2015 Bezpośredni odnośnik

      1. Hłasko, ach Hłasko! Pisałem o nim pracę maturalną, miałem wtedy okres ciężkiej fascynacji i naskrobałem bite 10 kartek kancelaryjnego papieru. Poza „Ósmym dniem…” i „”Pierwszym do raju” (swoją drogą czy nie był on inspirowany „Ceną strachu” – wstrząsającym filmem H.-G. Clouzota?, raptem 4 lata wcześniejszym?) ogromne wrażenie zrobiły na mnie powieści „izraelskie”: „Wszyscy byli odwróceni” i „Brudne czyny”. Kiedyś muszę sobie przypomnieć.

      2. „Panny z Wilka”. Pięknie podsumowałeś. Aż dziw, że będąc wielkim admiratorem „Sławy i chwały” nic innego Iwaszkiewicza nie czytałem. Film Wajdy jest piękny, ale sprawia wrażenie adaptacji jeszcze lepszego tekstu. Przeczytam na pewno, dzięki za przypomnienie.

      3. Dukaj. Osobiście pół-żartem twierdzę, że jeżeli jeszcze jakiś polak dostanie Nobla z literatury, to będzie to właśnie stary Dukaj albo ewentualnie Dehnel (tu dygresja – ten ostatni ma w sobie za dużo egocentryzmu by być pisarzem wybitnym, przynajmniej na tym etapie, a jest stosunkowo młody. Już w „Saturnie” dawało się zauważać zachłyśnięcie własnym stylem, upojenie potoczystą frazą, a ostatnio wydany dziennik zdaje się to potwierdzać. Odrobina pokory i umiaru w słowie na rzecz pogłębionej refleksji bardzo by się Dehnelowi przydała, ale to cechy, które być może przyjdą z wiekiem – gorzej jeśli nie, bo ma szanse osunąć się w manieryzm.). Wracając do Dukaja – „Lód” fascynujący był. Zdumiewał iście epickim rozmachem, kompleksową wizją świata, kunsztownym językiem w stylu retro, pełnokrwistymi bohaterami (zwłaszcza na drugim planie), wreszcie mnogością odwołań i nawiązań (literatura zesłaniowa, bildungsroman, Kafka, Christie to przecież tylko niewielki ułamek). I nawet jeśli Dukaj chwilami nie zapanował nad słowotokiem, nawet jeśli nieco rozczarowuje zakończenie, nawet jeśli „Lód” jest miejscami przeładowany drobiazgowością wykreowanego świata i obfitością długaśnych dialogów – to i tak mnie przynajmniej pozostawił w niemym zachwycie. A „Inne pieśni”, czytane przez mnie później, są równie kapitalne. Jak nie przepadam za fantastyką, tak oderwać się nie mogłem. Bogactwo pomysłów na „świat”, fabuła pełna uroczych nawiązań, otwarte zakończenie – słowem niebywała wyobraźnia ujęta w karby piekielnej inteligencji. I z większą dyscypliną niż „Lód”. O „Innych pieśniach” pisałem jeszcze w latach przedblogowych tutaj: http://hl.wbp.lublin.pl/wbp/index.php/polecamy-ksiazki/przeczytaj-na-miejscu/321-dukaj-jacek-inne-piesni.html . W każdym razie nie dziwi mnie pierwsze miejsce – to kapitalne dzieło pisarza naprawdę światowego formatu.

      Miałem dorzucić coś ironicznego na temat rocznego opóźnienia, bo kończy się 2015 rok, ale przypomniałem sobie, ze ja sam w sierpniu b. r. wrzuciłem podsumowanie z 2013 roku :) Pozdrowionka.

    • Borys 10:25 on 17/12/2015 Bezpośredni odnośnik

      Ad. Hłasko: Podobieństwo do „Ceny strachu” jest pewnie nieprzypadko, chociaż nie mam pojęcia, czy Hłasko nawiązał do filmu z premedytacją. Notabene, widziałem ekranizację tamtej książki, czyli „Bazę ludzi umarłych”, i choć pod wieloma względami, przede wszystkim aktorskim, jest to wartościowe kino, to niestety ówczesna socjalistyczna poprawność kazała dorobić mu na siłę happy-end, który grzebie wymowę całości.

      Swoją drogą, Hłasko wymyślał znakomite tytuły. Mnie chyba najbardziej podoba się „Palcie ryż każdego dnia”.

      Ad. Iwaszkiewicz: Wstyd przyznać, ale o „Sławie i chwale” nie słyszałem, dopóki tego lata przypadkiem nie natknąłem się na wszystkie trzy tomy na półce wynajętego na weekend domku. Wyglądały bardzo apetycznie, no ale na zewnątrz czekali koledzy z grillem i wódką…

      Ad. Dukaj: Twoja recenzja „Innych pieśni” jest bardzo rzeczowa, chociaż przyznam, że ja noszę się z zamiarem napisania dłuższej esejorecenzji, takiej w stylu artykułów z „The New York Review of Books” albo przynajmniej naszych „Książek”, w której przybliżyłbym także filozoficzne koncepcje leżące u podstaw świata przedstawionego, a może nawet, z tej samej perspektywy, wytknął Dukajowi jakieś braki. „Inne pieśni” jak mało która książka zasługuje na tego typu tekst, a o ile wiem, nikt jeszcze czegoś takiego nie napisał. Może w przyszłym roku.

      Przyznam, że moja uwaga dotycząca Jacka Dehnela była nadmiernie złośliwa – skądinąd wiem, że to dobry pisarz – ale tylko jego inicjały się zgadzały. :)

  • Borys 11:49 on 22/11/2015 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , , , , ,   

    30 kwintali – lista, lista coverów 

    POMIŃ WSTĘP I PRZEJDŹ OD RAZU DO RANKINGU

    cover_definicja

    O cover girl może innym razem. Dzisiejsze zestawienie poświęcimy przeróbkom muzycznym. Tytuł notki nawiązuje oczywiście do legendarnego programu telewizyjnego emitowanego w Dwójce w latach 1996-2005. Tak jak kwintal jest jednostką lżejszą i pośledniejszą od tony – stanowi zaledwie jej dziesiątą część, poza tym używa się go głównie do ważenia buraków – tak covery są z definicji wtórne względem utworów oryginalnych. „Wtórne” nie znaczy wszelako „gorsze”.

    (More …)

     
    • Arek 07:51 on 23/11/2015 Bezpośredni odnośnik

      Po pierwsze, piszesz o tym tak jakbyś się na tym znał – a wszyscy wiemy, że od kilku miesięcy płyty BFF nie chcą Ci wyskoczyć z odtwarzacza.
      Po drugie i ostatnie, za długie, nie czytam.

    • Bibliomisiek 08:42 on 23/11/2015 Bezpośredni odnośnik

      Faaaaaascynujące zestawienie. Bez kitu, przestudiowałem całe. Wstęp wyszedł chyba jeszcze ciekawszy niż lista :) Teraz do pracy odpalę sobie playlistę; swoją drogą fajnie budujesz multimedialny przekaz, playlista to świetny pomysł, oszczędza odpalanie 30 kawałków pojedynczo.

      Moje luźne refleksje:

      – Whiskey in the Jar – no ciekawe, mnie ten kawałek kojarzy się głównie z Thin Lizzy, o którym nawet nie wspominasz. Wcześniej, na studiach, poznałem polską szantową wersję pt. „Pod Jodłą”. A tak w ogóle to najpierw spotkałem ten utwór w „Wyspie skarbów” Stevensona, mając lat może ze 12 :)

      – Moja pierwsza myśl jak zobaczyłem temat wpisu to był Johnny Cash, ale oczywiście się załapał. Ja wahałbym się między „Hurt” a „One” – oba te utwory w oryginałach są dla mnie pozbawione z emocji, zwłaszcza „One” – nie ciepię U2, dla mnie grają jak pralka automatyczna, a w ten utwór jest w dodatku wyjątkowo, nawet jak na Bono, wyjęczany. Za to wielki Cash tchnął w oba całą swoją życiową mądrość i doświadczenie. Samym wykonaniem, bez zmiany choćby kropki w tekście! Swoją drogą klip do „Hurt” do dzieło sztuki samo w sobie.

      – „Hotel California” – wiadomo. Choć ja bardzo lubię też wersję Eaglesów, to jedno z najstarszych moich muzycznych wspomnień, z wczesnego dzieciństwa. A cover GKs wprost cudownie wypada w filmie, Jesus Quintana to ktoś, kogo się nie zapomina. Oczywiście widziałeś „Big Lebowskiego”?

      – z tropów kresowych ja sięgnąłbym po The Ukrainians i chyba „Koroleva ne pomerla” – or. „The Queen Is Dead” The Smiths. Ale to dlatego, że ich akurat znam, a Stary Olsa nic mi nie mówi. The Ukr. coverowali też kilka innych kawałków The Smiths, jak również Velvet Underground (równie piękne „Chekannya” – przeróbka „Venus In Furs”). Takie folkrockowe granko, bardzo fajne, z przedziwnym akcentem, bo frontmanem jest Peter Solowka, urodzony w Anglii Ukrainiec :)

      Tak w ogóle chyba się nasiedziałeś się nad tym wpisem, jest „przepracowany” (jak mówią na psychoterapii ;) i przemyślany.

      Kończę i w te pędy odpalam Twoją playlistę, pozdrowionka.

    • Borys 12:15 on 23/11/2015 Bezpośredni odnośnik

      @Arek: Ić stond.

      @Bibliomisiek: Dzięki za obfity komentarz! Tak, trochę czasu spędziłem przy tym wpisie. Nie bez powodu poprzedni ukazał się prawie miesiąc temu. Wiedziałem jednak, że inteligentni czytelnicy docenią opis „metodologii” we wstępie. :) Co do playlisty, to początkowo umieściłem link do niej między wstępem a właściwym zestawieniem, ale pomyślałem, że takie rozwiązanie sprawi, iż ludzie zamiast choćby pobieżnie zapoznać się z moimi komentarzami, od razu będą klikać w playlistę. Socjotechnicznie przeniosłem więc odnośnik do niej do stopki. :)

      Ad. Thin Lizzy: Tej wersji nie znałem, niezła, ale po Metallikowej żadna inna muzyka nie będzie mi już pasować do tego utworu.

      Ad. Johnny Cash: Pełna zgoda co do oryginału „One”, ale jeśli chodzi o covery Casha, to „One” i „Hurt” są tylko wierzchołkiem góry lodowej. Polecam Ci gorąco wszystkie jego sześć albumów z cyklu „American Recordings”. Muzyka do ekranizacji powieści Cormaka McCarthy’ego powinna pochodzić wyłącznie z tych płyt.

      Ad. „Hotel California”: Tak, widziałem „Big Lebowskiego”, ale mnie ten film się nie-bardzo, ja w ogóle mam dość sceptyczny stosunek do twórczości braci Coen. Tak naprawdę podobały mi się tylko „Fargo” i „To nie jest kraj dla starych ludzi”.

      Ad. tropy kresowe (dobre określenie): Obsłucham, dzięki.

    • Lord 15:35 on 24/11/2015 Bezpośredni odnośnik

      Brakuje „Can’t Take My Eyes Off You”

    • Lord 15:45 on 24/11/2015 Bezpośredni odnośnik

      No i oczywiście „Sway”.

    • Borys 20:40 on 16/12/2016 Bezpośredni odnośnik

      Szkoda, że układając ranking nie wiedziałem, że „Weekend” Scootera też jest coverem.

    • Borys 09:54 on 25/12/2017 Bezpośredni odnośnik

      Niezatytułowana piosenka Jacka Northovera, która jest coverem Talk Talku.

  • Borys 20:14 on 23/10/2015 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , , , , , ,   

    Przeczytane w 2014: Non-fiction 

    Za każdym razem, gdy przychodzi mi użyć niezgrabnie obcego wyrazu non-fiction, ubolewam, że język polski nie dorobił się zbiorczego określenia na literaturę nie będącą fikcją, dramatem ani poezją. Wspaniały zwrot „literatura faktu”, którego zazdroszczą nam nawet Anglosasi, został zagarnięty sto lat temu przez reportaż i gatunki ościenne. Jaką etykietkę przypiąć więc do wora z biografiami, podręcznikami, literaturą popularnonaukową i popularnohumanistyczną, książkami historycznymi, eseistyką, traktatami, dziennikami, poradnikami i wspomnianymi reportażami? Niemcy wychwalają swoją Sachlitteratur, Norwegowie posługują się sprytną wariacją sakprosa, Anglicy i Amerykanie mają rzeczowe non-fiction, a my tylko potworka o nazwie „niebeletrystyka”.

    Najwyższa pora wylansować jakieś rozwiązanie. Przeciwieństwem płci pięknej jest płeć brzydka; może więc naprzeciw beletrystyki postawić leletrystykę?

    Oto pięć wartych uwagi książek leletrystycznych przeczytanych przeze mnie w poprzednim roku.

    (More …)

     
  • Borys 19:49 on 06/09/2015 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , literatura norweska, ,   

    Przeczytane w 2014: Rozczarowania 

    7. Orhan Pamuk, Nowe życie

    nowe_zycieWiosną zeszłego roku chadzałem raz w miesiącu na spotkania klubu książkowego. Dość szybko zaprzestałem, a gdybym lubił się wyzłośliwiać, napisałbym pewnie notkę o powodach mojej rezygnacji z członkostwa. Tak czy owak, za sprawą tegoż klubu przeczytałem książkę tureckiego pisarza Orhana Pamuka pt. Nowe życie. Moje oczekiwania były niemałe. Pamuk to w końcu niedawny noblista, a inna jego powieść, Nazywam się Czerwień, miała swojego czasu bardzo zachęcające recenzje. Wschodnia egzotyka dodatkowo podsycała moją ciekawość – nie zetknąłem się nigdy wcześniej z literaturą z tamtego rejonu – podobnie jak okładkowy opis, który obiecywał przygodę zgoła metaliteracką. Student, którego życie odmieniła pewna tajemnicza książka? Brzmi nieźle. Ale:

    Nowe życie poraża nudą. Na poziomie poszczególnych zdań jest to rzecz nadzwyczaj elegancka, ale Pamuk układa je w niezdarne akapity i wiodące donikąd rozdziały, które na przemian usypiają i irytują czytelnika. Zakochany po uszy protagonista to antypatyczna miągwa, a nieporadne próby Pamuka zamotania go w metafizyczną intrygę budzą ziewnięcie politowania. Dawno się tak nie męczyłem przy książce. Nie ja jeden.

    (More …)

     
  • Borys 18:26 on 23/06/2015 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , , ,   

    Obejrzane w 2014: Najlepsze, cz. 2 

    (Poprzednia część)

    5. Taksówkarz (Taxi Driver; 1976)

    Nie przekonują mnie jakoś filmy wielkiego Martina Scorsese. Infiltracja rozczarowała w ostatnim akcie, Wściekły Byk w ogóle nie porwał, a Chłopcy z ferajny wynudzili. Wyspa tajemnic była pod wieloma względami bardzo dobra, ale i tak brakowało jej tego czegoś. W zeszłym roku obejrzałem wreszcie Scorsesesowskie opus magnum czyli Taksówkarza z Robertem De Niro w wieku chrystusowym i jeszcze młodszą Jodie Foster. W trakcie seansu daleko było mi do zachwytu, ale film w głowie został i z biegiem czasu musiałem sam przed sobą przyznać, że jest dobry.

    Plusy za nocny Nowy Jork z lat 70., za sylwetkę psychologiczną tytułowego bohatera, za Petera Boyle’a w drugoplanowej roli i za finałową, plastyczną sceną z krwią skapującą powoli z palców. Dowiadujemy się też, jak w koncertowy sposób spalić pierwszą randkę.

    taxi_driver

    Narysował: Neneza

    (More …)

     
    • xpil 23:33 on 21/02/2018 Bezpośredni odnośnik

      Oglądałem „Wesele” i „Truman Show”, obydwa filmy moim zdaniem genialne, chociaż każdy na swój sposób.

  • Borys 20:16 on 13/04/2015 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: breaking bad, ,   

    Obejrzane w 2014: Najlepsze, cz. 1 

    10. Breaking Bad (2008-2013)

    Dyskusję z osobą, której nie spodobał się film powszechnie uważany za znakomity, należy zawsze zakończyć słowami: Twoja strata. Określenia „strata” trzeba tu jednak użyć dosłownie, nie sarkastycznie i nie ad hominem. Chociaż gust pozwala nam czasem wywęszyć znakomite, lecz mało znane dzieło, to potrafi też niekiedy sprawić psikusa. W przypadku Breaking Bad moje nieszczęście jest w gruncie rzeczy podwójne. Nie dość, że serial uznawany za telewizyjne objawienie zachwycił mnie tylko częściowo, to na dodatek nikt inny nie dostrzegł wad, które mi przeszkadzały. Przetrząśnięcie internetu w poszukiwaniu zbieżnych opinii zakończyło się niepowodzeniem.

    Breaking Bad jest bezkompromisowym serialem dramatycznym o nauczycielu chemii, który zachorowawszy na nieuleczalnego raka zabiera się za produkcję metaamfetaminy, by zabezpieczyć byt rodzinie. Noszę się z zamiarem napisania dłuższej recenzji, więc na razie pochwalę i zganię w telegraficznym skrócie: Pierwszy sezon rozbudza apetyt, drugi uważam za bezbłędnie wybitny. Niestety, w trzecim scenariusze nagle tracą impet, a w czwartym trzeszczy fabuła. Dopiero w finałowym sezonie wszystko wraca na właściwe tory, ale co z tego, skoro pozostał niesmak po brzydkich niedoróbkach dwóch poprzednich serii.

    Cóż, zadziałała najwyraźniej telewizyjna karma. LOST, który wszyscy po początkowym zachwycie prędzej czy później odsądzili od czci i wiary, trzymał mnie w garści do samego końca, a kontrowersyjny finał uważam za genialny. Z Breaking Bad było odwrotnie. Ale i tak mocno polecam.

    breaking bad

    (More …)

     
    • Arek 07:26 on 14/04/2015 Bezpośredni odnośnik

      Mnie „Labirynt Fauna” odrzucił tak jawnym opowiadaniem się za jedną ze stron w hiszpańskim sporze o historię. Jego „Hellboy” lepszy ;)

      A co do „BB” – ten serial powinien się skończyć wiesz-w-którym-momencie. Zresztą, to problem wielu seriali, gdzie pogoń za kasą przedkładana jest nad ładnie zamkniętą historię. Zobaczymy, co powiesz po trzecim sezonie „HoC” :)

    • Borys 17:46 on 14/04/2015 Bezpośredni odnośnik

      Ad. „Labirynt…”: Czyli zgadzasz się z opinią Orlińskiego. Mnie ta szwarccharakterność nie przeszkadzała, bo wpisuje się w estetykę baśni. W końcu facet był ojczymem Ofelii.

    • Arek 06:57 on 15/04/2015 Bezpośredni odnośnik

      Cóż, znasz moją opinię o Orlińskim – gdy zabiera się za kulturę, ma do powiedzenia wiele sensownych rzeczy. Całkowicie się z nim zgadzam w ocenie „LF”.

    • Bibliomisiek 07:18 on 14/08/2015 Bezpośredni odnośnik

      Mnie finał BB rozłożył emocjonalnie na łopatki, ale zgadzam się, że 3. sezon i połowa 4. to zdecydowany dołek. W ogóle co do roboty filmowej to arcydzieło – na przykład zachwycały mnie subtelne kryptocytaty, a to z Leone, a to z Coppoli, a to z DePalmy. I znakomita robota operatorsko-reżyserska.

    • Borys 07:08 on 15/08/2015 Bezpośredni odnośnik

      Tak, pod względem zdjęć i dźwięku serial jest majstersztykiem. Niektórze rzeczy dostrzegłem już w trakcie oglądania, ale potem jeszcze sporo o BB poczytałem (mam rozgrzebaną dłuższą recenzję) i dowiedziałem się o dziesiątkach smaczków poumieszczanych przez twórców na wszystkich możliwych poziomach.

  • Borys 23:51 on 24/01/2015 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: ,   

    Obejrzane w 2014: Zaskoczenia 

    W zeszłym roku obejrzałem 55 filmów (z czego 10 powtórek) oraz sześć sezonów seriali (łącznie 75 odcinków). Zaliczyłem także sześć epizodów dokumentalnego miniserialu o Holokauście, oraz jeden cykl fabularny składający się z dziewięciu niedługich filmów. Do nikomu niepotrzebnej statystyki jeszcze wrócimy. A teraz o filmach, które w 2014 r. przyjemnie mnie zaskoczyły:

    6. Poradnik pozytywnego myślenia (Silver Linings Playbook; 2012)

    silver_linings_playbookZacznę nietypowo, bo od produkcji nagrodzonej kilka lat temu aż ośmioma Oskarami. Poradnikowi… daleko mimo to do wybitności i mógłby w zasadzie wylądować też wśród rozczarowań. Tak się jednak złożyło, że tamtego niedzielnego wieczoru moje oczekiwania nie były wysokie. Dostałem zapięty na ostatni guzik feel-good movie będący zarazem oryginalną mutacją komedii romantycznej – i on, i ona są (lekko) chorzy psychiczni, więc w romkomowej formule pojawia się porcja ludzkiego dramatu. Doskonały Robert De Niro na drugim planie dopełnia i uwiarygodnia świat przedstawiony. Natomiast na planie pierwszym przekonałem się do Bradleya Coopera oraz wreszcie osobiście zweryfikowałem tezę o charyzmie i talencie Jennifer Lawrence. Poradnik pozytywnego myślenia nadaje się do wielokrotnego oglądania, nie dla odkrywania w nim nowych rzeczy, a dla czystej filmowej przyjemności. (More …)

     
c
Compose new post
j
Next post/Next comment
k
Previous post/Previous comment
r
Odpowiedz
e
Edycja
o
Show/Hide comments
t
Idź do góry
l
Go to login
h
Show/Hide help
shift + esc
Anuluj