Updates from Luty, 2018 Toggle Comment Threads | Skróty klawiaturowe

  • Borys 12:00 on 25/02/2018 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: ,   

    Powrót Bucarama 

    jacchigua

    Lubię stereotypy. Bywają złośliwe, ale zazwyczaj okazują się statystycznie prawdziwe. Często oferują wytrych do zrozumienia nowej sytuacji. Oczywiście, wytrychem można uszkodzić zamek – stereotypy potrafią wyrządzić drugiej osobie krzywdę, zaprowadzić nas na manowce uprzedzeń. Jednak tak jak w rękach zdolnego ślusarza wytrych staje się po prostu uniwersalnym kluczem, tak w głowie powściągliwego outsidera stereotyp otwiera cudzą mentalność. Bo czyż to nie prawda, że Polacy są pomysłowi? Że Niemcy są dobrze zorganizowani? Że Wietnamczycy są pracowici? Że Norwegowie są uczciwi? Stereotypy, jak widać, nie muszą być wcale negatywne.

    Z czym kojarzy Wam się Ameryka Łacińska? Ze zmysłowymi melodiami i politycznym burdelem? Słusznie.

    (More …)

    Reklamy
     
  • Borys 18:47 on 26/10/2017 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags:   

    Szarpać jak Tusk koronę 

    POLAND-GERMANY-EU-DIPLOMACY-POLITICS

    – Przede wszystkim ważne decyzje zapadają rzadko. Niesłychanie rzadko. Badanie historii politycznej uświadamia, że meandry bieżącej polityki w ogóle nie są istotne. Polityka nie jest filmem akcji, w którym każda minuta przynosi ważne zdarzenie. Politykę obserwować trzeba nie z perspektywy dnia, lecz całych dekad. Wtedy widać, że politycznym wydarzeniem było powstanie Unii Europejskiej oraz decyzja o poszerzeniu jej granic. Politycznym wydarzeniem było inteligentne uformowanie Unii, które pozwala jej osiągać dwa wielkie cele – blokować wybuch wojny oraz usuwać granice na drodze pracy i kapitału. Reszta to zgiełk bieżącego życia.

    (…)

    – Pana analizy dobrze się czyta, ale po lekturze dochodzę do wniosku, że pana zdaniem po 25 latach demokracji w Polsce żadna siła polityczna nie odniosła żadnego sukcesu. Lewica dała się zepchnąć na prawo, poddaje się wpływom konserwatywnego społeczeństwa, a jednocześnie nie uwolniła się od postkomunistycznego balastu. Liberałowie? To stado baranów, które w panicznym strachu przed Jarosławem Kaczyńskim godzi się na miękki prawicowy autorytaryzm Donalda Tuska i jego z gruntu konserwatywnej partii. Jarosław Kaczyński stał się z kolei zakładnikiem społecznych demonów, które sam uwolnił i autokreacji, jaką stworzył na użytek mas. Prawicowi „niepokorni” – grupa oszołomów marząca o wielkiej Polsce, której nie ma i nie było, bo od 300 lat, jak sam pan pisze, „dostajemy po dupie bardziej niż inni”. Wreszcie Donald Tusk – człowiek, który wygrał kilka wyborów z rzędu, wyeliminował kolejnych rywali, ale cóż z tego skoro nic nie może, bo jest premierem prowincjonalnego kraju sterowanego przez siły zewnętrzne – interesy mocarstw, przepływy kapitału, geopolityczne przepychanki dla nas niedostępne. Czy trafnie podsumowuję pana diagnozę polskiej polityki?

    – Tak, jak najbardziej. Opisuję polityków, których maksimum sprawności to wyszarpanie korony z rąk przeciwników.

    – Robert Krasowski (rozmawiał Łukasz Pawłowski) (18/2/2014)

     
  • Borys 14:22 on 07/04/2017 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , , ,   

    Niedźwiedzie 

    putin.jpg

    Aby zrozumieć współczesną Rosję, trzeba pomyśleć geografią. Od czterystu lat dawne Księstwo Moskiewskie powiększa swoje terytorium o średnio sto kilometrów kwadratowych dziennie. Dzisiejsza Rosja włada ponad dziesięcioma procentami masy lądowej świata, ale w przeciwieństwie do innych gigantów nie posiada prawie żadnych naturalnych granic. Na zachodzie do skoku szykuje się natowska bestia. Na południu czekają w karnych szeregach miliony dżihadystów, Hindusów i Kitajców. Na zachodzie, zaraz za Morzem Ochockim, czai się Japonia. Zaś arktyczne morza północy stanowią, pomimo swej niedostępnej temperatury, coraz gorętszy temat dysput o dostępie do bogactw naturalnych.

    (More …)

     
  • Borys 20:00 on 27/02/2017 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , , wojna domowa   

    Wprowadzenie do wojny domowej 

    syria_school.jpg

    Źle się dzieje na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Sześć lat temu Arabska Wiosna wytrąciła rejon z autokratycznej równowagi nie przynosząc w zamian nic dobrego. Tamten obszar świata nie słynie co prawda ze spokoju, lecz tak kiepsko nie było od czasów inwazjii mongolskiej sprzed ośmiuset lat.

    (More …)

     
  • Borys 16:00 on 15/02/2017 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , , , ,   

    Indianina bij, bij, bij 

    Trzeci rok z rzędu czytam sobie antologię artykułów ze znamienitego amerykańskiego dwumiesięcznika Foreign Affairs. Czasopismo ukazuje się nieprzerwanie od prawie stu lat, swój wielki jubileusz redakcja obchodzić będzie w 2022 r.

    Sprawy Zagraniczne poświęcone są, jak sama nazwa wskazuje, polityce światowej. Na ich łamach ukazywały się eseje przełomowe dla politologii i stosunków międzynarodowych, np. Artykuł X z 1947 r. George’a Kennana zwiastujący początek Zimnej Wojny, oraz Zderzenie cywilizacji (1993) Samuela Huntingtona zapowiadające wielkie konflikty kulturowo-religijne XXI wieku.

    Już dwa lata temu chciałem przybliżyć antologię na blogu. W pierwszych miesiącach 2015 r. nie starczyło mi jednak czasu, potem sprawy zagraniczne kapkę się zdezaktualizowały. Sytuacja powtórzyła się rok później, wtedy brakowi czasu dopomógł zresztą fakt, że kolejne wydanie dało mi mniej do myślenia niż poprzednie.

    Do trzech razy sztuka.

    (More …)

     
  • Borys 12:01 on 07/02/2017 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: ,   

    Unia brukselska 

    Śmiercionośna,
    wielka,
    nierządnica europejska,
    niby sfora wilków szczeka!

    Nur fur deutch
    nur fur geld,
    nur fur mason
    Boga wróg,
    zniszczyć chce maryjny lud.

    I wymodlili! Unia Europejska chwieje się w posadach. Rytm obecnej fazy dezintegracji wyznacza słowo „Brexit” odmieniane przez wszystkie przypadki. Jeżeli napędzeni zwycięstwem Trumpa antyliberałowie i prawicowcy zatriumfują w tym roku na całej linii — jeśli Partia Wolności Geerta Wildersa zwycięży w marcu w wyborach do parlamentu holenderskiego, jeśli Marine Le Pen wygra wybory prezydenckie we Francji na przełomie kwietnia i maja, jeśli AfD popędzi Angelę Merkel ze stanowiska kanclerza Niemiec we wrześniu — Unia runie niczym wieża jenga, z której niezręcznie wyciągnięto trzy klocki naraz, uśnie na zawsze niczym starowinka, którą w postępowym domu spokojnej starości jeden sanitariusz brutalnie przytrzymał, podczas gdy drugi przeprowadził strzykawką fachową eutanazję. Natomiast jeżeli stary establishment utrzyma się gdzieniegdzie przy władzy, agonia potrwa dłużej, lecz Unia tak czy owak w przeciągu dekady podzieli los Cesarstwa Austro-Węgierskiego, Ligi Narodów, Związku Hanzeatyckiego.

    Genezę miała jednak Unia najpiękniejszą. Pierwociną projektu było wszak marzenie o wiecznym pokoju, które rozkwitło na podlanej krwią dwóch wojen światowych glebie politycznej Starego Świata.

    (More …)

     
  • Borys 06:01 on 10/01/2017 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , ,   

    500+ 

    Nie będąc bynajmniej beneficjentem, popieram program 500+. Uważam go za odważne, mądre narzędzie polityki redystrybucyjnej, socjalnej oraz prorodzinnej. Nawet jeśli potomność miałaby ocenić kadencję PiS-u bardzo źle, to przynajmniej dzięki wprowadzeniu 500+ będzie można o rządach partii Kaczyńskiego powiedzieć coś dobrego. Oczywiście, zdaję sobie sprawę z pewnych usterek programu, lecz dziurę w całym można znaleźć wszędzie, a już na pewno w dowolnej ustawie. Tutaj jednak funkcjonalne zalety zdecydowanie przewyższają administracyjne wady. Hipokryzję resentymentu „młodych, wykształconych” wobec programu krytykuje Piotr Wójcik w Nowym Obywatelu:

    Gdy obserwujemy dyskusję o pierwszych efektach 500+, łatwo dostrzec ewidentne podwójne standardy reprezentowane przez intelektualistów z liberalnej strony polskiej debaty publicznej. Ludzie, którzy w stosunku do przybywającego z zewnątrz „innego” potrafią się zdobyć na bardzo daleko idącą wyrozumiałość, nawet jeśli ten „inny” jest wyraźnie tradycyjny, nie są już w stanie wykrzesać z siebie podobnej empatii w stosunku do „innego” z ich własnej wspólnoty. Zatem gdy mowa o uchodźcach z Syrii, wsparcie w postaci transferów pieniężnych, i to często większych niż „500+”, nie razi, ale jest oczywistym sposobem pomocy osobom w potrzebie.

    Piotr Wójcik (12/7/2016)

    Skąd jednak ów resentyment klasy (pseudo)średniej się bierze? Diagnozuje go socjologią Michał Kuź z Nowej Konfederacji1:

    (More …)

     
    • Michał Stanek 08:14 on 10/01/2017 Bezpośredni odnośnik

      Borysie, niewątpliwie łatwo jest przejść do porządku dziennego nad „pewnymi usterkami programu” kiedy nie dotykają bezpośrednio. Owe „administracyjne wady” to w rzeczywistości bezczelna niesprawiedliwość, wynikająca choćby z faktu pominięcia jedynaków. Posunięcie wygodne, bo eliminujące duuużą część dzieciaków-beneficjentów (jaka ulga dla budżetu). Jednak krew się gotuje, kiedy się wie, jak wielu jest jedynaków, którym się nie przelewa (tj. rodzicom, ale umówmy się że chodzi o dzieci), a ilu lepiej sytuowanym dzieciom państwo dosypało do koszyczka tylko dlatego że mają rodzeństwo. Czym to jest, jak nie dzieleniem dzieci na lepszy i gorszy sort? Nie mówiąc o tym, jak odbierają same dzieci fakt, że jedne warte są dla państwa 500 zł, a inne nie?

    • Nata 12:15 on 10/01/2017 Bezpośredni odnośnik

      A ja mam mieszane uczucia co do tego programu… Z jednej strony spoko, bo przecież utrzymanie dzieci kosztuje a z drugiej wolałabym chyba mimo wszystko, żebyśmy wspierali dając wędkę a nie rybę.

    • widzialemczytalem 17:44 on 10/01/2017 Bezpośredni odnośnik

      Bardzo, bardzo, bardzo dobry wpis. Fajnie wynalazłeś cytaty w większości odpowiadające na tę pseudomerytoryczną krytykę. Szczególnie mi się podoba krytyka obłudy, że jak to „bidoki mogo tera pojechać nad Bałtyk”.

      Trochę a propos tego co Nata napisała: kraje Ameryki Południowej pokazały, ze dawanie wędki nie działa z trzech powodów:
      – wielu zapomniało jak jej używać i trzeba im zapewnić minimum, żeby sobie mogli przypomnieć (dziedziczenie biedy, bieda strukturalna, itd.)
      – bogaci mają kutry i do tego łowiące na wszelkie niedozwolone sposoby, więc czasem trudno się do ryby dorwać
      – tego ostatniego nic nie zmieni, tak bardzo w głowach wszelkich rządzących siedzi myślenie neoliberalne, które owszem prowadzi do wzrostu PKB, ale potem okazuje się, ze 90% tego wzrostu jest konsumowane przez najbogatsze 5% („Kapitał XXI w.” Piketty’ego itd.)

    • Seji (@Dark_Seji) 21:36 on 10/01/2017 Bezpośredni odnośnik

      500+ to dobre posunięcie, ale stwierdzenie, że ma „pewne wady” to eufemizm. Po pierwsze, w obecnej postaci rozwala budżet. Taki program musi być policzony i mieć zapewnione finansowanie. Ten nie ma. Po drugie, taki program powinien obejmować wszystkich (brak kryterium dochodowego), a nie tylko wybranych (czyli od pierwszego dziecka). To powinno być ogólne rozwiązanie systemowe, a nie punktowe kupienie głosów – bo tym w rzeczywistości jest, mimo pewnych dobrych stron. Tylko żeby mieć systemowe rozwiązanie, trzeba faktycznie podnieść podatki najlepiej zarabiającym, podnieść kwotę wolną (a nie udawać, że się podniosło) i zadbać, żeby ci, co mają najgorzej, faktycznie mieli lepiej i poczuli różnicę, a dorzucili się do tego ci, co i tak nie poczują ubytku w portfelu. Nie w tym kraju, niestety.

    • Borys 16:35 on 11/01/2017 Bezpośredni odnośnik

      @Mateusz: Dobra metafora z kutrem! Zgadzamy się więc, że się zgadzamy.

      @Seji: Rozwala, rozwala, ale czy nie jest tak, że w każdym roku coś rozwala budżet, że wydatki przekraczają realne możliwości finansowe państwa, że dług publiczny rośnie? Mógłbyś zalinkować jakieś twarde budżetowe dane pokazujące, że te 23 miliardy na 500+ są przekroczeniem groźniejszym od innych (nie pytam ironicznie, chętnie przeczytam)? Co do drugiego Twojego kontrargumentu — też wolałbym wprowadzenie dochodu podstawowego, ale wydaje mi się, że obecne świadczenie jest krokiem we właściwym kierunku. Podniesienie podatków dla najbogatszych oraz podniesienie kwoty wolnej od podatku to inna sprawa, też pożądana.

    • Arek 19:24 on 11/01/2017 Bezpośredni odnośnik

      E tam, wystarczyłoby jeszcze mocniej uszczelinić VAT i na 500+ znajdzie się lekko ;)

    • Seji (@Dark_Seji) 20:50 on 11/01/2017 Bezpośredni odnośnik

      @Borys
      Dochód podstawowy to nieco inna bajka. Co do wyliczeń, to opieram się na razie na prognozach. W 2016 500+ miało kosztować 17 mld złotych.W tym roku deficyt planowo miał wynieść 55 mld zł. 1/3 deficytu to bardzo dużo.

      Natomiast co do budżetu i deficytu, to partia Razem miała symulację budżetu, który po wprowadzeniu proponowanych rozwiązań domykał się na zero, jeśli dobrze pamiętam. Niestety, nie mogę tego znaleźć, więc to żaden argument w dyskusji. ;) W każdym razie da się to wszystko zrobić, tylko trzeba myśleć i umieć matematykę w zakresie dodawania i odejmowania.

    • Borys 21:08 on 11/01/2017 Bezpośredni odnośnik

      @Seji: Te prognozy to chyba jednak strachy na lachy.

      @Arek: Uszczelnianie podatków nie należy do rzeczy prostych i PiS zabiera się do tego źle.

    • Michał Stanek 08:29 on 12/01/2017 Bezpośredni odnośnik

      Przede wszystkim 500+ to rażąca niesprawiedliwość wobec dzieciaków-jedynaków. Wyrzucono ich wszystkich za burtę, zarówno tych z rodzin zamożnych (dadzą sobie radę) jak i niezamożnych (ci mają gorzej – nie łapią się poniżej progu 1600 więc nie przysługuje im 500+, a takich rodzin jest RZESZA). Jednocześnie świadczenie otrzymały rodziny zamożne – jeśli tylko mają 2 lub więcej dzieciaków. Mam koleżankę, która zarabia na rękę 1615 zł. Jest samotną matką, ma syna. I gówno dostała. Inny znajomy czesze 7 tysi w robocie i się cieszy: no, samochód Duda spłacił, pora na trzecie dziecko i działkę. Nie mam mu za złe, bo kiedy dają to brać, każdy głupi to wie. Ale czy to jest Twoim zdaniem w porządku?
      Już nawet nie wspominam o tym, że dzieci wiedzą o tym systemie i nie macie pojęcia jak odbija się on na relacjach społecznych, konkretnie – jak poniżono jedynaków. Te dzieci dla państwa nie są nic warte – taki jest przekaz.

      Borys: Dwa podobne do siebie komentarze Michała wzięły się stąd, że filtr antyspamowy przetrzymał pierwszy z nich, a ja zauważyłem to dopiero po ponad tygodniu.

    • Borys 17:02 on 12/01/2017 Bezpośredni odnośnik

      @Michał: Z grubsza rzecz ujmując się z Tobą zgadzam. Byłoby lepiej, i z przyczyn socjologicznych, i psychologicznych, żeby świadczenie przysługiwało od pierwszego dziecka. Ale czy to znaczy, że należy wylewać, nomen omen, dziecko z kąpielą?

      Jeżeli istnieje rzesza rodzin z jedynakami będących w trudnej sytuacji ekonomicznej, to musiała przecież istnieć podwójna albo nawet potrójna rzesza rodzin wielodzietnych, które przed wprowadzeniem 500+ też z mozołem wiązały koniec z końcem. To chyba nie jest tak, że 500+ wyeliminował jakieś inne świadczenia i że rodziny wielodzietnie wzbogaciły się kosztem rodzin jednodzietnych?

      Z kolei idąc tropem „jedynacy zostali poniżeni”, to analogicznie można by powiedzieć, że wcześniej poniżane były rodziny wielodzietnie (bo przecież wielodzietność łączyła się nierzadko w społecznej wyobraźni z patologią).

      Zdziwię Cię pewnie, ale fakt, że zamożni rodzice również na 500+ się łapią, nie razi za bardzo mojego poczucia sprawiedliwości społecznej. Po pierwsze, taki kwantyfikator jest w zgodzie z ideą dochodu podstawowego, której jestem (ostrożnym) zwolennikiem. Po drugie, wprowadzanie obostrzeń dochodowych dotyczących tego, kto na 500+ się łapie, a kto nie, kosztuje, bo trzeba je obsłużyć administracyjnie.

      Natomiast „absolutność” progu 1600 zł jest oczywiście bez sensu. Wszystkie progi powinny być elastyczne i pozwalać na odliczanie różnicy od świadczenia.

    • xpil 23:08 on 21/02/2018 Bezpośredni odnośnik

      Udało mi się niedawno namówić Andrzeja, żeby napisał trochę o 500+ z pierwszej ręki. Fakty są wstrząsające, lektura tylko dla odważnych: http://siupy.com/500-dostepne-dla-kazdego/

  • Borys 15:15 on 13/12/2016 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , , ,   

    Wielka rzesza magistrów 

    [W 2013 r.] Agata Bielik-Robson twierdziła, że Polska jest passé, bo nie da się jej pogodzić z nowoczesnością. A ponieważ trzeba wybierać między Polską i nowoczesnością, to ona wybiera nowoczesność. Wystarczyły jednak dwa lata, żeby nienowocześni wyznawcy polskich mitów i „sekta smoleńska” (…) wygrali wybory ze zwolennikami nowoczesności, dzięki lepszemu posługiwaniu się twitterem i facebookiem. (…)

    Polacy o wykształceniu podstawowym i zawodowym okazali się silniejszym elementem społecznym niż cała wielka rzesza magistrów. Ci, którzy nie studiowali, nie mieli bowiem okazji zarazić się tak głęboko (…) modnymi sloganami nowej lewicy. Ponieważ ostoją tego typu myślenia po latach PRL-u pozostały uniwersytety i środowiska opiniotwórcze, wychowankowie tych środowisk i ich satelici przesiąkli fałszywą ideologią w znacznie większym stopniu niż tak zwani ludzie prości. Zaś życie i działanie według fałszywych idei, nawet jeśli początkowo przynosi profity, na dłuższą metę jest życiem w poznawczym i moralnym zagubieniu, co w sposób naturalny prowadzi do porażki.

    Andrzej Waśko (10/2/2016)

    Polskość, w której się odnajduję, to polskość, która mnie porywa. A porywa mnie nie sam opis tego, jak wygląda Polska, ale przede wszystkim wizja jej zmiany. Taka wizja nie ma racji bytu bez wymiaru moralnego i wyraźnego rozróżniania dobra od zła. Zupełnie nie rozumiem, o co chodzi w stwierdzeniu „Nie wolno dzielić Polaków” albo „Prezydent wszystkich Polaków”. Dzielmy się! Wykluczajmy! Kłóćmy się o to, kto jest lepszym Polakiem. (…) Od podziału, konfliktu nie ma ucieczki. Wykluczamy zawsze. Możemy jedynie udawać, że tego nie robimy, ale wtedy wykluczamy subtelniej, a przez to głębiej i skuteczniej. (…) Najbardziej dzielą nas ci, którzy mówią, że nie wolno nas dzielić.

    Michał Łuczewski (22/5/2016)

    — Wiele się dziś mówi o pogłębiających się podziałach politycznych w Polsce. Czym zatem różni się wyborca PO od wyborcy PiS-u? Pan powiedział mi kiedyś, że w Wałbrzychu, pana okręgu wyborczym, te różnice są niewielkie.

    — Miałem na myśli status społeczny. Nauczyciel, bezrobotny, młodszy czy starszy może głosować zarówno na PO, jak i PiS. Nasi wyborcy różnią się za to podejściem do głównych zagrożeń dla Polski i wyzwań przed nią stojących. Badania pokazują, że różnią się także co do oceny własnej sytuacji – optymiści są i byli przy PO, a pesymiści przy PiS-ie.

    — A zatem po ośmiu latach rządów PO przybyło nam pesymistów…

    — To trochę bardziej skomplikowane.

    Tomasz Siemoniak (rozm. Łukasz Pawłowski) (14/6/2016)

     
    • xpil 23:20 on 21/02/2018 Bezpośredni odnośnik

      Sam się zastanawiam, czy nie namawiać córki na zawodówkę, zamiast stydiów wyższych. Jeszcze ma chwilę, póki co dopiero kończy podstawówkę, ale już lada moment trzeba będzie podejmować te decyzje.

      Pracowałem kiedyś w „fabryce magistrów”, miałem okazję widzieć proces dewaluacji tego stopnia „naukowego” na własne oczy.

    • Borys 08:39 on 22/02/2018 Bezpośredni odnośnik

      ​W gruncie rzeczy kierunków studiów prowadzących do dobrego i stabilnego zawodu jest niewiele. Piszę „w gruncie rzeczy”, ponieważ mam wrażenie, że nastolatkom tej prawdy nie komunikuje się dostatecznie jasno.

      2018-02-21 23:20 GMT+01:00 :

      >

  • Borys 13:41 on 21/11/2016 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: chiny, , , ,   

    Wojna biało-żółta pod flagą Pacyfiku 

    wojna_amerykansko-chinskaWszystkim osobom, które zastanawiają się, dokąd zmierza świat, gorąco polecam lekturę niedługiego artykułu Jacka Bartosiaka, który dzięki dopiero co wydanej książce (rzekomo znakomitej, tylko momentami przydługiej) stał się naczelnym rodzimym ekspertem od geopolityki. W powyższym zdaniu jest zero ironii. Nie używam bynajmniej słowa „ekspert” w prześmiewczym znaczeniu, choć oczywiście Bartosiak może się mylić. Cóż, takie już ryzyko osób próbujących przepowiadać przyszłość.

    Przeczytawszy artykuł A więc wojna – prorokujący w oparciu o solidne podstawy rychły konflikt zbrojny między USA a Chinami – zastanowiły mnie trzy rzeczy:

    1) Bartosiak wydaje się lekceważyć możliwość wymiany ciosów nuklearnych („ze względu na specyfikę konfrontacyjną nie ma szans na to, by konflikt przekształcił się w wojnę atomową”). Owszem, USA i Chiny nie zaczną od wystrzelenia balistycznych pocisków jądrowych. Ale z pewnością dysponują taktyczną bronią atomową o (relatywnie) małej sile rażenia, której któraś ze stron może użyć w podbramkowej sytuacji. Generałowie na pewno też będą skorzy przetestować nową zabawkę w warunkach polowych. I nie wiem jak Bartosiakowi, ale mnie pojęcie „taktyczna broń atomowa” kojarzy się jakoś ze słowem „eskalacja”.

    2) Reakcja międzynarodowa również będzie faworyzować USA, za którymi stanie cały ASEAN, państwa regionu i NATO”. NATO – tak, z definicji, ale czy jesteśmy pewni, że np. europejska opinia publiczna poparłaby jednoznacznie Stany Zjednoczone? Widzę szereg wątpliwości. Raz, że Chiny nie zagrażają w żaden sposób interesom Europy, a przynajmniej nie interesom zwykłego Kowalskiego. Opinia publiczna ma zakodowane, że trzeba bać się ISIS-u i Korei Północnej, ale Chin…? Dwa, że w Europie narastają nastroje antyliberalne, które mogą obrócić się przeciwko Amerykanom. Wystarczy, że chiński PR dobrze rozegra to medialnie. Trzy, że po wojnie w Iraku ludzie przez pewien czas będą podejrzliwie patrzeć na wojenne zapędy USA, szczególnie, jeśli u steru siedzi Donald Trump.

    3) Gdyby doszło do wojny amerykańsko-chińskiej na Pacyfiku – jak zachowa się Rosja?

     
    • Arek 14:08 on 23/11/2016 Bezpośredni odnośnik

      1) Na szybko zastanawiając się nad tym zagadnieniem, to powiedziałbym, iż jak do tej pory nie użyto w ramach regularnego konfilktu broni atomowej i chyba chodzi o to, że USA nie chciałby dierżyć tej niechlubnej palmy pierwszeństwa. Zwłaszcza, że nie byłaby to wojna o przetrwanie.
      2) Ale jaki chiński PR? Ilu znasz ludz w Europie, których nazwałbyś prochińskimi? Europa byłaby za Stanami o ile by ich to nic nie kosztowało.
      3) To zależy kto co zaoferuje ;-)

    • Borys 14:18 on 23/11/2016 Bezpośredni odnośnik

      Ad. 1: USA już dzierżą palmę pierwszeństwa. Japonia, 1945 r.

      Ad. 2: A ilu znasz ludzi w Europie, których nazwałbyś antychińskimi? W tej chwili nie wiadomo za bardzo, czy Państwo Środka należy traktować jako potencjalnego przyjaciela, czy jako potencjalnego wroga. Natomiast nastroje względem USA są bardziej spolaryzowane. W sytuacji konfliktu zbrojnego, po uruchomieniu machin PR-owych przez oba mocarstwa, owo zestawienie neutralność-polaryzacja mogłoby przeistoczyć się w nową, niespodziewaną konfigurację.

      2016-11-23 14:08 GMT+01:00 Blogrys : >

    • Arek 19:55 on 27/11/2016 Bezpośredni odnośnik

      1) No nie. To było pierwsze użycie, ok, ale mówimy tutaj o takim regularnym starciu, gdzie trwa wymiana tych atomówek. Między Japonią a USA nie było wtedy równowagi w tym aspecie.
      2) Nie wierzę w to. Wiem, że to czysto subiektywna opinia, ale uważam, że jednak kulturowo Europa jest zdecydowanie bliższa Stanom Zjednoczonym niż Chinom.
      3) Pytanie nadal aktualne.

    • Deckard 20:06 on 27/11/2016 Bezpośredni odnośnik

      Obadaj więcej Bartosiaka, możliwe że wspomina też o tym w książce – jeżeli do czegokolwiek użyta zostanie broń jądrowa, to do atakowania grup uderzeniowych US Navy (to Bartosiak jako pierwszy w Polsce wspomniał o ASBM: http://nationalinterest.org/blog/the-buzz/chinas-carrier-killer-really-threat-the-us-navy-13765).
      Doktryna deeskalacji z użyciem broni jądrowej: http://thebulletin.org/why-russia-calls-limited-nuclear-strike-de-escalation

      Ad. 2, urabianie już ruszyło, możesz sam sprawdzić analizując ilość i jakość materiałów publikowanych o Chinach i ich polityce w mediach amerykańskich, europejskich oraz azjatyckich (w tym japońskich i australijskich). Amerykanie rozegrają Europę oczywistą kartą – zmiana hegemona = wywrotka systemu plus Chińczycy jako nowy hegemon = peryferyzacja Europy Zachodniej w perspektywie kolejnych 50-100 lat (popatrz na okresy hegemonii US, wcześniej Anglii, wcześniej Hiszpanii).
      Dla przykładu, za USA do wojny „w ciemno” po ich stronie wchodzi Japonia wnosząc wszystko czego USA potrzebują.

      Ad. 3, Bartosiak odpowiedział już na to pytanie wielokrotnie ;)

    • Borys 11:36 on 13/12/2016 Bezpośredni odnośnik

      Arek:
      Ad. 1: Popełniłeś szkota. Niefajnie, jak by powiedział nasz wspólny znajomy.
      Ad. 3: Jeżeli USA obiecają Rosji Warszawę i Wilno, przypuszczam, że Rosja będzie skłonna poprzeć Stany. :P

      Deckard:
      Dwa dobre linki, dzięki. Ale te antylotniskowcowe ASBM Chińczyków są chyba jednak konwencjonalne?

      Ogólnie:
      Ad. 2: Zdaję sobie sprawę, że Europa jest kulturowo znacznie bliżej USA niż Chin. Mimo wszystko trudno mi sobie wyobrazić jednomyślne poparcie Europy dla Ameryki Trumpa w wypadku wojny z Chinami o Morze Południowochińskie. Tym bardziej, że Chiny próbują zacieśniać z nami więzy gospodarcze.

  • Borys 06:25 on 10/11/2016 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , ,   

    Nie bój się Trumpa 

    Ponieważ niedawno przewidziałem zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich, wypadałoby wyjaśnić teraz pokrótce, dlaczego jego prezydentury nie obawiam się nawet w połowie tak jak tzw. liberalni demokraci.

    („Tak zwani”, bo prawdziwy liberalny demokrata powinien afirmować wynik wyborów bez względu na to, czy odpowiada mu ich wynik. A jeżeli istotnie nie potrafi się z nim pogodzić, powinien bezzwłocznie zastanowić się ― i piszę to bez ironii ― nad zasadnością ustroju liberalnodemokratycznego.)

    Donald TrumpPrzede wszystkim: Wybór między Clintonową a Trumpem był wyborem między dżumą a cholerą. Jasne, dałoby się wymienić szereg powodów, dla których nowojorski budowlaniec nie powinien był zostać 45. prezydentem największego mocarstwa na świecie. Jednak nie negują one wcale złego świadectwa, jakie możemy też wystawić byłej Pierwszej Damie i żonie niedoszłego Pierwszego Dżentelmena. Ocen z owego świadectwa nie ma sensu tu nawet przytaczać, gdyż jeśli ktoś wciąż ich nie zna, to znaczy, że interesował się sprawą wyborów bardzo emocjonalnie i nie do niego adresowana jest poniższa notka.

    Dość rzec, że znakomita większość argumentów przemawiających za Clintonową polegała na straszeniu Trumpem. O ile gros wyborców Donalda Johna faktycznie uwierzył w jego kandydaturę, o tyle zwolennicy Clintonowej udzielili jej poparcia kierując się zasadą mniejszego zła. A wybór między większym a mniejszym złem jest jednak wyborem bardzo trudnym. Łatwo o pomyłkę.

    Jak wyglądałyby Stany Zjednoczone i świat za prezydentury Clintonowej nigdy się już nie dowiemy ― no, chyba że elektorzy wywiną jeszcze bezprecedensowy, ale hipotetycznie możliwy numer ― lecz dowiemy się przynajmniej, co osiągnie i co zawali Trump. Pamiętajmy, że oczekiwania często rozmijają się z rzeczywistością, szczególnie w polityce. Za przykład niech posłuży Obama, który osiem lat temu obiecywał wielkie zmiany, społeczną bonanzę i bezczelność nadziei ― pamiętacie ten medialny szał? ― a którego prezydenturę podsumowuje się teraz krytycznie. Jego polityka zagraniczna przyczyniła się na przykład do powstania Państwa Islamskiego. Może Trumpowi pójdzie lepiej?

    Sarkastyczna odpowiedź na powyższe retoryczne pytanie wspomni o wojnie, jaka miałoby rzekomo wybuchnąć za prezydentury brutalnego (w jednej wersji) lub głupiego (w innej) Donalda Johna. Tak, ja też uważam, że tamta pseudoprorocza powieść Kinga była fajna, jednakże łączenie casus belli bezpośrednio z osobą Trumpa uważam za chybione ― z rozlicznych powodów. Jeśli chodzi o Chiny, to do konfliktu w tamtym rejonie dojdzie z powodów gospodarczych i politycznych, nie w wyniku nieudolnej dyplomacji. Jeśli chodzi o domniemane oddanie Europy na pastwę Rosji, warto pamiętać, że Amerykanie jeszcze pod przywództwem Obamy nie kiwnęli palcem po aneksji Krymu. Nie ignorowałbym zarazem faktu, że żona Trumpa jest Słowenką, więc los Europy Środkowej może z przyczyn osobistych obchodzić go bardziej niż poprzednich prezydentów.

    Po trzecie, do wybuchu najstraszniejszej wojny w dziejach Zachodu doszło za prezydentury Roosevelta. FDR kojarzony jest przede wszystkim z okresem 1939-1945, ale zamieszkał wszak w Białym Domu już w roku 1933, dokładnie tym samym, w którym Hitler przejął władzę w Niemczech. Ten przykład dobitnie ukazuje, że nawet zręczny, podziwiany przez potomność prezydent, czasami nie potrafi (nie chce?) powstrzymać wybuchu wielkiej wojny, ba, nie umie też przeciwdziałać prowadzącym ku niej siłom politycznym.

    Po czwarte, w kwestii najpoważniejszej ― zagrożenia globalną wojną nuklearną ― jestem niepoprawnym czarnowidzem. Może zbyt wiele czasu spędziłem za młodu przy Falloutach, ale przypuszczam, że prędzej czy później dojdzie do katastrofy (byle nie totalnej, tj. byle liczonej w milionach, a nie miliardach istnień ludzkich). I to nie z powodu samobójczej nieustępliwości jakiegoś Trumpa albo Putina, ale przez zorzę polarną bądź zwolnienie chorobowe Stanisława Pietrowa. Historia bywa okrutna.

    Wierzę natomiast, że ― w międzyczasie ― poczucie zagrożenia, jakie wzbudziła w liberalnej Europie elekcja Trumpa, wyrwie Stary Kontynent ze stagnacji. Że Unia, zorientowawszy się, iż nie może liczyć na pomoc militarną USA w tym samym stopniu co dawniej, zainwestuje w swoje zdolności obronne i skonsoliduje politykę zagraniczną. Że liberalni politycy, spłoszeni prawicowym trendem, przeniosą swoją uwagę z biurokracji na kulturę, a jednocześnie wiatru w skrzydła dostanie stronnictwo konserwatywne. Że lewica zrozumie w końcu, kto tak naprawdę głosuje na populistów pokroju Trumpa ― ludzie, którzy nie polubili się z globalizacją ― i zamiast odmieniać prawa gejów oraz lesbijek przez wszystkie przypadki zainteresuje się na powrót prawami pracowników.

    Powstrzymać Trumpa było stosunkowo prosto. Sondaże pokazywały, że w konfrontacji z Trumpem większe szanse na zwycięstwo miał Bernie Sanders, kandydat ze wszech miar świetny. Establishment przeraził się jednak jego socjalistycznych poglądów. Lobbyści woleli hojnie sypnąć pieniędzmi na kampanię Clintonowej, licząc, że w razie czego będzie ich ułaskawiać za przekręty finansowe, choćby i w ostatnim dniu swojej kadencji.

    Trump także jest bogaczem. Nie łudźmy się więc, że zdemontuje nierówności finansowe. Jeśli jednak Wall Street się kogoś tak panicznie boi, może warto udzielić mu kredytu zaufania?

     
    • G. 16:23 on 10/11/2016 Bezpośredni odnośnik

      jakbym siedzial na Polnocy to tez bylbym spokojniejszy, jako mieszkaniec tzw. flanki wschodniej oraz rezerwista obecnego Ministra Obrony Narodowej, niepokoje sie
      co do FDR to historycy spekuluja ze rzad USA celowo dopuscil do ataku na Pearl Harbor aby latwiej bylo przekonac spoleczenstwo i opozycyjna czesc Senatu do udzialu w II WS, teraz slyszalem glosy ze moze dojsc do nowej Jalty
      dzuma czy cholera? ; ) odnosnie Hillary zarejestrowalem kiedys, ze jeszcze jako sekretarz stanu skladala obietnice Swiatowemu Kongresowi Zydow, naklonienia polskiego rzadu do rozpoczecia rokowan w sprawie restytucji przejetego mienia lub wyplaty odszkodowan spadkobiercom

      ktokolwiek wierzy ze mozna liczyc na uklady i traktaty jest niepoprawnym optymista, pomoc nadejdzie jesli jej udzielajacy bedzie mial w tym wlasny interes
      nie jestem militarysta ale Si vis pacem, para bellum… tylko skad na to brac

    • Arek 21:37 on 10/11/2016 Bezpośredni odnośnik

      Z tym Pietrowem świetne – nie ma co oszczędzać na kadrach na kluczowych stanowiskach ;)

    • Borys 09:39 on 12/11/2016 Bezpośredni odnośnik

      Norwegia też nie może czuć się znowu taka bezpieczna. Jest blisko Rosji i w kwestiach obronnych od kilkudziesięciu lat polega na NATO. Bez parasola ochronnego USA tutejsza sytuacja także się pogorszy, chociaż oczywiście armia norweska ma nowocześniejszy sprzęt niż polskie wojsko, dwa razy więcej F-16 i topografię sprzyjającą wojnie partyzanckiej. Niedawno jednak telewizja norweska wyemitowała niezły miniserial fabularny pt. „Okkupert” („Okupowani”) – o „zajęciu” Norwegii przez Rosjan. Tutaj recenzja. Rzecz pewnie do znalezienia w Sieci z polskimi napisami.

    • m. 20:22 on 14/07/2018 Bezpośredni odnośnik

      O, niedługo minie dwa lata od tego wpisu. Jak oceniasz teraz wybór Trumpa? Jego wpływ na Europę (spodziewałeś się pozytywnego otrzeźwienia). Rok temu był nawet w Polsce co było okrzyknięte sukcesem. No i już wiemy jaki wpływ ma pochodzenie jego żony na politykę europy środkowej.

    • Borys 15:53 on 01/08/2018 Bezpośredni odnośnik

      Przepraszam za późną odpowiedź, ale dopiero co wróciłem z urlopu. I przepraszam za to, że odpowiedzi w gruncie rzeczy nie będzie; o ile ekscytowałem się poprzednimi wyborami prezydenckimi w Stanach – stąd właśnie tamta notka – o tyle moje zainteresowanie Trumpem zdążyło osłabnąć i nie potrafię w tej chwili powiedzieć nic ciekawego na jego temat. W szerszej perspektywie uważam, że na scenie światowej polityki wpływy USA powoli maleją, wzrasta zaś znaczenie Chin. Rozważania o Europie należy wpisywać w ten kontekst, a także łączyć je z faktem odwrotu od neoliberalnych wartości w świecie Zachodu. „Nowa Konfederacja” publikuje świetne teksty na ten temat, polecam na przykład Twojej uwadze ten numer.

c
Compose new post
j
Next post/Next comment
k
Previous post/Previous comment
r
Odpowiedz
e
Edycja
o
Show/Hide comments
t
Idź do góry
l
Go to login
h
Show/Hide help
shift + esc
Anuluj