Bézier na peryferiach

krzywe_beziera

Gdy byłem troszkę młodszy i gdy łatwiej było wywrzeć na mnie wpływ, Lord Thomas udzielił mi porady, którą obracam od tamtego czasu w głowie:

— Za każdym razem, gdy chcesz przeczytać książkę, która byłaby stratą czasu — powiedział — pamiętaj, że możesz raczej poświęcić się lekturze, z której dowiesz się czegoś nowego o otaczającym nas świecie.

Potem przez pół godziny utyskiwał nad bezsensem czytania biografii i natrząsał się z frajerów wertujących życie Steve’a Jobsa w nadziei, że sami lada miesiąc też zaczną zarabiać miliony na komputerowej technice. Tak było, Tomek.

Ze wszystkich mądrych książek, które przeczytałem w zeszłym roku, najlepiej wspominam Analizę systemów-światów. Wprowadzenie Immanuela Wallersteina. Srogi tytuł, surowe nazwisko! Analiza… wpasowała się tematem wprost idealnie w moje zaciekawienie historią światową (nie mylić z historią powszechną!1) dopiero co rozbudzone przez Andrew Marra (który co prawda opowiadał o historii powszechnej, nie światowej, ale czynił to w nad wyraz syntetyczny sposób).

Czytaj dalej Bézier na peryferiach

Reklamy

Apologia książki

ksiazki.jpg

Badania BN [Biblioteki Narodowej] pokazują, [że powiększa się grupa osób] zdecydowanie oświadczających brak jakiejkolwiek aktywności czytelniczej – jeszcze niedawno osoby mówiące, że nigdy nie czytały, stanowiły dużo mniejszy odsetek, być może jeszcze wahały się przed samymi sobą. Dzisiaj te deklaracje są bardzo stanowczo wypowiadane. (…)

Najważniejsze w czytaniu jest to, że nikt nie wchodzi między nas a litery; to jest przestrzeń bardzo intymna. Jeśli pozbawimy się tego azylu dla naszej psychiki, słabiej będziemy się wewnętrznie rozwijać. Czytanie zmniejsza stres, poprawia koncentrację i pamięć.

Osoby czytające obawiają się mniej przyszłości, są bardziej aktywne społecznie, odpowiedzialne i empatyczne, ale też częściej podejmują ryzyko zmiany pracy na lepszą. Poznając inne światy, zapoznając się z innymi bohaterami, nie ograniczają swojego życia wyłącznie do tych osób zdarzeń, sytuacji, które znają bezpośrednio w swoim otoczeniu, z telewizji lub Internetu. (…)

Mamy tylko 10% tzw. czytelników codziennych, którzy czytają więcej niż 7 książek rocznie. To bardzo niewielka grupa, bo jeszcze kilka lat temu to było 20%. Jedyny dobry znak w tych badaniach jest taki, że te osoby, które czytają intensywnie, czytają coraz więcej. (…)

Oczywiście jest tak, że społeczeństwa, które inwestują w książki, siłą rzeczy będą się rozwijały szybciej. (…) To się przekłada na kreatywność, innowacyjność, na odwagę w podejmowaniu nowych wyzwań, także tych o charakterze kulturalnym czy biznesowym. Wysokie czytelnictwo występuje u kierowników i specjalistów, są to w większości osoby, które wykazują się pomysłowością, otwartością i podejmowaniem ryzyka przy zachowaniu rozwagi. (…)

Społeczeństwo, które więcej czyta, jest dużo bardziej kreatywne i innowacyjne, i to zresztą pokazują badania w skali europejskiej na poziomie innowacyjności i kreatywności w różnych krajach Europy.

[Biblioteki publiczne] powinny być atrakcyjne jako budynki, jako przyjazne miejsca związane z prestiżem. Tak jest w krajach skandynawskich, w których biblioteki są większymi budynkami, bardziej reprezentacyjnymi niż urzędy gmin.

— Tomasz Makowski (24/3/2016)

Czytaj dalej Apologia książki

Siedmioro dzieci i to

balony

Czego baliście się w dzieciństwie?

Użyłem drugiej osoby liczby mnogiej w określonym znaczeniu. Czego baliście się nie „Wy, którzy czytacie tę notkę”, ale „Ty i Twoi koledzy z podwórka, placu, pola”?1. Bo my lękaliśmy się osiedlowych żuli przyodzianych w powyciągane, czerwono-czarne swetry i dygotaliśmy na dźwięk wyliczanki „…trzy, cztery, zamknij drzwi na spusty cztery…” — słowem, nasz dziecięcy strach uosabiał Freddy Krueger, uzbrojony w metalowe pazury poparzony, psychopatyczny potwór z Koszmaru z ulicy Wiązów, który mordował nieletnich bohaterów (m.in. debiutującego Johnny’ego Deppa) w ich snach.

Naszej paczce przewodził Rafał. Był o parę lat starszy ode mnie i miał niespotykany dryg do opowiadania historii z dreszczykiem. Pamiętam do dziś wstrząsające wrażenie, jakie wywarła na nas opowieść o czarnej, nieruchomej główce zaglądającej nocą do jego pokoju przez oszklone drzwi. Mocna była też historyjka o długowłosym Bobie ze święcącego wówczas triumfy serialu Twin Peaks, który pewnego deszczowego popołudnia brał prysznic w Rafałowej łazience.

Podwórkowe seanse grozy kończyły się późnym wieczorem. Gdy wracaliśmy do domów nasyceni przerażającymi historiami — niektórzy stawali z Rafałem w gawędziarskie szranki, lecz ze wszystkich takich potyczek zawsze wychodził on zwycięsko — gdy szliśmy rozemocjonowani do domów, krzaki szeleściły inaczej niż zwykle a cienie wydawały się nienaturalnie długie. Człowiek oddychał spokojniej dopiero wtedy, gdy znalazł się za drzwiami swojej klatki schodowej… o ile mieszkał na parterze. Osoby, które mieszkały wysoko, miały wszak jeszcze do pokonania kilka spowitych w nieprzyjemnym półmroku pięter.

freddy_kruegerRafał był fanem Freddy’ego Kruegera i nie omieszkał dzielić się z nami swoją fascynacją. Twierdził między innymi, że Freddy obserwuje nas niekiedy zza starego, zdezolowanego wózka dziecięcego, który porzucony przez właściciela stał smętnie przez kilka tygodni pod jednym z bloków. Kiedy resorami poruszał wieczorny wiatr, Rafał oznajmiał, że wózkiem buja osobiście sam Freddy. Nikt w to do końca nie wierzył, ale nikt nie miał też odwagi opuścić bezpieczny krąg wysypanego ceglanym miałem placu zabaw, żeby podejść do wózka, zajrzeć do środka i sprawdzić samemu.

Pewnego razu — bynajmniej nie nocą, tylko w słoneczny, letni dzień — wyruszyliśmy na eksplorację piwnicy. Długi, zygzakowaty korytarz ciągnął się przez całą długość czteroklatkowego bloku. Zeszliśmy do lochu przez pierwszą klatkę i maszerowaliśmy gęsiego ku ostatniemu wyjściu. Światła oczywiście nie zapalaliśmy. Mieliśmy ze sobą latarkę, a poza tym promienie słońca przebijały się gdzieniegdzie do korytarza przez wąskie, brudne, zakratowane okienka komórek rozlokowanych po obu stronach.

Czytaj dalej Siedmioro dzieci i to

Księgarnia na Kolumba

bracia_karamazow.jpg

W połowie lipca w pewnej księgarni na Alei Krzysztofa Kolumba w Quito doszło do niesłychanego zdarzenia, które później okoliczni mieszkańcy przez czas jakiś zaciekle roztrząsali, usiłując ustalić nie tylko jego przebieg i następstwa, ale także, że się tak wyrażę, moralny, inherentny charakter. Wypada w tym momencie ujawnić — co nieskromne, lecz konieczne dla zrozumienia przebiegu opowieści — że wasz narrator był jednym z tegoż zajścia uczestników.

Czytaj dalej Księgarnia na Kolumba

Sympatia do diabła

woland_berlioz

„…Jam częścią tej siły,
która wiecznie zła pragnąc,
wiecznie czyni dobro.”

— J.W. Goethe, „Faust”

Michał Bułhakow to szczególna i tragiczna postać rosyjskiej – radzieckiej – literatury. Urodzony w Kijowie, był jednym z siedmiu synów wysoko postawionego urzędnika państwowego, teologa i znanego eseisty. Skończył medycynę, przez czas jakiś praktykował na smoleńskiej prowincji. W 1919 r. porzucił zawód i zajął się pisarstwem.

Jego twórczość cieszyła się początkowo wielkim uznaniem Stalina. W latach dwudziestych Bułhakow był wręcz (mimowolnym?) protegowanym dyktatora. Wkrótce jednak komunistyczna krytyka rozpętała nagonkę na pisarza. Względy wielkiego szefa bolszewii uratowały go przed więzieniem, lecz nie uchroniły przed zakazem publikacji.

Wpędzony w depresję Bułhakow spalił pierwszą wersję swej najwybitniejszej powieści, Mistrza i Małgorzaty. Wrzucił do ognia bruliony z gotowym rękopisem, któremu – po napisaniu na nowo i wydaniu w latach sześćdziesiątych, ćwierć wieku po śmierci autora – przeznaczone było stać się jednym z arcydzieł literatury światowej.

„Los oszczędził Bułhakowi drastycznych represji, lecz przeprowadził go za to przez piekło nienawiści, zapoznania, niezrozumienia. Przekonany o swoim literackim posłannictwie i w ogóle posłannictwie literatury (…) uporczywie pisał, choć odebrano mu możliwość dotarcia do czytelnika. Co może być większą tragedią dla pisarza?”, mówiła w posłowiu Jadwiga Śliszowa.

Czytaj dalej Sympatia do diabła

Ludzie, którzy nikogo nie dyskryminowali

czarna_wolga2

Poprzednio pisałem o rzeczach kiepskich, antologiach i fantastyce. Pozostańmy przez chwilę w obrębie tych właśnie kategorii. Trzecią rozłączymy co prawda niezwłocznie z dwiema poprzednimi, ale rzeczy kiepskie i antologie zachowają część wspólną.

To się nigdy nie kliknie jest „subiektywnym wyborem najlepszych tekstów, które ukazały się w Interii w 2016 r.”; tekstów na tyle długich, że aspirujących do miana „długiej formy”, lecz na tyle krótkich, iż dwadzieścia jeden z nich zmieściło się w niegrubej antologii. Antologii nierównej – z naciskiem na „nie” – chociaż niepozbawionej kilku wartych przejrzenia artykułów.

Czytaj dalej Ludzie, którzy nikogo nie dyskryminowali

Podarunek

creatio

Miejmy to od razu za sobą.

Najgorszą przeczytaną przeze mnie książką w minionym roku i jedyną, której na Goodreads wystawiłem najniższą możliwą ocenę, była oczywiście antologia opowiadań fantastycznych. Piszę „oczywiście”, bo chociaż od kilku lat starannie dobieram lektury i obchodzę szerokim łukiem pozycje kiepskie – nawet jeśli same pchają mi się do łap – to jednak ciągle odczuwam słabość do fantastycznych antologii, szczególnie rodzimych.

Czytaj dalej Podarunek

Świat według Andrzeja

frederick_dielman-history

inicjalWsiadasz do swojego ulubionego wehikułu czasu, ustawiasz tempomat na tysięczny rok przed Chrystusem, a geolokator na, dajmy na to, ówczesne Chiny. Nie zabawiasz jednak w starożytnym Państwie Środka zbyt długo. Uprowadzasz tylko jakiegoś średnio rozgarniętego, skośnookiego urzędnika i w try miga przywozisz z powrotem do dwa tysiące siedemnastego.

Załóżmy, że znasz jego język. Chcesz pokazać naszą epokę. Zaczynasz od techniki. Wciskasz do ręki smartfona. Próbujesz wytłumaczyć co i jak. Szanse powodzenia? Bliskie zeru. Działanie nowoczesnego telefonu komórkowego opiera się na tylu zaawansowanych koncepcjach – ekran dotykowy, system operacyjny, internet, media społecznościowe, sieć telekomunikacyjna, podzespoły elektroniczne, fale elektromagnetyczne, prąd – że za Chiny ludowe nie dałoby się go wyłuszczyć osobie przednowożytnej. Twój gość jest wstrząśnięty i zmieszany.

Zmieniasz więc temat. Rozmawiacie o polityce. Opowiadasz o skorumpowanym burmistrzu, którego proces toczy się od ponad roku, ale którego nie idzie skazać, bo ma koneksje. Przez twarz gościa przemyka cień uśmiechu. Opowiadasz o Unii Europejskiej, o problemach politycznych związanych ze scaleniem rozległego regionu w jeden pseudopaństwowy organizm, o kosmopolitycznych elitach, którym nie ufają zwykli obywatele. Starożytny Chińczyk uśmiecha się szerzej. Opowiadasz o historii politycznej XX wieku, o zawieruchach, wojnach, ludobójstwach. Twój gość kiwa gorliwie głową, bynajmniej nie dlatego, że rajcują go holokausty. „Tak, tak! Korupcja, nieudolne traktaty, dyktatorzy. U nas też tak jest!”

Jaki wniosek płynie z tego prostego eksperymentu myślowego? W przeciągu minionych tysiącleci – a w zasadzie w przeciągu ostatnich stu-dwustu lat – technika poczyniła postępy tak olbrzymie, że w jej wymiarze naszą cywilizację dzieli od czasów dawniejszych nieprzekraczalna przepaść. Jednakże w sensie politycznym tkwimy wciąż w tym samym miejscu. Chełpimy się demokracją i prawami człowieka, ale ta pierwsza jest wszak wynalazkiem starożytnych Greków, a te drugie istnieją zbyt krótko, by dało się stwierdzić, jaki wpływ będą miały na politykę w perspektywie wieków. Jak dotąd zestaw bolączek ustrojowych nie zmienił się ani na jotę. O polityce pogadałbyś bez problemów i z poddanym Filipa II, i z kupcem z rubieży Cesarstwa Rzymskiego. O używanych samochodach – nie.

Czytaj dalej Świat według Andrzeja

Syn Człowieczy

dore.jpg

Kto ma uszy, niechaj słucha!

Niedawno przeczytałem od deski do deski Nowy Testament. Zacząłem co prawda od Księgi Rodzaju, lecz „starozakonna” połowa Pisma Świętego pokonała mnie kronikarską objętością. Duchowe treści przegrywały w jej czeluściach nierówną walkę z długimi jak życie Noego wyliczankami genealogicznymi. Przeskoczyłem zatem o tysiąc lat naprzód do Ewangelii św. Mateusza. Od razu zrobiło się treściwiej.

Gdybym miał ocenić Nowy Testament jako zwykłą książkę do czytania – co oczywiście jest optyką absurdalną – musiałbym podsumować ją trójką z plusem. Nie sposób odmówić Księdze walorów literackich i poetyckich. Jednakowoż potrójne powtórzenie opowieści o życiu, czynach oraz śmierci Jezusa z Nazaretu wystawia cierpliwość czytelnika na próbę[1], Dzieje Apostolskie są rozwlekłe, wskazania etyczne zawarte w Listach gdzieniegdzie się zdezaktualizowały, a lektura Apokalipsy św. Jana, choć niewątpliwie wyświetla w naszej wyobraźni dojmujące obrazy, to jednocześnie przynosi pewne zrozumienie dla słów Dody, która kiedyś stwierdziła, że Biblia była pisana „po ziołach”… czy jakoś tak.

Jeślibym zaś chciał tu napisać o ciężarze treści Nowego Testamentu, czy to postrzeganym religijnie, czy „tylko” kulturowo, to albo musiałbym skrzyżować ze sobą dwa banały, albo nie skończyłbym przed wyżej wspomnianą apokalipsą. Znienacka przejdę więc do sedna tego wpisu.

Niektórzy wiedzą, że w internecie wisi sobie kolekcja cytatów i aforyzmów, które od lat skrzętnie wynotowuję z przeczytanych książek. Zajrzyjcie, zajrzyjcie, bo niedawno dodałem tam pewną prawdę o miłości wypowiedzianą przez kontrowersyjnego pisarza, dziesięć aforyzmów Gustave’a Le Bona, geopolityczną summę Sandora Maraia, dwa najsłynniejsze fragmenty Makbeta oraz pięć bon motów Bułhakowa, wynik powtórnej lektury Mistrza i Małgorzaty.

Natomiast w trakcie lektury Nowego Testamentu zaznaczyłem 228 najpiękniejszych, najciekawszych wersetów. Skończyłem digitalizować swoje notatki w weekend i obok „świeckiej” kolekcji pojawiła się oto kolekcja „biblijna”.

Zachęcam do przejrzenia.

Osoby niewierzące i antybiblijne skusi być może kategoria cudownie anachronicznych, niekiedy wprost dziwacznych Kwiatków – mój ulubiony to ten o minie zawiniętej w chustkę – lub Inwektywy i pogróżki. Tę ostatnią adresuję do Rycerzy Ortalionu: Najwyższa pora, abyście rozbudowali swój słownik zaczepek i zamiast pytać przechodniów, czy mają jakiś problem, zaczęli „przykładać siekierę do korzenia drzew”, „solili ogniem” albo „paśli rózgą żelazną”, jak na katolickich Polaków-patriotów przystało.

Żarty na bok. Kolekcję poświęcam pamięci Karola Wojtyły, błogosławionego Jana Pawła II, Ojca Świętego, Świadka Nadziei.

Maranatha.

____________________
Ilustracja wykorzystana w nagłówku jest fragmentem ryciny Gustave’a Doré,

  1. Aczkolwiek doceniam różne podejścia Ewangelistów do tego samego tematu. Widać jak na dłoni, że Mateusz pisał dla Żydów, że Łukasz wywiązał się z biograficznego obowiązku najrzetelniej i że Jan teologizował. Tylko wersja św. Marka wnosi niewiele nowego; wydaje się skrótem Mateusza tudzież Łukasza.

Przeczytane w 2016

przeczytane_w_2017

Rok 2016 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na papierze i w Kindlu zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne wydarzenia. Moje czytelnicze statystyki groźnie zaszumiały, zafalowały, spieniły się sprzecznościami, a z zielonego kajetu, w którym skrzętnie zapisuję tytuły lektur, powyłaziły cudaczne bałwany wykrzywiając niemiłosiernie czytelnicze trendy i stawiając pod znakiem zapytania książkową przyszłość. No dobra, troszkę przesadzam. Ale:

Czytaj dalej Przeczytane w 2016