Jak oceniać książki

ksiazki.jpg

Od kilkunastu lat recenzuję i oceniam książki. Co prawda moje spisane opinie rzadko konfrontują się polemicznie z cudzymi. Tkwię więc poniekąd w bańce samozadowolenia, lecz dokładam starań, by nie ferować poglądami nieuzasadnionymi, przesadnie krytycznymi. Od ponad ośmiu (!) lat przymierzam się nawet do notki poświęconej prawidłom recenzowania. Dzisiaj jednak uraczę Was czymś innym: własnym zdaniem na temat oceniania książek, rozumianego po prostu jako wystawianie przeczytanym tytułom liczbowej oceny, czy to na łamach periodyków, czy też na własne potrzeby w Biblionetce.

Uważam, że:

★ Skala ocen powinna być krótka, bo w przeciwnym razie nie będzie rzetelna.
★★ Skala ocen powinna być jasno zdefiniowana, żeby wiadomo było, o co właściwie w niej chodzi.
★★★ Skala ocen powinna być asymetryczna; „większą połowę” należy przeznaczyć na książki dobre.
★★★★ Ocenianie powinno być „rozsądnie subiektywnie” i nie silić się na fałszywy obiektywizm.
★★★★★ Ocenianie powinno dopasowywać się do gatunku i zrezygnować z uniwersalnych aspiracji.
★★★★★★ Skalę ocen należy wyposażyć w podpowiedzi, które w pragmatyczny sposób pomogą w rozstrzygnięciu problematycznych sytuacji.
★★★★★★★ Ocena maksymalna powinna być obwarowana szczególnie precyzyjnymi kryteriami.

Rozwińmy, uzasadnijmy. Będzie dość długo i bardzo mądrze.

Czytaj dalej

Reklamy

Godzinki

w_zla_godzine-ksiadz.jpg

Jak rozmawia się z matką, gdy ma się naście lat? Zupełnie nie pamiętam. A jak rozmawiamy z matką w wieku nastoletnim, jeżeli właśnie skończyła się straszna wojna, która obróciła kraj w ruiny, a nasz ojciec, jej mąż, stracił na niej życie? Szczęśliwie nie mogę tego wiedzieć z autopsji. Kąkolewskiemu zaś, który usiłował przedstawić ową relację w swej powieści, na jotę nie uwierzyłem. Albo stosunki między matkami i synami były podówczas całkiem inne niż dzisiaj, albo też pisarz popuścił wodze fantazji. Rachunek prawdopodobieństwa wespół z kilkoma poszlakami kompozycyjnymi podpowiadają, że zapewne to drugie.

Czytaj dalej

Ocean w piwnicy

google-books

Gdzieś w USA za zamkniętymi na cztery spusty drzwiami znajduje się zastrzeżony serwer, na którym zapisano skany dwudziestu pięciu milionów książek. Google skanował je zapamiętale w ramach Projektu Ocean w latach 2004-2012 przy pomocy specjalnie zaprojektowanych urządzeń. Składały się na nie po cztery kamery, laserowy radar niwelujący optyczne skutki zakrzywienia kartek oraz stażystka, której żmudne zadanie polegało na przewracaniu stron i naciskaniu pedału-włącznika w tempie tysiąca razy na godzinę. Superskanery przeniosły w ten sposób do pamięci komputerów mniej więcej jedną szóstą wszystkich istniejących na świecie publikacji.

Larry (nomen omen) Page i Siergiej Brin, założyciele Google’a, pomimo sceptycyzmu współpracowników skłonni byli wyłożyć kilkaset milionów dolarów, aby doprowadzić niesłychanie ambitne przedsięwzięcie do końca. Kierowały nimi najprawdopodobniej szczytne pobudki: zapragnęli stworzyć nowoczesną, cyfrową, definitywną wersję Biblioteki Aleksandryjskiej.

Czytaj dalej

Przeczytane w 2017 r.

ksiazki

Dokonało się! Achievement unlocked! Po raz pierwszy zdołałem przedstawić i opisać na Blogrysie wszystkie książki, jakie przeczytałem w minionym roku. Gdy zabierałem się kilka miesięcy temu za ich przegląd, sądziłem naiwnie, że zmieszczę się w jednej długiej, góra dwóch notkach. Skończyło się na prawie 120k znaków podzielonych na dziewięć wpisów:

PodarunekX: Antologia opowiadań fantastycznych • Opowiadania nominowane do Nagrody im. Janusza Zajdla za rok 2016

Ludzie, którzy nikogo nie dyskryminowaliTo się nigdy nie kliknie • Czarna wołga: Kryminalna historia PRL • Lemologia (Co to są sepułki?) • Planeta LEM-a: Felietony ponadczasowe • Wiedza astronomiczno-fizykalna w twórczości literackiej Bolesława Prusa

Sympatia do diabłaMistrz i Małgorzata

Księgarnia na KolumbaBracia Karamazow • Idiota

Siedmioro dzieci i toTo

Bézier na peryferiachAnaliza systemów-światów: Wprowadzenie • Wielkie i te nieco mniejsze pytania psychologii •  Socjologia edukacji: Teorie, koncepcje, pojęcia • X and the City: Modeling Aspects of Urban Life • The Best Writing on Mathematics 2013
 • Foreign Affairs: The Best of 2016 • Special Relativity and Classical Field Theory: The Theoretical Minimum • Resumen de Historia del Ecuador

Strach przed czarną planetąThe Big Payback: The History of the Business of Hip-Hop • Can’t Stop Won’t Stop: A History of the Hip-Hop Generation • The Rap Year Book

Sawyer & Finn, sp. z o.o.Przygody Tomka Sawyera • Przygody Hucka • Tomek Sawyer za granicą • Tomek Sawyer, detektyw

Z Afryki do LwowaAfryka dzisiaj: Piękna, biedna, różnorodna • Metamorphosis Alpha • Ballada obojga narodów • The Paintings That Revolutionized ArtThe Prado Guide • The Digital Antiquarian, vol. 1: 1966-1979 • The Digital Antiquarian, vol. 2: 1980 • Let’s Tell a Story Together: A History of Interactive Fiction  • In the Beginning… Was the Command Line • All Points • Szkolny lud, Okulla i ja • Krew elfów (słuchowisko)

(Natomiast o Nowym Testamencie pisałem krótko w zeszłym roku, zaraz po zakończeniu lektury).

To był czytelniczo bardzo dobry rok. Nie przeczytałem wyjątkowo dużo, nie przeczytałem niczego wybitnego, ale książki, po które sięgałem, okazywały się najczęściej solidne lub dobre. Rozczarowań spotkało mnie bardzo niewiele. Po uśrednieniu prywatnych ocen wystawianych na Goodreads z niejakim zdumieniem odkryłem, że był to najlepszy czytelniczo rok od 2010.

Kropką nad „i” niech będzie króciutkie podsumowanie:

LELETRYSTYKA
NajlepszaThe Digital Antiquarian, vol. 2: 1980
NajgorszaCzarna wołga: Kryminalna historia PRL
Największe zaskoczenieLet’s Tell a Story Together: A History of Interactive Fiction
Największe rozczarowanieCan’t Stop Won’t Stop: A History of the Hip-Hop Generation

FIKCJA
NajlepszaBracia Karamazow
NajgorszaIdiota
Największe zaskoczeniePrzygody Hucka
Największe rozczarowanieTo

Z Afryki do Lwowa

lwow

W zeszłym roku, w ramach poszerzania wiedzy o świecie, przeczytałem Afrykę dzisiaj: Piękną, biedną, różnorodną, reportaż Jerzego Gilarowskiego, który wynalazłem, zdaje się, na Woblinkowej wyprzedaży, i kupiłem impulsywnie – ale, o dziwo, w przeciągu paru tygodni przeczytałem. Niemały to sukces, gdyż jestem bardziej skory do spontanicznego nabywania książek niż ich niezwłocznej lektury.

Gilarowski, z wykształcenia geograf, opowiada o Czarnym Lądzie prostym, gładkim, na dobrą sprawę blogowym stylem, lecz przez lekturę niesie nas jego niekłamana pasja globtrotera-przedsiębiorcy. Autor jeździł do Afryki wiele razy, przez pewien czas tam mieszkał, rozkręcał gastronomiczny biznesik. Przywiózł więc mnóstwo obserwacji obyczajowych, które zafrapują każdego zasiedziałego w Starym Świecie Europejczyka.

afryka_dzisiajGilarowski nie stara się o członkostwo w Polskiej Szkole Reportażu, nie upina skomplikowanej narracji. Tnie materiał na kawałki, układa rozdziały alfabetycznie. Za najciekawsze uznałem „Autobusem” (o długodystansowym podróżowaniu), „Dodoma”, „Foufou”, „Interes”, „Jambo”, „Sudan”, „Targowisko”, „Urzędnik” (o miejscowej biurokracji). Ogólnie rzecz biorąc, Afryka dzisiaj to lektura satysfakcjonująca, szybka, przyjemna, informatywna.

Polecam z zastrzeżeniem: w tekście roi się od drobnych błędów językowych, uchybień frazeologicznych (notorycznie powtarzane „w każdym bądź razie”, brrr) i dziwnych literówek w wyrazach obcych („The Quinn” zamiast „Queen”, brrrrr). Wstyd podwójny, bo raz, że pracownikowi naukowemu i profesorowi nadzwyczajnemu po prostu nie przystoi tak lekceważąco obchodzić się z polszczyzną – a dwa, że książkę ogłosiło Wydawnictwo Akademickie Dialog, którego najwyraźniej nie stać na zatrudnienie redaktora.

Czytaj dalej

Sawyer & Finn, sp. z o.o.

mark_twain

Bracia KaramazowAnaliza systemów-światówToksiążki o hip-hopie – i co jeszcze dobrego, złego, mądrego, mniej mądrego przeczytałem w minionym roku?

Na przykład, w ramach odrabiania kanonicznych zaległości, wszystkie cztery książki Marka Twaina o Huckleberrym Finnie, najsłynniejszym nieletnim włóczędze literatury i jedynym (prawdziwym lub fikcyjnym) człowieku w dziejach, który został nazwany na cześć borówki, aby samemu przekazać dalej swe imię niebieskiemu, dobrodusznemu psu. W Przygodach Tomka Sawyera, które pamiętam doskonale z dzieciństwa – przede wszystkim za sprawą „mocnego otwarcia” –

Czytaj dalej

Strach przed czarną planetą

hip_hop_history

Siema! Pytanko takie: Co łączy hip-hop, Aloszę Karamazowa, Pana Boga i morderczego klauna?

Wszyscy są grubi. No, w każdym razie poświęcone im książki są grube.

The Big PaybackBracia KaramazowPismo Święte Nowego Testamentu oraz To były czterema najokazalszymi książkami przeczytanymi przeze mnie w zeszłym roku. Łącznie prawie 3500 stron – jedna czwarta drukowego wolumenu, z którym obcowałem.

Na opus magnum Stephena Kinga narzekałem tutaj opowiadając przy okazji o swoim strasznym dzieciństwie („skrócenie Tego o połowę (sic!) bardzo by powieści pomogło, chociaż nie uratowałoby jej w pełni, ponieważ nużenie czytelnika nie jest jedynym grzechem”), o Braciach Karamazow pisałem niedawno tutaj naśladując nieudolnie styl Dostojewskiego („uważam na razie Braci… za bardzo dobrą — wręcz wciągającą! — powieść, lecz nie za totalne arcydzieło”; przeczytam ich jednak kiedyś raz jeszcze w nowym polskim przekładzie Pomorskiego), zaś o wrażeniach wyniesionych z lektury Nowego Testamentu wspomniałem rok temu („gdybym miał ocenić go jako zwykłą książkę do czytania – co oczywiście jest optyką absurdalną – musiałbym podsumować ją trójką z plusem”). Dzisiaj pogadamy więc o twardych Murzynach z Bronksu, którzy w chwilach wolnych od paskudnej przemocy rapują o rasowych stereotypach białych blogerów z Polski tudzież Norwegii.

Czytaj dalej

Bézier na peryferiach

krzywe_beziera

Gdy byłem troszkę młodszy i gdy łatwiej było wywrzeć na mnie wpływ, Lord Thomas udzielił mi porady, którą obracam od tamtego czasu w głowie:

— Za każdym razem, gdy chcesz przeczytać książkę, która byłaby stratą czasu — powiedział — pamiętaj, że możesz raczej poświęcić się lekturze, z której dowiesz się czegoś nowego o otaczającym nas świecie.

Potem przez pół godziny utyskiwał nad bezsensem czytania biografii i natrząsał się z frajerów wertujących życie Steve’a Jobsa w nadziei, że sami lada miesiąc też zaczną zarabiać miliony na komputerowej technice. Tak było, Tomek.

Ze wszystkich mądrych książek, które przeczytałem w zeszłym roku, najlepiej wspominam Analizę systemów-światów. Wprowadzenie Immanuela Wallersteina. Srogi tytuł, surowe nazwisko! Analiza… wpasowała się tematem wprost idealnie w moje zaciekawienie historią światową (nie mylić z historią powszechną!1) dopiero co rozbudzone przez Andrew Marra (który co prawda opowiadał o historii powszechnej, nie światowej, ale czynił to w nad wyraz syntetyczny sposób).

Czytaj dalej

Apologia książki

ksiazki.jpg

Badania BN [Biblioteki Narodowej] pokazują, [że powiększa się grupa osób] zdecydowanie oświadczających brak jakiejkolwiek aktywności czytelniczej – jeszcze niedawno osoby mówiące, że nigdy nie czytały, stanowiły dużo mniejszy odsetek, być może jeszcze wahały się przed samymi sobą. Dzisiaj te deklaracje są bardzo stanowczo wypowiadane. (…)

Najważniejsze w czytaniu jest to, że nikt nie wchodzi między nas a litery; to jest przestrzeń bardzo intymna. Jeśli pozbawimy się tego azylu dla naszej psychiki, słabiej będziemy się wewnętrznie rozwijać. Czytanie zmniejsza stres, poprawia koncentrację i pamięć.

Osoby czytające obawiają się mniej przyszłości, są bardziej aktywne społecznie, odpowiedzialne i empatyczne, ale też częściej podejmują ryzyko zmiany pracy na lepszą. Poznając inne światy, zapoznając się z innymi bohaterami, nie ograniczają swojego życia wyłącznie do tych osób zdarzeń, sytuacji, które znają bezpośrednio w swoim otoczeniu, z telewizji lub Internetu. (…)

Mamy tylko 10% tzw. czytelników codziennych, którzy czytają więcej niż 7 książek rocznie. To bardzo niewielka grupa, bo jeszcze kilka lat temu to było 20%. Jedyny dobry znak w tych badaniach jest taki, że te osoby, które czytają intensywnie, czytają coraz więcej. (…)

Oczywiście jest tak, że społeczeństwa, które inwestują w książki, siłą rzeczy będą się rozwijały szybciej. (…) To się przekłada na kreatywność, innowacyjność, na odwagę w podejmowaniu nowych wyzwań, także tych o charakterze kulturalnym czy biznesowym. Wysokie czytelnictwo występuje u kierowników i specjalistów, są to w większości osoby, które wykazują się pomysłowością, otwartością i podejmowaniem ryzyka przy zachowaniu rozwagi. (…)

Społeczeństwo, które więcej czyta, jest dużo bardziej kreatywne i innowacyjne, i to zresztą pokazują badania w skali europejskiej na poziomie innowacyjności i kreatywności w różnych krajach Europy.

[Biblioteki publiczne] powinny być atrakcyjne jako budynki, jako przyjazne miejsca związane z prestiżem. Tak jest w krajach skandynawskich, w których biblioteki są większymi budynkami, bardziej reprezentacyjnymi niż urzędy gmin.

— Tomasz Makowski (24/3/2016)

Czytaj dalej

Siedmioro dzieci i to

balony

Czego baliście się w dzieciństwie?

Użyłem drugiej osoby liczby mnogiej w określonym znaczeniu. Czego baliście się nie „Wy, którzy czytacie tę notkę”, ale „Ty i Twoi koledzy z podwórka, placu, pola”?1. Bo my lękaliśmy się osiedlowych żuli przyodzianych w powyciągane, czerwono-czarne swetry i dygotaliśmy na dźwięk wyliczanki „…trzy, cztery, zamknij drzwi na spusty cztery…” — słowem, nasz dziecięcy strach uosabiał Freddy Krueger, uzbrojony w metalowe pazury poparzony, psychopatyczny potwór z Koszmaru z ulicy Wiązów, który mordował nieletnich bohaterów (m.in. debiutującego Johnny’ego Deppa) w ich snach.

Naszej paczce przewodził Rafał. Był o parę lat starszy ode mnie i miał niespotykany dryg do opowiadania historii z dreszczykiem. Pamiętam do dziś wstrząsające wrażenie, jakie wywarła na nas opowieść o czarnej, nieruchomej główce zaglądającej nocą do jego pokoju przez oszklone drzwi. Mocna była też historyjka o długowłosym Bobie ze święcącego wówczas triumfy serialu Twin Peaks, który pewnego deszczowego popołudnia brał prysznic w Rafałowej łazience.

Podwórkowe seanse grozy kończyły się późnym wieczorem. Gdy wracaliśmy do domów nasyceni przerażającymi historiami — niektórzy stawali z Rafałem w gawędziarskie szranki, lecz ze wszystkich takich potyczek zawsze wychodził on zwycięsko — gdy szliśmy rozemocjonowani do domów, krzaki szeleściły inaczej niż zwykle a cienie wydawały się nienaturalnie długie. Człowiek oddychał spokojniej dopiero wtedy, gdy znalazł się za drzwiami swojej klatki schodowej… o ile mieszkał na parterze. Osoby, które mieszkały wysoko, miały wszak jeszcze do pokonania kilka spowitych w nieprzyjemnym półmroku pięter.

freddy_kruegerRafał był fanem Freddy’ego Kruegera i nie omieszkał dzielić się z nami swoją fascynacją. Twierdził między innymi, że Freddy obserwuje nas niekiedy zza starego, zdezolowanego wózka dziecięcego, który porzucony przez właściciela stał smętnie przez kilka tygodni pod jednym z bloków. Kiedy resorami poruszał wieczorny wiatr, Rafał oznajmiał, że wózkiem buja osobiście sam Freddy. Nikt w to do końca nie wierzył, ale nikt nie miał też odwagi opuścić bezpieczny krąg wysypanego ceglanym miałem placu zabaw, żeby podejść do wózka, zajrzeć do środka i sprawdzić samemu.

Pewnego razu — bynajmniej nie nocą, tylko w słoneczny, letni dzień — wyruszyliśmy na eksplorację piwnicy. Długi, zygzakowaty korytarz ciągnął się przez całą długość czteroklatkowego bloku. Zeszliśmy do lochu przez pierwszą klatkę i maszerowaliśmy gęsiego ku ostatniemu wyjściu. Światła oczywiście nie zapalaliśmy. Mieliśmy ze sobą latarkę, a poza tym promienie słońca przebijały się gdzieniegdzie do korytarza przez wąskie, brudne, zakratowane okienka komórek rozlokowanych po obu stronach.

Czytaj dalej