Być może raz na cztery lata powinniśmy głosować raczej w konkretnych sprawach niż na partie polityczne.

– Erica Meijers (Magazyn Kontakt, 15/1/2017)

Reklamy

Tożsamość europejska?

– Czyli człowiek z natury potrzebuje tożsamości narodowej i nie można jej zastąpić np. tożsamością europejską?

– Może będzie to możliwe za 300-500 lat, gdy polskość będziemy przeżywali jak dzisiaj śląskość czy kaszubskość? Zresztą w jakiejś mierze byłby to nawrót do średniowiecza – wspólnej Christianitas, którą zamieszkiwały różne nacje. Nie obawiałbym się, gdyby do tego kiedyś doszło.

To, czego się boję to konstruktywistyczne, progresywne myślenie o człowieku, z którym związała się liberalna lewica. Jest to myślenie które sądzi, że można i powinno się naprawić świat przez stworzenie „nowego człowieka”. I w tym celu w „starym człowieku” trzeba wymazać płciowość, sprywatyzować i osłabić religię, skasować jego narodowość, zmontować mu ulepszoną, polimorficzną rodzinę, wymusić na nim „pantolerancję” i zachęcić go do „pophedonizmu”.

Wiara, że poprzez taką inżynierię społeczną otrzymamy poprawioną wersję wyzwolonego homo sapiens dominowała w ostatnim półwieczu w kulturze Zachodu.

– Maciej Zięba (rozm. Jakub Pruś) (24/2/2017)

Śniło mi się dzisiaj że Putin zaprosił mnie…

Śniło mi się dzisiaj, że Putin zaprosił mnie do domu na herbatkę. Poszedłem tam z jakimś emerytowanym pułkownikiem. Putin mieszkał w baszcie; salonik, w którym się rozgościliśmy, był więc okrągły. Zwróciłem uwagę na brudne, aż proszące się o odmalowanie ściany. Ale było bardzo miło.

Obydwa społeczeństwa – polskie i argentyńskie – karmione…

Obydwa społeczeństwa – polskie i argentyńskie – karmione narracjami służącymi bieżącym interesom liderów partyjnych (gdzie partia „optymatów” zawsze przypominała mafię, a partia „popularów” – sektę), nie miały się przez to szansy skupić na analizie rzeczywistych problemów oraz realnym dialogu konkurujących ze sobą grup społecznych. W takich społeczeństwach nie ma poważnych dyskusji o kształcie instytucji, bezrobociu, awansie społecznym, polityce zagranicznej, edukacji itd., są za to debaty o brzydko pachnącym proletariacie, który bezczelnie zaludnia plaże we Władysławowie i Mar del Plata, o „propagandzie homoseksualnej”, o banderowcach i brytyjskich kolonialistach okupujących Malwiny. Wszystko to jest na rękę dwóm konkurującym ze sobą oligarchiom, które mogą angażować milionowe elektoraty w symboliczne spory, bez jednoczesnego angażowania ich w mechanizmy nieistniejących wewnątrzpartyjnych demokracji.

 Łukasz Maślanka (14/4/2017)

La Rochefoucauld

Przeczytałem Maksymy i rozważania moralne La Rochefoucaulda, siedemnastowiecznego francuskiego żołnierza i aforysty o trudnym do przeliterowania nazwisku. Zbiór ten liczy ponad pół tysiąca sentencji, z których wynotowałem sobie trzydzieści dwie godne refleksji i zapamiętania.

Zezowate szczęście
1) Zawsze mamy dość siły aby znieść cudze nieszczęścia.
2) Lepiej jest używać swego rozumu na znoszenie niedoli, które na nas spadły, niż na przewidywanie tych, które się mogą trafić.
3) Człowiek nie jest nigdy tak szczęśliwy ani tak nieszczęśliwy jak sobie wyobraża.
4) Filozofja tryumfuje łacno nad cierpieniem minionem i przyszłem; ale cierpienia obecne tryumfują nad nią.

Francuz też człowiek
5) Ci, którzy zbytnio zaprzątają się małemi rzeczami, stają się zwyczajnie niezdolni do wielkich.
6) Ludzie i sprawy mają swoją perspektywę. Są rzeczy, które trzeba widzieć zbliska, aby je dobrze sądzić, i inne, których nigdy nie sądzimy tak trafnie, niż kiedy jesteśmy zdaleka.
7) Jak cechą wielkich umysłów jest wyrażać w niewielu słowach wiele rzeczy, tak przeciwnie małe umysły mają dar wiele mówić a nic nie powiedzieć.
8) Są ludzie wstrętni mimo zalet, a inni mili z wadami.

Prawda jest gdzieś tam
9) Prawda nie sprawia w świecie tyle dobrego, ile złego sprawiają jej pozory.
10) Bywają fałsze, które tak dobrze udają prawdę, iż byłoby omyłką nie dać się im oszukać.
11) Zazwyczaj jedynie w małych rzeczach ośmielamy się nie wierzyć pozorom.

Zapomniał wół jak cielęciem był
12) Nic tak nie powinno zmniejszać naszego zadowolenia z samych siebie, jak świadomość, że ganimy dziś to, co chwaliliśmy wczoraj.
13) Starcy lubią dawać dobre rady, aby się pocieszyć, że nie są już zdolni dawać złych przykładów.
14) Dochodzimy jako zupełni nowicjusze do każdej epoki życia.
15) Starzy szaleńcy szaleńsi są od młodych.
16) Piekło kobiet, to starość.
17) Lękamy się wszystkich rzeczy jako śmiertelni, a pragniemy ich jakgdybyśmy byli nieśmiertelni.

Dobre rady wujka Larosza
18) Wystarczy niekiedy być gburem, aby się nie dać oszukać sprytnemu człowiekowi.
19) Kto mniema, iż się zdoła obejść bez całego świata, myli się bardzo; ale kto mniema, że świat nie może się obejść bez niego, myli się jeszcze bardziej.
20) Najwyższy rozum to znać dobrze cenę rzeczy.
21) Wielki to spryt umieć swój spryt ukryć.
22) Bywają ludzie źli, którzy byliby mniej niebezpieczni, gdyby nie mieli w sobie nic dobrego.
23) Umysły mierne potępiają wszystko co przechodzi ich miarę.

Ba-dum tsss
24) Przyrzekamy wedle swych nadziei, dotrzymujemy wedle swych obaw.
25) Każdy się skarży na swą pamięć, nikt na swój rozsądek.
26) Niczego nie udziela się tak hojnie jak rad.

Pozostałe
27) Interes przemawia wszelkiemi językami i odgrywa wszystkie role, nawet rolę bezinteresowności.
28) Powaga jest obrządkiem ciała, wymyślonym dla pokrycia braków ducha.
29) Przebaczamy często tym, którzy nas nudzą; ale nie możemy przebaczyć tym, których my nudzimy.
30) Ufność więcej daje wdzięku rozmowie niż dowcip.
31) Spory nie trwałyby tak długo, gdyby brak słuszności był tylko po jednej stronie.
32) Zbyt wielki pośpiech w spłacie zobowiązań jest poniekąd niewdzięcznością.

(Tłumaczenie: Tadeusz Boy-Żeleński)

Uaktualniłem przy okazji swoją kolekcję aforyzmów.

Ponieważ tradycyjne blogowanie jest w odwrocie i „czasy…

Ponieważ tradycyjne blogowanie jest w odwrocie i „czasy nadchodzą nowe” (Agora właśnie zamyka Bloksa), ponieważ od dawna nie mam już czasu na notki na 10 tys. znaków, ale nie umiem w Twittera, zaś Mastodon nie spełnił moich oczekiwań, ponieważ chciałem obniżyć sobie „próg zablogowania” wyciągając na wierzch strony prosty edytor, i ponieważ chciałem też wzmocnić komciosferę wyciągając na wierzch również komentarze, postanowiłem zmienić layout Blogrysa na bardziej mikroblogowy. Czy to coś zmieni – nie wiem, znając życie pewnie nie, ale na pewno i nie zaszkodzi, zważywszy, że w ciągu ostatnich siedmiu miesięcy odzywałem się raptem pięć razy.

Ostatni viracocha

tratwa

Był antropologicznym Indianą Jonesem rodem z Norwegii, który na zlecenie Hansa Günthera, hitlerowskiego eksperta od aryjskości zwanego „Papieżem Rasy”, wykradał czaszki tubylców z polinezyjskiego cmemntarza. Podczas Drugiej Wojny Światowej w dywersji szkolili go Brytyjczycy. Uznali wesołego blondyna za najbardziej pojętnego ucznia Kierownictwa Operacji Specjalnych. Natomiast krótko po wojnie dokonał rzeczy uważanej przez specjalistów i marynarzy za niemożliwą: Choć nie umiał pływać i bał się głębokiej wody (jawiącej mu się niczym „wrota do królestwa śmierci”), za pierwszym podejściem przeprawił się na tratwie z balsy przez pół Pacyfiku zadając kłam ówczesnym dogmatom etnograficznym.

Poprzednim razem pisałem o jego dzieciństwie i miodowym roku spędzonym na Fatu Hivie. Dzisiaj – ciąg dalszy tej niezwykłej historii, po raz pierwszy spisanej przez Polaka ;)

Czytaj dalej Ostatni viracocha

Terai Mateata

tratwa

Co tam norweskie idiomy, co tam ocenianie książek, co tam szkodliwość Twittera! Dzisiaj, przynajmniej przez wstępną chwilę, mowa będzie o nieskończenie ważniejszym zagadnieniu: Jak poderwać dziewczynę?

Klubowi fachowcy zaproponują najsampierw nieśmiertelny tekst astronomiczno-angelologiczny, który złamał niejedno niewieście serce przy barowej ladzie:

– Cześć, maleńka. Bolało, jak spadałaś z nieba?

Istnieje też wariant, który nie dość, że przynosi na myśl skojarzenia z Silmarillionem, to na dodatek z miejsca wymusza na obiekcie podjęcie dialogu:

– Cześć, maleńka, twój tato musiał być niezłym złodziejem.
– Co? Dlaczego?
– No bo skradł z nieba te dwie gwiazdy i umieścił je w twoich oczach.

A co mówią zagraniczni eksperci? Na przykład nieoceniony Johnny Bravo należy do zwolenników podrywu kontekstowego. Radzi, by do kobiet napotkanych w samolotach tudzież na szybowiskach zwracać się bez ogródek per „latawico”, zaś do tych bibliotecznych uderzać w następujący sposób:

– Jak tak lubisz czytać, to może poczytaj w moich myślach!

Johnny Bravo jest jednak postacią fikcyjną. Tymczasem pewien Norweg w wieku maturalnym poderwał swoją (pierwszą) żonę mniej więcej takim tekstem:

– Cześć, laleczko, może popłyniemy razem na bezludną wyspę?

Liv Coucheron Torp, atrakcyjna siedemnastolatka z dobrego domu, nie umiała oprzeć się czarowi tego pozornie nieśmiałego chłopaka. Mało tego – na pytanie odpowiedziała pozytywnie! Wzięli ślub trzy lata później, w Wigilię Bożego Narodzenia 1936 r. Następnego dnia wyruszyli w bardzo długi rejs.

Liv nie mogła jeszcze wtedy wiedzieć, że jej (pierwszy) mąż okaże się najsłynniejszym Norwegiem dwudziestego wieku, zaś obok trójki Ibsen–Munch–Grieg – najsłynniejszym w ogóle.

Czytaj dalej Terai Mateata