Obejrzane w 2020: Warte uwagi (3)

Sergio (2009; dokument)

Są dwa filmy o tym tytule. Prędzej natkniecie się na ubiegłorocznego średniaka: netfliksowego, fabularnego Sergio z Wagnerem Mourem (Escobar z Narcos, skądinąd bardzo utalentowany brazylijski aktor) w roli tytułowej. Ja zaś rekomenduję Sergia ejdżbiowskiego, dokumentalnego, o wiele lat wcześniejszego – choć nakręconego przez tego samego reżysera.

Sérgio Vieira de Mello był wytrawnym dyplomatą pracującym dla ONZ, humanitarystą z błyskiem w oku i szerokim uśmiechem, charyzmatycznym obrońcą praw człowieka. Pod koniec życia sprawował funkcję Wysokiego Komisarza. Uważano go za mocnego kandydata na stanowisko Sekretarza Generalnego.

Zginął śmiercią tragiczną w sierpniu 2003 r.

Jeszcze jeden, po Dagu Hammarskjöldzie, funkcjonariusz ONZ, którego sylwetkę warto poznać.

Czytaj dalej Obejrzane w 2020: Warte uwagi (3)

Obejrzane w 2020: Dobre niezłe seriale (1)

Dwukrotnie poskarżyłem się na znane i powszechnie lubiane seriale. Czy Sex Education, Midnight Gospel i Dark są w gruncie rzeczy bardzo dobre? Niewykluczone. Zależy od gruntu.

Dzisiaj natomiast rzucę retrospektywnym okiem na produkcje subiektywnie dobre; niekoniecznie nowe, znane, czy powszechnie lubiane.

Czytaj dalej Obejrzane w 2020: Dobre niezłe seriale (1)

Obejrzane w 2020: Złe dobre seriale (1)

Czyli zachwalane seriale, od których się odbiłem; czasami już w trakcie pierwszego odcinka, czasami po pierwszym sezonie. Bez umyślnej przekory stwierdzam, że są nietęgie, a w każdym razie niewarte czasu, który trzeba im poświęcić. Trzeba by im poświęcić. Bo przeczytasz poniższą notkę i już nie będziesz musiał!

Czytaj dalej Obejrzane w 2020: Złe dobre seriale (1)

Obejrzane w 2020: Warte uwagi (1)

Za półtora miesiąca będziemy żegnać nieszczęśliwy rok 2020. Obejrzałem w nim tyle dobrych filmów, że nie dość, iż tradycyjne podsumowanie kinematograficzne rozpocząć muszę na długo przed styczniem, to na dodatek ogłaszam nową jego kategorię. Na zbiór filmów „wartych uwagi” składają się tytuły, które są po prostu dobre, choć nie na tyle, by trafić do dwudziestki najlepszych; albo też takie, które pod niektórymi względami pozostawiają trochę do życzenia, ale pomimo to zasługują na parę godzin uwagi widza poszukującego ciekawych propozycji w zalewie tytułów starych i nowych.

Czytaj dalej Obejrzane w 2020: Warte uwagi (1)

Już klęczę, mój adwokacie

Parę miesięcy temu żądzą zemsty, chrzęstem żwiru i grzmotami zwiastującymi srogą burzę zakończył się piąty sezon serialu Zadzwoń do Saula (Better Call Saul), prequelu i spin-offa fenomenalnego Breaking Bad. Domorośli prawnicy i zdemoralizowani nauczyciele chemii twierdzą zgodnie, że to jedna z najlepszych produkcji telewizyjnych wszech czasów. Na ostatni, szósty sezon poczekamy do przyszłego roku, ale już teraz nietrudno o opinie, iż Saul wyszedł Vince’owi Gilliganowi jeszcze lepiej niż BB. Niemożliwe, a jednak.

A ja powiem tak: Better Call Saul to serial zupełnie bez wyrazu.

Czytaj dalej Już klęczę, mój adwokacie

Zjawy i mary

Dlaczego właśnie „Zjawa”? Roztrząsanie polskich tłumaczeń filmowych tytułów przynosi mi sporo frajdy. Czy „The Revenant”, skądinąd bardzo dobry film z 2015 r. z Leonardo DiCaprio, za który otrzymał wreszcie zasłużonego Oskara, nie mógłby po naszemu nazywać się inaczej?

„Revenant” to słowo francuskiej prowieniencji z XIX wieku. Oznacza dosłownie „powróconego” (od czasownika „revenir”). Może chodzić o kogoś, kto fizycznie powrócił np. z dalekiej podróży, o kogoś kto metaforycznie się odrodził, albo o kogoś kto powrócił zza grobu – jako duch lub nawet coś bardziej cielesnego.

Czy w języku polskim nie występuje jednowyrazowe określenie na „osobę, która wróciła”? Pozornie nie. To dość dziwne, zważywszy, że w wielu codziennych sytuacjach by się przydało. Gdyby istniało i gdyby posiadało dodatkowe fajne konotacje (niekoniecznie nadnaturalne), „The Revenant” przetłumaczyłby się sam.

Zajrzałem do paru starych słowników („Słownika warszawskiego” z początku XX wieku i do XIX-wiecznego „Słownika Lindego”). Czy nasi przodkowie znali „powrótnego”, „powracacza”, „powrotnika”? Warszawiacy i Linde jakoś nie, ale znał Doroszewski:

powrotnik

Problem rozwiązany.

Oczywiście, można by się przyczepić, że „powrotnik” brzmi archaicznie. Kto dzisiaj używa tego słowa? Ja w każdym razie zacznę. Pamiętajmy jednak, że „revenant” w angielszczyźnie nie jest bynajmniej archaizmem. Od połowy XX wieku używa się go coraz częściej, choć przyznam, że przed premierą filmu Iñárritu nigdy się z nim nie spotkałem.

Poszukajmy dalej. „Ożywieniec”! Pasuje idealnie. Ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu okazało się, że to słowo nie figuruje w słownikach współczesnej ani dawnej polszczyzny (!). Jest najwyraźniej neologizmem ukutym na potrzeby gier erpegowych i komputerowych, notabene niedopuszczalnym w skrablach.

Alternatywą dla „powrotnika” mogłaby więc stać się „mara”. To też określenie na „ducha”, a ponadto – i tutaj tkwi jej przewaga nad „zjawą” – „mara” jest ciekawie dwuznaczna. Odwołuje się także do majaków (wizji?) dręczących półżywego głównego bohatera, a mimo to nie budzi natychmiastowych skojarzeń z horrorami.

Jak zwał, tak zwał. „The Revenant” gorąco polecam: mistrzowska lekcja kinematografii, prequel westernów (western metafizyczny?), instrukcja hardkorowego survivalu, niedźwiedź trzymający Leo w parterze.

I na zakończenie lingwistyczny smaczek. Przeglądając na chybił trafił „Słownik warszawski” natknąłem się na słowo POMISIĆ.

Image

„Wymisić”? „Potrzebić”? „Pokastrować”?!?

Obejrzane w 2019 r.: Najlepsze

Struggle (2019) – w zeszłym roku nie tylko po raz pierwszy w życiu recenzja przeczytana podczas porannej podróży do pracy skłoniła mnie do obejrzenia omówionego filmu tego samego wieczoru („Mów mi Rockefeller”), ale i po raz pierwszy od niepamiętnych czasów obejrzałem ten sam film dwa razy w ciągu tygodnia: netfliksowy dokument o Stanisławie Szukalskim, rzeźbiarzu urodzonym w 1893 r. pod Sieradzem, który rozkwitł twórczo w latach dwudziestych. Ten nadzwyczajny artysta czerpał ze sztuki azjatyckiej i mezoamerykańskiej, inspirował się Rodinem, flirtował z nacjonalizmem, założył Szczep Herbu Rogate Serce, promował wytrwale swe poglądy estetyczne, wynalazł Toporła, stworzył monumentalny pomnik Bolesława Chrobrego zniszczony nieszczęśliwie w trakcie bombardowania Warszawy.

Do USA wyemigrował już w roku 1929. Do ojczyzny nigdy nie wrócił. Resztę życia spędził w Los Angeles powoli osuwając się w zapomnienie. Wujkował małemu Leonardowi DiCaprio (który wyprodukował rzeczony dokument). Przez cztery dekady tworzył wielką syntezę historyczno-antropologiczną o dźwięcznej nazwie „Protong”. 43 tomy maszynopisu! Dogadałby się znakomicie z Thorem Heyerdahlem.

Szukalski zmarł w 1987 r. Jego prochy rozsypano na Wyspach Wielkanocnych. Magnetyczna osobowość, wizjoner, postrzeleniec, wybitny artysta, mistrz dłuta, rogate serce. Warto się o nim dowiedzieć.

struggle_plakat

szukalski-boleslaw_smialy
Posąg Bolesława Śmiałego

szukalski-toporzel
Toporzeł

Czytaj dalej Obejrzane w 2019 r.: Najlepsze

Obejrzane w 2019 r.: Zaległości

Albo kanon, albo przynajmniej wszyscy już widzieli. Ja na szarym końcu, biedny miś.

Dogville (2003) – Lars von Trier narysował scenografię kredą na czarnej podłodze, po czym kazał grupie doborowych aktorów zagrać opowieść o małoduszności i zemście. Pozornie chodzi o kobietę (Nicole Kidman), która znajduje schronienie przed gangsterami w górskiej mieścinie. Mieszkańcy są skłonni jej pomóc… tak jakby… i na pewno nie za darmo. Bezkompromisowy finał da się odczytać na wiele sposobów. Dla mnie Dogville to przypomnienie, że dużo jest rodzajów zła na tym świecie, i że czasem zło mniejsze pada ofiarą zła większego. Ale czy należy się z tego cieszyć? Czy cieszyć się wolno?

Dogville

Czytaj dalej Obejrzane w 2019 r.: Zaległości