Obejrzane w 2020: Warte uwagi (3)

Sergio (2009; dokument)

Są dwa filmy o tym tytule. Prędzej natkniecie się na ubiegłorocznego średniaka: netfliksowego, fabularnego Sergio z Wagnerem Mourem (Escobar z Narcos, skądinąd bardzo utalentowany brazylijski aktor) w roli tytułowej. Ja zaś rekomenduję Sergia ejdżbiowskiego, dokumentalnego, o wiele lat wcześniejszego – choć nakręconego przez tego samego reżysera.

Sérgio Vieira de Mello był wytrawnym dyplomatą pracującym dla ONZ, humanitarystą z błyskiem w oku i szerokim uśmiechem, charyzmatycznym obrońcą praw człowieka. Pod koniec życia sprawował funkcję Wysokiego Komisarza. Uważano go za mocnego kandydata na stanowisko Sekretarza Generalnego.

Zginął śmiercią tragiczną w sierpniu 2003 r.

Jeszcze jeden, po Dagu Hammarskjöldzie, funkcjonariusz ONZ, którego sylwetkę warto poznać.

Czytaj dalej Obejrzane w 2020: Warte uwagi (3)

Mur i Błąd

Obejrzawszy Moonrakera stwierdziłem — rychło w czas — że Bondy z Rogerem Moorem są do bani.

Dziesięć lat temu nabyłem boks z (wówczas) wszystkimi przygodami 007 w formacie DVD. Odświeżam je sobie w żółwim tempie jednego filmu rocznie. Przez pewien czas o Bondzie z entuzjazmem blogowałem, ale nie bez powodu cykl notek urwał się na W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości.

Zaraz potem scenariusze z najwyższego pułapu rozpoczynają gwałtowny lot w dół. Historie z superagentem przestają być staroświeckimi, szpiegowskimi akcyjniakami i przez półtorej dekady flirtują z kampem — trzymając się kurczowo mainstreamu. Fatalna kombinacja. Dopiero w połowie lat osiemdziesiątych wraz z pojawieniem się na planie Timothy’ego Daltona producenci tchną w serię ożywczego ducha kina sensacyjnego.

Gwoździem do trumny jest Roger Moore, aktor, ogólnie rzecz biorąc, sympatyczny, ale całkowicie wyzuty z bondowskiej charyzmy. Z filmów, w których wystąpił, broni się tylko Człowiek ze złotym pistoletem (oczywiście za sprawą Christophera Lee, paradoksalnie specjalisty od kampu) i bodajże Tylko dla twoich oczu, lecz powtórka tegoż jeszcze przede mną.

Okrzyknięty sukcesem Szpieg, który mnie kochał jest natomiast nudny; w kierunku absurdu popchnęło go ponadto obsadzenie brytyjskiego kociaka w roli superagentki radzieckiego wywiadu. Moonraker, który zapamiętałem z dzieciństwa jako kosmicznie fajny, okazuje się zlepkiem wysokobudżetowych scen w mizerny sposób wynikających jedna z drugiej.

I ten nieszczęsny Szczęki…

Obejrzane w 2020: Warte uwagi (2)

Kundun – życie Dalaj Lamy (Kundun; 1997)

Daleko od Nowego Jorku Martin Scorsese opowiada o młodości czternastego Dalaj Lamy. Odnajduje ciszę w sercu buddyzmu, ale za cenę psychologii protagonisty, który staje się tu wyłącznie ikoną tybetańskiej religii. W tle rozbrzmiewa surowa muzyka Philipa Glassa, która zawsze brzmi tak samo (dobrze). Zaś zręcznie wszyty wątek polityczny daje do myślenia na metapoziomie — ćwierć wieku później Hollywood nie mógłby już sobie pozwolić na nakręceniu filmu o antychińskiej wymowie. No i kto by pomyślał, że scenarzystka E.T. potrafiła napisać tak refleksyjną fabułę!

Niespodziewany ubaw miałem na napisach końcowych: przewijały się nazwiska tybetańskie i amerykańskie, fachowcy od logistyki, elektryki, oświetlenia, montażu. I nagle jedna jedyna godność polska, Jerzy Lamirowski – trener szczura.

Czytaj dalej Obejrzane w 2020: Warte uwagi (2)

Obejrzane w 2020: Dobre niezłe seriale (1)

Dwukrotnie poskarżyłem się na znane i powszechnie lubiane seriale. Czy Sex Education, Midnight Gospel i Dark są w gruncie rzeczy bardzo dobre? Niewykluczone. Zależy od gruntu.

Dzisiaj natomiast rzucę retrospektywnym okiem na produkcje subiektywnie dobre; niekoniecznie nowe, znane, czy powszechnie lubiane.

Czytaj dalej Obejrzane w 2020: Dobre niezłe seriale (1)

Obejrzane w 2020: Złe dobre seriale (1)

Czyli zachwalane seriale, od których się odbiłem; czasami już w trakcie pierwszego odcinka, czasami po pierwszym sezonie. Bez umyślnej przekory stwierdzam, że są nietęgie, a w każdym razie niewarte czasu, który trzeba im poświęcić. Trzeba by im poświęcić. Bo przeczytasz poniższą notkę i już nie będziesz musiał!

Czytaj dalej Obejrzane w 2020: Złe dobre seriale (1)

Obejrzane w 2020: Warte uwagi (1)

Za półtora miesiąca będziemy żegnać nieszczęśliwy rok 2020. Obejrzałem w nim tyle dobrych filmów, że nie dość, iż tradycyjne podsumowanie kinematograficzne rozpocząć muszę na długo przed styczniem, to na dodatek ogłaszam nową jego kategorię. Na zbiór filmów „wartych uwagi” składają się tytuły, które są po prostu dobre, choć nie na tyle, by trafić do dwudziestki najlepszych; albo też takie, które pod niektórymi względami pozostawiają trochę do życzenia, ale pomimo to zasługują na parę godzin uwagi widza poszukującego ciekawych propozycji w zalewie tytułów starych i nowych.

Czytaj dalej Obejrzane w 2020: Warte uwagi (1)

Jesień średniowiecza

Chylę czoła przed poczuciem humoru Mary Wellesley. Tak rozpoczęła swą recenzję książki historycznej „Wieki jasne” Seba Falka:

W „Pulp Fiction”, filmie Quentina Tarantino z 1994 r., Marsellus Wallace mówi Zedowi, że „zrobi mu z dupy jesień średniowiecza”. Dokładna natura tej kary nigdy nie zostaje wyjaśniona. Gdyby „Pulp Fiction” oglądał mediewista, mógłby przyjąć, że oto dupie Zeda proponuje się wspaniałe dzieła sztuki, bogate i niezwykłe prace literackie, nieustępliwą inwencję, naukowe analizy i dociekania filozoficzne. Jednak publiczność uznałaby prędzej, że oznacza to coś barbarzyńskiego, niewypowiedzianego, karę rodem z „wieków ciemnych”.

Odnotujmy, że w oryginale Wallace powiedział „get medieval on your ass”, a w polskim przekładzie „jesień średniowiecza” pojawiła się dzięki pomysłowości Elżbiety Gałązki-Salamon, która z kolei musiała zainspirować się tytułem słynnej książki Johana Huizingi.

Już klęczę, mój adwokacie

Parę miesięcy temu żądzą zemsty, chrzęstem żwiru i grzmotami zwiastującymi srogą burzę zakończył się piąty sezon serialu Zadzwoń do Saula (Better Call Saul), prequelu i spin-offa fenomenalnego Breaking Bad. Domorośli prawnicy i zdemoralizowani nauczyciele chemii twierdzą zgodnie, że to jedna z najlepszych produkcji telewizyjnych wszech czasów. Na ostatni, szósty sezon poczekamy do przyszłego roku, ale już teraz nietrudno o opinie, iż Saul wyszedł Vince’owi Gilliganowi jeszcze lepiej niż BB. Niemożliwe, a jednak.

A ja powiem tak: Better Call Saul to serial zupełnie bez wyrazu.

Czytaj dalej Już klęczę, mój adwokacie