Już klęczę, mój adwokacie

Parę miesięcy temu żądzą zemsty, chrzęstem żwiru i grzmotami zwiastującymi srogą burzę zakończył się piąty sezon serialu Zadzwoń do Saula (Better Call Saul), prequelu i spin-offa fenomenalnego Breaking Bad. Domorośli prawnicy i zdemoralizowani nauczyciele chemii twierdzą zgodnie, że to jedna z najlepszych produkcji telewizyjnych wszech czasów. Na ostatni, szósty sezon poczekamy do przyszłego roku, ale już teraz nietrudno o opinie, iż Saul wyszedł Vince’owi Gilliganowi jeszcze lepiej niż BB. Niemożliwe, a jednak.

A ja powiem tak: Better Call Saul to serial zupełnie bez wyrazu.

Czytaj dalej Już klęczę, mój adwokacie

Zjawy i mary

Dlaczego właśnie „Zjawa”? Roztrząsanie polskich tłumaczeń filmowych tytułów przynosi mi sporo frajdy. Czy „The Revenant”, skądinąd bardzo dobry film z 2015 r. z Leonardo DiCaprio, za który otrzymał wreszcie zasłużonego Oskara, nie mógłby po naszemu nazywać się inaczej?

„Revenant” to słowo francuskiej prowieniencji z XIX wieku. Oznacza dosłownie „powróconego” (od czasownika „revenir”). Może chodzić o kogoś, kto fizycznie powrócił np. z dalekiej podróży, o kogoś kto metaforycznie się odrodził, albo o kogoś kto powrócił zza grobu – jako duch lub nawet coś bardziej cielesnego.

Czy w języku polskim nie występuje jednowyrazowe określenie na „osobę, która wróciła”? Pozornie nie. To dość dziwne, zważywszy, że w wielu codziennych sytuacjach by się przydało. Gdyby istniało i gdyby posiadało dodatkowe fajne konotacje (niekoniecznie nadnaturalne), „The Revenant” przetłumaczyłby się sam.

Zajrzałem do paru starych słowników („Słownika warszawskiego” z początku XX wieku i do XIX-wiecznego „Słownika Lindego”). Czy nasi przodkowie znali „powrótnego”, „powracacza”, „powrotnika”? Warszawiacy i Linde jakoś nie, ale znał Doroszewski:

powrotnik

Problem rozwiązany.

Oczywiście, można by się przyczepić, że „powrotnik” brzmi archaicznie. Kto dzisiaj używa tego słowa? Ja w każdym razie zacznę. Pamiętajmy jednak, że „revenant” w angielszczyźnie nie jest bynajmniej archaizmem. Od połowy XX wieku używa się go coraz częściej, choć przyznam, że przed premierą filmu Iñárritu nigdy się z nim nie spotkałem.

Poszukajmy dalej. „Ożywieniec”! Pasuje idealnie. Ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu okazało się, że to słowo nie figuruje w słownikach współczesnej ani dawnej polszczyzny (!). Jest najwyraźniej neologizmem ukutym na potrzeby gier erpegowych i komputerowych, notabene niedopuszczalnym w skrablach.

Alternatywą dla „powrotnika” mogłaby więc stać się „mara”. To też określenie na „ducha”, a ponadto – i tutaj tkwi jej przewaga nad „zjawą” – „mara” jest ciekawie dwuznaczna. Odwołuje się także do majaków (wizji?) dręczących półżywego głównego bohatera, a mimo to nie budzi natychmiastowych skojarzeń z horrorami.

Jak zwał, tak zwał. „The Revenant” gorąco polecam: mistrzowska lekcja kinematografii, prequel westernów (western metafizyczny?), instrukcja hardkorowego survivalu, niedźwiedź trzymający Leo w parterze.

I na zakończenie lingwistyczny smaczek. Przeglądając na chybił trafił „Słownik warszawski” natknąłem się na słowo POMISIĆ.

Image

„Wymisić”? „Potrzebić”? „Pokastrować”?!?

Obejrzane w 2019 r.: Najlepsze

Struggle (2019) – w zeszłym roku nie tylko po raz pierwszy w życiu recenzja przeczytana podczas porannej podróży do pracy skłoniła mnie do obejrzenia omówionego filmu tego samego wieczoru („Mów mi Rockefeller”), ale i po raz pierwszy od niepamiętnych czasów obejrzałem ten sam film dwa razy w ciągu tygodnia: netfliksowy dokument o Stanisławie Szukalskim, rzeźbiarzu urodzonym w 1893 r. pod Sieradzem, który rozkwitł twórczo w latach dwudziestych. Ten nadzwyczajny artysta czerpał ze sztuki azjatyckiej i mezoamerykańskiej, inspirował się Rodinem, flirtował z nacjonalizmem, założył Szczep Herbu Rogate Serce, promował wytrwale swe poglądy estetyczne, wynalazł Toporła, stworzył monumentalny pomnik Bolesława Chrobrego zniszczony nieszczęśliwie w trakcie bombardowania Warszawy.

Do USA wyemigrował już w roku 1929. Do ojczyzny nigdy nie wrócił. Resztę życia spędził w Los Angeles powoli osuwając się w zapomnienie. Wujkował małemu Leonardowi DiCaprio (który wyprodukował rzeczony dokument). Przez cztery dekady tworzył wielką syntezę historyczno-antropologiczną o dźwięcznej nazwie „Protong”. 43 tomy maszynopisu! Dogadałby się znakomicie z Thorem Heyerdahlem.

Szukalski zmarł w 1987 r. Jego prochy rozsypano na Wyspach Wielkanocnych. Magnetyczna osobowość, wizjoner, postrzeleniec, wybitny artysta, mistrz dłuta, rogate serce. Warto się o nim dowiedzieć.

struggle_plakat

szukalski-boleslaw_smialy
Posąg Bolesława Śmiałego

szukalski-toporzel
Toporzeł

Czytaj dalej Obejrzane w 2019 r.: Najlepsze

Obejrzane w 2019 r.: Zaległości

Albo kanon, albo przynajmniej wszyscy już widzieli. Ja na szarym końcu, biedny miś.

Dogville (2003) – Lars von Trier narysował scenografię kredą na czarnej podłodze, po czym kazał grupie doborowych aktorów zagrać opowieść o małoduszności i zemście. Pozornie chodzi o kobietę (Nicole Kidman), która znajduje schronienie przed gangsterami w górskiej mieścinie. Mieszkańcy są skłonni jej pomóc… tak jakby… i na pewno nie za darmo. Bezkompromisowy finał da się odczytać na wiele sposobów. Dla mnie Dogville to przypomnienie, że dużo jest rodzajów zła na tym świecie, i że czasem zło mniejsze pada ofiarą zła większego. Ale czy należy się z tego cieszyć? Czy cieszyć się wolno?

Dogville

Czytaj dalej Obejrzane w 2019 r.: Zaległości

Obejrzane w 2019 r.: Powtórki

…czyli filmy, które są jak wino.

licence_to_kill
Był kiedyś żonaty. Dawno temu.

the_get_down-s1-screencap
Tam gdzie są ruiny, jest też nadzieja na skarb.

dark-knight-rises-movie-screencaps.com-16304
Czy czujesz, jakbyś sprawował kontrolę?

tystnaden
Dlaczego mamusia nie chce z nami być?

motyl_i_skafander
Jak żeglarz patrzy na znikający ląd, tak i ja oglądam moją cofającą się przeszłość, która zamienia się w popioły pamięci.

 

Obejrzane w 2019 r.: Niespodzianki

Bird Box (2018) – netfliksowe post-apo. Światło słoneczne wywołuje masowe samobójstwa, więc ocalali muszą zabijać okna deskami i zasłaniać oczy przepaskami. Pomysł fabularny wydaje się ryzykowny, dziury logiczne prosperują, makijaż sypie się z twarzy 54-letniej Sandry Bullock udającej trzydziestkę. Czasami jednak ze wszech miar przeciętne filmy okazują się nadspodziewanie udane, i jest to zwykle zasługa reżysera (tutaj: Susanne Bier). Nie ukrywam, że Bird Box przyciągnął mnie do ekranu i zapewnił dwie godziny autentycznego, intensywnego napięcia.

bird_box

Czytaj dalej Obejrzane w 2019 r.: Niespodzianki

Obejrzane w 2019 r.: Rozczarowania

midsommarMidsommar (2019) – harce szwedzkich kultystów w jasnym świetle polarnego dnia. Poprzednie dzieło Ariego Astera pt. Dziedzictwo było wyborowym, inteligentnym horrorem, jednym z najlepszych filmów, jakie obejrzałem w 2018 r. Moje niemałe oczekiwania względem Midsommar zostały zaś boleśnie zawiedzione. Najlepsze są tutaj prolog i epilog, lecz wszystko to, co rozgrywa się pomiędzy, za bardzo nudzi i za mało straszy. Oczywiście, dam Asterowi jeszcze jedną szansę, choćby dlatego, że bardzom ciekaw, jaki typ horroru – po „familijnym” i antropologicznym – nakręci następnym razem. Na szwedzką prowincję się natomiast nie wybieram i Wam też odradzam.

Czytaj dalej Obejrzane w 2019 r.: Rozczarowania

Obejrzane w 2018 r.: Najlepsze, cz. 3

…trzecia i ostatnia.

American Vandal (pierwszy sezon; 2017)

Ktoś zakradł się na licealny parking i namalował olbrzymie penisy na dwudziestu siedmiu samochodach należących do dostojnych pedagogów. Poparte zeznaniem świadka podejrzenie skrupia się na szkolnym dowcipnisiu Dylanie Maxwellu. CIAŁO bezpardonowo i bezwłocznie usuwa łobuza ze szkoły. Dwaj młodsi uczniowie nie wierzą jednak w jego winę. Postanawiają nakręcić reportaż, który oczyści Dylana z zarzutów i zdemaskuje prawdziwego sprawcę.

Błyskotliwa krzyżówka kpidokumentu (mockumentary), parodii true crime, serialu obyczajowego o licealnych perypetiach oraz satyrycznej odpowiedzi na Netfliksowego Making a Murderer. Drugiego sezonu należy się natomiast wystrzegać; twórcy zachłysnęli się po sztubacku koncepcją i wyszła im kupa.

american_vandal

 

Better Call Saul (czwarty sezon; 2018)

Prequel Breaking Bad czwarty rok z rzędu udowadnia, że wolniej znaczy lepiej. Śmiała redukcja tempa fabularnego nie musi bynajmniej oznaczać nudy – pod warunkiem, że reżyser i zdjęciowiec wychuchają formalną stronę, a scenarzyści napną psychologiczne struny między postaciami i będą konsekwentnie wygrywać na nich tragikomiczne nuty. Pierwszy sezon Better Call Saul oglądałem bez przekonania. Wciągnął mnie dopiero drugi, entuzjazm widza pojawił się przy trzecim. Sezonem czwartym zaś BCB przeskoczył poprzeczkę zawieszoną przez Breaking Bad (sic!), chociaż pamiętać musimy, że seriale, mimo pozornego podobieństwa, poruszają się w innych rejestrach. Gdy historia Saula Goodmana dobiegnie końca, z niecierpliwością wyczekiwać będę kolejnego projektu Vince’a Gilligana.

better call saul s4

 

The Computer Programme (1982)

W świecie komputerów – hardware’u i software’u – wiele zmienia się w przeciągu sześciu lat. W przeciągu dwudziestu sześciu lat zmienia się wszystko, i to kilka razy. Jeżeli więc program telewizyjny o komputerach z początku lat osiemdziesiątych oglądamy z niekłamanym zaciekawieniem pod koniec drugiej dekady XXI wieku, należy sprawdzić natychmiast, kto zdołał nakręcić wówczas taką perełkę. No tak, BBC. Te trzy na wskroś brytyjskie litery są wszak od dawna gwarantem jakości.

Program komputerowy (cóż za bezbłędna nazwa!) polecam serdecznie wszystkim osobom używającym na co dzień komputera. Czyli wszystkim. Kto nie zakocha się w samej czołówce podpartej hipnotyzującym kawałkiem Kraftwerku, ten powinien GOTO 10 i się zawiesić.

the_computer_programme

 

Dispatches: Africa’s Witch Children (2008, 2009)

Joseph Conrad pisał o „jądrze ciemności”, Jacek Dukaj straszył afrykańską skoliozą. Zbyt gorliwi czytelnicy mogliby oskarżyć obu panów o literacki rasizm (tego pierwszego: anachronicznie). Nagle okazuje się, że w niektórych zakątkach Czarnego Kontynentu dochodzi do rzeczy, które przerastają wyobraźnię najpłodniejszych pisarzy. Z wielkim trudem, naginając do granic wytrzymałości empatię, potrafię zrozumieć (czy raczej „zrozumieć”) sytuację, w której z perwersyjnych przyczyn o charakterze religijno-kulturowym rodzice zabijają jedno ze swoich dzieci (no bo demografia, Rdz 22, itd.). Jednakże sytuacja, w której dziecko, oskarżone o praktykowanie czarnej magii, zostaje brutalnie okaleczone i pozostawione na śmierć, wykracza daleko poza progi mojej wyobraźni. Brytyjski cykl reporterski Dispatches wyemitował w 2008 i 2009 r. dwa dokumenty poświęcone tym brakuje-mi-przymiotnika praktykom. Obowiązkowo.

dispatches_witch_children

 

Dzienniki motocyklowe (2004)

Rzutem na taśmę, w ostatnich dniach 2018 r., zetknąłem się z nadspodziewanie dobrym kinem drogi rodem z dalekiej Argentyny. Jego siła tkwi bez wątpienia w biograficznych faktach leżących u podstawy historii – i jej ciągiem dalszym, którego co prawda film już nie obejmuje, ale który wszyscy doskonale znamy. W 1951 r. młody, obiecujący, dwudziestotrzyletni student medycyny wyruszył wraz z przyjacielem w podróż przez całą Amerykę Południową. Wyjechali z Buenos Aires na wiernym nortonie, dotarli przez Chile do północnego Peru. Nasz bohater zobaczył na własne oczy jak wygląda skrajna bieda i jak wygląda wielka solidarność. Powrócił do domu dziewięć miesięcy później, odmieniony. Niedługo potem stał się najsłynniejszym rewolucjonistą XX wieku. Gdyby był postacią fikcyjną, Dzienniki motocyklowe nosiłyby pewnie tytuł Che Guevara Begins.

dzienniki motocyklowe

 

Roma (2018)

Zazwyczaj nie lubię filmów „osobistych”, gdzie reżyserzy nicują wspomnienia bądź rozprawiają się z demonami. Zbyt często autentyzm wyklucza się wzajemnie ze zrozumiałością: powstaje albo (pseudo)narracyjny galimatias, którego aspiracje artystyczne przerastają talent twórcy, albo banał, którego treść zostawia mnie doskonale obojętnym na psychologiczne potyczki osobnika stojącego po drugiej stronie kamery. Ale gdy do świata swojego dzieciństwa zaprasza nas Alfonso Cuarón, arcymistrz kina hołdujący zasadzie „jak najrzadziej, jak najlepiej” – nie przystoi odmówić.

Roma to urzekająca, czarno-biała, przepięknie nakręcona opowieść o stolicy Meksyku na początku lat siedemdziesiątych, którą, mam wrażenie, nie dzieli znowu tak wiele od latynoamerykańskiego realizmu magicznego. Jej bohaterką jest bardzo zwyczajna i bardzo wyjątkowa kobieta, gosposia zatrudniona w domu zamożnej i po tołstojowsku nieszczęśliwej rodziny. W niewiele ponad dwugodzinnym filmie znalazło się miejsce i na niełatwe relacje, i na osobistą tragedię, i na politykę, i na przyjaźń, i na kulturę, i na obyczaje, i na prawdopodobnie najbardziej przejmującą scenę porodu w historii kina. Roma to krótko mówiąc dzieło, po którym człowiek odzyskuje na pewien czas wiarę we współczesną kinematografię.

roma

 

Apokalipsa: Pierwsza Wojna Światowa (2014)

Z okazji stulecia wybuchu Wielkiej Wojny, chyba bardziej jako ostrzeżenie niż podsumowanie, francuska telewizja wyprodukowała znakomity serial dokumentalny o przyczynach, przebiegu i zakończeniu konfliktu z lat 1914-1918, określanego przez niektórych mianem europejskiej wojny domowej. Archiwalne, rachityczne nagrania z prymitywnych kamer zostały odrestauruowane i pokolorowane, dopisano do nich narrację godną pióra Normana Daviesa, a następnie zmontowano obraz i dźwięk w czteroipółgodzinną opowieść o apokaliptycznej, krwawej erupcji politycznej i ludzkiej głupoty, która nie tak dawno temu odmieniła oblicze naszego kontynentu.

apokalipsa-1ws

 

Ciekawe historie

Na historyczne zakończenie polecam Waszej uwadze ten oto kanał YouTube’owy. Amator-hobbysta montuje dokumentalne filmiki o przywódcach ZSRR i PRL, których nie powstydziłaby się TVP Historia. Odkryłem przypadkiem, obejrzałem wszystko. Bawi i uczy.

Obejrzane w 2018 r.: Najlepsze, cz. 2

the bad sleep well kadr

Zły śpi spokojnie (reż. Akira Kurosawa; 1960)

the bad sleep wellKurosawa zdobył światowe uznanie jako mistrz kina samurajskiego, lecz osobiście wolę chyba jego dokonania sensacyjne. Zły śpi spokojnie to tematyczny krewniak drugiego sezonu Detektywa. Tutaj również oglądamy, jak korupcja przeżera tkankę społeczną, a protagonista stawiający jej dzielnie czoła skazany jest na szekspirowską porażkę. Cóż, gdy sprytni biznesmeni i cwani politycy prowadzą konszachty z nieprzebierającymi w środkach bandytami, należy w ekspresowym tempie wynosić się z miasta.

Zły śpi spokojnie stanowi środkową część tzw. „trylogii noir” Kurosawy. Jej bohater, Koichi Nishi (w tej roli oczywiście niezawodny Toshiro Mifune), pracuje jako sekretarz pana Iwabuchi, wiceprezesa dużej, państwowej firmy budowlanej. Poznajemy go w chwili awansu społecznego: Nishi żeni się właśnie z okulałą Yoshiko, córką Iwabuchiego. W trakcie wesela wychodzi na jaw, że firma Iwabuchiego zamieszana jest w aferę korupcyjną. Niedługo potem widz odkryje, że przeszłość Nishiego także skrywa pewną tajemnicę.

Zły… to po części „agresywna opowieść o chciwości i morderstwie podszyta filozoficzną nutką”, a po części demonstracja kunsztu reżyserskiego Kurosawy będącego wówczas u szczytu formy. Na uwagę zasługuje już pierwsze, starannie skadrowane ujęcie, w którym oczami zafrapowanych dziennikarzy obserwujemy początek uroczystości weselnych. Obiektyw lizać. I niech nikogo nie zmyli gwałtowne, pozornie toporne zakończenie. Wszak w rzeczywistości bad-endy też nie bywają poetyckie.

Czytaj dalej Obejrzane w 2018 r.: Najlepsze, cz. 2

Obejrzane w 2018 r.: Najlepsze, cz. 1

motorway

Michael Jackson: Live in Bucharest (1992)

Stadion Narodowy w Bukareszcie, 1 października 1992 r. Sto tysięcy par oczu wpatruje się w hipnozie w gotową na przyjęcie artysty scenę. Rozentuzjazmowany tłum napiera na barierki. W pierwszych rzędach mnóstwo młodych Rumunek.

Wtem – strzelają fajerwerki, ON wyskakuje skądś na proscenium i nieruchomieje w półobrocie pokazując światu swój bajeczny profil. Ma złotą rękawicę i złoty ochraniacz na kroczu.

michael_jackson-bucharest

Histeria dosięga zenitu. „Michael! Michael!”, krzyczą błagalnie fani. ON – ani drgnie. Mógłby być posągiem nowoczesnego półboga wykutym z promocyjnego marmuru przez Quincy’ego Jonesa. Laski mdleją pod sceną. Służby porządkowe wynoszą w pocie czoła fanki, dla których koncert skończył się nim się zdążył zacząć. Rumuński stadion wibruje w przedmuzycznej ekstazie, chociaż ON stoi nadal zupełnie bez ruchu, a z głośników nie popłynęła na razie ani jedna nuta.

Nagle – ON wykonuje gwałtowny gest ręką! Zmienia w pół sekundy ułożenie ciała. Kamienieje ponownie.

Czytaj dalej Obejrzane w 2018 r.: Najlepsze, cz. 1