Pachnie „Teen Spiritem”

30kwintali

(tl;dr: Link do playlisty tutaj)

Usiadłem, żeby napisać muzyczny list miłosny do lat 90. Przejrzałem notatki i zabrałem się za układanie mixtape’u spod znaku nieśmiertelnych najntisów. Przypomniawszy sobie nagle o Blogrysie pomyślałem, że mogę przecież podzielić się składanką z innymi. Ale zestawień typu „Najlepsze piosenki dekady” jest w internecie bez liku. Żeby wysforować się choć troszkę, przykroiłem swoją plejlistę nożyczkami metodologicznymi, tak jak zrobiłem to niegdyś tworząc ranking coverów.

• Lata 90. zaczynają się u mnie w 1990 a kończą w 1999. Na razie bez innowacji.

• I pierwsza innowacja: Każdy wykonawca może pojawić się tylko raz. Wybacz, Michael. Zasada ta obowiązuje także wtedy, jeżeli komuś zdarza się śpiewać czasem solowo, czasem w grupie. Wybacz, Phil.

• Z każdego roku wziąłem pięć zachodnich (czyli przeważnie anglosaskich, choć trzech Włochów – zgadniecie, którzy to? – też się załapało) przebojów. Dorzuciłem 15 utworów polskich z całej dekady. Docisnąłem pięcioma zachodnimi kawałkami, dla których zabrakło miejsca w pierwszym etapie selekcji. Razem 70 kawałków.

• Decyduje wcześniejsza data premiery – singla lub albumu. Zadałem sobie odrobinę trudu i dość dokładnie te roczniki posprawdzałem.

• Do zestawienia nie trafiły The Sweetest Thing U2 oraz You’re My Heart, You’re My Soul Modern Talking, które uwielbiam, ale które są w gruncie rzeczy piosenkami z pierwszej połowy lat 80., tyle że pod koniec lat 90. wydano je z pompą i sukcesem ponownie.

• W mixtapie nie ma przebojów, które nagrano na potrzeby soundtracków lub które trafiły do (głośnych) filmów w roku swojej premiery. W przedbiegach odpadły więc I Will Always Love You Whitney Houston, Streets of Philadelphia Bruce’a Springsteena, Gangsta’s Paradise Coolio, I Don’t Wanna Miss a Thing Aerosmith, My Heart Will Go On Celine Dion, Iris Goo Goo Dolls, Golden Eye Tiny Turner, Everything I Do (I Do It For You) oraz Have You Ever Really Loved A Woman? Bryana Adamsa (szczególnie tej ostatniej mi żal).

• Ograniczam eurodance i disco, ale ich nie rugam.

• Queen musi być reprezentowany przez coś innego niż Bohemian Rhapsody (1992), bo to wszak przebój ponadczasowy.

• Składanka jest subiektywna, podstemplowana moim gustem i napędzana moim sentymentem. Trafiły tutaj piosenki, które lubię i które kojarzą mi się z latami dziewięćdziesiątymi najmocniej. Niby oczywista sprawa… lecz w zestawieniu nie znajdziecie m.in. Nothing Compares 2 U Sinéad O’Connor (szanuję, ale zbyt ckliwe), Ironic Alanis Morissette (nigdy mi do końca nie przypadło), Bitter Sweet Symphony The Verve (supercharakterystyczne, owszem, ale przegrało z innymi kawałkami), Freestyler Bomfunk MC’s (nie znosiłem i nie znoszę! schowajcie kosy! na szczęście to sama końcówka dekady, więc wybaczenie przyjdzie łatwo…), ani tytułowego (mowa o tytule notki) Smells Like Teen Spirit Nirvany (kiedyś uwielbiałem, potem mi się przejadło).

• Z drugiej strony wszystkie pozycje na liście (bez wyjątku) są utworami powszechnie znanymi. Nie trafiła tu zatem żadna Shawawa z albumu Hopsum-dyrdum grupy Blak Blak People tylko dlatego, że słyszałem ją często w dziewięćdziesiątym szóstym na wakacjach w Pcimiu Środkowym, i teraz wybornie mi się kojarzy.

• Zawsze myślałem, że tytułowy „teen spirit” to „gorzałka dla szczyli”, czyli jakaś odmiana taniego likieru. Tymczasem okazuje się, że Kurt Cobain śpiewał o dezodorancie dla nastolatek (serio)!

• Wahając się między utworem skoczniejszym a rzewniejszym, wybierałem skoczniejszy. Kogoś to dziwi? Przepraszam, Axl. Nie lubię deszczu w listopadzie.

• Nie ma tu w ogóle hip-hopu (nie licząc paru hip-popowych wyjątków), jako że w latach 90. go nie słuchałem.

• Zabrakło Chłopaków Z Tylnej Ulicy, ale są Pikantne Dziewczyny. Nie wpuściłem za to Britney Spears, zawsze mnie wkurzała.

• Odkryłem, że Typ niepokorny Stachursky’ego jest coverem. Pierwowzór znalazł się na plejliście.

• Metodologia przemienia się w wyliczankę ciekawostek, co znaczy, że niezwłocznie trzeba przejść do rzeczy!

Miłego słuchania. Jeżeli urodziłeś się mniej więcej w połowie lat osiemdziesiątych, na bank poniesie Cię za chwilę fala nostalgii. Jednakże ucieszę się najbardziej, jeśli mixtape przypomni Ci chociaż jeden od dawna nie słyszany szlagier.

:: YOUTUBE ::
:: SPOTIFY ::

(Na dzień dzisiejszy wersja YT jest kompletna; wersja S niestety nie, brakuje czterech polskich piosenek).

Bonusy:
25 nieśmiertelnych gwiazd jednego przeboju lat 90.
30 najwspanialszych teledysków lat 90.
Zestawienie alternatywne

Reklamy

Dziwne śruby (8)

dziwne_sruby

Wydanie wakacyjne, podwójne. Dzisiejsze śruby będą w wiaderkach i kubłach. Mam nadzieję, że spadną na dobrą glebę. Zaostrzcie się i bez obawy, nie będę prowadził Was za światło. Inwestowanie czasu w Blogrysa nigdy przecież nie było złym sklepem.

Czytaj dalej

Jak oceniać książki

ksiazki.jpg

Od kilkunastu lat recenzuję i oceniam książki. Co prawda moje spisane opinie rzadko konfrontują się polemicznie z cudzymi. Tkwię więc poniekąd w bańce samozadowolenia, lecz dokładam starań, by nie ferować poglądami nieuzasadnionymi, przesadnie krytycznymi. Od ponad ośmiu (!) lat przymierzam się nawet do notki poświęconej prawidłom recenzowania. Dzisiaj jednak uraczę Was czymś innym: własnym zdaniem na temat oceniania książek, rozumianego po prostu jako wystawianie przeczytanym tytułom liczbowej oceny, czy to na łamach periodyków, czy też na własne potrzeby w Biblionetce.

Uważam, że:

★ Skala ocen powinna być krótka, bo w przeciwnym razie nie będzie rzetelna.
★★ Skala ocen powinna być jasno zdefiniowana, żeby wiadomo było, o co właściwie w niej chodzi.
★★★ Skala ocen powinna być asymetryczna; „większą połowę” należy przeznaczyć na książki dobre.
★★★★ Ocenianie powinno być „rozsądnie subiektywnie” i nie silić się na fałszywy obiektywizm.
★★★★★ Ocenianie powinno dopasowywać się do gatunku i zrezygnować z uniwersalnych aspiracji.
★★★★★★ Skalę ocen należy wyposażyć w podpowiedzi, które w pragmatyczny sposób pomogą w rozstrzygnięciu problematycznych sytuacji.
★★★★★★★ Ocena maksymalna powinna być obwarowana szczególnie precyzyjnymi kryteriami.

Rozwińmy, uzasadnijmy. Będzie dość długo i bardzo mądrze.

Czytaj dalej

Dwa lata temu o tej samej porze

Brexit.jpg

Czas biegnie szybko. Jutro mijają okrągłe dwa (!) lata od brytyjskiego referendum w sprawie opuszczenia Unii Europejskiej. Ponad jedna trzecia uprawnionych do głosowania obywateli zagłosowała wówczas za Brexitem, co przy frekwencji rzędu 70% wystarczyło, by rząd Jej Królewskiej Mości uruchomił Artykuł 50 Traktatu Lizbońskiego. Polityczne słowo stanie się geograficznym ciałem o północy 30 marca przyszłego roku. Wielka Brytania pójdzie tym sposobem śladem Algierii (1962), Grenlandii (1985) oraz Wspólnoty Saint-Barthélemy (2012) – jako czwarte terytorium, ale jako pierwsze państwo, opuści unijne szeregi.

Brytyjska libertarianka Claire Fox tak tłumaczyła wolę wystąpienia z UE:

Czytaj dalej

Godzinki

w_zla_godzine-ksiadz.jpg

Jak rozmawia się z matką, gdy ma się naście lat? Zupełnie nie pamiętam. A jak rozmawiamy z matką w wieku nastoletnim, jeżeli właśnie skończyła się straszna wojna, która obróciła kraj w ruiny, a nasz ojciec, jej mąż, stracił na niej życie? Szczęśliwie nie mogę tego wiedzieć z autopsji. Kąkolewskiemu zaś, który usiłował przedstawić ową relację w swej powieści, na jotę nie uwierzyłem. Albo stosunki między matkami i synami były podówczas całkiem inne niż dzisiaj, albo też pisarz popuścił wodze fantazji. Rachunek prawdopodobieństwa wespół z kilkoma poszlakami kompozycyjnymi podpowiadają, że zapewne to drugie.

Czytaj dalej

Prześwit Sloane’a

przeswit_pekniecie

Będzie trochę o matematyce, ale jeżeli tylko poradzicie sobie z pierwszym, wyliczankowym akapitem, zaraz zrobi się prosto. Skończymy zaś w nieoczekiwanym miejscu, które ucieszy (zasmuci?) socjologów: wśród liczb, zupełnie jak wśród ludzi, istnieją spore nierówności, i nie mówimy tu bynajmniej o znakach > i <.

Bardzo lubię definicję królowej nauk: to nauka o ilości, strukturze, przestrzeni oraz zmianie. Celniej i prościej się nie da. A jakież bogactwo odnajdziemy za tymi czterema słowami! Niepozorna fasada zwięzłego objaśnienia skrywa wszak i liczby (od naturalnych po kardynalne), i zbiory, i funkcje, i algebrę (szkolną oraz prawdziwą), i chłodną logikę matematyczną, i geometrię zwiniętą w topologię, i surowy rachunek różniczkowy, i zagadkowe prawdopodobieństwo, i pragmatyczną fizykę matematyczną, i cuda pokroju teorii kategorii oraz teorii grafów, i tak dalej, i tym podobne.

Gaussem a prawdą, definicyjna fasada jest… fasadowa. Łatwo ją usunąć, stwierdziwszy, że pojęcie „matematyka” nie posiada w gruncie rzeczy uzgodnionej definicji. Istnieje jednak pewien słup, który łączy wszystkie tematyczne piętra: niezależnie od specjalizacji matematycy poszukują schematów i zależności1.

Na przykład w arytmetyce najprostszy możliwy schemat wygląda tak:

Czytaj dalej

Ocean w piwnicy

google-books

Gdzieś w USA za zamkniętymi na cztery spusty drzwiami znajduje się zastrzeżony serwer, na którym zapisano skany dwudziestu pięciu milionów książek. Google skanował je zapamiętale w ramach Projektu Ocean w latach 2004-2012 przy pomocy specjalnie zaprojektowanych urządzeń. Składały się na nie po cztery kamery, laserowy radar niwelujący optyczne skutki zakrzywienia kartek oraz stażystka, której żmudne zadanie polegało na przewracaniu stron i naciskaniu pedału-włącznika w tempie tysiąca razy na godzinę. Superskanery przeniosły w ten sposób do pamięci komputerów mniej więcej jedną szóstą wszystkich istniejących na świecie publikacji.

Larry (nomen omen) Page i Siergiej Brin, założyciele Google’a, pomimo sceptycyzmu współpracowników skłonni byli wyłożyć kilkaset milionów dolarów, aby doprowadzić niesłychanie ambitne przedsięwzięcie do końca. Kierowały nimi najprawdopodobniej szczytne pobudki: zapragnęli stworzyć nowoczesną, cyfrową, definitywną wersję Biblioteki Aleksandryjskiej.

Czytaj dalej

Nowej notki na razie nie będzie (16)

nnnrnb

Czy raczej: „przez jakiś czas nie było”. Ale teraz już, jak widać, się pojawiła. Chociaż następnej przez jakiś czasu znowu może nie być. Nigdy nic nie wiadomo. Zobaczymy.

Bywalcy Blogrysa wiedzą, że zimą i wiosną pisałem nadzwyczaj często. Bodajże na przełomie stycznia i lutego zrobiło się też regularnie. Przez kilka miesięcy nowe notki pojawiały się w każdą środę i niedzielę. Systematyczność napędzał początkowo ich mały zapas. Jednak gdy się wyczerpał, zacząłem robić bokami i w połowie kwietnia odpadłem. Pomyślałem zresztą, że jeżeli odstawię blogowanie, to rozpędzę swój artykuł poświęcony historii amerykańskiego hip-hopu i zdołam napisać parę zaległych recenzji.

Nic takiego się nie zdarzyło.

Czytaj dalej

Tymczasem w Norwegii

hersleb_vgs

W norweskich mediach społecznościowych i tradycyjnych rozpętał się kilka dni temu kałszkwał1 związany z sytuacją oświatową w Oslo. Kroplą, która przelała czarę obopólnej goryczy, była marcowa wypowiedź Simona Malkenesa dla wieczornego programu głównej norweskiej stacji radiowej.

simon_malkenes
Simon Malkenes. Czy jeden człowiek może obalić System?

Malkenes, który na co dzień pracuje jako nauczyciel norweskiego w liceum Ulsrud w Oslo, znany jest jako zagorzały krytyk stołecznego kuratorium oraz systemu oświatowego w ogóle. Cztery lata temu wydał nawet książkę o wymownym tytule Za fasadą szkolnictwa w Oslo.

Trzon jego tezy brzmi tak: metoda rozdziału absolwentów gimnazjów między licea i technika sprzyja powstawaniu szkół-gett, a kuratorium z potężną dyrektorką Astrid Søgnen na czele nie widzi problemu, a nawet przechwala się cynicznie, że szkoły w Oslo wypadają bardzo dobrze na tle placówek oświatowych w innych województwach.

Czytaj dalej

Krótka historia Ekwadoru

chimborazo.jpg

Zeszłoroczne wakacje spędziłem w Ekwadorze. Zaowocowało to serią wcale sążnistych wpisów:

  • Tutaj pisałem o potencjale turystycznym tego równikowego kraju, o jego geografii i klimacie. Notkę ozdobiły zdjęcia And i Amazonii.
  • Tutaj pisałem o trudnej, ale i dość dziwnej rzeczywistości socjoekonomicznej Ekwadoru. Dołączone fotki przedstawiały z kolei stolicę – Quito.
  • Tutaj pisałem o ekwadorskiej kuchni. Zdjęcia zabrały nas zaś nad Pacyfik.
  • Tutaj pisałem o niełatwej sytuacji drogowej. Tym razem w kadrze znalazły się Cuenca, Park Narodowy El Cajas oraz inkaskie ruiny Ingapirca.
  • Tutaj pisałem o przepięknym, zielonym cmentarzu w przygranicznym Tulcán.
  • Tutaj pisałem o ekscesach ekwadorskiej polityki. Zdjęcia – gorące źródła w Papallacta i wielki targ w Otavalo.
  • Tutaj przedstawiłem próbkę dwudziestowiecznego ekwadorskiego malarstwa…
  • …a tutaj napisałem o najwybitniejszym dwudziestowiecznym malarzu Ameryki Południowej, rodowitym Ekwadorczyku.

I na razie to wszystko w tym temacie. Dziękuję za uwagę. Przeczytajcie koniecznie notkę-artykuł o Oswaldo Guayasamínie. Wiem, że jest długa, ale za to wycyzelowana. Do pochłonięcia jednym tchem.

Hasta la vista.