Aleksander III i wójtowie

Ilja Repin, Aleksander III przyjmuje wójtów na dziedzińcu Pałacu Pietrowskiego w Moskwie,
1885-1886, olej na płótnie, 293 x 490 cm, Galeria Tretiakowa w Moskwie

Niewykluczone, że popełniłem administracyjne wykroczenie nazywając „naczelników wołostów” „wójtami”. Wikipedia podpowiada, że wołostami zarządzali kniaziowie, lecz w oryginalnym tytule obrazu (Прием волостных старшин Александром III во дворе Петровского дворца в Москве) słowa „князь” nie dostrzegam.

Aleja w Sacrow z dwójką jeźdźców

Max Liebermann: Aleja w Sacrow z dwójką jeźdźców (1924),
olej na płótnie, 64 x 75 cm, zbiór prywatny (za: A Painting A Day (TT))

Mam ogromną słabość do obrazów z mokrą zielenią.

Jak donosi Wikipedia, Max Liebermann (1847-1935) był Niemcem żydowskiego pochodzenia, jednym z czołowych przedstawicieli impresjonizmu w swej ojczyźnie. Eksperci uważają, że techniką dorównywał Renoirowi – a może nawet go przewyższał.

W styczniu 1933 r. do władzy doszli hitlerowcy. Gdy 85-letni Liebermann przyglądał się przez okno swojego berlińskiego domu triumfalnego pochodowi z pochodniami, powiedział z obrzydzeniem: „Tak bardzo chce mi się rzygać, że nie byłbym w stanie tyle zjeść.”

Malarz zmarł we śnie dwa lata później. Jego o dziesięć lat młodsza żona popełniła samobójstwo w 1943 r. dowiedziawszy się, że wyślą ją niebawem do Theresienstadt.

Nie zdołałem ustalić, gdzie znajduje się tytułowe Sacrow (Sakrow?). Wydaje mi się, że może to być wioska, która kiedyś znajdowała się pod Poczdamem.

Rozumiem tylko dworzec kolejowy

Gdy Polak zetknie się z nadmiernie skomplikowanym tekstem, stwierdzi, że „to dla niego chińszczyzna”. Norwegowi w analogicznej sytuacji na myśl przyjdzie język grecki („det er gresk for meg”).

W obozie chińskim znajdują się też między innymi Hiszpanie, Portugalczycy, Rosjanie, Francuzi, Żydzi, Holendrzy, Węgrzy, Łotysze, Litwini oraz, uwaga, Grecy. Wszystkie nacje sygnalizują niezrozumienie przy pomocy idiomów odwołujących się do chińskiego. Z kolei zwolennikami opcji greckiej są, obok Norwegów, Anglosasi, Szwedzi, Persowie i… znowu Iberyjczycy, którzy najwyraźniej nie ogarniają ponadprzeciętnej ilości spraw.

Gdyby grekofobami byli także Chińczycy, system skojarzeniowy zgrabnie by nam się domknął. Niestety, nie są. O dziwo, mieszkańcy Państwa Środka nie określają wysokiego poziomu skomplikowania żadnym z języków ziemskich. Dla nich będzie to uroczysta 看起來像天書 czyli mowa niebios, albo franciszkańska 聽起來像鳥語 czyli mowa ptaków (po mandaryńsku). Po kantońsku zapytają zaś grzecznie: 呢個係咪鬼畫符呀? („czy to duchy pisały?”).

Włosi nie boją się duchów, tylko arabskiego, Arabowie – hinduskiego. Czesi. Chorwaci i Macedończycy – hiszpańskiego. Rumuni – tureckiego, Turkowie – francuskiego. Finów lękiem napawa hebrajski, ale także, dla równowagi, niemiecki.

A Niemcy? Położenie w Europie Środkowej na skrzyżowaniu szlaków kulturowych zrobiło swoje. Bo owszem, Niemiec zapyta „spreche ich chinesisch?”, gdy interlokutor nie będzie nadążał za jego wywodem, ale powie też, że „das kommt mir spanisch vor”, kiedy sprawa będzie wydawała mu się niewyraźna i podejrzana zarazem. W innych okolicznościach stwierdzić może, że „das sind böhmische Dörfer für mich” („to dla mnie bohemskie czeskie wioski”), ewentualnie że „ich verstehe nur Bahnhof” („rozumiem tylko dworzec kolejowy”).

Pochodzenie ostatniego idiomu, który zrobił karierę w latach dwudziestych, jest niejasne. Jedna z hipotez głosi, że gdy żołnierze niemieccy powracali z frontu po zakończeniu Pierwszej Wojny Światowej, dopytywali napotykanych ludzi o drogę na najbliższy dworzec i z gąszcza gwar próbowali wyciągnąć słowo „Bahnhof”.

Gdy zaś stopień bełkotliwości przerośnie niemiecką cierpliwość, zrezygnowany rodak Goethego skonstatuje, że to „Polnisch rückwärts” („polski wspak”).


Opracowane na podstawie wpisu w Wikipedii i zainspirowane diagramem z Language Log (za: Tommaso Sciortino (TT)).

Nauka architektury

Zachód uczył się architektury, budując katedry. Malarstwa – przedstawiając pasje i sceny zwiastowania. Muzyki – pisząc chorały i msze. Chrześcijaństwo nie miało swojego miejsca w kulturze, było jej powietrzem. Niosło ze sobą, to bez czego nie ma mowy o żadnej twórczości – milczenie i misterium. Tajemniczą, nieuchwytną w żadnych słowach, a jedynie w otaczającej moment przeistoczenia ciszy, obietnicę. Kierunek i uzasadnienie dla duchowego wysiłku, złożony system symboli i prawd, które dopiero w drugiej kolejności były twórczą inspiracją. Przede wszystkim stanowiły sens życia samych twórców. Sprawiały, że na tym świecie dało się i chciało żyć, o ile wzbudzały tęsknotę za tym, co czeka nas po śmierci. Piękno nie istnieje bez ofiary. Istnienia wartości wyższych, ważniejszych niż samo życie.

– Jan Maciejewski (Klub Jagielloński, 19/3/2021)

Nie jesteśmy doskonali. Doskonałość to jest na końcu, a nie na początku. Jak nie ma wiary, to można pięknie iść, ale ta droga donikąd nie prowadzi. No bo jaka alternatywa? Skończyć w piachu? Albo robaczki zjedzą, albo spalić w krematorium. Ewentualnie jeśli jestem buddystą to mogę wejść w ciało jakiegoś innego człowieka, albo w chomika się zamienić… „Kto żyje, wierzy we mnie, nie umrze na wieki”

– o. Leon Knabit (Interia, 27/7/2016)

Stalin umarł w drugiej o czwartej

Twilight Struggle, wybitna, dwuosobowa gra strategiczna osadzona w realiach Zimnej Wojny, w przemyślny sposób scala z mechaniką najważniejsze wydarzenia epoki. Ich przetasowania czynią z każdej partii absorbującą zabawę w kontrafaktyczną narrację.

Autorzy zrezygnowali jednak z aktywnego zaangażowania w grę postaci przywódców obu bloków. W talii znajduje się karta związana z zabójstwem JFK-a, karty związane ze słynnymi przemówieniami Chruszczowa oraz Reagana, i to chyba tyle.

Musimy więc odpowiedzieć sobie na pewne ważkie pytanie.

Maksymalna długość trwania partii TS-a wynosi 10 rund. Trzy pierwsze trwają po sześć tur, siedem ostatnich po siedem. Łącznie daje to 67 tur. Nie wliczam nagłówkowych otwarć — zakładam, że rozgrywają się niejako w tle głównej chronologii — oraz nie uwzględniam bardzo rzadkiej możliwości przedłużenia niektórych rund o dodatkową turę.

Przyjmijmy, że Zimna Wojna rozpoczęła się w styczniu 1946 r. Jest to data dobra jak każda inna, gdyż historycy nie wyróżnili konkretnego wydarzenia, które dałoby sygnał startowy do powojennych zmagań sowiecko-amerykańskich. Najwcześniejszy godny uwagi fakt odnotowany przez skądinąd poczytne kalendarium na Wikipedii stanowi konferencja jałtańska w lutym 1945 r.

W styczniu 1946 r. wybuchł natomiast na nowo konflikt między chińskimi komunistami i nacjonalistami, a Austrię podzielono na strefy okupacyjne. Zaraz potem, w lutym, Stalin przemówił, że dalsze boje z kapitalizmem i imperializmem są nieuniknione, zaś Kennan wysłał swój słynny Długi Telegram. Niech więc będzie: styczeń ’46.

Liczba miesięcy musi dzielić się przez 67. Najbliżej przełomu 1989/1990 jest zatem sierpień ’90: wybucha Wojna w Zatoce, Estonia i Armenia opuszczają konający ZSRR. Dla potrzeb TS przyjmujemy więc, że Zimna Wojna trwała od stycznia 1946 do sierpnia 1990; 536 miesięcy. Jedna tłajlajtowa tura trwa w takim razie tych miesięcy osiem.

I teraz tak: Stalin umarł w marcu 1953 r., 86 miesięcy po styczniu ’46 tudzież prawie 11 tur po rozpoczęciu Zimnej Wojny. Czyli umiera w trakcie czwartej tury drugiej rundy.

Wcześniej karty destalinizacyjnej używamy tylko na własne ryzyko!

Powrót do przyszłości

Tomasz Czukiewski przygotował kolejny odcinek swojego wspaniałego YouTubowego programu. Tym razem na tapet wziął dawne wyobrażenia o przyszłości. Polecam, bo to jak zwykle materiał z najwyższej półki: z pomysłem, profesjonalnie zmontowany, opatrzony lektorskim komentarzem. Lepiej kliknijcie w 👍 i 🔔.

W zaszłych rozważaniach o przyszłości zawsze dziwi mnie – a raczej bawi – że nikt nie umiał wyobrazić sobie internetu i jego rozmaitych przejawów, które wpłyną na handel, politykę, życie towarzyskie, wymianę poglądów i codzienność. Dlatego też w dokumencie Czukiewskiego uwagę przykuwa wypowiedź Arthura C. Clarke’a. Autor Odysei kosmicznej i pomysłodawca geostacjonarnych satelitów chyba najlepiej z ówczesnych mu zawodowych i domorosłych futurologów rozumiał, że lada dekadę nastąpią wielkie zmiany w sposobie komunikacji – pojmowanej nie jako transport ludzi i towarów, lecz jako metody przekazywania informacji.

Na pewno nie ogarniał tego facet przewidujący pudełka z „cukierkami dla ślicznotek”. A już zupełnie nikomu nie mieściło się w głowie, że „w XXI wieku człowiek z laptopem będzie z zacisza własnego domu robił lepsze dokumenty niż stacje telewizyjne” (cytując komentarz WMProductions2010).

Na marginesie: Grałem swojego czasu zajadle w dwa pierwsze Fallouty i wielkim wstrząsem było dla mnie późne odkrycie, że świat przedstawiony nie jest futurystyczny, tylko retrofuturystyczny. Wyczytałem gdzieś o tym dopiero długo po przejściu obu gier. W trakcie rozgrywki jakoś nigdy nie zastanawiałem się, dlaczego komputery, które na swojej drodze napotykał protagonista, prezentowały się tak staroświecko. Całą moją uwagę pochłaniała walka turowa z raiderami, supermutantami i deathclawami.