Życie według singli (3)

zycie_wedlug_singli

Osoby, które mnie znają osobiście, albo które mnie nie znają, ale klikały uprzednio w polecane przeze mnie piosenki, doskonale wiedzą, że mój gust muzyczny porusza się w rejestrach alternatywnego popu (synthpopu, new wave’u, art popu, indie itd.) z częstymi odchyleniami w kierunku alternatywnego rocka (post-rocka, rocka progresywnego itd.), muzyki elektronicznej oraz (w porywach) klimatów jazzowych. Nad wszystkim sprawują pieczę Bracia Figo Fagot oraz Eurowizja.

Niewiele się w tej materii zmieniło.

Chociaż nie, zmieniło się; od kilku miesięcy słucham namiętnie gatunku, który przez całe życie nie tylko zaniedbywałem, ale którym wręcz pogardzałem: hip-hopu. Postanowiłem zaznajomić się chronologicznie ze wszystkimi kanonicznymi albumami hip-hopowymi. Jestem w tej chwili w okolicach roku 1990 r. Ale na notki, zestawienia i artykuły ilustrowane czarnymi, groźnymi, obwieszonymi złotem raperami przyjdzie jeszcze pora. Na razie trzymajmy się deklaracji stylistycznej z pierwszego akapitu.

W najnowszej plejliście („na lato”) proponuję równe pięćdziesiąt piosenek (w tym jedną ukrytą). Dominuje alternatywny pop, czasami żwawy, czasami melancholijny. Są też rodzynki. Mam nadzieję, że znakomita większość tych utworów jest nieznana i nieosłuchana, że stacje radiowe w ostatnich czasach nie katowały nimi bez końca słuchaczy. Sami sprawdźcie.

Ludziom, które nie gustują w alternatywnym popie, ale wierzą, że od czasu do czasu nawet i ja potrafię w muzycznym odmęcie wyłowić perełki, zwracam szczególną uwagę na pierwsze gejowskie country, żydowskie modlitwy, psychodeliczny rock w wykonaniu niemieckich metali, sentymentalny szlagier wylansowany przez nowy serial Netfliksu oraz krautrock o Maluchu.

A może by tak indywidualne dedykacje? Bądź co bądź wiem o kilkunastu osobach, które (chyba…) zaglądają tu regularnie. Możecie napisać w komentarzach, czy trafiłem (i dołożyć przy okazji cegiełkę do Blogrysowej społeczności; tak naprawdę nie interesuje mnie zbytnio, czy trafiłem, chodzi przede wszystkim o te cegiełki). Jeśli o kimś zapomniałem, to przepraszam. Niech się śmiało upomni na privie.

Dla Arka – bo powiedziałeś mi, żebym lecąc do Ekwadoru słuchał ekwadorskiej muzyki, a ja Ci odpowiedziałem, że będę słuchał BFF, żeby nie zapomnieć o Polsce. Latynoskiej muzyki sam sobie możesz posłuchać.
Dla Baczka – strzał w ciemno.
Dla Bartosza – bo Sobral wygrał tegoroczną Eurowizję.
Dla Dabroza – bo to dziwny pop, a Ty zwykłego nie lubisz chyba na pewno.
Dla Damiana – bo na bank uwielbiasz pop po hiszpańsku.
Dla Deckarda – strzelam w ciemno, kalibruj śmiało.
Dla Eza – w sumie nie mam pojęcia, czego słuchasz, więc jeżeli piosenka Ci się nie spodoba, to chociaż nasycisz oczy czekoladowym teledyskiem.
Dla Grzegorza – o ile dobrze pamiętam, podobał Ci się wokal Anthony’ego / ANOHNI-ego.
Dla Mariusza – co to za dźwięk???
Dla Michała S. – doceniłeś zestawienie coverów, więc może spodoba Ci się ten, który odkryłem niedawno. Uwaga! Piosenka „ukryta”, nie ma jej na plejliście jutubowej, link prowadzi na Soundcloud.
Dla Misiołaka – jeśli nadal słuchasz alternatywy (a może Dobra Zmiana nastała też w Czwórce?), to było z czego wybierać.
Dla Sebastiana – mogę spudłować, ale przynajmniej docenisz ten czteronutowy (?) bas przy refrenie (chyba docenisz… obyś docenił…).
Dla Sejiego – bo jesteś bogobojny.
Dla Staszka – bo istnieje nikła szansa, że oglądałeś 13RW.
Dla Tomka – bo wszyscy wiemy, że lubisz takie rzewne starocie.
Dla Mateusza W. – bo chyba nie pogardzisz piosenką, która każe jeść grzyby, w wykonaniu zespołu, który namawia do zjedzenia babci.
Dla Mateusza Z. – bo what goes around, comes around.

Życie według singli (2)

zycie_wedlug_singli

Przypomniało mi się, co Frank Zappa powiedział o pisaniu o muzyce – że to tak, jakby tańczyć o architekturze. Przedstawiając więc światu kolejną porcję singli, które wpadły mi ostatnio w uchu, ograniczę lepiej komentarz do minimum.

Poprzednim razem popełniłem zresztą jeszcze jeden błąd, który teraz prędko naprawię. Oto YouTube’owa playlista – aby każdy zainteresowany moimi polecankami mógł zapoznać się z nimi szybko i wygodnie. Dwóch utworów nie ma na YT, więc zabrakło ich też na liście. Zaznaczyłem je na czerwono, linki prowadzą na Soundcloud. A kawałki najlepsze – pogrubiłem.

Jeżeli chociaż dziesięciu osobom spodobają się choć po trzy piosenki, będę ukontentowany!

A Tribe Called Quest: We The People… – jazz rap. Reszta płyty według mnie słabsza, chociaż jest to rzekomo jeden z najciekawszych albumów 2016 roku.
Mr. Tophat feat. Robyn: Trust Me – elektronika / disco. Fenomenalny, dziesięciominutowy utwór, który uzyskał strukturalną samoświadomość. Trzeba przesłuchać przynajmniej dwa razy, żeby docenić.
BEA1991: Big World 4 Lovers – art pop
Beyoncé: Halo – R&B. Hicior sprzed prawie dziesięciu lat, który wówczas przemknął pod moim radarem. Piękna pieśń o miłości.
Adele: Water Under the Bridge – pop
Bjarne Friedrich: Phonomagic – oniryczna elektronika. Rewelacyjny, nostalgiczny remiks.
Charlotte Day Wilson: After All – art pop
Nils Bech: Glimpse of Hope (Joe Goddard Remix) – elektronika. Świetny remix, oryginał za to jest nudny.
Arc Iris: Kaleidoscope – alternatywny rock
Beach House: All Your Yeahs – indie rock
Grapell & Many Voices Speak: Some Places – funk / soul

Życie według singli (1)

zycie_wedlug_singli.jpg

Perfect: Wyspa, drzewo, zamek. Pierwsze słyszę. Ponieważ Perfect gra od czterdziestu lat, przypuszczam, że gdybym pomyszkował w ich dyskografii, znalazłbym więcej takich perełek.

Burma Orchestra Saing Waing: I Want You. Instrumentalna aranżacja piosenki Boba Dylana. Ech, wyobraźcie sobie więcej klasyki zachodniego poprocku przetłumaczonej na te niesamowite piszczałki i dzwonki… O kawałku dowiedziałem się z blogu Tomasza Pindela. Warto czytać o książkach!

Thomas Tallis: Spem in alium. Majstersztyk polifoniczny z drugiej połowy XVII wieku. Słuchajcie cierpliwie chwaląc Imię Pana i nie pokładajcie nadziei w nikim innym, albowiem w pewnym momencie wszystkie te głosy łączą siły i przepełniają słuchacza Duchem Świętym. Ciarki przechodzą.

Angus & Julia Stone: Grizzly Bear. W komentarzach ktoś stwierdził, że to świetny kawałek do jazdy samochodem latem. Nie sposób się nie zgodzić.

James Primate: The Sound of Rain World. Czy Rain World okaże się jedną z ciekawszych indiegrowych premier tego roku? Z Kickstarterem różnie bywa. Ale ten groźny, szybki synthwave robi spore wrażenie.

Clint Mansell: Waves Crashing on Distant Shores of Time. Skoro o synthwavie mowa, posłuchajcie cudeńka od Clinta Mansella, które posłużyło za temat dla najlepszego z dotychczasowych odcinków serialu Black Mirror. Niestety, usuwają z YouTube’a; być może za chwilę link się zerwie i będziecie musieli poszukać gdzieś indziej. Zguglajcie przy okazji Night Drive — też świetny.

Gwen Stefani: Used To Love You. Na nowym, wydanym po dziesięciu latach longplejowego milczenia, do bólu popowym albumie Gwen Stefani nie ma niestety więcej piosenek godnych uwagi. Natomiast towarzyszący temu kawałkowi teledysk jest prawdopodobnie najtańszym w historii muzyki rozrywkowej.

O’Donel Levy: Bad Bad Simba. Zakończmy więc czymś zdecydowanie ambitniejszym.

____________________
Autorem zdjęcia nagłówkowego jest Роман Карчмитович (CC).