Ekwador 2X06

Odrobina cyberpunku w Quito tudzież chiński portal importowy. Wielopiętrowy dom towarowy obok Mercado Artesanal posiada windę (poza kadrem), ale nie ma schodów. Na kolejne „piętra” wspinamy się po spiralnej galerii, z której wchodzi się bezpośrednio do sklepów.

Reklamy

Ekwador 2X04

Ekwadoriańska kuchnia w swej ogólności jest ciekawa i smaczna, chociaż nie będę udawał, że ja, osoba wychowana na środkowoeuropejskich aromatach, nagle zaczęła przedkładać sancocho nad pomidorówkę albo hornado nad cielęcinę z kopytkami. Niemniej, istnieje przynajmniej jedno ekwadorskie danie, które trafiło do mojej gastronomicznej czołówki. O krewetkowym ceviche pisałem kiedyś obszerniej. Tutaj w wersji z dwoma typami plantanów przygotowanych na dwa różne sposoby: solonymi, smażonymi chifles i słodkimi, gotowanymi maqueños.

Ekwador 2X02

Może i niestarannie skadrowane, ale za to jakże autentyczne zdjęcie fragmentu skyline’u Quito. Na drugim planie po lewej stronie Basílica del Voto Nacional, największa neogotycka katedra w Nowym Świecie; na piątym planie po prawej stronie Maryja z El Panecillo; pośrodku na pierwszym planie połowa Wieży Eiffla. Fotka robiona gabinetem dentystycznym z komórki (albo odwrotnie).

Nie sposób przecenić wpływu, jaki internet wywiera na historiografię. Ten, kto w 2019 r. przymierza się do dyskusji o przeszłości, będzie musiał zrobić to zupełnie inaczej niż dwadzieścia lat wcześniej. Olbrzymia dostępność informacji historycznych online, po które sięgnąć może każdy i wszędzie, całkowicie odmieniła społeczną rolę ludzi i instytucji organizujących kiedyś nasz dostęp do danych (…)

Pomyślcie o internecie jak o przepastnym oceanie pisemnych twierdzeń i wypowiedzi. Nie zarządzają nim żadne tradycyjne struktury wiedzy. Użytkownikami nawigują natomiast nastawione na zysk spółki, którym zależy na maksymalizowaniu zaangażowania bez zważania na koszty. Normy społeczne tego świata są również chaotyczne, ponieważ użytkownikom zezwala się na anonimowość zabezpieczając ich tym spopsobem przed zwyczajowymi towarzyskimi konsekwencjami. Interpretacje nieskończonej wiedzy oceanu rozkwitają niczym algi na powierzchni internetu. Ich przyrostu nie ogranicza ani prawo, ani wstyd, ani „prawda” – czynniki, na których wcześniej mogliśmy polegać podczas pertraktacji w imieniu większego dobra. W tej rzeczywistości [każde kontrowersyjne pojęcie historyczne] jest jak szczątki rozbitej narracji, płynące ku temu kulturowego wirowi, który porusza się najszybciej, zagęszczając i przyspieszając dyskursywne wzburzenia w okolicy.

– Josephine Livingstone (The New Republic, 11/6/2019)

ArtRage 2019

W lutym kupiłem ebookowy pakiet ArtRage 2019. Upiekłem tym sposobem kilka czytelniczych pieczeni na jednej transakcji. W promocyjnej cenie nabyłem osiem potencjalnie dobrych, bo nominowanych do nagrody literackiej, książek, których przeczytanie pozwoliłoby mi odświeżyć (de facto zawrzeć!) znajomość ze współczesną literaturą polską. Poza tym po raz pierwszy w życiu miałbym okazję zagłosować w konkursie literackim poznawszy uprzednio samodzielnie wszystkich predententów – a na dodatek mógłbym jeszcze przedstawić swoją opinię na blogu przed ogłoszeniem wyników, czyli zabawić się w literackiego influencera. Same plusy. Deal roku.

Oczywiście, istniała niemała szansa, że większość książek okaże się durna. Końcowy wynik był na szczęście niezły: na Goodreads wystawiłem łącznie 22 gwiazdki w konfiguracji 2-4-3-1-4-3-3-2 (wszystkie „trójki” wyjątkowo mocne). Omawianie poszczególnych tytułów należy jednak zacząć od dna, od którego dosłownie się odbiłem:

Czytaj dalej ArtRage 2019

Dzień Macki

Za dwa tygodnie obchodzić będziemy 26. urodziny Day of the Tentacle, jednej z najlepszych przygodówek point’n’click wydanych przez LucasArts i jednej z najlepszych gier komputerowych w ogóle. Pamiętam, że była to pierwsza gra, którą odpaliliśmy po wyposażeniu domowego peceta w kartę dźwiękową, oczywiście marki Sound Blaster. Plusk wody w intrze zrzucił mnie wówczas z krzesła i pozostał w mojej głowie na zawsze.

Cyfrowy antykwariusz Jimmy Maher opisał właśnie DoTT w kolejnym doskonałym artykule (notabene, tempo ich publikowania zmałało, ponieważ Jimmy odkrył nową pasję i od pewnego czasu, zainspirowany bodajże Civilization, z pieczołowitością opisuje dzieje cudów światów na nowo założonym, równoległym blogu). Trudno nie zgodzić się z konkluzją ostatniego akapitu:

[Charles] Ardai [który zrecenzował DoTT-a dla magazynu Computer Gaming World] zakończył swój tekst słowami: „Niewykluczone, że w przeciwieństwie do kreskówek, które tę grę zainspirowały, w ciągu pięćdziesięciu lat zdąży się ona zestarzeć. Przypuszczam jednak, że jeszcze przez długi czas będzie dostarczać ludziom rozrywki”. W tym momencie muszę nie zgodzić się z jego skądinąd spostrzegawczą recenzją. Dzisiaj widzimy, a jesteśmy już na półmetku pięćdziesiątej rocznicy, że Day of the Tentacle nie zestarzała się ani na jotę. Wciąż stanowi wspaniały przykład subtelnej sztuki tworzenia gier przygodowych. Nie widzę powodów, by coś w tej materii miało się zmienić, ani w ciągu kolejnego ćwierćwiecza, ani potem.