Obejrzane w 2020: Rozczarowania

Zacznijmy od wysokiego C. Rozczarował mnie Cinema Paradiso, czuły, kultowy film Giuseppa Tornatore z końca lat 80.

Jakąż łajzą niemytą być trzeba, żeby wzgardzić pochwałą dziecięcych wspomnień, starych kin i małomiasteczkowych Włoszech jednocześnie! A jednak podczas projekcji coś mi nie grało, projektor szmerał, taśma kląskała.

Od ekranu odszedłem z nieruchomą duszą. Zerknąłem do IMDB i odkryłem, że oficjalna wersja CP trwa dwie i pół godziny, reżyserska prawie trzy, ja zaś, niczym bosy sycylijski wieśniaczek, któremu florencki signore rzuca byle ochłap, obejrzałem skróconą, dwugodzinną.

Dumny, że intuicja doświadczonego widza pozwala mi w try miga wyczuć, gdy montażysta przesadzi z nożyczkami, postanowiłem jak najprędzej obejrzeć Tornatore raz jeszcze, tak, jak on sam sobie tego życzył. Nie moja wszak wina, że jak dotąd w sklepach z DVD nowymi i używanymi natykam się wyłącznie na skrótowca.

Czytaj dalej Obejrzane w 2020: Rozczarowania

Dźwięk karty bibliotecznej

M. F. powiedział mi o stronie, na której sprawdzić można tytuł piosenki granej o określonej godzinie wybranego dnia w polskim radiu. Sprytny patent — skrypt musi monitorować wiele stacji jednocześnie, identyfikować przy pomocy zewnętrznej aplikacji tytuły i archiwizować je w swojej bazie danych. Brzmi jak wymagający projekt na zaliczenie na studiach informatycznych.

M. F. dodał, że kiedyś strona była jeszcze ciekawsza, bo pozwalała sprawdzić, kiedy i ile razy dana piosenka była grana w radiu. Nie wiedzieć czemu przypomniały mi się stare, papierowe karty biblioteczne wkładane do kieszonki za tylną okładką. Można było na nich podejrzeć, ile razy i kiedy ostatnio trzymana w rękach książka była wypożyczona. Postępująca komputeryzacja zabrała nam tamten ficzur, ale wynagrodziła stratę animowanymi GIF-ami.

Dzień wściekłości

Po wielu miesiącach mrówczej pracy dziennikarze The New York Times zrekonstruowali przebieg ataku na Kapitol 6 stycznia b.r., do którego podjudził swoich zwolenników niepogodzony z wyborczą porażką Donald Trump. Czterdziestominutowy film składa się wyłącznie ze spontanicznych nagrań uczestników zajść (robionych oczywiście telefonami komórkowymi) oraz z precyzyjnego schematu pokazującego, gdzie poszczególne wydarzenia miały miejsce.

Zadziwia mnie – chociaż powinienem być już do tego całkowicie przyzwyczajony – że żyjemy w czasach wszędobylskich kamer(ek) śledzących i rejestrujących gwałtowne wydarzenia niejako od wewnątrz. Dzięki fenomenalnemu serialowi Black Mirror wiem przynajmniej, jak w(y)glądać będzie następny techniczny etap. W przeciągu dwóch-trzech najbliższych dekad do naszych oczu trafią metodą chirurgiczną mikrokamery zwane, dajmy na to, „ziarenkami”, które filmować będą wszystko przez całą dobą.

W Day of Rage uwagę zwraca fakt, że trumpowi szturmowcy atakowali Kapitol w sposób nieskoordynowany, bez maksymalnej agresji. Absolutnie ich nie bronię. „Mob mentality” jawi się nad wyraz nieprzyjemnie również i w takiej, względnie łagodnej, wersji. Niemniej, poczynione szkody mogły być dużo większe, a i ofiar mogło być zdecydowanie więcej. Tak czy owak, Stany Zjednoczone doczekały się wreszcie inwazji zombie z prawdziwego zdarzenia. Kto by przypuszczał, że akurat na Kapitol.

Zaszokowała mnie informacja, że dwóch policjantów rannych w ataku popełniło w ciągu kilku następnych dni samobójstwa.

Gnębi mnie także pytanie: Czy podczas każdych zamieszek pojawia się uczynny człowiek, który pokazuje protestującym, dokąd mają się udać?

Obejrzane w 2020: Powtórki

Skusiłem się na repetę trzech najgłośniejszych filmów Christophera Nolana: Mrocznego Rycerza, Incepcji oraz Interstellara. Dawniej twierdziłem, że jakościowo należy je zaszeregować zgodnie z chronologią; że z każdym kolejnym widowiskiem twórca Prestiżu obniżał pułap o mniej więcej pół punktu na dziesięciopunktowej skali.

Ale po powtórnych seansach uznałem, iż Mroczny Rycerz plasuje się niżej niż Interstellar, które z kolei jest gorsze od Incepcji. Nolanowski „dream heist” stanowi historię bezprecedensową, staranną, oryginalną i narracyjnie domkniętą. Jej jedyna, choć dość istotna wada zagnieździła się na ostatnim poziomie finałowego snu. Strzelanka w śnieżnej scenerii w ogóle mnie nie rusza i wolałbym, żeby scenarzysta sięgnął po rozwiązania lynchowskie, bardziej oniryczne.

Czytaj dalej Obejrzane w 2020: Powtórki

Trzeci autoportret Dürera

Albrecht Dürer, Autoportret w wieku 28 lat, 1500,
olej na drewnie, 67 x 49 cm, Pinakoteka Alte w Monachium

Albrecht Dürer (1471-1528), czołowy przedstawiciel Północnego Renesansu, namalował siebie trzykrotnie, dwa razy z półprofilu i raz en face. Jeżeli wydaje Ci się, że w swym finalnym przedstawieniu wygląda jak Chrystus w kożuszku, to niemiecki da Vinci osiągnął swój cel.

Dürer z rozmysłem i premedytacją sięgnął po tropy religijne, bez mała ikonograficzne. Kędzierzawą symetrią i uniesioną w geście błogosławieństwa dłonią upodobnił się do Zbawiciela. Wynurza się z mrocznego tła i przenikliwie wpatruje w widza oznajmiając, że u samego schyłku XIV wieku portret europejski osiągnął ironiczną samoświadomość.

YouTube do MP3 – szybko i niezawodnie

  1. Ściągamy darmowy i legalny programik YouTube-DL (tutaj bezpośredni link) i zapisujemy go w katalogu C:\jakis\katalog\
  2. Ściągamy darmowy i legalny pakiet kodekowy FFmpeg (tutaj bezpośredni link do wersji windowsowej w wersji 4.4; najnowszej, gdy piszę te słowa) i rozpakowujemy zawartość archiwum (z pominięciem katalogu nagłówkowego) do katalogu C:\jakis\katalog\ffmpeg\
  3. Odpalamy Windowsowy tryb poleceń (wciśnij kombinację klawiszy Win+S, potem wstukaj cmd i potwierdź enterem).
  4. Przechodzimy do katalogu z YouTube-DL wpisując komendę cd C:\jakis\katalog
  5. Żeby ściągnąć jako empetrójkę określony filmik z YT, używamy poniższej komendy (na samym końcu wklejając odpowiedni jutubowy link):

    youtube-dl.exe –ffmpeg-location C:\jakis\katalog\ffmpeg\bin -x –audio-format mp3 linkdofilmiku

    Natomiast żeby ściągnąć jako empetrójki dowolną ilość filmików z YT, których linki zapisaliśmy uprzednio w pliku tekstowym (jeden link na linijkę), używamy hurtowej komendy:

    youtube-dl.exe –ffmpeg-location C:\jakis\katalog\ffmpeg\bin -x –audio-format mp3 –batch-file ytlist.txt

    W powyższym przykładzie plik tekstowy nazywa się ytlist.txt i musi leżeć w tym samym katalogu, co youtube-dl.exe.

Gwoli wyjaśnienie dodam, że powyższej metody nie używam bynajmniej do ripowania muzyki, ale do zapisywania w postaci dźwiękowej różnorakich wykładów i dyskusji, gdzie warstwa wizualna jest drugorzędna. Pamiętajmy też, że youtube-dl.exe jest w gruncie rzeczy potężnym narzędziem posiadającym multum opcji.

Chryzantemy w ogrodzie

Gustave Caillebotte, Chryzantemy w ogrodzie w Petit-Gennevilliers, 1893,
olej na płótnie, 98 x 60 cm, The Met

Impresjonizm to mój ulubiony kierunek malarski, który, jak widać na załączonym obrazku (albo: jak ja widzę na załączonym obrazku), robi się jeszcze lepszy, gdy artysta przybliża go do realizmu.

Współczesnym Caillebotte’a musiał ten obraz wydawać się… odważnym. Rośliny malowało się wówczas jako martwe natury, w kompozycjach z wazami i innymi przedmiotami – ewentualnie jako element pejzażu z widocznym horyzontem i drugim planem. Tutaj zaś paryski artysta złapał nas bezpardonowo za kołnierz i pochylił nad kwietnikiem w swym ogrodzie wypełniając ramy aż po brzegi łodygami, liśćmi i przepięknymi kwiatami.

Obejrzane w 2020: Zaskoczenia

El Camino (2019)

Chociaż do Breaking Bad mam kilka obrazoburczych pretensji – za nieudany uważam cały czwarty sezon, którego intrygę oparto o nieporadny, wydumany, w gruncie rzeczy nielogiczny fortel – to mimo wszystko historię o nauczycielu chemii gotującym metaamfetaminę należy uznać za wartościowy, pieczołowicie nakręcony serial.

Nie chciałem oglądać pełnometrażowego epilogu obawiając się, że netfliksowy produkcyjniak pozostawi w mojej pamięci wyłącznie niesmak. Jednak jakiś czas po telewizyjnej premierze zorientowałem się, że Vince Gilligan, twórca BB, odpowiada i za jego reżyserię, i za scenariusz. Gilligan nie odcinałby chyba w kiepskim stylu kuponów? Skusiłem się.

El Camino stanowi stonowane domknięcie wątku Jessego Pinkmana (ze zbędnym cameo Waltera White’a, zbędnym tym bardziej, że Aaron Paul jest lepszym aktorem dramatycznym od Bryana Cranstona). Jako zakończenie BB sprawdza się tak samo dobrze jak finałowy odcinek serialu. Oczywiście, to rzecz adresowana wyłącznie dla osób znających i lubiących „oryginał”.

Ale gdyby ktoś przypadkiem obejrzał El Camino i dopiero potem, zaciekawiony, sięgnął po serial? Czemu nie?

Czytaj dalej Obejrzane w 2020: Zaskoczenia

Akwarium w Neapolu

Wenzel August Hablik, Akwarium w Neapolu, 1911,
atrament na papierze, 64 x 49 cm, Muzeum Wenzela Hablika w Itzehoe

Wenzel Hablik (1881-1934) był również znany jako Wenceslav Hablik (nie mylić z Wieńczesławem Nieszczególnym) i Wilhelm Hablik, co dobitnie uświadamia nam, że biografię miał iście cesarsko-królewską. W swoich dziełach nierzadko dawał upust fascynacji geologią i kryształami. Akurat Akwarium w Neapolu jest w temacie i kształtach organiczne, jednak zachęcam do wklikania się na Ścieżkę geniusza lub na Wielkie kolorowe utopijne konstrukcje, bo tam ostrych kątów nie brakuje. Wspaniałe przykłady niemieckiej wizji ekspresjonistycznej.

Akwarium w Neapolu przywodzi mi na myśl malunki, które tworzyłem w podstawówce wyciskajac na papier atrament z naboi do pióra. Jak widać, Hablik mój pomysł podchwycił, więc gdy następnym razem zagoszczę w Hamburgu, nie omieszkam odwiedzić jego muzeum w Itzehoe.

Wydma i Atari

Najfajniejszym polskim kanałem YouTubowym poświęconym starym grom komputerowym jest bez wątpienia Loading. Marcin Kiendra prowadzi też blog pt. Retrospekcja, gdzie regularnie raczy czytelników migawkami z cyfrowej przeszłości.

Niedawno przypomniał o pierwszej części Dune. Zabawna sprawa – wszyscy doskonale wiedzą, że sequel zapoczątkował wielką modę na RTS-y, lecz mało kto zdaje sobie sprawę, że „jedynka” była jeszcze bardziej innowacyjna, gdyż próbowała pożenić nurt przygodowy ze strategicznym. Akurat tamten pomysł nie chwycił, chociaż nie był bynajmniej zły. Wprost przeciwnie: Uważam, że pierwsza „Diuna” zestarzała się lepiej od drugiej (chociaż jej replaybility jest z pewnością niższe).

Swoją drogą, aż dziwne, że gamizacji powieści Herberta dokonało Cryo Interactive, a nie czarodzieje z Cinemaware, którzy w eklektycznym mieszaniu gatunków się przecież specjalizowali.

Marcin pisał też miesiąc temu o Atari i słusznie zauważył, że Lucjan Wencel i programiści-amatorzy „dali na chwilę Atari drugie życie” w Polsce. „Piękna śmierć na naszej ziemi”.