Wszystkie wyróżnienia moje (7)

W debatach toczących się na temat rodziny mówi się często o jej modelu. Czy możemy mówić o istnieniu jakiegokolwiek? Co kryje się za sformułowaniem „tradycyjny” lub „katolicki model rodziny”?

Małgorzata Terlikowska: […] Jeśli mówimy o małżeństwie chrześcijańskim, to mówimy o przymierzu, nie o kontrakcie, jak w przypadku ślubu cywilnego. Kontrakt to umowa na świadczenie sobie pewnych usług, żeby było nam dobrze. Jest na czas określony. Jeśli coś przestaje działać, rozstajemy się, bo w imię czego mamy się męczyć? Przymierze w chrześcijańskim związku to zaproszenie do niego Pana Boga i wezwanie Go na świadka naszego ślubowania sobie. W przysiędze małżeńskiej podkreślamy tę nierozerwalność i ostateczność. W przeciwieństwie do umowy małżeństwo nakierowane jest na drugą osobę, a nie na uzyskiwanie korzyści.

Justyna Melonowska: […] Teraz idziemy w stronę czegoś, co w socjologii rodziny wyraża teoremat Jona Bernardesa. Do tej pory ktoś przychodził z zewnątrz i według określonych norm rozstrzygał: „Wy jesteście rodziną, a wy nie”. To pod wieloma względami bezsensowne i zwyczajnie błędne. Bernardes przekonuje, że każdego człowieka trzeba pytać, jak on określa swoją rodzinę. Jak jesteś starą, samotną kobietą i masz ukochanego kota, to być może ten kot będzie twoją rodziną. I nikt nie ma prawa przychodzić i twierdzić, że tak nie jest.

Małgorzata Terlikowska i Justyna Melonowska (rozmawiała Ala Budzyńska) (25/1/2016)

Czytaj dalej Wszystkie wyróżnienia moje (7)

Wiedźmin spotyka Jessikę Jones

W ostatnich miesiącach obdarzyłem internety kilkoma tekstami:

  • Recenzją dwóch książek Cezarego Zbierzchowskiego: powieści Holocaust F i zbioru opowiadań Requiem dla lalek. Ostrożnie polecam – Zbierzchowski dostał kilka lat temu zasłużonego Zajdla – ale po cichu liczę na to, że kolejne jego dzieło będzie jeszcze lepsze.
  • Krytyczną, lecz w gruncie rzeczy pozytywną recenzją pierwszego sezonu Jessiki Jones, za którą oberwało mi się w komentarzu od kilku fanów.
  • Recenzją słuchowisk na podstawie opowiadań wiedźmińskich Andrzeja Sapkowskiego. Gorąco polecam!
  • („And now for something completely different”) Nową, rozszerzoną wersją artykułu o Poetyce Arystotelesa na polskiej Wikipedii.

Obejrzane w 2015: Niespodzianki

Dziwak (Creep; 2014)

Znacie przyjemność płynącą z oglądania głupawego, lecz porządnie zrealizowanego kina klasy B? A przyjemność, jaką daje kino o nieokreślonym gatunku? Dziwak łączy je ze sobą. Historyjka o kamerzyście, który jedzie na odludzie za zleceniem, trzyma nas w swoistym metanapięciu. Nie wiemy, w którą stronę ten dziwaczny – godzien tytułu – film skręci. W stronę czarnej komedii? Survivalu? Slashera? Pornosa gejowskiego? Okazuje się zatem nieprzewidywalny także na poziomie fabuły, a wątpliwości rozwiewa dopiero końcówka, jak na hollywoodzkie standardy absurdalna, ale i miażdżąca, pozostawiająca widza w stanie lekkiego szoku.

creepFilm dostarcza też sposobności, by poudawać profesora Miodka. Angielskie słowo „creep” jest nieprzetłumaczalne. Pochodzi od przymiotnika „creepy” oznaczającego coś, co wywołuje lekkie ciarki na plecach, coś więcej niż „niepokojącego” („disturbing”, „unsetting”), ale niezupełnie „strasznego” („scary”). W „creepy” mieści się poza tym odcień dziwności. Niezłym odpowiednikiem byłby swojski wyraz „nieswój”, lecz po pierwsze może on sygnalizować chorobę, a po drugie, odnosi się nie do źródła odczucia, lecz do samopoczucia podmiotu. Po angielsku powiemy na przykład, że wieczorny spacer po lesie był „creepy”, ale po polsku możemy tylko powiedzieć, że czuliśmy się podczas niego nieswojo. Konstrukcja będzie dłuższa. Co najważniejsze, w języku polskim nie funkcjonuje określenie „nieswojak” – choć byłoby ono niegłupim neologizmem! – podczas gdy Anglosas osobę, która jest „creepy”, nazwie po prostu „creepem”.

Czytaj dalej Obejrzane w 2015: Niespodzianki

Chodźmy razem

Wojna, wojna, wojna. Wszystko wskazuje na to, że w sobotę wieczorem w Sztokholmie dojdzie do zaciętego starcia między sercem Starego Świata, Francją, a bezczelnym najeźdźcą z antypodów, Australią. W jubileuszowym, sześćdziesiątym finale Eurowizji wystąpi bowiem gościnnie ojczyzna kangurów i kazuarów, która na równych zasadach zmierzy się z tradycyjnymi uczestnikami corocznego festiwalu europejskiej piosenki. Pikanterii dodaje fakt, że w barwach Australii śpiewa… Koreanka.

Czytaj dalej Chodźmy razem

Wszystkie wyróżnienia moje (6)

By istnieć, Rosja musi być mocarstwem. To truizm, wręcz banał, warto jednak go powtarzać, by się utrwalił i by ostatecznie odrzucić szkodliwe złudzenia. Rosja mocarstwem być musi, bo przemawiają za tym zarówno względy „obiektywne”, tj. jej geograficzna nieobronność, oznaczająca konieczność uzyskania strategicznej głębi między rosyjskim rdzeniem a zewnętrznymi wrogami (obszar rdzeniowy Rosji, Moskwa, nie jest chroniony przez naturalne bariery, takie jak rzeki, morza, bagna czy góry, przez co był wielokrotnie najeżdżany; z tego wynika strategia konieczności zajmowania wielkiej ilości ziemi, by w razie najgorszego mieć terytorium, na którym agresor się wykrwawi), jak i „subiektywne”, czyli mentalnościowe. Ekspansja terytorialna zawsze pełniła w Rosji rolę kompensacyjną, wynagradzała Rosjanom zacofanie gospodarcze. Myślenie w kategoriach mocarstwowych pozostaje narzędziem wykorzystywanym przez władze w celu podtrzymania spójności i integralności rosyjskiego społeczeństwa – brak swobód obywatelskich, uprzedmiotowienie mieszkańców i niski standard życia są kompensowane poczuciem przynależności do imperialnej potęgi. Co prawda trudno powiedzieć, co jest tu jajkiem, a co kurą, tj. gdzie kończy się chłodne myślenie realistyczne, a zaczyna wielkomocarstwowa mania […], jednak efekt końcowy jest ten sam: Rosja musi być mocarstwem.

Michał Lubina (6/1/2016)

Czytaj dalej Wszystkie wyróżnienia moje (6)

Wszystkie wyróżnienia moje (5)

Zawsze istnieć będą ludzie zdolni znaleźć wymówkę dla czynienia zła, niezależnie od wyznawanej ideologii. Absurdem jednak jest negowanie, że niektóre ideologie są bardziej podatne na przemoc niż inne. […] Jeżeli ktoś, kto uważa, że jego pogląd P jest słuszny i ważny, zabije kogoś innego, ponieważ tamten się z nim nie zgadza, to powiemy, że pogląd P skłonił pierwszą osobę do przemocy. Ale właśnie nie do końca tak jest. Trzeba najpierw dorzucić do P dodatkowe przekonanie – że dopuszczalne […] jest wymuszanie słusznych, ważnych poglądów […] przemocą wymierzoną w tych, którzy ich nie wyznają. I to właśnie owo drugie przekonanie, nazwijmy je D, dostarcza motywu dla przemocy. […]

Tutaj dochodzimy do sedna sprawy: w skład niektórych ideologii wchodzą […] przekonania takie jak D […], w skład innych nie. Jest w pełni rozsądnym sprawdzić, czy jakaś określona ideologia je zawiera. […] Sprawę należy rozpatrywać systematycznie. Sprawdzanie tego nie jest ani nienawiścią, ani fobią. Można zbadać pod tym względem chrześcijaństwo, islam, ateizm, demokrację, marksizm itd. Stwierdzenie, że żadna ideologia nie zawiera przekonań takich jak D […] jest naiwne i błędne. Uznanie, że wszystkie ideologie zawierają przekonania w rodzaju D, również.

James Hannam (22/01/2016)

Czytaj dalej Wszystkie wyróżnienia moje (5)

Przeczytane w 2015: Leletrystyka

Z uporem godnym lepszej sprawy będę lansował określenie ukute przeze mnie kilka miesięcy temu. Przypominam: leletrystyka to niebeletrystyka, czyli zbiorcze określenie na książki popularnonaukowe, historyczne, literaturę faktu, wszelką non-fiction, a nawet rozmaite podręczniki i poradniki.

Czytaj dalej Przeczytane w 2015: Leletrystyka

Dwadzieścia-dwadzieścia tysięcy (15)

Ze dwa miesiące temu w trakcie jazdy samochodem słuchałem wygrzebanego z czeluści szuflady mixtape’a (oczywiście w formie cedekowej), którego nagrałem w roku 2002 albo 2003. Łza zakręciła mi się w oku przy kawałku Za młodzi, za starzy. Ryszard Rynkowski nie żyje już przecież od tylu lat…

Czytaj dalej Dwadzieścia-dwadzieścia tysięcy (15)

Wszystkie wyróżnienia moje (4)

Tetlock przeprowadził słynne, trwające dwadzieścia lat badanie, w ramach którego grupa ekspertów dokonała łącznie około 28 tysięcy przewidywań związanych m.in. z polityką, wojną i ekonomią. Eksperci prognozowali przyszłość na jeden do dziesięciu lat naprzód. Porównując później ich przewidywania z rzeczywistością, Tetlock odkrył, że równie dobrze można by kazać małpie rzucać strzałkami do tarczy.

Powyższa konkluzja stała się bon motem. Była jednak jeszcze druga, którą zapamiętało niewiele osób. Choć przewidywania przeciętnego eksperta okazały się istotnie niewiele lepsze od zgadywania w ciemno, niektórzy poradzili sobie nadzwyczaj dobrze. Tetlock nazwał ich „superprognostykami”. [Jak odróżnić ich od pozostałych?] Należy wystrzegać się ekspertów, którzy mówią „ponadto” częściej niż „jednakże” – ludzi, którzy dają się ponieść swym argumentom nie umiejąc okiełznać ich przeciwstawnymi poglądami – oraz tych, którzy uznają rzeczy za „niemożliwe” lub „pewne”.

Ana Swanson (4/1/2016)

Czytaj dalej Wszystkie wyróżnienia moje (4)