Ekologia na własność

strong

— No dobrze, ale jak to się stało, że pomimo tego wszystkiego, o czym Pan powiedział, dziś ekologia jest kojarzona z lewicą, a „antyekologia” z prawicą?

— Wynika to z tego, że pojęcie „prawicowy” w pewnym momencie zostało utożsamione przede wszystkim ze sprzyjaniem gospodarczemu liberalizmowi (…). Cechą [szczególną] prawicowości miał być liberalizm, a nawet libertarianizm ekonomiczny. W tym ujęciu ochrona przyrody to działania przeciwko ludzkiej wolności i świętemu prawu własności, wymagają bowiem pewnych ograniczeń na rzecz dobra wspólnego.

Czytaj dalej Ekologia na własność

Reklamy

Będę grał w grę

tombraider.jpg

– W Polsce jest bardzo dużo studiów gier wideo, jest ich więcej, niż, na przykład, we Francji.

– To jest przypadek, czy ma jakieś uzasadnienie w uwarunkowaniach kulturowych?

– Pewnie że ma. To jest stosunkowo młoda branża… Jeżeli brać sprawy archeologicznie, (…) pierwsze gry wideo pojawiły się w latach 40., ale na dobrą sprawę zaistniały na przełomie lat 70. i 80. W związku z tym pewne rezultaty polityki kulturalnej PRL-u są stosunkowo mało obecne w branży gier wideo, podczas gdy bardzo mocno warunkują kino komercyjne w Polsce. To jest coś, co długo rozwijało się niezależnie i w związku z tym przelatywało zupełnie pod radarem czynników politycznych. Więc druga sprawa jest taka, że jest to branża stosunkowo mało upolityczniona – jeżeli rozumiemy przez to umocowanie instytucjonalne (…) I po trzecie, to jest coś, w czym Polacy od samego początku byli dobrzy. Polskie gry, odkąd zaczęły powstawać, na poziomie wytwórstwa były nieodróżnialne od produkcji zachodnich. W związku z tym w tej branży nigdy nie funkcjonował mit, że jedyne, co możemy robić, to powielać wzorce importowane z kultury zachodniej, co jest charakterystyczne dla większości branży rozrywkowych w Polsce.

(…)

– Na koniec pytanie trochę z innej beczki: obecnie w Polsce obserwujemy pewny renesans gier planszowych…

– Nie tylko w Polsce, na świecie się to dzieje.

– Ale z czego to wynika? Czy to jest konkurencja dla gier wideo, jakaś alternatywna rozrywka?

– Czytałem kiedyś bardzo interesującą analizę, która pokazywała, że istnieje korelacja pomiędzy zainteresowaniem grami planszowymi a 11 września. Że w pewnej mierze strach przed terroryzmem na jakiś czas skłonił Amerykanów do tego, żeby spotykać się w domach, a nie wychodzić do pubu. A więc takie na pół zapomniane gry planszowe, które były straszne popularne na przełomie lat 50. i 60., powyciągano z szafy.

– Tomasz Z. Majkowski (rozmawiała Anna Svetlova) (12/4/2016)

Czytaj dalej Będę grał w grę

Trzy szybkie spojrzenia na polską transformację

strong

Patrząc na to co wydarzyło się w Polsce po ’89 roku wydaje mi się, że mamy ogromny problem z tym, że jesteśmy polonocentryczni. Zarówno apologeci polskiej transformacji i jej krytycy są tak obezwładnieni polską perspektywą, że (…) historia Polski tego okresu jest kompletnie przeinaczona.

Mamy w historii XX-wiecznej Polski takie momenty, kiedy to co się u nas działo miało oczywisty wymiar oryginalności – klasycznymi przykładami są: Powstanie Warszawskie i szerzej fenomen Armii Krajowej, albo Solidarność, szczególnie rok 1980. Akurat transformacja 1989 roku, podobnie jak chociażby sanacja w latach 20-tych i 30-tych były częścią bardzo szerokiego trendu. I w tym trendzie, jak dobrze się nad tym zastanowić, to faktycznie polska transformacja wyglądała trochę bezalternatywnie. (…)

Można było wykorzystać te trendy lepiej lub gorzej, ale raczej nie wchodziły w grę zupełnie inne rozwiązania. Polska na tym tle nie wypadła źle. Balcerowicz ówczesne trendy i polski potencjał wykorzystał, jeśli porównać z innymi reformatorami, optymalnie. Mamy wokół kraje, którym się mniej powiodło. (…)

Wspomniany przeze mnie polonocentryzm, jeżeli chodzi o pisanie historii – bo w tym sensie tego sformułowania używam – kompletnie nam odbiera zdolność do zbalansowanej oceny tamtego procesu. A w końcu historia jest po to by lepiej rozumieć.

– Paweł Kowal (4/4/2016)

Czytaj dalej Trzy szybkie spojrzenia na polską transformację

Szarpać jak Tusk koronę

POLAND-GERMANY-EU-DIPLOMACY-POLITICS

– Przede wszystkim ważne decyzje zapadają rzadko. Niesłychanie rzadko. Badanie historii politycznej uświadamia, że meandry bieżącej polityki w ogóle nie są istotne. Polityka nie jest filmem akcji, w którym każda minuta przynosi ważne zdarzenie. Politykę obserwować trzeba nie z perspektywy dnia, lecz całych dekad. Wtedy widać, że politycznym wydarzeniem było powstanie Unii Europejskiej oraz decyzja o poszerzeniu jej granic. Politycznym wydarzeniem było inteligentne uformowanie Unii, które pozwala jej osiągać dwa wielkie cele – blokować wybuch wojny oraz usuwać granice na drodze pracy i kapitału. Reszta to zgiełk bieżącego życia.

(…)

– Pana analizy dobrze się czyta, ale po lekturze dochodzę do wniosku, że pana zdaniem po 25 latach demokracji w Polsce żadna siła polityczna nie odniosła żadnego sukcesu. Lewica dała się zepchnąć na prawo, poddaje się wpływom konserwatywnego społeczeństwa, a jednocześnie nie uwolniła się od postkomunistycznego balastu. Liberałowie? To stado baranów, które w panicznym strachu przed Jarosławem Kaczyńskim godzi się na miękki prawicowy autorytaryzm Donalda Tuska i jego z gruntu konserwatywnej partii. Jarosław Kaczyński stał się z kolei zakładnikiem społecznych demonów, które sam uwolnił i autokreacji, jaką stworzył na użytek mas. Prawicowi „niepokorni” – grupa oszołomów marząca o wielkiej Polsce, której nie ma i nie było, bo od 300 lat, jak sam pan pisze, „dostajemy po dupie bardziej niż inni”. Wreszcie Donald Tusk – człowiek, który wygrał kilka wyborów z rzędu, wyeliminował kolejnych rywali, ale cóż z tego skoro nic nie może, bo jest premierem prowincjonalnego kraju sterowanego przez siły zewnętrzne – interesy mocarstw, przepływy kapitału, geopolityczne przepychanki dla nas niedostępne. Czy trafnie podsumowuję pana diagnozę polskiej polityki?

– Tak, jak najbardziej. Opisuję polityków, których maksimum sprawności to wyszarpanie korony z rąk przeciwników.

– Robert Krasowski (rozmawiał Łukasz Pawłowski) (18/2/2014)

Wszystkie wyróżnienia moje (9)

strong

Accountability

Świat teoretyków zarządzania zwolniony jest z obowiązku rozliczania się z wyników [choć wielu teoretyków uważa, że zarządzanie musi polegać między innymi na rozliczaniu z nich pracowników].

– Matthew Stewart (The Atlantic, czerwiec 2006)

O zarządzaniu pisałem tutaj.

Pan algorytm

Tak jak mitologie legitimizowały boski autorytet, tak jak ideologie legitymizowały autorytet ludzki, tak prorocy Doliny Krzemowej oraz guru high-techu tworzą właśnie nową uniwersalną narrację, która usprawiedliwi władzę algorytmów i Wielkich Danych (Big Data). Nowe, proponowane wyznanie możemy ochrzcić mianem „danizmu” (Dataism). (…)

Danizm przyrzeka badaczom i intelektualistom Święty Graal nauki (…): pojedynczą, totalną teorię jednoczącą wszystkie dyscypliny, od muzykologii, poprzez ekonomię, aż po biologię. Danizm głosi bowiem, że Piąta Symfonia Beethovena, bańka giełdowa i wirus grypy są trzema różnymi wzorcami przepływu danych, które da się przeanalizować sięgając po te same podstawowe pojęcia i narzędzia. (…)

Nawet jeśli danizm się myli (…) i tak może zawojować świat. Wiele poprzednich wyznań zdobyło ogromną popularność i moc, chociaż rozmijało się z niektórymi faktami. Skoro sukces odniosły chrześcijaństwo oraz komunizm, dlaczego nie miałoby się udać danizmowi? Posiada on szczególnie obiecujące widoki na przyszłość, jako że (…) zjednoczony naukowy paradygmat łatwo może okazać się niewzruszonym dogmatem. (…)

Jeśli cię to niepokoi, jeżeli chcesz pozostać poza zasięgiem władzy algorytmów, mam dla ciebie jedną dobrą radę, najstarszą ze wszystkich rad: poznaj siebie. (…) Dopóty będziesz rozumiał siebie lepiej i wiedział o sobie więcej niż algorytmy, dopóki twoje decyzje będą lepsze od ich decyzji. (…) A jeżeli algorytmom mimo wszystko pisane jest zwycięstwo, stanie się tak głównie dlatego, że większość ludzi nie poznało siebie prawie w ogóle.

– Yuval Noah Harari (Financial Times, 26/8/2016)

Harari jest autorem dwóch rzekomo znakomitych książek: popularnej, syntetycznej historii ludzkości pt. Od zwierząt do bogów oraz nieprzetłumaczonych jeszcze na polski rozważań futurologicznych pt. Homo Deus.

Czytaj dalej Wszystkie wyróżnienia moje (9)

Wszystkie wyróżnienia moje (8)

strong

Jesteś rynkowym trybikiem

Posługiwanie się pojęciem „klienta” w tylu różnych sferach ludzkiej aktywności musi oznaczać, że w prawie wszystkich naszych codziennych działaniach istotnie zachowujemy się jak klienci na rynku. Stało się tak nie za sprawą przypadku, ale wskutek (…) całkowitego przemeblowania naszych instytucjonalnych praktyk. Obowiązkowe dokonywanie „wolnego wyboru” – lekarza, szpitala, szkoły dla naszych dzieci – jest zarazem ćwiczeniem ze społecznej tożsamości. Za każdym razem potwierdzamy nim naszą konsumenckość.

– Doreen Massey (The Guardian, 11/6/2013)

Polscy Tatarzy są polscy

Często podnoszony jest także zarzut, jakoby podkręcane przez nas nastroje antyimigranckie miały charakter rasistowski. To bzdura. Dla mnie kolor skóry przybyszów nie ma znaczenia. Kluczowe są kwestie bezpieczeństwa oraz obrony naszej tożsamości. Tak samo nie jesteśmy przeciwnikami islamu jako takiego, choć oczywiście uznajemy katolicyzm za religię objawioną. Sami utrzymujemy przyjazne stosunki z prof. Selimem Chazbijewiczem i wielkim szacunkiem darzymy środowiska polskich Tatarów. Powiem więcej, gdyby hipotetycznie doszło do sytuacji, kiedy ta społeczność będzie zagrożona ze strony radykalnych polskich konwertytów, czy radykalnych imigrantów, jako islam zbyt „rozwodniony”, to chciałbym, żeby działacze ONR-u jako pierwsi stanęli w obronie polskich Tatarów. Także z zaciśniętymi pięściami. Polskość środowisk tatarskich jest rzeczą niepodlegającą dyskusji.

– Aleksander Krejckant (Jagielloński24, 1/5/2016)

Czytaj dalej Wszystkie wyróżnienia moje (8)

Bunio pożera świat

facebook-logo.png

Tak, wiem, czytaliście i słyszeliście już te ostrzeżenia. Facebook staje się internetem w internecie zastępując swobodę i anarchię WWW lat dziewięćdziesiątych regulacjami Zuckerbegowej korporacji; algorytmy newsfeedowe polaryzują opinie zamykając użytkowników w informacyjnych bańkach i pokazując im tylko te posty, które zgadzają się ze skrupulanie wyliczonymi gustami i poglądami; bunio jest inkubatorem narcyzów żebrzących o lajki i gotowych do najbardziej prymitywnego uproszczenia przekazu, byle tylko wygrać kilka sekund uwagi swoich zblazowanych „przyjaciół”; FB podsuwa nam pod twarze niekończący się szereg prymitywnych memów i durnych gifów, którym trudno się oprzeć, ponieważ każde przesunięcie ekranu wyciska z nadnerczy kropelkę dopaminy; tak zwane media społecznościowe erodują kontakty międzludzkie, gdyż komunikacja w okienku komentarzy zastąpiła rozmowę o życiu i całej reszcie na kolacji z wódeczką.

Ale skutki fejsbukizacji i twitteryzacji mogą okazać się jeszcze gorsze. Zagrażają instytucjom politycznym. Alan Jacobs, profesor nauk humanistycznych, bloger kwartalnika The New Atlantis, napisał w lutym coś bardzo mądrego:

W coraz większym stopniu będziemy domagać się od platform [internetowych], by nas jednoczyły, jako że zdolność jednoczenia wykracza [we współczesnym świecie] poza możliwości instytucji oświatowych. Sądzę jednak, że owe platformy z powodu swej natury do jednoczenia ludzi się nie nadają. Zaprojektowano je bowiem tak, by były uniwersalne i przez to stały się obojętne na konkretne potrzeby swoich użytkowników.

Skontaktowanie się z kimś pracującym w Google’u, Facebooku, Twitterze albo Instagramie jest praktycznie niemożliwe. Zamiast tego platformy tresują nas, żebyśmy robili to, co chcą. Nie dostosowują się bynajmniej do naszych życzeń i potrzeb. Model edukacji związany z platformami (…) w pierwszej chwili wyda się wyzwalający — „nauczę się wszystkiego, czego mi potrzeba, w Khan Academy!” — lecz poczucie wolności będzie trwało dopóty, dopóki będziemy posłusznie zadawać wyłącznie te pytania, na które platformy umieją odpowiedzieć i dopóki będziemy pielęgnować tylko te myśli, które platformy są gotowe do przekazywania. (…)

Większość przyzwyczai się do anonimowego usztywnienia wymuszonego przez platformy. Przestanie dostrzegać różnoskalowe zalety instytucji. Przypuszczam, że jednym ze skutków będzie narastająca niecierpliwość do demokracji reprezentacyjnej. Towarzyszyć jej będzie chęć zastąpienia politycznych instytucji decyzjami podejmowanymi poprzez platformy, w referendach i plebiscytach przeprowadzanych na jak najwyższym szczeblu (narodowym lub, w przypadku UE, transnarodowym). Skończy się między innymi na wyzysku społeczności i zasobów naturalnych przez ludzi, którym nigdy nawet nie będzie dane zobaczyć i dowiedzieć się, kogo i co wyzyskują.

Polecam też poświęcony Facebookowi niedawny odcinek Tanich drani.

Niebezpieczni mężczyźni

terrorysci.jpg

1. Terroru dokonuje się zawsze z myślą o tobie.

Związek pomiędzy terroryzmem a mediami od dawna jest oczywisty. Terroryści starają się wzbudzić irracjonalny strach u jak największej liczby ludzi w celu wywarcia nacisku na polityków, tak, żeby ci dopomogli zrealizować ich cele. Terroryzm w swojej nowoczesnej formie powstał w drugiej połowie XIX wieku, w tej samej erze, która była świadkiem szybkiego rozwoju zarówno mass mediów jak i demokracji. Bez mediów niewielu obywateli wiedziałoby, że jakiś atak miał miejsce, bez demokracji zaś osoby u władzy nie miałyby szczególnych powodów, żeby reagować w zgodzie z emocjami, jakie terrorystyczna przemoc wywołuje.

Jason Burke (The Guardian, 25/2/2016)

Czytaj dalej Niebezpieczni mężczyźni

Świat według Andrzeja

frederick_dielman-history

inicjalWsiadasz do swojego ulubionego wehikułu czasu, ustawiasz tempomat na tysięczny rok przed Chrystusem, a geolokator na, dajmy na to, ówczesne Chiny. Nie zabawiasz jednak w starożytnym Państwie Środka zbyt długo. Uprowadzasz tylko jakiegoś średnio rozgarniętego, skośnookiego urzędnika i w try miga przywozisz z powrotem do dwa tysiące siedemnastego.

Załóżmy, że znasz jego język. Chcesz pokazać naszą epokę. Zaczynasz od techniki. Wciskasz do ręki smartfona. Próbujesz wytłumaczyć co i jak. Szanse powodzenia? Bliskie zeru. Działanie nowoczesnego telefonu komórkowego opiera się na tylu zaawansowanych koncepcjach – ekran dotykowy, system operacyjny, internet, media społecznościowe, sieć telekomunikacyjna, podzespoły elektroniczne, fale elektromagnetyczne, prąd – że za Chiny ludowe nie dałoby się go wyłuszczyć osobie przednowożytnej. Twój gość jest wstrząśnięty i zmieszany.

Zmieniasz więc temat. Rozmawiacie o polityce. Opowiadasz o skorumpowanym burmistrzu, którego proces toczy się od ponad roku, ale którego nie idzie skazać, bo ma koneksje. Przez twarz gościa przemyka cień uśmiechu. Opowiadasz o Unii Europejskiej, o problemach politycznych związanych ze scaleniem rozległego regionu w jeden pseudopaństwowy organizm, o kosmopolitycznych elitach, którym nie ufają zwykli obywatele. Starożytny Chińczyk uśmiecha się szerzej. Opowiadasz o historii politycznej XX wieku, o zawieruchach, wojnach, ludobójstwach. Twój gość kiwa gorliwie głową, bynajmniej nie dlatego, że rajcują go holokausty. „Tak, tak! Korupcja, nieudolne traktaty, dyktatorzy. U nas też tak jest!”

Jaki wniosek płynie z tego prostego eksperymentu myślowego? W przeciągu minionych tysiącleci – a w zasadzie w przeciągu ostatnich stu-dwustu lat – technika poczyniła postępy tak olbrzymie, że w jej wymiarze naszą cywilizację dzieli od czasów dawniejszych nieprzekraczalna przepaść. Jednakże w sensie politycznym tkwimy wciąż w tym samym miejscu. Chełpimy się demokracją i prawami człowieka, ale ta pierwsza jest wszak wynalazkiem starożytnych Greków, a te drugie istnieją zbyt krótko, by dało się stwierdzić, jaki wpływ będą miały na politykę w perspektywie wieków. Jak dotąd zestaw bolączek ustrojowych nie zmienił się ani na jotę. O polityce pogadałbyś bez problemów i z poddanym Filipa II, i z kupcem z rubieży Cesarstwa Rzymskiego. O używanych samochodach – nie.

Czytaj dalej Świat według Andrzeja

Miasto, Imperium, Kościół

marrakesh_cityscape

Miasto greckie było pierwszą pełną implementacją ludzkiego działania; uporządkowaniem ludzkiego świata czyniącym działanie możliwym i sensownym; miejscem, gdzie człowiek po raz pierwszy roztrząsał i nakreślał projekty działań. To właśnie tam ludzie odkryli, że mogą sobą zarządzać, to właśnie tam nauczyli się [jak produkować energię polityczną.] (…)

Dalsza historia Zachodu sprowadza się do ciągle wznawianych poszukiwań takiej politycznej formuły, która czerpałaby z miejskiej energii. (…)  Po mieście nastało imperium. Cesarski Rzym (…) ogarniał coraz dalsze, coraz liczniejsze skupiska ludzkie, aż wydawało się, że zgromadzi wokół siebie całą rasę człowieczą. Imperium Rzymskie odżegnało się od miejskiej wolności obiecując w zamian jedność i pokój.

Obietnica ta nie została oczywiście dotrzymana, [ale] idea odrodziła się w nowej formie, nie występującej nigdzie poza Europą. Mowa o katolickim, powszechnym Kościele, który zapragnął zjednoczyć cały rodzaj ludzki w nowej wspólnocie, zamkniętej bardziej niż najbardziej zamknięte miasto i rozleglejszej od najrozleglejszego imperium. (…)

[W demokracjach parlamentarnych] język polityki coraz bardziej oddala się od możliwości działania. (…) Ponieważ język nie jest już związany z żadnym czynem, który mógłby stanowić dlań miarę, wiele osób bierze cudze słowa zupełnie na serio, tak jakby one same były formą działania, i utożsamia nieakceptowane przez siebie wypowiedzi z działaniem najgorszym z możliwych. Urażające stwierdzenia są wyłapywane i oznaczane jako (…) „fobie”. Postęp wolności Zachodu polegał kiedyś na mierzeniu języka standardami widocznego działania; poprawność polityczna polega na mierzeniu języka standardami niewidzialnych intencji.

Pierre Manent (lato 2012)

____________________
Autorem zdjęcia nagłówkowego jest Tak (CC). Widzimy na nim fragment Marrakeszu. Dobór miasta jest nieprzypadkowy i należy potraktować go jako dyskretną zapowiedź tematyki przyszłotygodniowych wpisów.

Zwróćmy poza tym uwagę, że tytuł notki skraca się jako MIK. Jeżeli przyjmiemy, że po epoce Kościoła nastała epoka Komisji Europejskiej, akronim zamieni się w MIKKE. Nomen omen.