Niebezpieczni mężczyźni

terrorysci.jpg

1. Terroru dokonuje się zawsze z myślą o tobie.

Związek pomiędzy terroryzmem a mediami od dawna jest oczywisty. Terroryści starają się wzbudzić irracjonalny strach u jak największej liczby ludzi w celu wywarcia nacisku na polityków, tak, żeby ci dopomogli zrealizować ich cele. Terroryzm w swojej nowoczesnej formie powstał w drugiej połowie XIX wieku, w tej samej erze, która była świadkiem szybkiego rozwoju zarówno mass mediów jak i demokracji. Bez mediów niewielu obywateli wiedziałoby, że jakiś atak miał miejsce, bez demokracji zaś osoby u władzy nie miałyby szczególnych powodów, żeby reagować w zgodzie z emocjami, jakie terrorystyczna przemoc wywołuje.

Jason Burke (The Guardian, 25/2/2016)

Czytaj dalej Niebezpieczni mężczyźni

Świat według Andrzeja

frederick_dielman-history

inicjalWsiadasz do swojego ulubionego wehikułu czasu, ustawiasz tempomat na tysięczny rok przed Chrystusem, a geolokator na, dajmy na to, ówczesne Chiny. Nie zabawiasz jednak w starożytnym Państwie Środka zbyt długo. Uprowadzasz tylko jakiegoś średnio rozgarniętego, skośnookiego urzędnika i w try miga przywozisz z powrotem do dwa tysiące siedemnastego.

Załóżmy, że znasz jego język. Chcesz pokazać naszą epokę. Zaczynasz od techniki. Wciskasz do ręki smartfona. Próbujesz wytłumaczyć co i jak. Szanse powodzenia? Bliskie zeru. Działanie nowoczesnego telefonu komórkowego opiera się na tylu zaawansowanych koncepcjach – ekran dotykowy, system operacyjny, internet, media społecznościowe, sieć telekomunikacyjna, podzespoły elektroniczne, fale elektromagnetyczne, prąd – że za Chiny ludowe nie dałoby się go wyłuszczyć osobie przednowożytnej. Twój gość jest wstrząśnięty i zmieszany.

Zmieniasz więc temat. Rozmawiacie o polityce. Opowiadasz o skorumpowanym burmistrzu, którego proces toczy się od ponad roku, ale którego nie idzie skazać, bo ma koneksje. Przez twarz gościa przemyka cień uśmiechu. Opowiadasz o Unii Europejskiej, o problemach politycznych związanych ze scaleniem rozległego regionu w jeden pseudopaństwowy organizm, o kosmopolitycznych elitach, którym nie ufają zwykli obywatele. Starożytny Chińczyk uśmiecha się szerzej. Opowiadasz o historii politycznej XX wieku, o zawieruchach, wojnach, ludobójstwach. Twój gość kiwa gorliwie głową, bynajmniej nie dlatego, że rajcują go holokausty. „Tak, tak! Korupcja, nieudolne traktaty, dyktatorzy. U nas też tak jest!”

Jaki wniosek płynie z tego prostego eksperymentu myślowego? W przeciągu minionych tysiącleci – a w zasadzie w przeciągu ostatnich stu-dwustu lat – technika poczyniła postępy tak olbrzymie, że w jej wymiarze naszą cywilizację dzieli od czasów dawniejszych nieprzekraczalna przepaść. Jednakże w sensie politycznym tkwimy wciąż w tym samym miejscu. Chełpimy się demokracją i prawami człowieka, ale ta pierwsza jest wszak wynalazkiem starożytnych Greków, a te drugie istnieją zbyt krótko, by dało się stwierdzić, jaki wpływ będą miały na politykę w perspektywie wieków. Jak dotąd zestaw bolączek ustrojowych nie zmienił się ani na jotę. O polityce pogadałbyś bez problemów i z poddanym Filipa II, i z kupcem z rubieży Cesarstwa Rzymskiego. O używanych samochodach – nie.

Czytaj dalej Świat według Andrzeja

Miasto, Imperium, Kościół

marrakesh_cityscape

Miasto greckie było pierwszą pełną implementacją ludzkiego działania; uporządkowaniem ludzkiego świata czyniącym działanie możliwym i sensownym; miejscem, gdzie człowiek po raz pierwszy roztrząsał i nakreślał projekty działań. To właśnie tam ludzie odkryli, że mogą sobą zarządzać, to właśnie tam nauczyli się [jak produkować energię polityczną.] (…)

Dalsza historia Zachodu sprowadza się do ciągle wznawianych poszukiwań takiej politycznej formuły, która czerpałaby z miejskiej energii. (…)  Po mieście nastało imperium. Cesarski Rzym (…) ogarniał coraz dalsze, coraz liczniejsze skupiska ludzkie, aż wydawało się, że zgromadzi wokół siebie całą rasę człowieczą. Imperium Rzymskie odżegnało się od miejskiej wolności obiecując w zamian jedność i pokój.

Obietnica ta nie została oczywiście dotrzymana, [ale] idea odrodziła się w nowej formie, nie występującej nigdzie poza Europą. Mowa o katolickim, powszechnym Kościele, który zapragnął zjednoczyć cały rodzaj ludzki w nowej wspólnocie, zamkniętej bardziej niż najbardziej zamknięte miasto i rozleglejszej od najrozleglejszego imperium. (…)

[W demokracjach parlamentarnych] język polityki coraz bardziej oddala się od możliwości działania. (…) Ponieważ język nie jest już związany z żadnym czynem, który mógłby stanowić dlań miarę, wiele osób bierze cudze słowa zupełnie na serio, tak jakby one same były formą działania, i utożsamia nieakceptowane przez siebie wypowiedzi z działaniem najgorszym z możliwych. Urażające stwierdzenia są wyłapywane i oznaczane jako (…) „fobie”. Postęp wolności Zachodu polegał kiedyś na mierzeniu języka standardami widocznego działania; poprawność polityczna polega na mierzeniu języka standardami niewidzialnych intencji.

Pierre Manent (lato 2012)

____________________
Autorem zdjęcia nagłówkowego jest Tak (CC). Widzimy na nim fragment Marrakeszu. Dobór miasta jest nieprzypadkowy i należy potraktować go jako dyskretną zapowiedź tematyki przyszłotygodniowych wpisów.

Zwróćmy poza tym uwagę, że tytuł notki skraca się jako MIK. Jeżeli przyjmiemy, że po epoce Kościoła nastała epoka Komisji Europejskiej, akronim zamieni się w MIKKE. Nomen omen.

Koszmary Michała Boniego

Konferencja prasowa europosla Michala Boniego

– Politycy między sobą rozmawiają o jakichś książkach? Na przykład o Kapitale w XXI wieku Piketty’ego rozmawialiście z Tuskiem

– Rozmawiało się. Czytał. O Pikettym rozmawiałem z Lewandowskim, Rosatim, z Danusią Hübner. Niektórzy z nich uważają, że to bzdury, ale przeczytali. Jarek Gowin też dużo czytał. Ale polityków, z którymi można pogadać o książkach, da się policzyć na palcach jednej ręki. Od jakiegoś czasu wystarczy powtarzać przekazy dnia rozsyłane mailowo co rano przez sztaby partyjnych piarowców. Książki w tym raczej przeszkadzają.

Teraz czytam o rynku pracy w przyszłości Rise of the Robots Martina Forda. Byłbym szczęśliwy, gdyby dziennikarze co jakiś czas ze mną rozmawiali o książkach i nowych ideach. Ważne jest, jaką minę do kogoś zrobiłem, kto komu nogę podstawił. Zwierzęca gra bieżąca – jak przetrwać, kogo zagryźć, kogo pogłaskać.

I też mam sny.

– Jakie?

Że mnie ścigają pisowcy. Samochodem. Uciekam, przeskakuję jakiś mur i budzę się na podłodze koło łóżka… To dla pana zabawne?

– Michał Boni (rozmawiał Grzegorz Sroczyński) (2/4/2016)

Życie czy użycie?

zycie_czy_uzycie

Współczesny, panujący na uniwersytetach paradygmat uprawiania etyki jest fałszywy. Miast pytania podstawowego o jakość swojego życia jako projektu całościowego stawia się pytanie „jak postąpić?” w jakiejś szczególnie skomplikowanej sytuacji. Porusza się wyobraźnię publiczności i skupia jej uwagę na problemach, które najczęściej bezpośrednio jej nie dotyczą. I to nazywa się etyką. (…)

Pytanie: „jak postąpić?” (…) z etycznego punktu widzenia jest pytaniem wtórnym. I inaczej musi wypaść jego rozważanie, kiedy skonfrontowana z nim osoba postawiła już i rozważyła pytanie podstawowe, i świadomie rozstrzyga o swoim życiu jako całości, a inaczej, kiedy pytanie to w ogóle nie było rozważane i osoba ta nie rozporządza swym życiem jako świadomie ukierunkowaną całością. (…)

Śmierć przynależy do życia. I tak jak nie ma śmierci bez życia, tak i nie ma życia bez śmierci. To właśnie nieuchronność naszej skończoności nadaje naszemu życiu jego dynamikę. (…) Jeżeli degraduje się śmierć, degraduje się zarazem życie. (…) Jeżeli życie będziemy rozumieć jako użycie, to śmierć będzie zawsze czymś zupełnie obcym życiu, będzie jedynie absurdalnym, bezsensownym końcem życia jako używania. Jeśli natomiast chcemy życiu naszemu nadać wyższy sens, to możliwe jest to tylko wtedy, kiedy śmierć będzie z tym życiem tworzyć jedność, a to z kolei możliwe jest wówczas, kiedy żyjemy dla kogoś czy dla czegoś, za kogo czy za co jesteśmy w każdej chwili gotowi umrzeć.

Jacek Filek (kwiecień 2012)

Zdumiewa mnie, że w Polsce wciąż uważa się postulat obrony życia za specyficznie katolicki. Owszem, Kościół katolicki tej antropologii konsekwentnie broni, lecz nie ma ona ugruntowania religijnego. Po prostu wynika ona z przyjęcia, że poza poczęciem bądź narodzeniem każdy inny wybór momentu, w którym płód staje się człowiekiem godnym prawnej ochrony, jest arbitralny. Kościół zdecydowanie opowiada się za momentem poczęcia – bo skoro jest to sprawa życia lub śmierci, to nie można ryzykować życiem drugiego. Można jednak być przeciwnikiem aborcji, nie będąc człowiekiem wierzącym, bo argumentacja religijna – o stworzeniu przez Boga i świętości życia – pełni tu jedynie rolę pomocniczą.

Zbigniew Nosowski (12/4/2016)

W świecie jako hipermarkecie człowiek podejmuje decyzję o „nieposiadaniu” dziecka, bo to się po prostu „nie opłaca”. Decyzja ta najczęściej jest błędem etycznym, polegającym na odwróceniu rzeczywistej hierarchii wartości. Są tedy ludzie, dla których umrzeć bezpotomnie jest mniejszym złem, niż umrzeć z niższym kontem w banku. (…) Kto odnajduje w sobie zdolność do miłości i kto ma szczęście darzonym być miłością, ten śpiewa hymn na cześć życia, a nie traktuje go jak pasma ciągnących się nieszczęść. (…)

Jacek Filek (kwiecień 2012)

____________________
Ilustracja nagłówkowa jest fragmentem zdjęcia Dmitrija Popova (CC).

500+

Nie będąc bynajmniej beneficjentem, popieram program 500+. Uważam go za odważne, mądre narzędzie polityki redystrybucyjnej, socjalnej oraz prorodzinnej. Nawet jeśli potomność miałaby ocenić kadencję PiS-u bardzo źle, to przynajmniej dzięki wprowadzeniu 500+ będzie można o rządach partii Kaczyńskiego powiedzieć coś dobrego. Oczywiście, zdaję sobie sprawę z pewnych usterek programu, lecz dziurę w całym można znaleźć wszędzie, a już na pewno w dowolnej ustawie. Tutaj jednak funkcjonalne zalety zdecydowanie przewyższają administracyjne wady. Hipokryzję resentymentu „młodych, wykształconych” wobec programu krytykuje Piotr Wójcik w Nowym Obywatelu:

Gdy obserwujemy dyskusję o pierwszych efektach 500+, łatwo dostrzec ewidentne podwójne standardy reprezentowane przez intelektualistów z liberalnej strony polskiej debaty publicznej. Ludzie, którzy w stosunku do przybywającego z zewnątrz „innego” potrafią się zdobyć na bardzo daleko idącą wyrozumiałość, nawet jeśli ten „inny” jest wyraźnie tradycyjny, nie są już w stanie wykrzesać z siebie podobnej empatii w stosunku do „innego” z ich własnej wspólnoty. Zatem gdy mowa o uchodźcach z Syrii, wsparcie w postaci transferów pieniężnych, i to często większych niż „500+”, nie razi, ale jest oczywistym sposobem pomocy osobom w potrzebie.

Piotr Wójcik (12/7/2016)

Skąd jednak ów resentyment klasy (pseudo)średniej się bierze? Diagnozuje go socjologią Michał Kuź z Nowej Konfederacji1:

Czytaj dalej 500+

Wielka rzesza magistrów

[W 2013 r.] Agata Bielik-Robson twierdziła, że Polska jest passé, bo nie da się jej pogodzić z nowoczesnością. A ponieważ trzeba wybierać między Polską i nowoczesnością, to ona wybiera nowoczesność. Wystarczyły jednak dwa lata, żeby nienowocześni wyznawcy polskich mitów i „sekta smoleńska” (…) wygrali wybory ze zwolennikami nowoczesności, dzięki lepszemu posługiwaniu się twitterem i facebookiem. (…)

Polacy o wykształceniu podstawowym i zawodowym okazali się silniejszym elementem społecznym niż cała wielka rzesza magistrów. Ci, którzy nie studiowali, nie mieli bowiem okazji zarazić się tak głęboko (…) modnymi sloganami nowej lewicy. Ponieważ ostoją tego typu myślenia po latach PRL-u pozostały uniwersytety i środowiska opiniotwórcze, wychowankowie tych środowisk i ich satelici przesiąkli fałszywą ideologią w znacznie większym stopniu niż tak zwani ludzie prości. Zaś życie i działanie według fałszywych idei, nawet jeśli początkowo przynosi profity, na dłuższą metę jest życiem w poznawczym i moralnym zagubieniu, co w sposób naturalny prowadzi do porażki.

Andrzej Waśko (10/2/2016)

Polskość, w której się odnajduję, to polskość, która mnie porywa. A porywa mnie nie sam opis tego, jak wygląda Polska, ale przede wszystkim wizja jej zmiany. Taka wizja nie ma racji bytu bez wymiaru moralnego i wyraźnego rozróżniania dobra od zła. Zupełnie nie rozumiem, o co chodzi w stwierdzeniu „Nie wolno dzielić Polaków” albo „Prezydent wszystkich Polaków”. Dzielmy się! Wykluczajmy! Kłóćmy się o to, kto jest lepszym Polakiem. (…) Od podziału, konfliktu nie ma ucieczki. Wykluczamy zawsze. Możemy jedynie udawać, że tego nie robimy, ale wtedy wykluczamy subtelniej, a przez to głębiej i skuteczniej. (…) Najbardziej dzielą nas ci, którzy mówią, że nie wolno nas dzielić.

Michał Łuczewski (22/5/2016)

— Wiele się dziś mówi o pogłębiających się podziałach politycznych w Polsce. Czym zatem różni się wyborca PO od wyborcy PiS-u? Pan powiedział mi kiedyś, że w Wałbrzychu, pana okręgu wyborczym, te różnice są niewielkie.

— Miałem na myśli status społeczny. Nauczyciel, bezrobotny, młodszy czy starszy może głosować zarówno na PO, jak i PiS. Nasi wyborcy różnią się za to podejściem do głównych zagrożeń dla Polski i wyzwań przed nią stojących. Badania pokazują, że różnią się także co do oceny własnej sytuacji – optymiści są i byli przy PO, a pesymiści przy PiS-ie.

— A zatem po ośmiu latach rządów PO przybyło nam pesymistów…

— To trochę bardziej skomplikowane.

Tomasz Siemoniak (rozm. Łukasz Pawłowski) (14/6/2016)

Eksperci z kurzego odbytu

chickenŚmiejemy się z rzymskich haruspicjentów, którzy „przewidywali” przyszłość grzebiąc w kurzych wnętrznościach. Drwimy ze starożytnych Babilończyków, którzy „prognozowali” wydarzenia polityczne przy pomocy tabel astrologicznych. Natrząsamy się ze starotestamentowych patriarchów, którzy o ważkich sprawach „dowiadywali się” w snach. Szydzimy z… No, z chińskich kleromantów praktykujących metodę Yijing może i nie szydzimy — przynajmniej od czasu, w którym metoda ta odegrała doniosłą rolę w pewnej kanonicznej powieści fantastycznonaukowej — ale nikt przy zdrowych, racjonalnych, nowoczesnych zmysłach nie sięgnąłby po nią, by na przykład zadecydować o sposobie ulokowania swoich oszczędności.

Czy potomność za kilkaset lat będzie naigrywała się z nas, dyskutujących z upodobaniem o przyszłości, życiu oraz społeczeństwie ustami zapraszanych do telewizji, wszystkowiedzących „ekspertów”?

Gdy dochodzi do sporu w skomplikowanej sprawie, media szukają informacji u osób, które zwykły określać mianem „ekspertów”. Rzecz w tym, że powyższy termin miesza ze sobą różne odmiany ekspertyzy oraz jej braku. „Ekspert od chorób zakaźnych” (…) ustępuje miejsca „ekspertowi od paleodiety”, po którym pojawia się „ekspert od sondaży politycznych”, a godzinną sesję w studiu kończy wizyta „eksperta od związków”.

Niektórzy z nich nie wiedzą nic o niczym.

Alan Jacobs (10/11/2016)

Pamiętam, że gdy byłem mały, słowo „ekspert” mnie fascynowało. Zawierało w sobie zawodową nieokreśloność idącą jednak w parze z ogromnym autorytetem. Wiedziałem, że lekarzem zostaje się po studiach medycznych, a prawnikiem po studiach prawniczych. Ale „ekspertem”? Ho ho, ten tytuł dostępny był tylko wybitnym jednostkom namaszczonym przez merytokrację.

Podrosłem i wiem już, że — w rzeczy samej — nieokreśloności w „eksperckich” wypowiedziach jest na kopy.

____________________
Autorem zdjęcia jest Michael.

Czy Donald Trump wygra wybory?

Obejrzałem godzinny film dokumentalny o Hillary Clinton. Produkcja była świeża jak bochenek z osiedlowej piekarni, wspomniano nawet o niedawnym zasłabnięciu demokratycznej kandydatki. Dowiedziałem się dwóch ciekawych rzeczy, nie tyle o „Szachrajce”, jak zwykł nazywać Clintonową nieoceniony Mariusz Max, co o Donaldze Trumpie. Otóż konkurent Hillary, identyfikujący się w latach zerowych jako demokrata, popierał ją w wyborach prezydenckich w 2008 i 2012 r., a nawet wpłacał pieniądze na konto Fundacji Clintonów. Ba, Bill i Hillary byli gośćmi na trzecim ślubie Donalda. Doprawdy, sam nie wiem, które zdjęcie jest fajniejsze.

trump_clintontusk_kaczynski

Po drugie, kandydaturę Trumpa popiera Clint Eastwood. Spore zaskoczenie, chociaż właściwie trudno, żeby Brudny Harry, William Munny i Człowiek Bez Imienia mieli miękkie, demokratyczne serduszka.

Wracając do Hillary: Podobnie jak Trump jest kandydatką kontrowersyjną. W dokumencie zauważono, że Stany Zjednoczone są gotowe na wybranie pierwszej kobiety w historii na urząd prezydenta – ale niekoniecznie właśnie tej kobiety. Poszedłbym w ocenie o krok dalej. Wybór Mulata Obamy, a potem jego reelekcja, kosztowały Demokratów ogromną ilość liberalnej energii. Może jej nie starczyć w tym roku na wybranie kobiety – tej kobiety albo jakiejkolwiek innej.

Spoglądając więc na zagadnienie wyborów przez pryzmat Heglowskiego Ducha, wypada odpowiedzieć na postawione w tytule pytanie twierdząco.

Czytaj dalej Czy Donald Trump wygra wybory?

Nauka jedzenia

Wszystkie rodzaje żywności, które regularnie spożywasz, są żywnością, którą nauczyłeś się jeść. Każdy z nas zaczyna życie od picia mleka. A potem – wolnoamerykanka. (…) Będząc wszystkożercami nie rodzimy się z określonymi instynktami jedzenia. Jedzenia trzeba się nauczyć. Rodzic karmiący niemowlę trenuje je w smaku. (…)

W naszym codziennym życiu bodźce i reakcje związane z żywnością są nieskończenie złożone tak jak i społeczna rzeczywistość, w której uczymy się jeść. Obliczono, że osiemnastoletni człowiek zetknął się z pokarmem 33 000 razy. (…) Nauka odbywa się nie tylko poprzez jedzenie, które sami wkładamy sobie do buzi, ale także poprzez obserwacje, co jedzą inni ludzi, czy to w naszej rodzinie, czy to w szkole, czy w telewizji.

Bee Wilson (5/1/2016)