Nie sposób przecenić wpływu, jaki internet wywiera na historiografię. Ten, kto w 2019 r. przymierza się do dyskusji o przeszłości, będzie musiał zrobić to zupełnie inaczej niż dwadzieścia lat wcześniej. Olbrzymia dostępność informacji historycznych online, po które sięgnąć może każdy i wszędzie, całkowicie odmieniła społeczną rolę ludzi i instytucji organizujących kiedyś nasz dostęp do danych (…)

Pomyślcie o internecie jak o przepastnym oceanie pisemnych twierdzeń i wypowiedzi. Nie zarządzają nim żadne tradycyjne struktury wiedzy. Użytkownikami nawigują natomiast nastawione na zysk spółki, którym zależy na maksymalizowaniu zaangażowania bez zważania na koszty. Normy społeczne tego świata są również chaotyczne, ponieważ użytkownikom zezwala się na anonimowość zabezpieczając ich tym spopsobem przed zwyczajowymi towarzyskimi konsekwencjami. Interpretacje nieskończonej wiedzy oceanu rozkwitają niczym algi na powierzchni internetu. Ich przyrostu nie ogranicza ani prawo, ani wstyd, ani „prawda” – czynniki, na których wcześniej mogliśmy polegać podczas pertraktacji w imieniu większego dobra. W tej rzeczywistości [każde kontrowersyjne pojęcie historyczne] jest jak szczątki rozbitej narracji, płynące ku temu kulturowego wirowi, który porusza się najszybciej, zagęszczając i przyspieszając dyskursywne wzburzenia w okolicy.

– Josephine Livingstone (The New Republic, 11/6/2019)

Reklamy

Przyzwyczailiśmy się, że książka musi być łatwa i przyjemna w lekturze, ma bardziej bawić niż uczyć?

Nie tylko o to chodzi. Polski czytelnik jakieś 20, 30 lat temu wyszedł z etosu, w którym kultura była czymś więcej niż zbiorem niematerialnych nośników przyjemności. Bo np. także wyzwaniem, zagadką, ścieżką aspiracyjną czy, jak to ujmuje Rorty, ćwiczeniem egzystencjalnym. Na Zachodzie takie nastawienie umarło dużo wcześniej, ale u nas trzymało się do połowy lat 90. Od tamtego momentu nastąpiło odwrócenie ról i to, czy coś się czytelnikowi podoba, czy jest on w stanie bez żadnego wysiłku przyswoić treść dzieła, wyznacza wartości i warunki brzegowe kultury, i to nie tylko w obiegu popularnym, masowym. Nie ma już literatury niepodlegającej dyktatowi mas.

– Jacek Dukaj (Dziennik.pl, 5/6/2019)

Tożsamość europejska?

– Czyli człowiek z natury potrzebuje tożsamości narodowej i nie można jej zastąpić np. tożsamością europejską?

– Może będzie to możliwe za 300-500 lat, gdy polskość będziemy przeżywali jak dzisiaj śląskość czy kaszubskość? Zresztą w jakiejś mierze byłby to nawrót do średniowiecza – wspólnej Christianitas, którą zamieszkiwały różne nacje. Nie obawiałbym się, gdyby do tego kiedyś doszło.

To, czego się boję to konstruktywistyczne, progresywne myślenie o człowieku, z którym związała się liberalna lewica. Jest to myślenie które sądzi, że można i powinno się naprawić świat przez stworzenie „nowego człowieka”. I w tym celu w „starym człowieku” trzeba wymazać płciowość, sprywatyzować i osłabić religię, skasować jego narodowość, zmontować mu ulepszoną, polimorficzną rodzinę, wymusić na nim „pantolerancję” i zachęcić go do „pophedonizmu”.

Wiara, że poprzez taką inżynierię społeczną otrzymamy poprawioną wersję wyzwolonego homo sapiens dominowała w ostatnim półwieczu w kulturze Zachodu.

– Maciej Zięba (rozm. Jakub Pruś) (24/2/2017)

Niebieski jak gołąbek

golab_je

Jeśli dobrze poszukać, w internecie da się znaleźć mądre odpowiedzi na ważkie i palące pytania dotyczące kondycji mediów. Na przykład:

  • Na czym, w jednym zdaniu, polega największa szkodliwość Twittera? (Na zakazie marynowania.)
  • Czy powinien martwić nas odwrót druku pod naporem internetu? (Niekoniecznie.)
  • Dlaczego internet wymusza dzielenie się informacjami osobistymi w nieporównywalnie większym stopniu niż dawniej? (Psychogeografia, głupcze!)
  • Co mają wspólnego nałogowi użytkownicy Facebooka z gołębiami? (Lubią to!)
  • Czy znalazł się jakiś mądry chłop, który w mniej niż czterech tysiącach znaków podsumował bez pudła, dlaczego tradycyjne media znalazły się w ogromnym kryzysie i jak jawi się ich przyszłość? (Owszem.)

Uzasadnienia i rozwinięcia za tydzień, żartowałem, poniżej.

Czytaj dalej Niebieski jak gołąbek

Dwa lata temu o tej samej porze

Brexit.jpg

Czas biegnie szybko. Jutro mijają okrągłe dwa (!) lata od brytyjskiego referendum w sprawie opuszczenia Unii Europejskiej. Ponad jedna trzecia uprawnionych do głosowania obywateli zagłosowała wówczas za Brexitem, co przy frekwencji rzędu 70% wystarczyło, by rząd Jej Królewskiej Mości uruchomił Artykuł 50 Traktatu Lizbońskiego. Polityczne słowo stanie się geograficznym ciałem o północy 30 marca przyszłego roku. Wielka Brytania pójdzie tym sposobem śladem Algierii (1962), Grenlandii (1985) oraz Wspólnoty Saint-Barthélemy (2012) – jako czwarte terytorium, ale jako pierwsze państwo, opuści unijne szeregi.

Brytyjska libertarianka Claire Fox tak tłumaczyła wolę wystąpienia z UE:

Czytaj dalej Dwa lata temu o tej samej porze

Pisarze transnarodowi

milan_kundera.jpg

Gdy Kundera w latach 90. przerzucił się na pisanie po francusku, jego nazwisko było już doskonale znane na międzynarodowych salonach. Nie musiał się obawiać, że nie znajdzie wydawcy. A jednak twórczość Czecha po zmianie języka utraciła na sile i natężeniu. We francuskim jakoś nie zdołał spłodzić powieści tego samego kalibru co Księga śmiechu i zapomnienia czy Nieznośna lekkość bytu.

[Decyzje pisarzy postanawiających zmienić język] świadczą o pewnej pysze. Tkwi ona w założeniu, że indywidualny talent jest całkowicie odłączony od kultury językowej, w której się rozwinął. Niewykluczone, że to zarozumiałość typowa dla zachodniej obsesji na punkcie wolności, za żadną cenę nie chcącej przyznać, że warunkują i ograniczają nas miejsce urodzenia, rodzina i otrzymane wykształcenie. (…)

Krytyczka Karen Ryan pisząca dużo o rosyjskiej literaturze emigracyjnej zauważyła, iż „wszyscy transnarodowi pisarze zwykli bawić się i eksperymentować ze stylem”. To chyba prawda. Przynajmniej z początku nowy język jawi się placem zabaw. Bez trudu przychodzą wygłupy i łamanie zasad, bo nie zostały one jeszcze zinternalizowane, nie odcisnęły się głęboko w psychice. W szczególności łatwo o kalambury, gdyż brzmienie nowego języka przez czas jakiś dominuje nad jego znaczeniem. Zmiana języka może zatem przynieść pożytek pisarzowi, którego geniusz skłania się ku językowym grom. Jednakże w trakcie zabawy zanika patos. Drugi język nie niesie tego samego ciężaru co ojczysty. Przynajmniej przez wiele lat.

– Tim Parks (18/4/2016)

 

Czyli nasz Józef Korzeniewski był pisarzem arcygenialnym – bo nie dość, że napisał wielkie książki w języku, którego nauczył się dopiero jako dorosły, nie dość, że jego angielski posiadał niepodrabialny fason, to na dodatek nie sposób wszak odmówić Jądru ciemności ani Lordowi Jimowi wzniosłości najwyższej literackiej próby!

Lek na całe zło

fish.jpg

Z okazji niedzieli (wolnej od handlu) przygotowałem uduchowioną układankę wypisów związanych z chrześcijaństwem: Remi Brague dostrzega przynajmniej jedną pozytywną cechę europejskiego ateizmu, Stanisław Gródź przytacza Afrykę postkolonialną jako niezbity dowód żywotności chrześcijaństwa, Marcin Kędzierski wskazuje na zaskakujący związek między sekularyzacją a kryzysem ekonomicznym. Potem dwie ostre, krótkie, celne uwagi dotyczące tzw. „postępu”, który rzekomo stoi w opozycji do religii. Na koniec Szymon Hołownia – pozytywnie, z nutką zadumy.

Nienawiść do chrześcijaństwa wśród niektórych Europejczyków jest bardzo żywa. Spotkać ją można zwłaszcza w środowisku przywódców politycznych i w środowiskach mediów. Ta nienawiść, nad którą oczywiście ubolewam, ma jednak przynajmniej jedną cechę pozytywną. Stanowi ona niezbity dowód na to, że nasza kultura ma głębokie chrześcijańskie korzenie. Bo gdy nienawidzi się samego siebie, to istnieje potrzeba atakowania czegoś, co stanowi najgłębszą, najbardziej intymną tożsamość. (…)

Utrapienie polega na tym, że gdy zabronimy sobie możliwości patrzenia w górę, to na dłuższą metę utracimy również zdolność widzenia w przód, w kierunku przyszłych pokoleń.

– Remi Brague (18/7/2016)

Czytaj dalej Lek na całe zło

Polskie drogi

polska_mapa

O słabości polskiej publicystyki politycznej

Po śmierci Stefana Kisielewskiego nie zawitał nad Wisłę żaden pożyteczny chuligan, który by łączył talent i charakter. Zazwyczaj albo brakuje jednego, albo drugiego; jednym słowem współczesna polska publicystyka polityczna jest albo tania, albo sprzedajna. (…)

Mackiewicz nawet jeśli się z kimś nie zgadzał, potrafił mu oddać należny hołd. Jego uwagi o Dmowskim to fenomenalny popis szacunku do politycznego przeciwnika. Nie oceniał ludzi wedle partyjnej barwy, ale wedle charakteru. Nie dzielił ludzi na tych z lewa i z prawa, ale na ludzi godnych i kanalie. Kiedyś ktoś powiedział, że to, do jakiego obozu politycznego się należy, to jest często kwestia przypadku, ale to, czy się stoi w tłumie krzyczącym „Barabasza!”, czy też nie, to kwestia charakteru.

– Maciej Zakrzewski (6/12/2016)

Czytaj dalej Polskie drogi

Apologia książki

ksiazki.jpg

Badania BN [Biblioteki Narodowej] pokazują, [że powiększa się grupa osób] zdecydowanie oświadczających brak jakiejkolwiek aktywności czytelniczej – jeszcze niedawno osoby mówiące, że nigdy nie czytały, stanowiły dużo mniejszy odsetek, być może jeszcze wahały się przed samymi sobą. Dzisiaj te deklaracje są bardzo stanowczo wypowiadane. (…)

Najważniejsze w czytaniu jest to, że nikt nie wchodzi między nas a litery; to jest przestrzeń bardzo intymna. Jeśli pozbawimy się tego azylu dla naszej psychiki, słabiej będziemy się wewnętrznie rozwijać. Czytanie zmniejsza stres, poprawia koncentrację i pamięć.

Osoby czytające obawiają się mniej przyszłości, są bardziej aktywne społecznie, odpowiedzialne i empatyczne, ale też częściej podejmują ryzyko zmiany pracy na lepszą. Poznając inne światy, zapoznając się z innymi bohaterami, nie ograniczają swojego życia wyłącznie do tych osób zdarzeń, sytuacji, które znają bezpośrednio w swoim otoczeniu, z telewizji lub Internetu. (…)

Mamy tylko 10% tzw. czytelników codziennych, którzy czytają więcej niż 7 książek rocznie. To bardzo niewielka grupa, bo jeszcze kilka lat temu to było 20%. Jedyny dobry znak w tych badaniach jest taki, że te osoby, które czytają intensywnie, czytają coraz więcej. (…)

Oczywiście jest tak, że społeczeństwa, które inwestują w książki, siłą rzeczy będą się rozwijały szybciej. (…) To się przekłada na kreatywność, innowacyjność, na odwagę w podejmowaniu nowych wyzwań, także tych o charakterze kulturalnym czy biznesowym. Wysokie czytelnictwo występuje u kierowników i specjalistów, są to w większości osoby, które wykazują się pomysłowością, otwartością i podejmowaniem ryzyka przy zachowaniu rozwagi. (…)

Społeczeństwo, które więcej czyta, jest dużo bardziej kreatywne i innowacyjne, i to zresztą pokazują badania w skali europejskiej na poziomie innowacyjności i kreatywności w różnych krajach Europy.

[Biblioteki publiczne] powinny być atrakcyjne jako budynki, jako przyjazne miejsca związane z prestiżem. Tak jest w krajach skandynawskich, w których biblioteki są większymi budynkami, bardziej reprezentacyjnymi niż urzędy gmin.

— Tomasz Makowski (24/3/2016)

Czytaj dalej Apologia książki