Dwadzieścia-dwadzieścia tysięcy (17)

style_muzyczne.PNG

Wikipedyczna strona poświęcona stylom muzycznym jest zaskakująco krótka. Liczy zaledwie siedem linijek. Haczyk? Cztery z nich to odnośniki wiodące do osobnych stron grupujących gatunki alfabetycznie: od „A” do „F”, od „G” do „M”, i tak dalej. Bardzo długą wyliczankę rozpoczynamy od 2-stepu, odmiany brytyjskiego garażu. Kończymy kilkadziesiąt kilobajtów później na zydeco, bluesowej mieszance rodem z kreolskiej Luizjany.

Jeżeli ktoś nad ciągnące się w nieskończoność, monotonne listy przedkłada kolorowe, precyzyjnie oznaczone taśmy czasu, niech wklika się w Mapę Muzyki. Tamtejsze zagadki chromatyczne są co prawda nie do rozwiązania – dlaczego rock i pop są żółte? dlaczego techno, house i trance są krwistoczerwone? dlaczego blues i jazz są niebie… to akurat wiadomo – lecz każdy z wertykalnych bloków ukaże nam w powiększeniu pełną gamę chronologicznie uporządkowanych subgatunków wraz z dorzecznymi opisami i krótkimi playlistami.

Mapa z prawdziwego zdarzenia znajduje się natomiast tutaj. Gigantyczny, dwuwymiarowy schemat Glenna McDonalda korzysta z gatunkowej geografii serwisu Spotify oraz posiada nad wyraz użyteczny ficzur: w każdy jego punkt można kliknąć celem posłuchania reprezentacyjnego utworu. Nie odnajdziemy tam niestety ani „dwukroku”, ani „żydeka”, ale według stopki w Every Noise At Once ulokowano aż 1528 muzycznych styli. Dzięki Bogu, wbrew nazwie nie popłyną z głośnika wszystkie naraz.

Czytaj dalej Dwadzieścia-dwadzieścia tysięcy (17)

Dwadzieścia-dwadzieścia tysięcy (16)

I co ja z tobą mam zrobić, Natalio?

natalie-imbruglia-02Zacznijmy od sprawy niezręcznej z punktu widzenia faceta: choć nie sposób odmówić ci seksownego wyglądu, choć w 2004 r. zostałaś uznana za szóstą najpiękniejszą kobietę na świecie (przegrywając z Audrey Hepburn, Liv Tyler, Cate Blanchett, Angeliną Jolie i Grace Kelly – z taką konkurencją to prawie jak wygrać), nigdy tak naprawdę mi się nie spodobałaś. Ani tamtego dnia, w latach dziewięćdziesiątych, gdy byłem jeszcze szczeniakiem – zresztą wówczas aktorki kręciły mnie bardziej niż piosenkarki, jedyny wyjątek stanowiła Andrea Corr – ani teraz, gdy po latach odświeżyłem sobie twoje teledyski. Niezbadane są ścieżki seksapilu. Dopóty Lord Thomas nie pomoże w bezkompromisowym rozwiązaniu tego paradoksu, dopóki czuć się będę niczym cierpiący na kaliagnozję bohater opowiadania Teda Chianga: widzę, żeś ładna, ale kwituję to wzruszeniem ramion.

Czytaj dalej Dwadzieścia-dwadzieścia tysięcy (16)

Dwadzieścia-dwadzieścia tysięcy (15)

Ze dwa miesiące temu w trakcie jazdy samochodem słuchałem wygrzebanego z czeluści szuflady mixtape’a (oczywiście w formie cedekowej), którego nagrałem w roku 2002 albo 2003. Łza zakręciła mi się w oku przy kawałku Za młodzi, za starzy. Ryszard Rynkowski nie żyje już przecież od tylu lat…

Czytaj dalej Dwadzieścia-dwadzieścia tysięcy (15)

Dwadzieścia-dwadzieścia tysięcy (14)

Cumbia to gatunek muzyczny cieszący się wielką popularnością w Ameryce Łacińskiej. Narodził się w kulturowym tyglu kolumbijskiego wybrzeża Karaibów czasów kolonialnych. Jego zarodkiem jest zachodnioafrykański taniec godowy przywieziony zza Atlantyku przez czarnych niewolników. W Kolumbii połączono go z elementami tańców indiańskich i okraszono dźwiękami różnorakich instrumentów, tak lokalnych jak i europejskich. Salsa jest przereklamowana — w wielu częściach rejonu andyjskiego oraz na południu kontynentu dużo częściej gra i tańczy się cumbię.

Oto próbka w wykonaniu Pacho Galana, słynnego kolumbijskiego artysty, który w połowie minionego wieku po swojemu cumbię przetworzył i rozpowszechnił. Jeżeli znacie piosenkę Ay Cosita Linda Nata Kinga Cole’a, pamiętajcie, że jest to cover utworu Galana właśnie.

Czytaj dalej Dwadzieścia-dwadzieścia tysięcy (14)

Dwadzieścia-dwadzieścia tysięcy (13)

Mym największym odkryciem muzycznym minionej wiosny – a najprawdopodobniej i całego roku – są Birds Of Tokyo. Najpierw radio zaczarowało mnie utworem Talking to a Stranger. Byłem pewien, że ten doskonały cover piosenki Hunters And Collectors z 1982 r. podbije Listę Przebojów Programu Trzeciego, lecz jakimś niesprawiedliwym cudem nigdy nawet na nią nie trafił.

Tokijskie Ptaki są australijskim zespołem grającym od dziesięciu lat alternatywny rock. Ich dwie pierwsze płyty, Day One i Universes, wyróżniają się na plus, lecz wielkiego entuzjazmu we mnie nie wzbudziły. Płyta najnowsza pt. March Fires zapada w pamięć singlami This Fire oraz Lanterns, ale jej poziom jest dość nierówny. Za to płyta środkowa, wydana w 2010 r. i nazywająca się tak samo jako zespół…

…jest skończonym arcydziełem. Nie wierzyłem własnym uszom: jedenaście utworów, jedenaście perbirds_of_tokyoeł alternatywnego rocka. Słuchałem jej na okrągło niczym w transie, chyba kilkanaście razy pod rząd. Dwa naj-najlepsze kawałki to według mnie Plans, gdzie Ian Kenny śpiewa o miłości niepewnej, oraz The Gap, którego tematem jest z kolei miłość niszcząca. Innym być może spodoba się bardziej agresywne, gwałtownie urwane The Saddest Thing I Know, melancholijne Circles lub zamykające album, długie i zróżnicowane If This Ship Sinks (I Give In).

Cała płyta to majstersztyk i jako taki niezwłocznie trafiła na listę moich ulubionych albumów. Wszelkie podobieństwo okładek Birds of Tokyo Only by the Night jest czysto przypadkowe.