Updates from Marzec, 2019 Toggle Comment Threads | Skróty klawiaturowe

  • Borys 20:30 on 19/03/2019 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: ,   

    Przeczytane w 2018 r. 

    W minionym roku spłynęła na mnie łaska Kalliope. Zdołałem pochłonąć rekordową ilość 54 nowych (tj. nieznanych mi wcześniej) książek. Osiągnąłem więc nareszcie pułap mitycznej „jednej lektury tygodniowo”. Aspirowałem doń od wielu lat, lecz kończyło się najwyżej na czterech dziesiątkach z hakiem.

    Oczywiście, od ilości ważniejsza jest jakość, jednak akurat o tej drugiej od dawna złego słowa powiedzieć nie mogę. Chociaż książki dobieram w sposób dość eklektyczny i nierzadko zaskakujący mnie samego, to ze świecą szukać na mojej „przeczytanej” liście dających się pochłonąć w dwa-trzy wieczory czytadeł. W zeszłym roku ilość poszła w parze z jakością, co raduje mnie w dwójnasób.

    Martwią za to inne wskaźniki. Po pierwsze, prawie całkowicie zaniechałem czytania własnych (papierowych) książek. Sześćdziesiąt procent lektur stanowią pozycje wypożyczone z biblioteki, pozostałe czterdzieści to ebooki. Zważywszy na łączną wagę dziewiczej celulozy zalegającej na moich półkach oraz w pudłach na strychu, powinienem niezwłocznie zmienić te proporcje. Po drugie, czwarty rok z rzędu przeczytałem mniej fikcji niż leletrystyki. Jak wiadomo, dobra leletrystyka nie jest zła, jednak istnieje wszak całe mnóstwo znamienitych przedstawicielek literatury pięknej i literatury środka, z którymi chciałbym rychło zawrzeć znajomość. Po trzecie, prawie całkowicie zarzuciłem fantastykę. Wiadomo, zła fantastyka nie jest dobra, aczkolwiek ciągle mam wielkie zaległości, jeśli chodzi o klasyków oraz uznane książki współczesnych autorów.

    Po tym przydługim wstępie – w telegraficznym skrócie o najlepszych rzeczach, które przeczytałem w zeszłym roku:

    „Skrwawione ziemie” i „Czarna ziemia” Timothy’ego Snydera – dwie ponure, chyba z premedytacją pisane suchym językiem książki o ludobojstwach zgotowanych Europie przez Stalina i Hitlera w latach trzydziestych i czterdziestych. Snyder uświadomił mi szereg polityczno-organizacyjnych – wybaczcie nieodpowiednie z uwagi na kontekst słowo – niuansów masowych czystek tamtej niewesołej epoki. W trakcie lektury wynotowałem sobie mnóstwo intrygujących, słabo znanych faktów. Niezadługo doczekamy się na Blogrysie sążnistej notki na ten temat. Być może.

    „Medaliony” – mistrzostwo krótkiej formy holokaustowej (w przeciwieństwie do Borowskiego, którego uważam za kiepskiego stylistę).

    „Pan Tadeusz” – jedyna powtórka w zeszłym roku. Z czasów podstawówki zapamiętałem, że Mickiewicz geniuszem formy był, ale dopiero teraz odkryłem, że PT jest także pasjonującą powieścią w sensie fabularnym i charakterologicznym. Serio. Nie bądźcie intelektualnymi Moskalami i odkryjcie „Tadka” na nowo!

    „Dziennik 1954” – u Tyrmanda już od pierwszych stron mierziły mnie potoki autokreacji, ale pióro miał facet zachwycające. Zaprzedałbym duszę diabłu dla takiej lekkości pisania. Notabene, bardzo dobre uzupełnienie „Dziennika” stanowił „Zły Tyrmand”, w którym Mariusz Urbanek przeprowadził krótkie wywiady z prawie wszystkimi osobami opisanymi przez Tyrmanda, łącznie z Kisielewskim i siedemnastoletnią Bogną, którą dwa razy starszy Leopold obracał w łóżku.

    „Kolumbowie” – Roman Bratny spłodził epopeję o okupacji, Powstaniu Warszawskim i skomplikowanych losach powojennych. Książka ważna, z ogromnym potencjałem. Nie spełniła niestety moich oczekiwań, gdyż autor nie udźwignął ciężaru narracji. Na jej strony zbyt często zakradało się opisowe niechlujstwo.

    Trzytomową biografię Thora Heyerdahla – fascynująca postać. Pierwszy tom zainspirował mnie nawet do napisania dwóch pokaźnych notek. Druga część trylogii Ragnara Kvama była równie emocjonująca, ale w tomie trzecim zabrakło pary, bo i Thor na stare lata za wiele już nie zdziałał. Z kolei ja na stare lata odkrywam dobrodziejstwo biografii. Czyta się jak powieść, a to przecież czyste fakty!

    „Pakt Ribbentrop-Beck” – Piotr Zychowicz ma w kręgach lewicowych fatalną prasę, ale z przyjemnością stwierdziłem, że lepiej radzi sobie z argumentacją niż sugerują to jego adwersarze. Interesujące ćwiczenie z historii alternatywnej.

    „Rzeczpospolita Zwycięska” Ziemowita Szczerka – historia alternatywna po raz drugi, tym razem w połączeniu z esejem. Poczułem po lekturze wielki szacunek dla autor, który dotąd kojarzył mi się z podejrzanymi środowiskami hipsterskimi spod znaku Ha!Artu. A tu okazuje się, że to prawdopodobnie jeden z oryginalniejszych polskich pisarzy współczesnych.

    „Twisty Little Passages” – narratologiczne omówienie komputerowych gier tekstowych. Zdecydowanie nie dla każdego, lecz warto wiedzieć, że istnieje coś takiego jak interaktywna fikcja; przedziwny gatunek fabuły żyjący sobie na pograniczu literatury i gier komputerowych, którego najlepsze lata przypadły na przedostatnią dekadę XX wieku, ale który bynajmniej jeszcze nie umarł.

    Reklamy
     
  • Borys 16:00 on 15/06/2018 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , ,   

    Godzinki 

    w_zla_godzine-ksiadz.jpg

    Jak rozmawia się z matką, gdy ma się naście lat? Zupełnie nie pamiętam. A jak rozmawiamy z matką w wieku nastoletnim, jeżeli właśnie skończyła się straszna wojna, która obróciła kraj w ruiny, a nasz ojciec, jej mąż, stracił na niej życie? Szczęśliwie nie mogę tego wiedzieć z autopsji. Kąkolewskiemu zaś, który usiłował przedstawić ową relację w swej powieści, na jotę nie uwierzyłem. Albo stosunki między matkami i synami były podówczas całkiem inne niż dzisiaj, albo też pisarz popuścił wodze fantazji. Rachunek prawdopodobieństwa wespół z kilkoma poszlakami kompozycyjnymi podpowiadają, że zapewne to drugie.

    (More …)

     
    • Arek 19:27 on 19/06/2018 Bezpośredni odnośnik

      To było w Kielcach, nie w Krakowie. Dwa że nie dla intrygi się to czyta. Ale nie dla każdego są pomarańcze, nie dla każdego :)

  • Borys 11:00 on 29/03/2018 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , , ,   

    Przeczytane w 2017 r. 

    ksiazki

    Dokonało się! Achievement unlocked! Po raz pierwszy zdołałem przedstawić i opisać na Blogrysie wszystkie książki, jakie przeczytałem w minionym roku. Gdy zabierałem się kilka miesięcy temu za ich przegląd, sądziłem naiwnie, że zmieszczę się w jednej długiej, góra dwóch notkach. Skończyło się na prawie 120k znaków podzielonych na dziewięć wpisów:

    PodarunekX: Antologia opowiadań fantastycznych • Opowiadania nominowane do Nagrody im. Janusza Zajdla za rok 2016

    Ludzie, którzy nikogo nie dyskryminowaliTo się nigdy nie kliknie • Czarna wołga: Kryminalna historia PRL • Lemologia (Co to są sepułki?) • Planeta LEM-a: Felietony ponadczasowe • Wiedza astronomiczno-fizykalna w twórczości literackiej Bolesława Prusa

    Sympatia do diabłaMistrz i Małgorzata

    Księgarnia na KolumbaBracia Karamazow • Idiota

    Siedmioro dzieci i toTo

    Bézier na peryferiachAnaliza systemów-światów: Wprowadzenie • Wielkie i te nieco mniejsze pytania psychologii •  Socjologia edukacji: Teorie, koncepcje, pojęcia • X and the City: Modeling Aspects of Urban Life • The Best Writing on Mathematics 2013
     • Foreign Affairs: The Best of 2016 • Special Relativity and Classical Field Theory: The Theoretical Minimum • Resumen de Historia del Ecuador

    Strach przed czarną planetąThe Big Payback: The History of the Business of Hip-Hop • Can’t Stop Won’t Stop: A History of the Hip-Hop Generation • The Rap Year Book

    Sawyer & Finn, sp. z o.o.Przygody Tomka Sawyera • Przygody Hucka • Tomek Sawyer za granicą • Tomek Sawyer, detektyw

    Z Afryki do LwowaAfryka dzisiaj: Piękna, biedna, różnorodna • Metamorphosis Alpha • Ballada obojga narodów • The Paintings That Revolutionized ArtThe Prado Guide • The Digital Antiquarian, vol. 1: 1966-1979 • The Digital Antiquarian, vol. 2: 1980 • Let’s Tell a Story Together: A History of Interactive Fiction  • In the Beginning… Was the Command Line • All Points • Szkolny lud, Okulla i ja • Krew elfów (słuchowisko)

    (Natomiast o Nowym Testamencie pisałem krótko w zeszłym roku, zaraz po zakończeniu lektury).

    To był czytelniczo bardzo dobry rok. Nie przeczytałem wyjątkowo dużo, nie przeczytałem niczego wybitnego, ale książki, po które sięgałem, okazywały się najczęściej solidne lub dobre. Rozczarowań spotkało mnie bardzo niewiele. Po uśrednieniu prywatnych ocen wystawianych na Goodreads z niejakim zdumieniem odkryłem, że był to najlepszy czytelniczo rok od 2010.

    Kropką nad „i” niech będzie króciutkie podsumowanie:

    LELETRYSTYKA
    NajlepszaThe Digital Antiquarian, vol. 2: 1980
    NajgorszaCzarna wołga: Kryminalna historia PRL
    Największe zaskoczenieLet’s Tell a Story Together: A History of Interactive Fiction
    Największe rozczarowanieCan’t Stop Won’t Stop: A History of the Hip-Hop Generation

    FIKCJA
    NajlepszaBracia Karamazow
    NajgorszaIdiota
    Największe zaskoczeniePrzygody Hucka
    Największe rozczarowanieTo

     
  • Borys 11:00 on 28/03/2018 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , , , , , , ,   

    Z Afryki do Lwowa 

    lwow

    W zeszłym roku, w ramach poszerzania wiedzy o świecie, przeczytałem Afrykę dzisiaj: Piękną, biedną, różnorodną, reportaż Jerzego Gilarowskiego, który wynalazłem, zdaje się, na Woblinkowej wyprzedaży, i kupiłem impulsywnie – ale, o dziwo, w przeciągu paru tygodni przeczytałem. Niemały to sukces, gdyż jestem bardziej skory do spontanicznego nabywania książek niż ich niezwłocznej lektury.

    Gilarowski, z wykształcenia geograf, opowiada o Czarnym Lądzie prostym, gładkim, na dobrą sprawę blogowym stylem, lecz przez lekturę niesie nas jego niekłamana pasja globtrotera-przedsiębiorcy. Autor jeździł do Afryki wiele razy, przez pewien czas tam mieszkał, rozkręcał gastronomiczny biznesik. Przywiózł więc mnóstwo obserwacji obyczajowych, które zafrapują każdego zasiedziałego w Starym Świecie Europejczyka.

    afryka_dzisiajGilarowski nie stara się o członkostwo w Polskiej Szkole Reportażu, nie upina skomplikowanej narracji. Tnie materiał na kawałki, układa rozdziały alfabetycznie. Za najciekawsze uznałem „Autobusem” (o długodystansowym podróżowaniu), „Dodoma”, „Foufou”, „Interes”, „Jambo”, „Sudan”, „Targowisko”, „Urzędnik” (o miejscowej biurokracji). Ogólnie rzecz biorąc, Afryka dzisiaj to lektura satysfakcjonująca, szybka, przyjemna, informatywna.

    Polecam z zastrzeżeniem: w tekście roi się od drobnych błędów językowych, uchybień frazeologicznych (notorycznie powtarzane „w każdym bądź razie”, brrr) i dziwnych literówek w wyrazach obcych („The Quinn” zamiast „Queen”, brrrrr). Wstyd podwójny, bo raz, że pracownikowi naukowemu i profesorowi nadzwyczajnemu po prostu nie przystoi tak lekceważąco obchodzić się z polszczyzną – a dwa, że książkę ogłosiło Wydawnictwo Akademickie Dialog, którego najwyraźniej nie stać na zatrudnienie redaktora.

    (More …)

     
    • Marcin “Seji” Segit 21:55 on 28/03/2018 Bezpośredni odnośnik

      Dzięki. :)

    • m. 08:57 on 02/04/2018 Bezpośredni odnośnik

      Czytałeś Metamorphosis Alpha „strona po stronie” jak książkę, nie chcąc grać w samą grę? Czytałem zapowiedzi MA i chociaż nigdy nie grałem w gry RPG podręcznik wydawał się ciekawy. Odpuściłem jednak bo stwierdziłem, że prawdopodobieństwo rozgrywki bliskie zeru nie pozwoli na przejście przez opis systemu.

    • Borys 15:42 on 02/04/2018 Bezpośredni odnośnik

      Nie ma za co. Miało być zresztą więcej i wcześniej…

    • Borys 15:51 on 02/04/2018 Bezpośredni odnośnik

      Tak, jak książkę, bez zamiaru grania – podobnie jak kiedyś podręcznik do „Neuroshimy”. Ale MA jest w przeciwieństwie do tamtego cieniutki, odznacza się wysokim współczynnikiem inspiracji i objętości. Od pewnego czasu wiercę Marcinowi dziurę w brzuchu, że skoro przetłumaczył, to wstyd, że nie przeczytał jeszcze „Smutku parseków” Zbierzchowskiego.

      2018-04-02 9:57 GMT+02:00 :

      >

    • Marcin “Seji” Segit 21:06 on 04/04/2018 Bezpośredni odnośnik

      Przeczytam, jak gdzieś nabędę. :)

    • Borys 06:54 on 05/04/2018 Bezpośredni odnośnik

      Mogę Ci podesłać w PDF-ie. Nie dowie się nikt.

  • Borys 12:20 on 21/03/2018 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags:   

    Sawyer & Finn, sp. z o.o. 

    mark_twain

    Bracia KaramazowAnaliza systemów-światówToksiążki o hip-hopie – i co jeszcze dobrego, złego, mądrego, mniej mądrego przeczytałem w minionym roku?

    Na przykład, w ramach odrabiania kanonicznych zaległości, wszystkie cztery książki Marka Twaina o Huckleberrym Finnie, najsłynniejszym nieletnim włóczędze literatury i jedynym (prawdziwym lub fikcyjnym) człowieku w dziejach, który został nazwany na cześć borówki, aby samemu przekazać dalej swe imię niebieskiemu, dobrodusznemu psu. W Przygodach Tomka Sawyera, które pamiętam doskonale z dzieciństwa – przede wszystkim za sprawą „mocnego otwarcia” –

    (More …)

     
  • Borys 12:00 on 04/03/2018 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: ,   

    Strach przed czarną planetą 

    hip_hop_history

    Siema! Pytanko takie: Co łączy hip-hop, Aloszę Karamazowa, Pana Boga i morderczego klauna?

    Wszyscy są grubi. No, w każdym razie poświęcone im książki są grube.

    The Big PaybackBracia KaramazowPismo Święte Nowego Testamentu oraz To były czterema najokazalszymi książkami przeczytanymi przeze mnie w zeszłym roku. Łącznie prawie 3500 stron – jedna czwarta drukowego wolumenu, z którym obcowałem.

    Na opus magnum Stephena Kinga narzekałem tutaj opowiadając przy okazji o swoim strasznym dzieciństwie („skrócenie Tego o połowę (sic!) bardzo by powieści pomogło, chociaż nie uratowałoby jej w pełni, ponieważ nużenie czytelnika nie jest jedynym grzechem”), o Braciach Karamazow pisałem niedawno tutaj naśladując nieudolnie styl Dostojewskiego („uważam na razie Braci… za bardzo dobrą — wręcz wciągającą! — powieść, lecz nie za totalne arcydzieło”; przeczytam ich jednak kiedyś raz jeszcze w nowym polskim przekładzie Pomorskiego), zaś o wrażeniach wyniesionych z lektury Nowego Testamentu wspomniałem rok temu („gdybym miał ocenić go jako zwykłą książkę do czytania – co oczywiście jest optyką absurdalną – musiałbym podsumować ją trójką z plusem”). Dzisiaj pogadamy więc o twardych Murzynach z Bronksu, którzy w chwilach wolnych od paskudnej przemocy rapują o rasowych stereotypach białych blogerów z Polski tudzież Norwegii.

    (More …)

     
  • Borys 12:00 on 18/02/2018 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , , , , , , , ,   

    Bézier na peryferiach 

    krzywe_beziera

    Gdy byłem troszkę młodszy i gdy łatwiej było wywrzeć na mnie wpływ, Lord Thomas udzielił mi porady, którą obracam od tamtego czasu w głowie:

    — Za każdym razem, gdy chcesz przeczytać książkę, która byłaby stratą czasu — powiedział — pamiętaj, że możesz raczej poświęcić się lekturze, z której dowiesz się czegoś nowego o otaczającym nas świecie.

    Potem przez pół godziny utyskiwał nad bezsensem czytania biografii i natrząsał się z frajerów wertujących życie Steve’a Jobsa w nadziei, że sami lada miesiąc też zaczną zarabiać miliony na komputerowej technice. Tak było, Tomek.

    Ze wszystkich mądrych książek, które przeczytałem w zeszłym roku, najlepiej wspominam Analizę systemów-światów. Wprowadzenie Immanuela Wallersteina. Srogi tytuł, surowe nazwisko! Analiza… wpasowała się tematem wprost idealnie w moje zaciekawienie historią światową (nie mylić z historią powszechną!1) dopiero co rozbudzone przez Andrew Marra (który co prawda opowiadał o historii powszechnej, nie światowej, ale czynił to w nad wyraz syntetyczny sposób).

    (More …)

     
    • Anonim 10:13 on 19/02/2018 Bezpośredni odnośnik

      „Tak było, Tomek.”

      Tak jest cały czas, Borys.

    • Ezzu 09:34 on 09/10/2018 Bezpośredni odnośnik

      „X and the City” byłoby świetnym antyprezentem, ale dla fanów… Sary Jessici Parker. Od odtwórczyni roli Buffy (Michelle Gellar) to się pan-waćpan odczep! :)

    • Borys 11:18 on 09/10/2018 Bezpośredni odnośnik

      Dziękuję za komentarz. Poprawiłem. Odwołaj bojówkę Gellar, wszysto już w porządku.

  • Borys 12:00 on 31/01/2018 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , ,   

    Siedmioro dzieci i to 

    balony

    Czego baliście się w dzieciństwie?

    Użyłem drugiej osoby liczby mnogiej w określonym znaczeniu. Czego baliście się nie „Wy, którzy czytacie tę notkę”, ale „Ty i Twoi koledzy z podwórka, placu, pola”?1. Bo my lękaliśmy się osiedlowych żuli przyodzianych w powyciągane, czerwono-czarne swetry i dygotaliśmy na dźwięk wyliczanki „…trzy, cztery, zamknij drzwi na spusty cztery…” — słowem, nasz dziecięcy strach uosabiał Freddy Krueger, uzbrojony w metalowe pazury poparzony, psychopatyczny potwór z Koszmaru z ulicy Wiązów, który mordował nieletnich bohaterów (m.in. debiutującego Johnny’ego Deppa) w ich snach.

    Naszej paczce przewodził Rafał. Był o parę lat starszy ode mnie i miał niespotykany dryg do opowiadania historii z dreszczykiem. Pamiętam do dziś wstrząsające wrażenie, jakie wywarła na nas opowieść o czarnej, nieruchomej główce zaglądającej nocą do jego pokoju przez oszklone drzwi. Mocna była też historyjka o długowłosym Bobie ze święcącego wówczas triumfy serialu Twin Peaks, który pewnego deszczowego popołudnia brał prysznic w Rafałowej łazience.

    Podwórkowe seanse grozy kończyły się późnym wieczorem. Gdy wracaliśmy do domów nasyceni przerażającymi historiami — niektórzy stawali z Rafałem w gawędziarskie szranki, lecz ze wszystkich takich potyczek zawsze wychodził on zwycięsko — gdy szliśmy rozemocjonowani do domów, krzaki szeleściły inaczej niż zwykle a cienie wydawały się nienaturalnie długie. Człowiek oddychał spokojniej dopiero wtedy, gdy znalazł się za drzwiami swojej klatki schodowej… o ile mieszkał na parterze. Osoby, które mieszkały wysoko, miały wszak jeszcze do pokonania kilka spowitych w nieprzyjemnym półmroku pięter.

    freddy_kruegerRafał był fanem Freddy’ego Kruegera i nie omieszkał dzielić się z nami swoją fascynacją. Twierdził między innymi, że Freddy obserwuje nas niekiedy zza starego, zdezolowanego wózka dziecięcego, który porzucony przez właściciela stał smętnie przez kilka tygodni pod jednym z bloków. Kiedy resorami poruszał wieczorny wiatr, Rafał oznajmiał, że wózkiem buja osobiście sam Freddy. Nikt w to do końca nie wierzył, ale nikt nie miał też odwagi opuścić bezpieczny krąg wysypanego ceglanym miałem placu zabaw, żeby podejść do wózka, zajrzeć do środka i sprawdzić samemu.

    Pewnego razu — bynajmniej nie nocą, tylko w słoneczny, letni dzień — wyruszyliśmy na eksplorację piwnicy. Długi, zygzakowaty korytarz ciągnął się przez całą długość czteroklatkowego bloku. Zeszliśmy do lochu przez pierwszą klatkę i maszerowaliśmy gęsiego ku ostatniemu wyjściu. Światła oczywiście nie zapalaliśmy. Mieliśmy ze sobą latarkę, a poza tym promienie słońca przebijały się gdzieniegdzie do korytarza przez wąskie, brudne, zakratowane okienka komórek rozlokowanych po obu stronach.

    (More …)

     
  • Borys 12:00 on 17/01/2018 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , ,   

    Księgarnia na Kolumba 

    bracia_karamazow.jpg

    W połowie lipca w pewnej księgarni na Alei Krzysztofa Kolumba w Quito doszło do niesłychanego zdarzenia, które później okoliczni mieszkańcy przez czas jakiś zaciekle roztrząsali, usiłując ustalić nie tylko jego przebieg i następstwa, ale także, że się tak wyrażę, moralny, inherentny charakter. Wypada w tym momencie ujawnić — co nieskromne, lecz konieczne dla zrozumienia przebiegu opowieści — że wasz narrator był jednym z tegoż zajścia uczestników.

    (More …)

     
    • G. 04:31 on 19/01/2018 Bezpośredni odnośnik

      czytajac tekst zastanowily mnie dwie rzeczy zas trzecia uderzyla swoja celnoscia: primo to slowo ‚bezden’ ktorego dotad nigdy nie napotkalem, secundo tzw. otczestwo czyli nazwisko patronimiczne w Ameryce Poludniowej (przerwalem czytanie i zaczalem rozmyslac nad pochodzeniem bohaterow ; ) tertio slowo ‚szczeciniasty’ okreslajace styl F. Dostojewskiego, doskonale

    • Borys 08:51 on 19/01/2018 Bezpośredni odnośnik

      „Bezdeń” i „szczeciniasty” to oczywiście synonimy „otchłani” i „szorstkiego”. „Otchłań” wydała mi się zbyt negatywnie nacechowana, natomiast „szorstki” zbyt pospolity. Notabene, znakomity Uniwersalny Słownik Języka Polskiego w wersji offline to chyba najlepszy kawałek softu, jaki mam obecnie na dysku. Bardzo ułatwił mi i uprzyjemnił pisanie. Zaś otczestwa w Ameryce Południowej oczywiście nie występują, chociaż mieszkańcy regionu miewają wiele „środkowych imion”.

      2018-01-19 4:31 GMT+01:00 :

      >

  • Borys 16:16 on 13/01/2018 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , ,   

    Sympatia do diabła 

    woland_berlioz

    „…Jam częścią tej siły,
    która wiecznie zła pragnąc,
    wiecznie czyni dobro.”

    — J.W. Goethe, „Faust”

    Michał Bułhakow to szczególna i tragiczna postać rosyjskiej – radzieckiej – literatury. Urodzony w Kijowie, był jednym z siedmiu synów wysoko postawionego urzędnika państwowego, teologa i znanego eseisty. Skończył medycynę, przez czas jakiś praktykował na smoleńskiej prowincji. W 1919 r. porzucił zawód i zajął się pisarstwem.

    Jego twórczość cieszyła się początkowo wielkim uznaniem Stalina. W latach dwudziestych Bułhakow był wręcz (mimowolnym?) protegowanym dyktatora. Wkrótce jednak komunistyczna krytyka rozpętała nagonkę na pisarza. Względy wielkiego szefa bolszewii uratowały go przed więzieniem, lecz nie uchroniły przed zakazem publikacji.

    Wpędzony w depresję Bułhakow spalił pierwszą wersję swej najwybitniejszej powieści, Mistrza i Małgorzaty. Wrzucił do ognia bruliony z gotowym rękopisem, któremu – po napisaniu na nowo i wydaniu w latach sześćdziesiątych, ćwierć wieku po śmierci autora – przeznaczone było stać się jednym z arcydzieł literatury światowej.

    „Los oszczędził Bułhakowi drastycznych represji, lecz przeprowadził go za to przez piekło nienawiści, zapoznania, niezrozumienia. Przekonany o swoim literackim posłannictwie i w ogóle posłannictwie literatury (…) uporczywie pisał, choć odebrano mu możliwość dotarcia do czytelnika. Co może być większą tragedią dla pisarza?”, mówiła w posłowiu Jadwiga Śliszowa.

    (More …)

     
    • G. 11:09 on 16/01/2018 Bezpośredni odnośnik

      weekend w ZSRR? chyba jestes wrogiem ludu ; ) oni zamiast weekendow mieli subotniki, co prawda brali w nich udzial glownie czlonkowie Komsomolu ale za to z jakim entuzjazmem
      okladki… bardzo ciekawy zbior, interesujaca jest ta z polskiego wydania (nr. 53) z 1992 r., autentyczne freski na murze pochodza z klatki schodowej przy ul. Sadowej 10, gdzie w mieszkaniu Berlioza goscil Woland ze swoja swita, malunki na scianach pozostawili fani tworczosci M. B., niestety, podczas jakiegos remontu administrator budynku bezpowrotnie je usunal
      nie pamietam czy czytales z polki ; ) ‚Zapiski na mankietach’?, to wlasnie zbior opowiadan z lekarskiej praktyki na smolenskiej prowincji, IMO genialny a niedoceniany w tworczosci M. B.

    • Borys 17:08 on 16/01/2018 Bezpośredni odnośnik

      O, to ciekawostka z tymi malunkami na ścianie, chyba mało kto o tym wie. Nie, „Zapisków na mankietach” nie czytałem, ale pamiętam, jak kiedyś przed wizytą u dentysty straszyłeś mnie okrutnie Bułhakowską opowieścią o pacjencie, któremu wyrwano ząb razem z kawałkiem kości w żuchwie. :(

      2018-01-16 11:09 GMT+01:00 :

      >

c
Compose new post
j
Next post/Next comment
k
Previous post/Previous comment
r
Odpowiedz
e
Edycja
o
Show/Hide comments
t
Idź do góry
l
Go to login
h
Show/Hide help
shift + esc
Anuluj