Buzu Squat i inni

Prędzej czy później przygotuję spis podcastów, których regularnie słucham, i wtedy polecę Wam dwie audycje poświęcone polskiej popkulturze lat 90. („polskiej” w znaczeniu „obecnej w Polsce”, niekoniecznie „made in Poland”). A właściwie to tylko jedną, ponieważ skądinąd doskonałe Dawno temu w telewizji, gdzie Kamil Bałuk przeprowadza długie wywiady z telewizyjnymi gwiazdami i producentami, skrywa się za paywallem Radia Newonce, rzucając jedynie na zachętę dziesięciominutowe kęsy.

Na szczęście mamy jeszcze Podcastex. Dzieło Bartka Przybyszewskiego i Mateusza Witkowskiego jest całkowicie oddane najlepszej dekadzie pod słońcem. Zadebiutowało w podkastosferze niecały rok temu, a liczy już prawie 50 odcinków: Młode wilki, ręce, które leczą Zbyszka Nowaka, Sara, tamagotchi, marihuana i Edyta Bartosiewicz. Dla każdego coś sentymentalnego – chociaż warto przesłuchać od deski do deski (od szpuli do szpuli?), bo Przybyszewskiego i Witkowskiego słucha się bardzo przyjemnie.

W jednym z pierwszych odcinków Podcastex przygotował zestawienie dziesięciu polskich „one hit wonders” lat 90. Wyszło im coś takiego:

10) Rotary, Na jednej z dzikich plaż (vel Lubiła tańczyć)
9) Yaro, Rowery dwa
8) Kasia Lesing, Wielki błękit
7) LO27, Mogę wszystko
6) Buzu Squat, Nasze przebudzenie
5) Robert Rozmus, Mówili na nią słońce
4) Bolec, Żeby było miło
3) De su, Życie cudem jest
2) Firebirds, Harry
1) Sixteen, Twoja lawa

Zaczynając słuchać odcinka byłem przekonany, że błyskawicznie skojarzę wszystkie piosenki, które panowie zaprezentują. Ale albo moja pamięć jest bardziej zawodna niż sądziłem; albo w latach 90. byłem mniej wystawiony na działanie krajowego eteru niż mi się wydawało; albo też ranking Podcasteksu jest bardziej subiektywny niż powinien.

Lubiła tańczyć i Życie cudem jest zagrało mi między uszami, gdy tylko usłyszałem tytuły. Wielkiego błękitu, Mówili na nią słońce, Żeby było miło, Harry’ego i Twojej lawy nie kojarzę ani-ani. Pół biedy z Lesing i Rozmusem; pół biedy z Bolcem, wówczas hip hop zupełnie mnie nie interesował. Jednak Firebirds i Sixteen to już rzekomo poprockowe superhity lat 1996-1997, a mnie przez płaty skroniowe nie przeleciała najmniejsza iskierka. Wy kojarzycie?

Natomiast przy Naszym przebudzeniu i Mogę wszystko pamięć odblokowała się po kilkudziesięciu sekundach słuchania – w tym pierwszym przypadku był to przemiły powrót, chociaż tekst atakuje nas ekologicznym kiczem. W komentarzach pod audycją ktoś przypomniał jeszcze Jak ja wierzę Patrycji Kosiarkiewicz. Drugi fajny akustyczny powrót.

357

Nie, nie cofamy się w przeszłość, to nie jest wpis trzysta pięćdziesiąty siódmy. W takim razie musiałbym znowu pisać o śmierci i nadprzyrodzoności.

W przeciągu paru ostatnich miesięcy posmakowałem uchem wszystkich audycji muzycznych Radia 357, internetowego radia społecznościowego powstałego na zgliszczach starej Trójki. Kilka dni temu rozmawiałem o losie PR3 z M.F. Doszliśmy do wniosku, że legendarna częstotliwość z Myśliwieckiej miała nieszczęście wpaść z jednej skrajności (KWA = Klub Wzajemnej Adoracji im. Piotra Bukartyka) w drugą (CzId = Czystka Ideologiczna).

Oto przygarść trzypięćsiódmych rekomendacji. Jeżeli jednak komuś wydaje się, że na podium postawię piątkową listę przebojów, to pogrążył się w większym błędzie niż Niedźwiecki liczący głosy „oddane” na Kazikowy ból.

Czytaj dalej 357

Najlepsze z usłyszanych 2021

Oto moja playlista najfajniejszych, najciekawszych, najładniejszych, najbardziej chwytliwych piosenek, jakie miałem przyjemność w tym prawie już minionym roku usłyszeć. W sam raz na Sylwestra. Tańcujcie sobie do rana.

A dla tych, którzy nie mają czasu na 78 kawałków i 6 godzin 15 minut muzyki, wyszczególniam 10 konkretnych, przykładowych propozycji z playlisty:

Szczęśliwego Nowego Roku!

(Playlista na Spotify)

Najlepsze z usłyszanych w 2020: Albumy

22 kapitalne albumy, które poznałem w 2020 r. W opisach płyt pod wielkimi literami kryją się linki do piosenek. Musiałem wyróżnić je w krzykliwy sposób, gdyż czarnych podkreśleń niekiedy nie widać na ciemnym tle.

Tą notką kończę książkowo-filmowo-muzyczne podsumowanie 2020 r. Czy ktoś naprawdę podejrzewał, że przed końcem 2021 r. nie zdążę?

Dźwięk karty bibliotecznej

M. F. powiedział mi o stronie, na której sprawdzić można tytuł piosenki granej o określonej godzinie wybranego dnia w polskim radiu. Sprytny patent — skrypt musi monitorować wiele stacji jednocześnie, identyfikować przy pomocy zewnętrznej aplikacji tytuły i archiwizować je w swojej bazie danych. Brzmi jak wymagający projekt na zaliczenie na studiach informatycznych.

M. F. dodał, że kiedyś strona była jeszcze ciekawsza, bo pozwalała sprawdzić, kiedy i ile razy dana piosenka była grana w radiu. Nie wiedzieć czemu przypomniały mi się stare, papierowe karty biblioteczne wkładane do kieszonki za tylną okładką. Można było na nich podejrzeć, ile razy i kiedy ostatnio trzymana w rękach książka była wypożyczona. Postępująca komputeryzacja zabrała nam tamten ficzur, ale wynagrodziła stratę animowanymi GIF-ami.

Jak błądzący łach

Filip Łobodziński przełożył tytuł ikonicznej piosenki Boba Dylana Like a Rolling Stone na Jak błądzący łach. Okoliczności tej decyzji przedstawił w artykule, w którym dokonał zresztą wiwisekcji całości swego przekładu. Przeczytałem go z ogromną przyjemnością; mam słabość do wynurzeń tłumaczy zdradzających warsztatowe tajniki.

Chciałem, żeby za ilustrację lektury posłużyło mi polskie wykonanie Dylanowskiego szlagieru, ale traf sprawił, że najpierw natknąłem się na Czasy nadchodzą nowe zaśpiewane przez Muńka Staszczyka. Nie znałem – bardzo dobre.

Dumanie (1)

Wczoraj wieczorem słuchałem Radia 357, pogrobowca „starej” Trójki. Trafiłem przypadkowo na pierwszą miesięcznicę działalności stacji i nowy wariant legendarnej Listy Przebojów. Spłynęło na mnie — rychło w czas — olśnienie, że ponieważ mocne radia budują wokół siebie społeczność, często chodzi w nich o wspólne słuchanie muzyki, razem z prowadzącym audycję, który piosenki dla nas wybiera, i z tymi wszystkimi ludźmi, których nie znamy i nie widzimy, ale którzy niekiedy do Radia dzwonią. Tym sposobem tradycyjne radio staje się, w zależności od punktu widzenia, albo ostateczną bronią introwertyzmu — razem, ale jednak osobno — albo śmiertelnym wrogiem serwisów streamingowych rodzaju Spotify, w których każdy żyje i umiera samotnie.

Najlepsze z usłyszanych 2020

Rozglądasz się właśnie za eklektyczną plejlistą mieszającą piosenki stare i nowe, znane i nieznane, w przeważającej większości „mainstreamowe”, ale niekiedy kuriozalne? Proszę bardzo. Oto 58 piosenek, które wpadły mi głęboko w ucho w minionym roku. Znajdziesz tam na przykład:

  • pokaźną porcję indie z obfitego soundtracku Better Call Saul;
  • przejmującą Guajirę Santany;
  • kawałek, który samplował Eminem do swego największego hitu;
  • siedemnastominutowego przedstawiciela rocka progresywnego rodem z Norwegii;
  • rewelacyjny cover wykonany przez Williama Shatnera, tak, tego samego, który wcielił się w kapitana Kirka w pierwszym Star Treku;
  • gwinejski jazz z końca lat 70.;
  • niezapomniane utwory Robbiego Robertsona napisane do ścieżki dźwiękowej Irlandczyka;
  • poezję śpiewaną w wykonaniu Czesława Mozila oraz Meli Koteluk (ale tym razem nie w duecie);
  • magiczną interpretację Manhattanu Leonarda Cohena;
  • polski synthwave (polecił Arek, dzięki);
  • potężną kolędę Binga Crosby’ego;
  • szlagier Cindy Lauper, którego jakoś nigdy wcześniej nie słyszałem;
  • fragmenty OST z drugiego Silent Hilla i trzeciego sezonu LOST-a.

Wystarczyło na zachętę? No to plej, bo Ivan Kirchuk już czeka i chce opowiedzieć o starej Białorusi.