Updates from Styczeń, 2019 Toggle Comment Threads | Skróty klawiaturowe

  • Borys 20:57 on 04/01/2019 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: ,   

    Blogrys Mixtape 2018 

    longplay

    Szczęśliwego Nowego Roku! Wracam po bez mała półrocznej nieobecności; na razie wyłącznie po to, by zgodnie z blogową (blogosferową) tradycją podsumować miniony rok przeczytanymi książkami, obejrzanymi filmami oraz wysłuchaną muzyką. Zaczynamy od nut.

    Jedno jedyne kliknięcie dzieli Was od

    Blogrys Mixtape 2018,

    zestawu 58 kawałków, które wpadły mi w ucho tak głęboko, że skrupulatnie zanotowałem tytuł i wykonawcę.

    Jedną trzecią playlisty stanowi, przyznaję bez bicia, pop; drugą trzecią utwory z popowych pograniczy; trzecią trzecią zaś przedstawiciele innych, niekoniecznie jasno zdefiniowanych gatunków. Mixtape jest więc całkiem łatwy i bardzo przyjemny w słuchaniu. Nie usiłuje schlebiać wyrafinowanym melomańskim gustom, ale ze względu na jego eklektyczność mogę zaręczyć, że każdy wyłowi przynajmniej trzy… nie, pięć perełek. Przynajmniej!

    Z przykrością stwierdzam, że w zestawie nie znalazła się ani jedna polska piosenka. Poza tym prawie w ogóle nie wrzucałem doń utworów z albumów, które podobały mi się od początku do końca, chociaż wiele takowych rozbrzmiewało w mym głośniku i słuchawkach w ubiegłym roku. No to w kolejności alfabetycznej i z króciutkimi omówieniami:

    • René Aubry: Petits sauts délicats avec grand écart (2018) – delikatna, przeurocza francuska elektronika, nieślubne dziecko Vangelisa i Jarre’a.
    • The Band: Music From Big Pink (1968) – ZESPÓŁ lepiej odkryć późno niż nigdy…
    • James Brown: 20 All Time Greatest Hits! (1991) – …podobnie jak Janusza Brąziaka, mistrza soulu (ale on obił mi się przynajmniej wcześniej o uszy).
    • Leonard Cohen: The Future (1992) – akurat tej płyty Cohena nie znałem jak dotąd w całości, chociaż kiedyś, dawno temu, przy pomocy pochodzącej z niej piosenki przetrąciłem Blogrysowi kręgosłup.
    • Diana & Marvin: Diana & Marvin [album pod linkiem jest niepełny, szukajcie całości na Spotify] (1973) – w minionym roku namiętnie słuchałem Marvina Gaye’a. Z Dianą Ross stworzył chyba duet wszech czasów, natomiast…
    • Marvin Gaye: What’s Going On (1971) – …na swoim legendarnym concept albumie jest cudowny w pojedynkę…
    • Marvin Gaye: Let’s Get It On (1973) – …i oczywiście warto zapoznać się z resztą jego dyskografii.
    • Genesis: We Can’t Dance (1991) – mam słabość do Phila Collinsa.
    • Sonny Landreth: Outward Bound (1992) – elektryczny blues jak marzenie.
    • Lao Che: Wiedza o społeczeństwie (2018) – najnowsza płyta Lao Che uchodzi wśród fanów za jedną ze słabszych w ich dorobku, ale w niczym mi to nie przeszkadza. Przesłuchałem ją już z dziesięć razy. Liczba mnoga bliżej Boga.
    • Madonna: Ray of Light (1998) – chciałbym, żeby wszystkie albumy popowe były choć w połowie tak przemyślane i sprawne warsztatowo jak światło Madonny.
    • Vangelis Papathanassiou: L’apocalypse des animaux (1973) – w końcu dane mi było przesłuchać w całości płytę, z której pochodzi urzekająca La Petite Fille de la mer.
    • Shakira: Laundry Service (2001) – do Shakiry też mam słabość!
    • Nina Simone: Little Girl Blue (1959) – nadgryzłem pokaźną dyskografię Simone. Jak na razie najbardziej podobała mi się jej debiutancka płyta, chociaż większość albumów wciąż przede mną.
    • Karsten Troyke: Noch Amul! (2012) – pierwszego września byłem w doborowym towarzystwie matki i żony na niezapomnianym koncercie Troykego, Niemca specjalizującego się w tradycyjnych piosenkach żydowskich.
    • Kamasi Washington: Heaven and Earth [nie ma na YT, szukajcie na S] (2018) – spiritual jazz bez pudła.

    Zaledwie trzy z powyższych są rzeczywiście nowe, to znaczy datowane na 2018 r. Pozostałe odkryłem z zawstydzającym opóźnieniem. Tak już mam.

    Reklamy
     
  • Borys 16:00 on 13/07/2018 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags:   

    Pachnie „Teen Spiritem” 

    30kwintali

    (tl;dr: Link do playlisty tutaj)

    Usiadłem, żeby napisać muzyczny list miłosny do lat 90. Przejrzałem notatki i zabrałem się za układanie mixtape’u spod znaku nieśmiertelnych najntisów. Przypomniawszy sobie nagle o Blogrysie pomyślałem, że mogę przecież podzielić się składanką z innymi. Ale zestawień typu „Najlepsze piosenki dekady” jest w internecie bez liku. Żeby wysforować się choć troszkę, przykroiłem swoją plejlistę nożyczkami metodologicznymi, tak jak zrobiłem to niegdyś tworząc ranking coverów.

    • Lata 90. zaczynają się u mnie w 1990 a kończą w 1999. Na razie bez innowacji.

    • I pierwsza innowacja: Każdy wykonawca może pojawić się tylko raz. Wybacz, Michael. Zasada ta obowiązuje także wtedy, jeżeli komuś zdarza się śpiewać czasem solowo, czasem w grupie. Wybacz, Phil.

    • Z każdego roku wziąłem pięć zachodnich (czyli przeważnie anglosaskich, choć trzech Włochów – zgadniecie, którzy to? – też się załapało) przebojów. Dorzuciłem 15 utworów polskich z całej dekady. Docisnąłem pięcioma zachodnimi kawałkami, dla których zabrakło miejsca w pierwszym etapie selekcji. Razem 70 kawałków.

    • Decyduje wcześniejsza data premiery – singla lub albumu. Zadałem sobie odrobinę trudu i dość dokładnie te roczniki posprawdzałem.

    • Do zestawienia nie trafiły The Sweetest Thing U2 oraz You’re My Heart, You’re My Soul Modern Talking, które uwielbiam, ale które są w gruncie rzeczy piosenkami z pierwszej połowy lat 80., tyle że pod koniec lat 90. wydano je z pompą i sukcesem ponownie.

    • W mixtapie nie ma przebojów, które nagrano na potrzeby soundtracków lub które trafiły do (głośnych) filmów w roku swojej premiery. W przedbiegach odpadły więc I Will Always Love You Whitney Houston, Streets of Philadelphia Bruce’a Springsteena, Gangsta’s Paradise Coolio, I Don’t Wanna Miss a Thing Aerosmith, My Heart Will Go On Celine Dion, Iris Goo Goo Dolls, Golden Eye Tiny Turner, Everything I Do (I Do It For You) oraz Have You Ever Really Loved A Woman? Bryana Adamsa (szczególnie tej ostatniej mi żal).

    • Ograniczam eurodance i disco, ale ich nie rugam.

    • Queen musi być reprezentowany przez coś innego niż Bohemian Rhapsody (1992), bo to wszak przebój ponadczasowy.

    • Składanka jest subiektywna, podstemplowana moim gustem i napędzana moim sentymentem. Trafiły tutaj piosenki, które lubię i które kojarzą mi się z latami dziewięćdziesiątymi najmocniej. Niby oczywista sprawa… lecz w zestawieniu nie znajdziecie m.in. Nothing Compares 2 U Sinéad O’Connor (szanuję, ale zbyt ckliwe), Ironic Alanis Morissette (nigdy mi do końca nie przypadło), Bitter Sweet Symphony The Verve (supercharakterystyczne, owszem, ale przegrało z innymi kawałkami), Freestyler Bomfunk MC’s (nie znosiłem i nie znoszę! schowajcie kosy! na szczęście to sama końcówka dekady, więc wybaczenie przyjdzie łatwo…), ani tytułowego (mowa o tytule notki) Smells Like Teen Spirit Nirvany (kiedyś uwielbiałem, potem mi się przejadło).

    • Z drugiej strony wszystkie pozycje na liście (bez wyjątku) są utworami powszechnie znanymi. Nie trafiła tu zatem żadna Shawawa z albumu Hopsum-dyrdum grupy Blak Blak People tylko dlatego, że słyszałem ją często w dziewięćdziesiątym szóstym na wakacjach w Pcimiu Środkowym, i teraz wybornie mi się kojarzy.

    • Zawsze myślałem, że tytułowy „teen spirit” to „gorzałka dla szczyli”, czyli jakaś odmiana taniego likieru. Tymczasem okazuje się, że Kurt Cobain śpiewał o dezodorancie dla nastolatek (serio)!

    • Wahając się między utworem skoczniejszym a rzewniejszym, wybierałem skoczniejszy. Kogoś to dziwi? Przepraszam, Axl. Nie lubię deszczu w listopadzie.

    • Nie ma tu w ogóle hip-hopu (nie licząc paru hip-popowych wyjątków), jako że w latach 90. go nie słuchałem.

    • Zabrakło Chłopaków Z Tylnej Ulicy, ale są Pikantne Dziewczyny. Nie wpuściłem za to Britney Spears, zawsze mnie wkurzała.

    • Odkryłem, że Typ niepokorny Stachursky’ego jest coverem. Pierwowzór znalazł się na plejliście.

    • Metodologia przemienia się w wyliczankę ciekawostek, co znaczy, że niezwłocznie trzeba przejść do rzeczy!

    Miłego słuchania. Jeżeli urodziłeś się mniej więcej w połowie lat osiemdziesiątych, na bank poniesie Cię za chwilę fala nostalgii. Jednakże ucieszę się najbardziej, jeśli mixtape przypomni Ci chociaż jeden od dawna nie słyszany szlagier.

    :: YOUTUBE ::
    :: SPOTIFY ::

    (Na dzień dzisiejszy wersja YT jest kompletna; wersja S niestety nie, brakuje czterech polskich piosenek).

    Bonusy:
    25 nieśmiertelnych gwiazd jednego przeboju lat 90.
    30 najwspanialszych teledysków lat 90.
    Zestawienie alternatywne

     
    • m. 15:13 on 14/07/2018 Bezpośredni odnośnik

      Na początek zobaczyłem listę i myślę, a gdzie jest Freddie Mercury! Potem doczytałem, że każdy tylko raz, licząc wszystkie możliwe zespoły. No i „Mr. Bad Guy” jest z 1985. Ja chyba jestem bardziej ukierunkowany na lata 70-te i 80-te. ;-)
      A sama playlista zacna, rzeczywiście wyciąga z pamięci to co się wtedy często grało w radiu, czy w telewizji.

      A co do Teens Spirit to swego czasu Wojciech Mann miał cykl z tłumaczeniem tekstów piosenek i opisywał właśnie ten fakt:
      http://www.archiwum.wyborcza.pl/Archiwum/1,0,4155920,20040830RP-DGW_D,SMELLS_LIKE_TEEN_SPIRIT,.html – fajne były te artkuły.

  • Borys 15:39 on 11/04/2018 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: cyganie   

    Festiwal pieśni cygańskiej 

    ignacio_zuloaga-La_familia_del_torero_gitano.jpg

    Cygańska muzyka towarzyszy nam od zawsze. Spróbujmy wybrać dziesięć najważniejszych piosenek z zaczarowanego kręgu kulturowego.

     

    10

    Zestawienie otwierają Władcy Narodu Cygańskiego zwani także popularnie Cygańskimi Królami. Grają w niepodrabialnym stylu rumba flamenca, który rozpozna każdy po trzech nutach. Gipsy Kings są potomkami andaluzyjskich gitanos, śpiewają po andaluzyjsku, lecz pochodzą z południowej Francji. Wielki przebój Djobi, Djoba znalazł się na ich trzeciej płycie wydanej w 1987 r.

    (More …)

     
    • G. 22:03 on 12/04/2018 Bezpośredni odnośnik

      wybor jest bardzo subiektywny i hmmm… zartobliwy, moze trzeba bylo dodac do tej egzotycznej skladanki Dzianniego Vasyla ; )
      a gdzie Django Reinhardt , a gdzie Stephane Grapelli?

    • Borys 07:02 on 13/04/2018 Bezpośredni odnośnik

      O Django obejrzałem kilka lat temu film. To ten Murzyn, który uciekł z niewoli, a potem pozabijał plantatorów? Nie wiedziałem, że był Cyganem.

    • G. 09:34 on 13/04/2018 Bezpośredni odnośnik

      tak, tak, to wlasnie on, a ten dystyngowany dentysta to Grapelli, ktory w futerale na skrzypce mial Schmeisser’a

  • Borys 17:04 on 11/03/2018 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: ,   

    Longplay 2017 

    longplay

    W zeszłym roku moja muzyczna codzienność została zrewolucjonizowana. Odkryłem otóż, że darmowa wersja Spotify jest więcej niż przyzwoita (jak im się to opłaca?!). Zacząłem słuchać całych albumów – o tych godnych polecenia pisałem w cyklu Longplay. Dziś przyszła pora na krótkie podsumowanie i tuzin wyróżnień. Zrezygnowałem z jakichkolwiek opisów, bo pisać o muzyce to jak tańczyć o architekturze. Kto ciekaw, niech wyklika – tam, gdzie się dało, podlinkowałem cały album – albo na początek zapozna się z YouTube’ową playlistą.

    ALTERNATYWA: Doug Hream Blunt, My Name Is (2015)
    ANTOLOGIA: Różni wykonawcy, The Spirit of Talk Talk (2012)
    CONCEPT ALBUM: Slow Dakota, The Ascension of Slow Dakota (2016)
    Jenny Hval, Blood Bitch (2016)
    GATUNEK NIEZNANY: Moderator, The World Within (2015)
    HIP-HOP1: Swet Shop Boys, Cashmere (2016)
    MUZYKA ŚWIATA: Fanfare Ciocărlia, Iag Bari (2001)
    ODKRYTE PO LATACH: Dire Straits, Brothers in Arms (1985)
    POEZJA ŚPIEWANA: Różni wykonawcy, nowOsiecka (2017)
    PRAWIE POP: Prinze George, Illiterate Synth Pop (2016)
    R&B: The Internet, Ego Death (2015)
    SKŁADANKA: Air, Twentyears (2016)
    SOUNDTRACK: Kristofer Maddigan, Cuphead OST (2017)
    Różni wykonawcy, Moana OST (2016)

    ____________________
    1 O dobrych albumach hip-hopowych usłyszanych w zeszłym roku mógłym opowiadać długo – i wkrótce to zrobię, Doktor Chojny jest w trakcie układania sążnistego, subiektywnego przeglądu – lecz na potrzeby tej notki wybrałem po prostu coś bardzo świeżego, co zaskoczyła mnie zarówno swoją gatunkową przynależnością jak i miodnością.

     
  • Borys 12:00 on 04/03/2018 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: ,   

    Strach przed czarną planetą 

    hip_hop_history

    Siema! Pytanko takie: Co łączy hip-hop, Aloszę Karamazowa, Pana Boga i morderczego klauna?

    Wszyscy są grubi. No, w każdym razie poświęcone im książki są grube.

    The Big PaybackBracia KaramazowPismo Święte Nowego Testamentu oraz To były czterema najokazalszymi książkami przeczytanymi przeze mnie w zeszłym roku. Łącznie prawie 3500 stron – jedna czwarta drukowego wolumenu, z którym obcowałem.

    Na opus magnum Stephena Kinga narzekałem tutaj opowiadając przy okazji o swoim strasznym dzieciństwie („skrócenie Tego o połowę (sic!) bardzo by powieści pomogło, chociaż nie uratowałoby jej w pełni, ponieważ nużenie czytelnika nie jest jedynym grzechem”), o Braciach Karamazow pisałem niedawno tutaj naśladując nieudolnie styl Dostojewskiego („uważam na razie Braci… za bardzo dobrą — wręcz wciągającą! — powieść, lecz nie za totalne arcydzieło”; przeczytam ich jednak kiedyś raz jeszcze w nowym polskim przekładzie Pomorskiego), zaś o wrażeniach wyniesionych z lektury Nowego Testamentu wspomniałem rok temu („gdybym miał ocenić go jako zwykłą książkę do czytania – co oczywiście jest optyką absurdalną – musiałbym podsumować ją trójką z plusem”). Dzisiaj pogadamy więc o twardych Murzynach z Bronksu, którzy w chwilach wolnych od paskudnej przemocy rapują o rasowych stereotypach białych blogerów z Polski tudzież Norwegii.

    (More …)

     
  • Borys 22:15 on 09/01/2018 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: ,   

    Blogrys Mixtape 2017 

    zycie_wedlug_singli

    Parę lat temu bardzo spodobała mi się piosenka Dana Crolla pt. From Nowhere. Jej wartość zwiększał pomysłowy teledysk opowiadający o turnieju wpatrywania sobie w oczy bez mrugania. Wczoraj przesłuchałem wreszcie cały album pt. Sweet Disarray. Żena do kwadratu. Dobry był tylko tamten kawałek. Cała reszta to jakieś mruczando rodem z podrzędnego klubu studenckiego.

    W Życiu Według Singli pisałem o takich właśnie utworach: bardzo dobrych (podług mojego ucha nastrojonego w danym momencie na muzykę lekką i przyjemną), ale pochodzących z płyt, które nie zachwycają od początku do końca. Dwa tysiące siedemnasty już się skończył, pora więc zebrać wszystkie te piosenki w jedną playlistę. Oto Blogrys Mixtape 2017. Liczy ponad sto kawałków. W prawie żadnym miejscu nie jest ambitny, ale eklektyczności mu nie odmówicie.

    Cóż to, nie macie czasu na pięciogodzinną playlistę gościa pasjonującego się Eurowizją? Poniżej więc wersja skrócona, skondensowna do dwudziestu jeden tytułów, posegregowana, zagnieżdżona, nic tylko poklikać.

    (More …)

     
  • Borys 15:00 on 29/12/2017 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Życie według singli (4) 

    zycie_wedlug_singli

    Oto dwadzieścia dwie chwytliwe i bardzo zróżnicowane – pod tym względem można na mnie zawsze liczyć – piosenki na koniec roku. Czekają tu na Was między innymi takie atrakcje jak:

    Cała playlista kryje się tutaj.

     
  • Borys 15:00 on 25/12/2017 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , , , , , , ,   

    Longplay (7) 

    longplay

    Różni wykonawcy: The Spirit of Talk Talk. I tak wyszło, że najciekawszym albumem, z jakim zetknąłem się w mijającym roku, była antologia coverów grupy Talk Talk. Wpadła w moje ręce przypadkowo – myślałem, iż mam przed sobą składankę ich oryginalnych, najlepszych utworów. Tymczasem na długim, dwupłytowym The Spirit of Talk Talk czekało na mnie trzydzieści aranżacji dwudziestu czterech piosenek zespołu Marka Hollisa. Nazwiska wykonawców nie mówiły mi absolutnie nic, ale większość z nich spisała się na medal.

    Za absolutnie mistrzowski cover uważam niezatytułowaną piosenkę Jacka Northovera, bodajże najwybitniejszy utwór muzyczny, jaki usłyszałem w 2016 r. w ogóle. A ponieważ antologię utrzymano w konsekwentnych barwach skrajnej melancholii, nawet słabszym kawałkom dane jest przynajmniej podtrzymywać atmosferę całości w przerwach pomiędzy lepszymi fragmentami. The Spirit of Talk Talk należy postawić na półce obok Tower of Song, albumu składającego w podobny sposób hołd twórczości Leonarda Cohena, tudzież obok…

    the_spirit_of_talk_talk

    Różni wykonawcy: nowOsiecka. Czternastu (względnie) młodych polskich piosenkarzy interpretuje nieśmiertelne utwory Agnieszki Osieckiej. Pierwsze spostrzeżenie: Nie uświadczymy tutaj najbardziej znanych kawałków, np. „Małgośki”, „Niech żyje bal”, „Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma”, „Nie całuj mnie pierwsza” itd. I bardzo dobrze, że ich nie ma! nowOsiecka, jak wydaje się sugerować nawet tytuł, adresowana jest do młodszego pokolenia, które zapewne nie chce po raz n-ty słuchać piosenek z epoki swoich rodziców. Poza tym dorobek „Okularnicy” liczy pół tysiąca tekstów. Wypadałoby raz na jakiś czas odkurzyć te mniej znane.

    Drugie spostrzeżenie: Śpiewać każdy może, jeden lepiej, a drugi gorzej. Zasada ta obowiązuje z całą mocą w przypadku poezji śpiewanej skoligaconej wszak z piosenką aktorską. Z materiałem na piątkę poradzili sobie między innymi Czesław Śpiewa, Misia Furtak i Mela Koteluk. Na szczęście każda piosenka ma słuchaczowi coś do zaoferowania – nawet jeśli tym czymś nie zawsze są umiejętności interpretacyjne wykonawcy – i każda z nich wnosi coś od siebie do antologii.

    Zafascynowały mnie szczególnie warianty hip-hopowe, tj. „Rajski deser” L.U.C.-a oraz „Ostatnia prosta” Łony i Webbera, które wynoszą słowa Osieckiej na zupełnie nową orbitę. Szkoda, że polski hip-hop tak rzadko korzysta z dorobku „tradycyjnych” polskich poetów.

    nowosiecka

    (More …)

     
  • Borys 17:13 on 29/11/2017 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , , , , , ,   

    Longplay (6) 

    longplay

    TLCCrazySexyCool. Na Wielkiej Liście Wybitnych Albumów Hip-Hopowych, którą od wiosny systematycznie przerabiam, laski z TLC opatrzone są numerkiem 1995 i sąsiadują z Raekwonem, Mobb Deepem oraz Bone Thugs-n-Harmony. W przeciwieństwie do twardych czarnuchów z Nowego Jorku tudzież z Ohio, Tionnę, Lisę i Crystal łączy z hip-hopem subkulturowe pokrewieństwo, nie muzyczny styl jako taki. CrazySexyCool jest bowiem albumem śpiewanym – rapu tam jak na lekarstwo – i powinniśmy zaliczyć go do R&B. Warto poznać nie tylko dla Waterfalls, wielkiego przeboju połowy lat 90.

    crazysexycool

    (More …)

     
  • Borys 20:19 on 25/10/2017 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz
    Tags: , , , , ,   

    Longplay (5) 

    longplay

    Frank Ocean: Blonde. Awangardowe R&B ze szczyptą psychodeli. Takie albumy obchodzę zwykle szerokim łukiem; niekiedy tylko trącę je ostrożnie kijem, a potem w popłochu uciekam. Jednak Blonde jest absolutnie fascynujący w warstwach muzycznej oraz wokalnej. Za każdym kolejnym razem zyskuje w moich uszach. W zestawieniach najlepszych płyt z 2016 r. trafia zwykle do ściślej czołówki. Zasłużenie.

    (More …)

     
c
Compose new post
j
Next post/Next comment
k
Previous post/Previous comment
r
Odpowiedz
e
Edycja
o
Show/Hide comments
t
Idź do góry
l
Go to login
h
Show/Hide help
shift + esc
Anuluj