Pierwsze państwo pod Słońcem

Ekwador2017-Alausi04-pociag

Dobrodziejstwa przycisku SCHEDULE wraz z nadmiarem czasu wolnego typowym dla schyłku roku szkolnego sprawiły, że latem, będąc daleko od łączy, „blogowałem” dwa-trzy razy w tygodniu. Natomiast od czasu powrotu z bardzo długich wakacji zdążyłem jedynie wrzucić nerdowską notkę o drugim sezonie starego Star Treka oraz kolejny odcinek Filmorysu.

Najwyższa pora, by spisać wspomnienia z równikowego wyjazdu. Kilka osób pytało mnie zresztą w realu i wirtualu: „Kiedy relacja z Ekwadoru na Blogrysie?”. To miłe.

Wymyśliłem, że zamiast płodzić jeden sążnisty, gęsto przetykany zdjęciami esej, przedstawię wrażenia w formie serii wpisów. Pierwsza połowa każdego będzie tekstem, połowa druga składać się będzie z fotek z opisami, w razie potrzeby dłuższymi.

Jedziemy! To znaczy, lecimy.

Czytaj dalej Pierwsze państwo pod Słońcem

Reklamy

Jak zacząłem kochać design

Moroccan

W marcu dzieliłem się wrażeniami z tygodniowego pobytu w Maroku. Napisałem dwie sążniste notki. Wypada wreszcie uzupełnić tamte wpisy ostatnią porcją zdjęć.

Ale skąd wziął się powyższy tytuł? Należy go rozumieć dosłownie. Otóż w Maroku, za kurzem ulic i brudem fasad, kryje się często przepiękny design. Mieszają się w nim elementy arabskie, berberskie i europejskie (francuskie). Wyprawa do Maroka pokazała mi, że jeśli chodzi o wystrój wnętrz i wykończenia mebli, Północna Europa i Europa Środkowo-Wschodnia zupełnie nie mają się (współcześnie) czym chwalić. Mówiąc dosadnie, w Polsce oraz w Norwegii żyjemy wśród funkcjonalnego paskudztwa spod znaku Ikei i meblościanki. Jak nie kicz, to szpanerstwo.

Podróże kształcą.

Czytaj dalej Jak zacząłem kochać design

Nowej notki na razie nie będzie (13)

nowej_notki_na_razie_nie_bedzie_8

1. Cezary Krysztopa, prawicowy rysownik satyryczny, wygląda jak syn Bogusława Lindy i Cezarego Pazury.

2. Znakomite motto dla wszystkich polemistów, nie tylko w erze dyskusji na buniu: „Niech twoje poglądy będą skrajne, ale starannie uzasadnione. Bądź zawsze gotów na ich zmianę, jeżeli tylko ktoś przedstawi solidne kontrargumenty.” Niestałe skrajne poglądy są bez wątpienia ciekawsze od poglądów letnich, lecz tożsamościowo niewzruszonych.

3. Niedawno kilka razy przytrafiło mi się coś takiego, że szedłem sobie chodnikiem, z naprzeciwka nadchodziła inna osoba, z oddali wydawało mi się, że jej twarz jest znajoma, ale z bliska – już taka nie była. Dziwne wrażenie. Rysy twarzy wydawały się wręcz morfować na moich oczach. Czy tak właśnie wygląda życie z prozopagnozją? Pewnie nie. Dla prozopagnostyków każda twarz wygląda tak samo.

4. „Zasadzał się on [pomysł] na tym, by obszar KL Auschwitz-Birkenau z przyległościami przekazać Niemcom na wieczność jako niepodzielne ich dziedzictwo, pomnik ich kultury, techniki, obyczaju, militarna zdobycz w skali tysiącleci.” To Marian Pilot. No ale coś za coś. Po Drugiej Wojnie Światowej należało wysiedlić wszystkich Niemców z Badenii-Wirtembergii i oddać kraj w wieczne posiadanie Żydom. Alternatywny Izrael na terenie Europy? Ciekawe, jak wskutek takiego zabiegu potoczyłaby się historia naszego kontynentu i reszty świata.

5. Muhammad Ali był największy. Umiał fruwać jak motyl, umiał żądlić jak pszczoła, ręka wroga nie trafi, jeśli oko ujrzeć nie zdoła.


6. Wyższą odmianą zwrotu akcji jest zwrot gatunku. Czytasz sobie książkę lub oglądasz film. Wydaje ci się, że rozpoznałeś już schemat gatunkowy. Wtem okazuje się, że kryminał przeistacza się w dramat (Gdzie jesteś, Amando) albo thriller w horror (Drabina Jakubowa). To najfajniejsza niespodzianka, jaką mogą zgotować nam powieściopisarze, reżyserzy i scenarzyści, choć oczywiście czytelnicy / widzowie o ograniczonych horyzontach estetyczno-intelektualnych na taki manewr zareagują z obrzydzeniem. Uwaga: zwrotu gatunku nie należy mylić z nieokreślonością gatunkową, czyli sytuacją, gdy twórcy świadomie mieszają ze sobą kilka schematów (The Host: Potwór, Atak na posterunek 13).

Duża przerwa

old_ecuador

Po sześciu latach pracy w budzie najwyższa pora wycisnąć bezwstydnie długie, nauczycielskie wakacje do ostatniej kropelki słońca. Dziś poleciałem na drugi koniec świata (z noclegiem i przesiadką w Madrycie), na którym to końcu spędzę półtora miesiąca. Odnowię zapasy energii gogicznej i najem się autentycznego ceviche.

Po krótkim wahaniu zdecydowałem, że nie wezmę ze sobą żadnego sprzętu elektronicznego. Połączę przyjemne z higienicznym, egzotyczną podróż z cyfrowym detoksem. Laptop (choć nowy i lekki), iPad (choć mały) oraz Kindle (choć wierny) zostają w domu. Smartfona nie mam, a empetrójka się nie liczy, bo nie angażuje oczu. Do plecaka spakowałem za to ledwie napoczętego moleskina oraz dwie grube książki.

Kontaktu ze mną zatem nie będzie. Ale wbrew pozorom Blogrys nie będzie milczał w czasie wakacji! Zaprogramowałem Sztuczną Inteligencją pn. „Schedule”, by pisała notki pod moją nieobecność. Będzie Wam tutaj coś wyskakiwało stosunkowo często.

Wszystkim życzę na lato wysp szczęśliwych i żegnam się dwoma rebusami.

pomarancza-obrana-240g

xf214_0706

Kto nie zrozumiał, niech pocieszy się piosenką.

Ty przykry typie

stachura.jpg

Jeżeli brak Ci epitetu, Edward Stachura podpowiada, jak kogoś miażdżąco zwyzywać.

…ty świński ryju, ty świński ogonie, ty świńska nóżko, ty golonko, ty fałdo, ty grubasie, ty pyzo, ty klucho, ty kicho, ty flaku, ty pulpecie, ty żłobie, ty gnomie, ty glisto, ty cetyńcu, ty zarazo pełzakowa, ty gadzie, ty jadzie, ty ospo – dyfteroidzie, ty pasożycie, ty trutniu, ty trądzie, ty swądzie, ty hieno, ty szakalu, ty kanalio, ty katakumbo, ty hekatombo, ty przykry typie, ty koszmarku, ty bufonie, ty farmazonie, ty kameleonie, ty chorągiewko na dachu, ty taki nie taki, ty ni w pięć ni w dziesięć ni w dziewiętnaście, ty smutasie, ty jaglico, ty zaćmo, ty kaprawe oczko, ty zezowate oczko, ty kapusiu, ty wiraszko, ty ślipku, ty szpiclu, ty hyclu, ty przykry typie, ty kicie, ty kleju, ty gumozo, ty gupteraku, ty kalafonio, ty wazelino, ty gliceryno, ty lokaju, ty lizusie, ty smoczku, ty klakierze, ty pozerze, ty picerze, ty picusiu, ty lalusiu, ty kabotynie, ty ciulu łaciaty, ty luju pasiaty, ty kowboju na garbatym koniu, ty klocu, ty młocie, ty piło, ty szprycho, ty graco, ty ruro nieprzeczyszczona, ty zadro, ty drapaku, ty drucie, ty draniu, ty przykry typie, ty kapitalisto, ty neokolonialisto, ty burżuju rumiany, ty karierowiczu, ty groszorobie, ty mikrobie, ty gronkowcu, ty kieszonkowcu, ty gonokoku, ty luesie, ty purchawko, ty nogawko, ty mitomanie, ty narkomanie, ty kinomanie, ty grabarzu, ty bakcylu, ty nekrofilu, ty sromotniku bezwstydny, ty seksolacie, ty bajzeltato, ty szmato, ty scholastyku, ty kiwnięty dzięciole, ty strzaskana rzepo, ty współczesna ruino, ty rufo nieprzeciętna, ty klapo, ty gilotyno, ty szubienico, ty przykry typie, ty szlafmyco, ty pomponie, ty kutafonie, ty pomyjo, ty knocie, ty gniocie, ty gnoju, ty playboyu, ty modny przeboju, ty astamaniano, ty moja droga ja cię wcale nie kocham, ty omamie blue, ty onanio, ty kurza melodio, ty zdarta płyto, ty trelewizjo, ty lelemencie, ty dupku żołędny, ty bycie zbędny, ty podwiązko, ty klawiszu, ty kołtunie, ty larwo, ty kleszczu, ty mszyco, ty szkodliwa naliścico, ty komiku zrosłozębny, ty korniku bruzdkowany, ty koński bąku, ty końska pijawko, ty szulerze, ty gangsterze, ty rabusiu, ty morderco, ty przykry typie, ty nygusie, ty bumelancie, ty akselbancie, ty kurdebalansie, ty kurdemolu, ty zębolu, ty szczerbolu, ty rybo dwudyszna, ty wypukła flądro, ty śnięty halibucie, ty śmierdzący skunksie, ty moreno denna, ty mule epoki, ty zbuku, ty kwadratowe jajco, ty kanciarzu, ty artysto, ty prywaciarzu, ty intelektualisto badylarzu, ty talencie na zakręcie, ty geniuszu z przymusu, ty wajszwancu od awansu, ty awangardo ariergardy, ty tabako w rogu, ty neptku, ty nadrachu, ty meneliku, ty sedesie z bakelitu, ty koterio, ty komitywo, ty kombinacjo, ty machinacjo, ty metodo kupiecka, ty dolary i piernaty, ty a dalejże ty w szmaty, ty lichwiarzu, ty wekslu, ty kwicie, ty kleksie, ty pecie, ty bzdecie, ty przykry typie, ty makieto, ty tapeto, ty tandeto, ty torbo, ty drągu w dziejowym przeciągu, ty kiju, ty kij ci w oko, ty hak ci w smak, ty nogo, ty fujarko, ty klarnecie, ty bidecie, ty kiblu, ty biegunko, ty kałmasznawardzie, ty flujo, ty szujo, ty fafuło, ty muchoplujko ze złotym zębem, ty mrówkolwie plamistoskrzydły, ty kawale chama w odcieniu yellow bahama, ty palcu w nosie, ty baboku, ty obiboku, ty bago, ty zgago, ty dzwonie bez serca, ty emalio z nocnika, ty czarnodupcu, ty kolcogłówku, ty capie, ty bucu, ty fiucie, ty wawrzonie, ty laluchu, ty patafianie, ty palancie, ty palantowo, ty szajbusie, ty aparycjonisto, ty kulturysto, ty żulu, ty żigolaku, ty łajdaku, ty chechłaku, ty lebiego, ty alfonsie i omego, ty przykry typie, ty konweniujący kołnierzyku, ty zerowokątny czytelniku, ty literacki żywociku, ty kawiarnio, ty rupieciarnio, ty trupieciarnio, ty chałturo, ty paprochu, ty farfoclu, ty chęcho, ty chachmęcie, ty chebdo, ty chwaście, ty mydłku, ty mizdrzaku, ty wyskrobku, ty cycku, ty sikawo, ty siuśmajtku, ty zgniłku, ty padalcu, ty zaropialcu, ty przykry typie, ty lilio w kibici łamana, ty prostowaczu banana, ty wyciśnięta cytryno, ty kotlecie sponiewierany, ty zapluty kabanosie, ty zapity kurduplu, ty zmęczona jagodo, ty wczasowa przygodo, ty pipo grochowa, ty zapchany gwizdku, ty pięć minut za krzakiem rozmarynu, ty niedokończona iluzjo, ty zaciągnięta żaluzjo, ty zazdrostko, ty zawistniku, ty arszeniku, ty ciemna maszynerio, ty sztuczny kwiatku, ty krosto, ty pryszczu, ty wągrze, ty zachciewajko, ty kurzajko, ty pluskwo, ty mendo, ty mendoweszko, ty przykry typie, ty złap mnie za pukiel, ty wskocz mi na kant, ty narób mi wkoło pióra, ty mów mi wuju, ty masz na loda, ty nie śpiewaj nie mam drobnych, ty kandydacie do nogi, ty kto ci ręce rozbujał, ty zniknij systemem bezszmerowym, ty ciągnij smugę, ty spadaj, ty zjeżdżaj, ty spieprzaj, ty stleń się, ty spłyń z lodami, ty giń, dzyń, dzyń, dzyń…

Edward Stachura, Wiersze pozostałe, CiT, Toruń 2000, s. 42–44

Nowej notki na razie nie będzie (12)

1. Ujrzawszy w metrze reklamę książki obyczajowej (Ferrante?) zacząłem dumać, czy tomik poezji mógłby stać się bestsellerem na miarę Kodu Leonarda da Vinci albo 50 twarzy Greya. Pytanie brzmi absurdalnie i naiwnie, no ale gdyby tak wydawnictwo ów tomik porządnie wypromowało, podsunęło ludziom pod nos w mediach, rozesłało egzemplarze nawet do blogerów książkowych i recenzentów zazwyczaj nie zajmujących się poezją, zainicjowało cykl rozmów, słowem — gdyby z autentycznym zapałem, pełnym profesjonalizmem i wykorzystaniem narzędzi marketingowych wszelakiej maści spróbowało jakiś zbiór wierszy wylansować? Wierszy, które nie byłyby leśmianowskimi zawijasami ani chirurgicznymi barańczakami, ale nie byłyby też prostackie ani częstochowskie, tylko takie w sam raz, koftowe, osieckie.

Czy istniałaby realna szansa na osiągnięcie czytelniczej masy krytycznej, sytuacji, w której zbiorek sprzedałby się na pniu w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy, przez kilka miesięcy byłby na ustach wszystkich jako wydarzenie literackie roku, a autor stałby się z tygodnia na tydzień bogatym człowiekiem? Czy taka sytuacja mogłaby zaistnieć w Polsce? Za granicą? Kod Leonarda da Vinci skanalizował społeczną podejrzliwość wobec kościoła katolickiego, 50 twarzy Greya wydoił ciągoty do BDSM. A czy zręczny poeta wespół z gotowym do podjęcia ryzyka wydawcą potrafiliby zrymować pospolitą chęć powiększenia kapitału kulturowego „szerokiego odbiorcy” z ogromnym sukcesem komercyjnym?

Czytaj dalej Nowej notki na razie nie będzie (12)

Eksperci z kurzego odbytu

chickenŚmiejemy się z rzymskich haruspicjentów, którzy „przewidywali” przyszłość grzebiąc w kurzych wnętrznościach. Drwimy ze starożytnych Babilończyków, którzy „prognozowali” wydarzenia polityczne przy pomocy tabel astrologicznych. Natrząsamy się ze starotestamentowych patriarchów, którzy o ważkich sprawach „dowiadywali się” w snach. Szydzimy z… No, z chińskich kleromantów praktykujących metodę Yijing może i nie szydzimy — przynajmniej od czasu, w którym metoda ta odegrała doniosłą rolę w pewnej kanonicznej powieści fantastycznonaukowej — ale nikt przy zdrowych, racjonalnych, nowoczesnych zmysłach nie sięgnąłby po nią, by na przykład zadecydować o sposobie ulokowania swoich oszczędności.

Czy potomność za kilkaset lat będzie naigrywała się z nas, dyskutujących z upodobaniem o przyszłości, życiu oraz społeczeństwie ustami zapraszanych do telewizji, wszystkowiedzących „ekspertów”?

Gdy dochodzi do sporu w skomplikowanej sprawie, media szukają informacji u osób, które zwykły określać mianem „ekspertów”. Rzecz w tym, że powyższy termin miesza ze sobą różne odmiany ekspertyzy oraz jej braku. „Ekspert od chorób zakaźnych” (…) ustępuje miejsca „ekspertowi od paleodiety”, po którym pojawia się „ekspert od sondaży politycznych”, a godzinną sesję w studiu kończy wizyta „eksperta od związków”.

Niektórzy z nich nie wiedzą nic o niczym.

Alan Jacobs (10/11/2016)

Pamiętam, że gdy byłem mały, słowo „ekspert” mnie fascynowało. Zawierało w sobie zawodową nieokreśloność idącą jednak w parze z ogromnym autorytetem. Wiedziałem, że lekarzem zostaje się po studiach medycznych, a prawnikiem po studiach prawniczych. Ale „ekspertem”? Ho ho, ten tytuł dostępny był tylko wybitnym jednostkom namaszczonym przez merytokrację.

Podrosłem i wiem już, że — w rzeczy samej — nieokreśloności w „eksperckich” wypowiedziach jest na kopy.

____________________
Autorem zdjęcia jest Michael.

Nowej notki na razie nie będzie (11)

1. …ponieważ zajęty jestem ulepszaniem internetu, czyli edytowaniem paru obszernych haseł w Wikipedii. Jakich, po co i skąd mam tyle wolnego czasu – odpowiedzi na wszystkie trzy pytania są ze sobą ściśle powiązane, a czasu wolnego wbrew pozorom aż tyle nie mam – napiszę niebawem, gdy tylko doprowadzę „encyklopedyczne‟ „dzieło‟ na sto tysięcy znaków (sic!) do pomyślnego zakończenia.

2. W międzyczasie Esensja opublikowała moją recenzję albumu W mieście Łodzi zespołu Zgiełk. Polecam gorąco (album recenzją)! w_miescie_lodzi

ostatnia_rodzina3. Do kin trafiła niedawno Ostatnia rodzina opowiadająca o życiu oraz śmierci Zdzisława i Tomasza Beksińskich, intrygujących przedstawicieli polskiej (pop)kultury. Nie widziałem go i znając moje nowości oglądania zdolności (jak się ładnie zrymowało) długo nie obejrzę, ale przeczytałem przynajmniej kilka recenzji. Wśród wielu pozytywnych wyłuskałem rodzynek Sebastiana Chosińskiego, który, owszem, ogólnie rzecz biorąc film chwali, ale nie jest bezkrytyczny i wytyka produkcji kilka konkretnych wad. Najpoważniejszy zarzut: filmowy Tomek Beksiński (w tej roli Dawid Ogrodnik) stanowi karykaturę tego prawdziwego.

Aby poznać aparycję i temperament prawdziwego Beksińskiego, obejrzałem więc wywiad, który pod koniec lat dziewięćdziesiątych przeprowadził z nim Wojciech „Wampir‟ Jagielski. Natknąłem się tam na iście upiorny fragment, w którym Jagielski pyta Beksińskiego o jego próby samobójcze. Obaj panowie podchodzą do tematu bardzo luźno, dowcipkują. Potem Jagielski pyta gościa, czy już z samobójstwa „wyrósł‟, na co ten odpowiada potwierdzająco. Odcinek nagrano w 1998 r. Aż ciarki człowieka przechodzą przy tej wymianie zdań. Wiemy wszak, że kilka miesięcy później Beksińskiemu umrze matka, a on sam w Wigilię następnego roku popełni samobójstwo kolejne, tym razem udane.

4. Swoją drogą, proponuję Wam obejrzenie w wolnej chwili innych archiwalnych odcinków Wieczoru z wampirem, których na YouTubie trochę się znajdzie. Raz, że to był świetny talk-show i doskonalę wytrzymał próbę czasu (zaraz będzie dwadzieścia lat!), dwa, że Jagielski zapraszał osoby, przy których widzowi trudno się nudzić (Cejrowski, Korwin-Mikke, Kazimierz Kaczor, Marcin Daniec, Stanisława Celińska, Krzysztof Kowalewski), trzy, że niektórych z tych osób już wśród nas nie ma (Beksiński, Ciechowski, Marek Walczewski, Jacek Kaczmarski, Violetta Villas), cztery, że to lata dziewięćdziesiąte pełną gębą.

5. Z innego talk-showu, dla odmiany bardzo nowego i z antypatyczną prowadzącą, dowiedziałem się przypadkiem (nie oglądam, lecz zerknąłem jednym okiem w odpowiednim momencie), iż pierwszą Amerykanką, która samodzielnie dorobiła się (prawie) miliona dolarów, była… czarnoskóra Sarah Breedlove. Madam C. J. Walker, bo pod takim pseudonimem działała w biznesie, zrobiła fortunę na kosmetykach dla Murzynek. W dobie walki o równouprawnienie powinno się chyba wspominać ją częściej.

6. Uber przynosi straty i gdyby był zwyczajnym przedsiębiorstwem podlegającym prawom popytu i podaży, już dawno powinien zbankrutować. Na powierzchni biznesowych wód utrzymują go ogromne pieniądze, które w spółkę ładują finansowi giganci pokroju Google’a, Amazonu i Goldmana Sachsa. Oto mała teoria neoliberalnego spisku: ukrytym, dalekosiężnym celem inwestycji jest zniszczenie lokalnych, tradycyjnych firm taksówkarskich. Gdy znikną, Uber będzie mógł podkręcić ceny, a korporacje spiją przewozową śmietankę (oczywiście pieniądze z podwyższonych opłat szły będą szerokim strumieniem do nich, nie do kierowców).

7. Czy powiedzieli Wam, że mechanizmy neoliberalizmu i globalizacji, pomimo posiadania pewnych wad, mimo wszystko działają, bo kraje rozwijające się bądź co bądź powoli się bogacą, a poziom życia ich mieszkańców podnosi się? Być może to bzdura. Najnowsze badania ekonometryczne sugerują, że za pozorami światowego wzrostu kryje się skok gospodarczy Chin, który zniekształcił statystyki. Reszta państw wzbogaciła się w rzeczywistości znacznie mniej niż sądzono.

8. Dlaczego tyle osób popiera rozdział kościoła (religii) od państwa, ale nikt jakoś nie chce rozdzielać nauki i technologii od państwa? Jeżeli odpowiedź przyszła Ci do głowy natychmiast, odrzuć ją, bo jest tyleż banalna co błędna. W pytanie kryje się bowiem zachęta do poważnego namysłu nad skomplikowanym, polityczno-kulturowym zagadnieniem. I z tym namysłem Was pozostawiam.

Sądowe procenty

W którymś Kompendium Wiedzy – mowa oczywiście o „bibliach gracza” wydawanych w latach 90. przez pewien kultowy miesięcznik poświęcony grom komputerowym – przeczytałem swojego czasu dowcipne opowiadanie o podróży zatłoczonym autobusem miejskim. Zapamiętałem z niego trzy fragmenty.

Pierwszy: na tabliczce podającej dopuszczalną ilość pasażerów w pojeździe narysowano znak nieskończoności. Drugi: gdy po gwałtownym hamowaniu ktoś wrzasnął do kierowcy, żeby uważał, bo nie wiezie przecież kartofli, ten ze stoickim spokojem wyciągnął spod siedzenia reklamówkę z ziemniakami i zamachał nią w powietrzu. Trzeci: ten sam kierowca „łapał” bagaże spóźnionych pasażerów. Wyglądało to tak, że gdy do autobusu szykującego się do odjechania z przystanku dobiegała jakaś baba z tobołem, kierowca czekał cierpliwie udając wspaniałomyślność. Zdyszana, przepełniona przedwczesną wdzięcznością baba ładowała się do środka trzymając wypchaną torbę przed sobą. Wtedy kierowca zamykał niespodziewanie drzwi, przycinając nimi bagaż dokładnie w połowie i odjeżdżał pospiesznie z przystanku wyrywając go z rąk właścicielki i zostawiając ją bezradną na przystanku. Po odjechaniu kilkuset metrów zatrzymywał się, przetrząsał toból, wyciągał z niego najwartościowsze przedmioty i wiktuały, a resztę wyrzucał na zewnątrz.

Wykorzystajmy pomysł z opowiadania do zilustrowania pewnego paradoksu kognitywno-sądowniczego. Wyobraźmy sobie, że w jakimś mieście działają dwa przedsiębiorstwa autobusowe, PKR i PKT. PKR jest dużo większe, obsługuje 90% ruchu autobusowego. Pojazdy obu firm są jednak do siebie bardzo podobne. Te same marki, zbliżona kolorystyka itd.

Gdzieś w mieście kierowca pewnego autobusu „wycina” torbę z rąk niedoszłej pasażerki. Świadkowie potwierdzają przebieg zdarzenia, lecz nie dostrzegli oznakowania pojazdu, ani tym bardziej tablicy rejestracyjnej. Analiza rozkładów jazdy nie na wiele się zdaje, bo PKR i PKT jeżdżą po tych samych trasach. Sprawcą mógł być kierowca pracujący dla PKR, ale równie dobrze mógł to być kierowca pracujący dla PKT.

No właśnie – „równie dobrze”? Bynajmniej! Na zdrowy rozum poszkodowana powinna z dokładnie dziewięćdziesięcioprocentową pewnością wskazać jako winowajcę PKR. Jednak sąd na taką argumentację zapewne się nie zgodzi. Tymczasem szczegółowe zeznania świadków (w innych sprawach) rzadko odznaczają się pewnością wyższą niż 90 %. Ludzie są równi w obliczu prawa – ale prawdopodobieństwa nie.

Jeżeli ktoś uważa, iż paradoks jest bez sensu ze względu na idiotyczny punkt wyjścia, niech wymieni kradzież tobołka na potrącenie rowerzysty przez autobus, który następnie oddalił się z miejsca wypadku. Tak czy owak, w Blogrysie poświęcam chyba zbyt dużo miejsca tym szlachetnym pojazdom dwuśladowym

Hamilton

Jestem zacofany, jeśli chodzi o nowinki technologiczne. Za dowód rzeczowy niech posłuży moja komórka – zgrabna, czarna, lekka Nokia 105, którą wystarczy ładować raz na tydzień. Pamiętam też, że nadzwyczaj późno, dopiero w drugiej połowie ubiegłej dekady, odkryłem możliwość oglądania filmów na DVD.

Jasne, wiedziałem wcześniej o tym wynalazku – wiecie, że napisanie tutaj „o tej technologii” byłoby uchybieniem językowym? to fascynujące zagadnienie semantyczne, gdyż zjawiska, które w mowie potocznej nazywamy „technologią”, powinno określać się jako „technikę”; na dodatek znaczenia pojęć „technologia” i „technika” są w języku angielskim mniej więcej odwrotne niż w polskim, co potęguje zamieszanie – no więc zdawałem sobie wcześniej sprawę z faktu wydawania filmów na DVD, lecz długo nie wpadłem na to, że przecież ja też mogę kupić odtwarzacz, podłączyć go do telewizora i oglądać na zawołanie przygody Jamesa Bonda.

Niedawno „odkryłem” z kolei legalne platformy z muzyką online. Okazuje się, że ze Spotify da się wygodnie strumieniować dowolną muzykę nie płacąc ani centa. W darmowej wersji trzeba tylko raz na jakiś czas – bez porównania rzadziej niż w stacjach radiowych! – wysłuchać krótkiej reklamy.

Jednym z pierwszych albumów odsłuchanych przeze mnie na Spotify był Hamilton, soundtrack z broadwayowskiego musicalu święcącego obecnie wielkie triumfy w USA. Spektakl opowiada o życiu oraz politycznym dziele Aleksandra Hamiltona, jednego z ojców założycieli Stanów Zjednoczonych.

Odsłuchałem i teraz bardzo chętnie obejrzałbym całość. Do USA na razie się nie wybieram, pozostaje więc trzymać kciuki za planowaną ekranizację. Płyta robi wrażenie. Owszem, dużo tam hip-hopu, ale takiego inteligentnego, z historyczną i polityczną treścią. Album dostępny jest także na YouTubie. Polecam!

Czy Polacy kiedykolwiek doczekają się podobnego widowiska o transformacji ustrojowej? Generał Jaruzelski jako groźny DJ Wrona, Wałęsa jako MC Lechu, Michnik jako niepokorny b-boy? Pomarzyć wolno. Serio uważam, że wśród młodzieży (i nie tylko) byłby to wielki hicior.