Najlepsze z przeczytanych w 2013: Fikcja

5. Prowadź swój pług przez kości umarłych
(Olga Tokarczuk)

Tokarczuk_okladka.cdrPodejrzliwość czytelnicza kazała mi kojarzyć nazwisko Tokarczuk z feministycznym pisarstwem nagradzanym z powodów polityczno-poprawnościowych. Niesłusznie. Prowadź swój pług przez kości umarłych jest nad wyraz dobrym, nastrojowym kryminałem obyczajowym. Twist fabularny związany z tożsamością mordercy rekompensuje pomniejsze wady, a delikatne przesłanie ekologiczne wzbogaca treść. Równie delikatnie przypominam, że popełniłem rok temu recenzję.

4. To Say Nothing of the Dog
(Connie Willis)

to_say_nothing_of_the_dogW dzieciństwie lektury często miały w sobie coś magicznego. Książki przenosiły mnie do swojego świata. To nie metafora, chodzi o konkretne doznanie czytelnicze: po prostu wydawało mi się, że obserwuję fabułę i bohaterów od wewnątrz. W wieku wczesnonastoletnim tamten sposób percepcji literatury się niestety urwał. Owszem, książki wciąż potrafiły oczarować mnie klimatem i wciągnąć bez reszty intrygą, ale prawie nigdy nie dochodziło do pełnej immersji. Sądziłem, że to kwestia wieku, że starym koniom nie wolno podróżować do Niekłaja i na Wyspę Lincolna. Na szczęście wolno. To kwestia książki. Po prostu: im człowiek starszy, po tym ambitniejsze tytuły sięga, a literacka jakość nie musi wcale iść w parze z magią świata wykreowanego.

Immersja nastąpiła więc zupełnie niespodziewanie. Tym lepiej.

Nie licząc psa jest bowiem w każdym celu powieścią uroczą. Connie Willis z przymrużeniem oka snuje opowieść o podróży do przeszłości, na angielską prowincję epoki wiktoriańskiej. Bohaterowie to dwoje historyków z 2057 r., którzy poszukują pewnej wazy, niezbędnego elementu projektu odbudowy starej Katedry w Coventry. Wikłają się przy tym w paradoksy związane z wycieczkami temporalnymi i w perypetie natury sercowej. Przesympatyczne postacie i charakterystyczny, ironiczny styl Willis wciągnęły mnie w lekturę bez reszty i zalały orzeźwiającą atmosferą angielskiego lata.

3. Wigilijne psy
(Łukasz Orbitowski)

wigilijne_psyZalety opowiadań Łukasza Orbitowskiego wypada wyliczyć na palcach prawej dłoni. Po pierwsze, autor posiadł rzadką wśród polskich pisarzy beletrystycznych umiejętność łączenia psychologizującego stylu z „filmowością” opisywanych scen. Niekiedy robi z niej zresztą użytek z pełną premedytacją (jak w opowiadaniu Serce kolei). Po drugie, Orbitowski umie stopniować napięcie, łączyć tropy horrorowe z sensacyjnymi (Opowieść taksówkarska, Angelus). Po trzecie, zamieszkały w Kopenhadze pisarz jest bodajże jedynym dobrym, współczesnym, polskim twórcą horroru, który swoje utwory śmiało osadza w rodzimej rzeczywistości ponurych blokowisk (Kacper Kłapacz) i zapyziałych miasteczek (Objawienia). Wypada pochwalić tu Bookrage, który doskonale dobrał okładkę mojego e-wydania. Po czwarte, Orbitowski potrafi także komponować zapadające w pamięć zakończenia (Serce kolei, Zmierzch rycerzy światła). Po piąte wreszcie, autorowi Tracę ciepło nie sposób odmówić ambicji. Niektórymi swoimi utworami aspiruje wysoko. Nie zawsze mu wychodzi (Autostrada, Lombard, Zmierzch rycerzy światła), ale czasami ociera się o wybitność – tytułowe Wigilijne psy to jedno z najlepszych polskich opowiadań fantastycznych, jakie znam.

Kropla dziegciu w beczce miodu: Zwolennicy horroru z prawdziwego zdarzenia mogą być mimo wszystko rozczarowani, bo lektura Orbitowskiego w gruncie rzeczy nie wywołuje w czytelniku uczucia grozy. Za to niepokój, również egzystencjalny, jak najbardziej.

2. Paragraf 22
(Joseph Heller)

paragraf_22Najwybitniejsza satyra XX wieku przez pierwszych sto stron nuży. Nieliniowa narracja, fragmentaryczne rozdziały oraz zbyt liczna galeria postaci męczą czytelnika. Z czasem jednak przyzwyczajamy się do stylu Hellera i nie wiedzieć kiedy wszystkie trzy cechy stają się zaletami. Pal licho, że Paragraf 22 obnaża bezsens wojny; ta książka to przede wszystkim korowód prześmiesznych, doskonale napisanych, wojskowych epizodów. Trzeba tylko odrobiny cierpliwości. Humor rozkręca się na dobre dopiero w rozdziale ósmym, w przekomicznej scenie przesłuchania przed komisją dyscyplinarną.

1. Opowiadania
(Marek Hłasko)

opowiadania_hlaskoLektura opowiadań Hłaski zafunduje zimny prysznic każdemu młodemu pisarzowi-in-spe. To wprost niewiarygodne, że Bazę Sokołowską napisał dwudziestolatek, którego edukacja została upośledzona wybuchem Drugiej Wojny Światowej, który miał w szkole opinię łobuza i który w wieku 16 lat musiał iść do pracy jako kierowca ciężarówki. Hłasko z niebywałą zręcznością kreśli psychologiczne portrety swoich bohaterów i śmiało odsłania przed czytelnikiem ciemne strony socjalizmu ludowego lat pięćdziesiątych. Fabułę zrasza obficie wódką, sporo też w jego prozie nieudanej miłości. Za najwybitniejsze opowiadanie w zbiorze uważam Pętlę, przejmujące studium alkoholowego upodlenia, ale żadne inne nie schodzi poniżej wysokiego poziomu. Tragiczne życie autora przydaje im zresztą autentyzmu.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Najlepsze z przeczytanych w 2013: Fikcja

  1. Ten Hłasko chodzi za mną od paru dobrych lat… No i ta Tokarczuk. Zachwalała Aga, zachwalasz Ty – czyżby spod skrzydeł GW wyszło coś spoko?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s